Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

czwartek, 24 lipca 2014

Włosy - myć?

Wpadłam dziś tu na chwilę, żeby podzielić się z Wami małą dygresją po zakupieniu ... szamponu do włosów.
 
To, że parabeny są szkodliwe już w miarę powszechnie wiadomo. Nadal można je znaleźć w bardzo wielu kosmetykach, ale co bardziej świadomi wśród nas przelatują wzrokiem etykiety na kosmetykach upewniając się, że ten wybrany przez nas akurat parabenów nie zawiera. Niektórzy producenci hasła "bez parabenów" zaczęli nawet używać jako chwytu reklamowego i informują nas o tym wielkimi literami w widocznym miejscu, więc nie musimy nawet specjalnie szukać w składzie wypisanym mikroskopijnymi literkami.
Po parabenach jednak wybuchła kolejna bomba o nazwie "cocamide DEA" lub "cocamide diethanolamine". Substancja powszechnie stosowana w mydłach i szamponach jako czynnik spieniający okazała się być rakotwórcza. Mimo to w ubiegłym roku Amerykańskie Centrum Środowiska i Zdrowia w Kalifornii znalazło ją aż w 98 różnych szamponach i mydłach obecnych na rynku w USA (w tym "organicznych"). Sprawdźcie więc czy nie ma jej i w waszym.
 
I co?
Uf, w szamponie, którego rano użyliście do mycia włosów nie ma jej.
A co jest zamiast tego?
Pewnie to, co w moim - cocamidopropyl betaina...
... która w 2004 roku została ogłoszona ALERGENEM ROKU przez Amerykańskie Towarzystwo Kontaktowego Zapalenia Skóry. I znajduje się na liście w "doborowym towarzystwie" wraz z niklem (Alergen Roku 2008), czy kortykosteroidami (Alergen Roku 2005) - American Contact Dermatitis Society .
 
No cóż, może czas na zmianę "fryzury", może po prostu włosy są ... przereklamowane????
 
 
W tym roku moje wakacje wyglądają dość nietypowo, więc na fotografii wspomnienie z poprzednich - Omisz wieczorem.
A muzyka i obrazki z jednego z moich ulubionych filmów Eat, Pray, Love - Eddie Vedder.
 

sobota, 19 lipca 2014

Lipcowa Moda na Zdrowie - mięśnie

Jeśli wybieracie się na wakacje i w drodze lub na leżaku macie ochotę poczytać, polecam lipcową Modę na Zdrowie, a w niej między innymi mój artykuł o naszych niezwykłych mięśniach :-)
 
Już wkrótce napiszę coś również tu, tym razem z dalekiej Północy, na której zagoszczę na dłużej i gdzie mam nadzieję mieć więcej czasu na to co lubię, w towarzystwie zórz polarnych i w długie polarne noce :-)
 
Do Mody na Zdrowie nadal zapraszam co miesiąc. W sierpniu będzie o genialnej współpracy kości i stawów, a we wrześniu o magicznym tańcu, który niezmiennie trwa od zarania dziejów - o zapłodnieniu.
 
 
 
 
Dawno nie było nic do słuchania :-)
Na dzisiaj wakacyjnie romantyczny Ozark Henry i "Incurable romantic" :-)


 
 
 
 

niedziela, 1 czerwca 2014

Wykład - Czy wiesz co jesz?

Serdecznie zapraszam wszystkich na mój wykład, który odbędzie się 5 czerwca o godz. 20.30 w Fitness Premium Club - COB w Katowicach
Więcej informacji można znaleźć tutaj: WYKŁAD

ZAPRASZAM! :-)

niedziela, 4 maja 2014

Serce - majowa Moda na Zdrowie

Zapraszam do majowej Mody na Zdrowie. Tym razem piszę w niej o naszym wspaniałym sercu i niesamowitym układzie krwionośnym.
Miłego czytania :-)


sobota, 3 maja 2014

Jestem tendencyjna...

