Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

czwartek, 30 lipca 2015

Czy duża częstotliwość badań usg w trakcie ciąży jest bezpieczna dla dziecka?

Trochę mam zaległych rzeczy do napisania i tematów do omówienia ale potrzeba napisania akurat na powyższy temat pojawiła się nagle i niespodziewanie.

Kilka dni temu zdarzyło mi się udostępnić na facebookowej stronie Naturopatii-Sanatum link dotyczący zagrożeń, jakie niesie "nadgorliwe" wykonywanie badania ultrasonograficznego w trakcie ciąży. W linku były informacje i odnośniki do literatury naukowej. Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku godzinach nie znalazłam tego wpisu na stronie, a przy próbie ponownego umieszczenia go wraz z linkiem dowiedziałam się, że został on przez kogoś zgłoszony do administratora, jako zawierający obraźliwe treści i usunięty.

Nie wydaje mi się, żeby te informacje były obraźliwe, a za to na pewno są ważne dla kobiet w ciąży lub planujących ciążę. Ale nie tylko to. Ta sprawa pokazuje pewne globalne niepokojące "zjawisko" mające miejsce również w polskiej służbie zdrowia.

Na początek myślę, że zastanowią Was fakty z kraju, gdzie aktualnie jestem, z Szwecji. Fakty dotyczące opieki zdrowotnej i kobiet w ciąży.

Przede wszystkim kobieta ciężarna jest pod opieką położnej, a nie lekarza. Jedynie w sytuacji jeśli położna stwierdza jakąś nieprawidłowość kobieta jest kierowana do lekarza. Dlaczego tak jest? Bo zdaniem znamienitych tutejszych profesorów ciąża jest normalnym stanem, a nie chorobą. Prawda, że trudno z tym oczywistym stwierdzeniem polemizować? Ale skoro tak, to dlaczego kobiety w Polsce muszą się nieustannie widywać z lekarzem, który za każdym razem bada je mniej lub bardziej nieprzyjemnie oraz niejednokrotnie przy każdej wizycie wykonuje usg???? W Szwecji, w której ciąża nie jest chorobą, badanie usg wykonywanie jest zaledwie jeden raz, pomiędzy 18 a 20 tygodniem ciąży, a badanie ginekologicznie w ogóle nie ma miejsca. Tak, właśnie tak, nie przejęzyczyłam się. Ponadto, wykonuje się stosunkowo niewiele innych badań (z krwi i moczu). W trakcie porodu lekarz pojawia się wyłącznie w razie komplikacji lub jeśli kobieta zażyczy sobie znieczulenie.

Jak myślicie, dlaczego udział lekarza jest tak minimalny i dlaczego kobiety ciężarnej prawie się nie bada?

Z oszczędności?

Czy z oszczędności naraża się życie i zdrowie kobiet i dzieci? Czy należy współczuć kobietom w Szwecji, bo nie mogą liczyć na lekarza? Czyżby?

Zdecydujcie sami przyglądając się poniższym faktom:
  • Szwecja plasuje się na drugim miejscu światowego rankingu krajów najlepszych i najbardziej pożądanych do rodzenia w nich dzieci. Na pierwszym miejscu jest... Finlandia.
  • Śmiertelność noworodków wynosi tu 1,5 na 1000 urodzeń i jest drugą najniższą w Europie, zaraz po... Islandii.
  • Badania kohortowe (na dużej grupie ludzi) pokazują, że praktykowana w Szwecji opieka położnej mimo braku badań lekarskich i nieustannych usg skutkuje bardzo niską liczbą przedwczesnych porodów. Zaledwie 5% ciąż kończy się tu przedwcześnie, a przy tak "niewielkiej wiedzy" o stanie dziecka, niewielkiej skoro prawie nie ma badań, szwedzka neoanatologia i skuteczność w doprowadzaniu do stanu pełnego zdrowia dzieci urodzonych przedwcześnie jest sławiona na całym świecie.
No nic tylko współczuć kobietom w Szwecji, prawda?

Wybaczcie sarkazm, ale trudno się mu oprzeć bo wynikający w powyższych faktów wniosek może być tylko jeden i nie boję się mówić o tym na głos - jedynym powodem nadmiernie rozbudowanej opieki lekarskiej kobiet w ciąży i wykonywania im niezliczonych badań, w tym usg na każdej wizycie, jest to, że jest to łatwe źródło dochodów. Dla kobiety dziecko, które nosi to największy skarb. Jak więc może ryzykować odmawiając regularnych kontroli lekarskich i oglądania za każdym razem na ekranie monitora usg swojego dziecka.