Powodem do napisania dzisiejszego posta stał się poniższy komentarz, który pojawił się pod moim wpisem o oleju lnianym  http://naturopatia-sanatum.blogspot.com/2013/06/olej-lniany.html .
Postanowiłam odpowiedzieć na niego w nowym wpisie, żeby moja odpowiedź nie zaginęła, bo przedstawione obiekcje autora są ważne i dziękuję za nie.
 
>>>To nie jest dobry artykuł. Jego teza jest następująca: Olej lniany jest zły (albo nie działający), Olej rybi jest dobry. Cała teza jest oparta na jednym badaniu klinicznym, którego wiarygodności ani celowości nie sposób zweryfikować. Obecnie można spotkać dziesiątki badań klinicznych, które udowodnią wszystko co "trzeba". Drugą podstawą formułowanej tezy, są niejasno sformułowane w artykule przypuszczenia na temat roli składu Oleju lnianego. Zupełnym nieporozumieniem jest operowanie przez Autorkę, pojęciem "olej rybi". Nic takiego nie istnieje. O ile istnieje olej lniany, to olejów uzyskiwanych z ryb może być bardzo wiele i różnych. Szkoda bo temat jest ciekawy, Autorka interesująca, a podejście wygląda na tendencyjne. <<<
 
 Zacznę z odrobiną sarkazmu. Nie byłby to pierwszy raz w historii nauki/medycyny gdy jeden projekt badawczy stał się podstawą potężnej teorii, w dodatku wiecznie żywej. Mam tu na myśli "legendarne" badania Ancel'a Keys'a dotyczące cholesterolu, które stały się fundamentem tzw. koncepcji Dieta-Serce, mimo tego, że były bardzo wątpliwie wiarygodne, wręcz zatajono w nich niewygodne rezultaty.
 
Ale żarty na bok ;-)
 
To, że przywołany w moim wpisie artykuł stał się powodem tego wpisu nie oznacza, że jest on jedyny. Zainteresowanym polecam artykuł przeglądowy o tej tematyce z 2006 roku z czasopisma American Journal of Clinical Nutrition, w którym, znajdziecie odnośniki do oryginalnych prac źródłowych (Wang i inni, 84:5-17, http://ajcn.nutrition.org/content/84/1/5.full.pdf+html ).
 
Jeśli wpiszemy w PubMed lub Google Scholar stosowne hasło znajdziemy również wiele artykułów, w których opisywane są badania dowodzące unikatowych właściwości prozdrowotnych oleju lnianego. Niestety badania naukowe trzeba umieć czytać i jako naukowiec z przykrością muszę się zgodzić w opinią autora komentarza, że obecnie można znaleźć badania, na postawie których można "udowodnić" praktycznie wszystko. Miałam wielkie szczęście tłumaczyć książkę wspaniałego i niezależnego lekarza oraz naukowca Uffe Ravnskova ("Cholesterol - naukowe kłamstwo"), i często się do niej odnoszę. Człowiek ten zadał sobie trud dogłębnego przeanalizowania literatury dotyczącej cholesterolu i opisuje między innymi, kolokwialnie rzecz ujmując, jaką ściemą mogą być badania naukowe.
 