Najgorsze jest jednak to, że nie chodzi tu o to czy ginekolog będzie miał więcej pieniędzy, czy mniej. Chodzi o zdrowie, bezpieczeństwo i komfort dzieci.

Dlaczego?

Oto co wiadomo o badaniu ultrasonograficznym.

Po pierwsze usg prowadzi do lokalnego przegrzania skanowanych tkanek. Różne tkanki ulegają podgrzaniu w różnym stopniu. Wiele zależy od czasu ekspozycji, od urządzenia i od tego jak często głowica usg jest przesuwana. Teoretycznie jeśli badanie jest wykonywane prawidłowo temperatura wzrasta jedynie o 1 do 1,5 stopnia, co uważa się za bezpieczne. Jeśli ... Jednak w przypadku tzw. usg dopplerowskiego wygląda to już dużo gorzej, bo temperatura może wzrosnąć nawet o 10 stopni! I jest to już dużo więcej niż to, co uważane jest za bezpieczne a szczególnie wrażliwy na zbyt wysoką temperaturę jest rozwijający się mózg dziecka.

Po drugie usg wiążę się z powstaniem fali akustycznej w tkankach, czyli drgań, które działają mechanicznie na błony komórkowe. Regulacja metabolizmu komórkowego i zachowania się  błony komórkowej to złożony proces, który obejmuje działanie zarówno czynników chemicznych, jak i fizycznych, w tym mechanicznych. Stwierdzono, że drgania emitowane w takcie badania usg mogą wpływać na przepuszczalność błon komórek dziecka, a tym samym wpływać na jego rozwój. I ponownie za szczególnie wrażliwy na ten czynnik organ uważa się rozwijający się układ nerwowy dziecka.

Badania pokazują, że:

usg może przyczyniać się do przedwczesnego porodu i poronień, niskiej masy urodzeniowej, słabszej kondycji dziecka w trakcie porodu, dysleksji, zaburzeń rozwoju mowy, leworęczności
- usg Dopplera zwiększa 2-krotnie(!) ryzyko śmierci okołoporodowej, o 30% zwiększa ryzyko opóźnienia wzrostu i rozwoju wewnątrzmacicznego

Powyższe fakty z publikacji naukowych można mnożyć. Równocześnie oficjalne stanowiska instytucji medycznych głoszą, że badanie usg w trakcie ciąży jest bezpieczne. Można pytać dlaczego tak jest .. albo można po prostu zrobić co należy.
Krajom skandynawskim należy bić brawa a innym, w tym Polsce ... co? Nie wiem ... W każdym bądź razie tym, którym się ten wpis nie spodoba od razu mówię, że ten blog nie jest miejscem demokratycznej polemiki, ten blog jest moim blogiem.

Zainteresowanych konkretnymi badaniami odsyłam do tego linku http://chriskresser.com/natural-childbirth-iib-ultrasound-not-as-safe-as-commonly-thought/ Znajdziecie tam odnośniki do artykułów naukowych.


Na fotografii piękne skały Ponta da Piedade w Portugalii.
Do posłuchania Tom Rosenthal, moje dzisiejsze odkrycie. Rami, dzięki :) Oprócz muzyki cudowne krajobrazy.


niedziela, 19 lipca 2015

EPA w leczeniu i zapobieganiu rakowi jelita grubego



Nie bez powodu piszę niniejszy post akurat dzisiaj. 9 lipca odbyło się seminarium, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Seminarium prowadził Profesor Mark Hull z Wielkiej Brytanii. Przedmiotem seminarium było zastosowanie kwasu eikozapentaenowego (EPA; jeden z kwasów omega 3) w zapobieganiu rakowi jelita grubego oraz w zapobieganiu jego przerzutom.
 