Bardzo często bywa tak, że gubiąc się dżungli zaprzeczających sobie badań doznajemy olśnienia gdy sięgniemy do podstawowej wiedzy z zakresu fizjologii człowieka. Tak jest również w tym przypadku.
W podręcznikach dot. fizjologii człowieka znajdziecie następujące stwierdzenie:
>>>Eikonazoidy powstające w rodzinie omega-6 wzmagają krzepliwość, zwężają naczynia, stymulują postępowanie zmian miażdżycowych, nasilają reakcje zapalne i alergiczne a także stymulują proliferację komórek i rozrost tkanki nowotworowej, zwłaszcza w gruczole sutkowym, jelicie grubym i prostacie. Eikozanoidy z rodziny omega-3 działają odwrotnie, antyagregacyjnie, przeciwzapalnie, zmniejszają kurczliwość naczyń krwionośnych, przyczyniają się też do zahamowania zmian nowotworowych.<<<
Jak to się ma do przywołanego tu oleju lnianego i oleju rybiego?
Mimo, że olej lniany jest bogaty w kwas alfa-linolenowy (ALA) należący do kwasów omega-3, któremu przypisywane są prozdrowotne właściwości oleju lnianego, jednak oprócz tego zawiera również sporo kwasów omega-6, bo aż 16% wszystkich kwasów tłuszczowych. Nie jest to oczywiście tak dużo jak w oleju słonecznikowym (71%), kukurydzianym (57%) czy sojowym (54%), niemniej jednak znacząco więcej niż w oleju rybim, w którym zawartość omega-6 jest tak niska, że praktycznie do pominięcia. A to oznacza, że spożywanie dużych ilości oleju lnianego jest jak równoczesne naciskanie na gaz i na hamulec, z jednej strony pozytywne efekty ALA, z drugiej negatywne efekty omega-6.
 
Nie bardzo rozumiem zarzut autora powyższego komentarza co do terminu "olej rybi". Olej rybi jest tłuszczem pochodzącym z ryb. Szczególnym rodzajem oleju rybiego jest tran. Zdarza się, że każdy olej rybi nazywany jest tranem jednak nie jest to zgodne z przyjętą terminologią. Termin "tran" jest bowiem zarezerwowany dla oleju wątłuszowego, czyli oleju z wątroby dorszowatych.
 
Aż wreszcie na koniec to, co umieściłam w tytule. Jestem tendencyjna?
 
Podkreślam to zawsze, na każdym kroku, przy każdej okazji, również w tym blogu, w opisie mojego profilu, na mojej stronie - jestem fanką kwasu eikozapentaenowego (EPA), należącego do omega-3. Pod jego "cudownością" podpisuję się obiema rękami i nogami już od lat. I nie wstydzę się tego. Bo mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, nie przesadzając, że odpowiednie odżywianie i EPA uratowały mi życie. Dlatego jestem wielką orędowniczką obu, prawidłowego odżywiania i EPA. Obu tematom poświęcam mnóstwo swojego czasu, tak w teorii (zgłębiając wiedzę), jak i w praktyce - zajmując się doradztwem żywieniowym oraz dystrybucją preparatów na bazie EPA. I obie te działalności przydarzyły mi się z tego samego powodu - od lat dzieliłam się zarówno swoimi doświadczeniami w tym zakresie, jak i zamawianymi w UK na własny użytek preparatami z EPA, aż wreszcie przyjęło to takie rozmiary, że wiele osób zaczęło mnie wręcz prosić o to, żebym zrobiła z tego również moją pracę, nie tylko hobby.
Jak zapewne zauważyliście jestem również gorącą zwolenniczką oleju kokosowego, choć go nie sprzedaję. Homeopatii - choć nie jestem właścicielka apteki homeopatycznej. Innych niż cukier i syntetyki substancji słodzących choć nie prowadzę sklepu ze zdrową żywnością. Astaksantyny, witaminy D3 itd., itp.
 
Czy jestem więc tendencyjna? Moja odpowiedź brzmi - ABSOLUTNIE NIE.
 
Po prostu robię to, w co wierzę. Mimo, że często wymaga to ode mnie rezygnowania z wolnego czasu i wybierania między tym, a rodziną, bo nadal niezależnie od tego pracuję naukowo i uczę studentów studiów biologicznych. Nie sztuką jest narzekać, oceniać, krytykować, znajdować dziury w całym. Sztuką jest coś robić z tym, w co wierzymy. Amen.
 
Podsumowując ten dzisiejszy nieco długi wpis zapewniam, że do tematu oleju rybiego i EPA wrócę jeszcze nie jeden raz. I na pewno nie dlatego, że jestem tendencyjna :-)
 
 
 
W załączeniu tradycyjnie fotografia - jedna  z moich ulubionych z przemiłymi wspomnieniami. Moja wówczas 7-letnia Zosia w roli Kleopatry, z najprawdziwszym w świecie wężem na głowie. Każdemu życzę takiej odwagi i zaufania właściwej osobie :-)
No i muzyka. Dzisiaj piosenka, którą lubimy obie z Zosią - The Lumineers i "Ho hey".
 
 
 
 

 

 

niedziela, 13 kwietnia 2014

Homocysteina - czynnik ryzyka nie tylko miażdżycy


O homocysteinie już pisałam jako o czynniku ryzyka miażdżycy. Jej nagminne pomijanie w diagnostyce i profilaktyce choroby wieńcowej i miażdżycy nadal mnie zadziwia tym bardziej, że nawet na stronach laboratoriów analitycznych badanie poziomu homocysteiny wchodzi w zakres badań diagnostycznych tych schorzeń. Tu przykład ze strony sieci laboratoriów Diagnostyka http://www.diag.pl/Badanie-Homocysteina.93+M5e684ea0828.0.html
 
Jednak miażdżyca to nie tylko jeden z potencjalnych skutków zbyt wysokiego poziomu homocysteiny w krwi.
 
Lista schorzeń, przy których wymienia się homocysteinę jako czynnik ryzyka jest długa:
  • nowotwory,
  • cukrzyca,
  • choroby tarczycy,
  • choroby neurodegeneracyjne,
  • depresja i zaburzenia nastroju,
  • niepłodność,
  • zapalenie jelit,
  • zespół przewlekłego zmęczenia,
  • komplikacje w czasie ciąży.
 
Co powoduje, że nadmiar homocysteiny ma związek z tak wieloma schorzeniami, w dodatku tak zróżnicowanymi?
 
Odpowiedź brzmi - metylacja.
 
Metylacja jest procesem potrzebnym, by zachodziły normalne podziały komórkowe i naprawa DNA. W procesie metylacji wątroba przeprowadza liczne reakcje enzymatyczne i procesy metaboliczne konieczne by zachodziła detoksyfikacja naszego organizmu. Metylacja dostarcza organizmowi grup metylowych, które są wykorzystywane do innych procesów zależnych od metylacji takich, jak synteza kreatyniny, choliny, karnityny, koenzymu Q10, melatoniny czy białek otoczki mielinowej. Metylacja odgrywa również zasadniczą rolę w metabolizmie neurotransmiterów takich, jak dopamina, serotonina i metylowane fosfolipidy, które biorą udział w przekazywaniu sygnałów w błonach komórkowych.
 
Kiedy metylacja nie przebiega wystarczająco efektywnie?
W procesie metylacji kluczową rolę odgrywają witaminy B6, B12 i kwas foliowy. Te same, które biorą udział w usuwaniu nadmiaru homocysteiny, ponieważ jest ona usuwana poprzez jej metylację.
Tak więc wysoki poziom homocysteiny świadczy o upośledzonej metylacji w naszym organizmie. A to właśnie niedostateczna metylacja jest odpowiedzialna za wspomniane choroby.
Takie proste badanie. Takie proste "leczenie" - wystarczą odpowiednie witaminy. I tak daleko idące zaniedbywanie tego faktu ...
 
Literatura:
1.       Crider KS, Yang TP, Berry RJ, Bailey LB: Folate and DNA methylation: a review of molecular mechanisms and the evidence for folate's role. Advances in nutrition 2012, 3:21-38.

 
2.       Selhub J: Folate, vitamin B12 and vitamin B6 and one carbon metabolism. The journal of nutrition, health & aging 2002, 6:39-42.
 
3.       Tiemeier H, van Tuijl HR, Hofman A, Meijer J, Kiliaan AJ, Breteler MM: Vitamin B12, folate, and homocysteine in depression: the Rotterdam Study. The American journal of psychiatry 2002, 159:2099-2101.
 

 
Na fotografii wiosenne dzikie bratki zebrane przez moją Córcię.
A do posłuchania niezwykły młody talent - Tom Odell i piosenka Make the moment last.
 
 
 
 
Powiązane posty:
Homocysteina - przyczyna miażdżycy