Profesor Hull jest klinicystą i konsultantem ds. gastroeneterologii. Naukowo zainteresowany jest molekularnymi mechanizmami karcenogenezy jelita grubego oraz zapobieganiem temu schorzeniu. Jest absolwentem Biochemii na  Uniwersytecie w Cambridge i Medycyny na Uniwersytecie w Oxfordzie a doktorat zrobił na Uniwersytecie w Nottingham z zakresu biologii komórki leczenia wrzodów żołądka. Został nagrodzony Medalem Linacre przez Royal College of Physicians w Londynie.  
Aktualnie Profesor Hull pracuje nad projektem badawczym seAFOod (Systemic Evaluation of Aspirin and Fish Oil Bowel Polyp Prevention Trial). Projekt seAFOod prowadzony jest we współpracy z Narodowym Programem Przesiewowym Raka Jelita Grubego w Wielkiej Brytanii. Celem projektu jest zbadanie czy samo EPA, lub w połączeniu z aspiryną może być powszechnie i skutecznie stosowane w zapobieganiu rakowi jelita grubego.
 
Projekt seAFOod ruszył w dniu dzisiejszym.
 
Rak jelita grubego jest trzecim najpowszechniejszym nowotworem złośliwym zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, a drugim w kolejności jeśli chodzi o śmiertelność. Jego leczenie jest bardzo agresywne (chirurgia, chemioterapia i radioterapia) i średnio skuteczne. Na tą chwilę wiadomo już jednak, że ten rodzaj nowotworu jest z powodzeniem możliwy do uniknięcia. Rozwój raka jelita grubego jest stosunkowo powolnym procesem. 5-10 lat trwa rozwój złośliwych polipów a przerzut nowotworu do wątroby może pojawić się od razu ale może też zająć aż 5 lat.
 
Od dawna wiadomo już jakie czynniki zwiększają ryzyko zachorowania na raka jelita grubego i ich unikanie zmniejsza szansę zachorowania. Uważa się jednak, że prawdziwa prewencja, taka, która jest w stanie nas uchronić od tego raka a nie tylko zmniejszyć szansę zachorowania możliwa jest tylko dzięki zastosowaniu odpowiednich substancji i nazywana jest chemoprewencją. Obecnie lekarze i naukowcy rozważają kilka substancji, które mogą być stosowane w skutecznej chemoprewencji raka jelita grubego. Profesor Hull postanowił zająć się EPA oraz EPA w połączeniu z aspiryną ponieważ to, co do tej pory już wiadomo z badań naukowych wygląda bardzo obiecująco. Projekt seAFOod będzie więc "sprawdzeniem" w praktyce na dużej grupie pacjentów publikowanych już od jakiegoś czasu doniesień naukowych o skuteczności EPA. Do tej pory badania takie przeprowadzono na mniejszych grupach ludzi (50-60 osób). W projekcie seAFOod weźmie udział 755 osób.
 
Nie chcę się w tym poście rozwodzić nad szczegółami badań, szczegółami projektu i mechanizmem działania EPA w tym przypadku. Na ten temat przygotowuję dłuższy artykuł. Dam Wam znać gdzie i kiedy będzie można go znaleźć :)
Reasumując i w dużym skrócie - wiadomo już, że zastosowanie 2 g czystego EPA spowalnia wzrost istniejącego nowotworu, zapobiega kacheksji nowotworowej (wyniszczenie organizmu w wyniku wieloczynnikowego zespołu zaburzeń metabolicznych spowodowanych chorobą nowotworową) i zapobiega przerzutom raka u osób po operacji. Te pozytywne efekty dotyczą długotrwałego stosowania EPA - przynajmniej 2 lata.
 
 
Przydatne linki:
- link do badań - seAFOod trial
- link do profilu Profesora Hulla na Uniwersytecie w Leeds - Profesor Mark Hull
- link do slajdów z seminarium Profesora Hulla - seminarium



Do posłuchania muzyka, która dzisiaj "przygrywała mi w tle" z TV :)

 

sobota, 4 lipca 2015

Zecydowanie wolę morze od basenu :)

Dzisiejszy post to taka dywagacja pourlopowa :)
 
W tym roku ponownie, podobnie jak przy okazjach innych wakacji wzdrygałam się oglądając tłum osób spędzających każdy dzień przy basenie i w basenie hotelowym mimo, że 130 schodów dalej :) u stóp pięknego klifu porośniętego piniami była długa piaszczysta plaża z krystalicznie czystą całkiem ciepłą wodą Atlantyku i przyjemną bryzą znad oceanu. W mniejszym basenie już koło południa woda robiła się mętnawa, w większym woda sprawiała wrażenie zagęszczonej dopiero pod wieczór ale i tak się mimowolnie wzdrygałam już rano :)
 
A Wy, wolicie basen czy naturalne akweny wodne?
 
A czy wiecie, że jedna na pięć osób otwarcie przyznaje się do tego, że przynajmniej raz zrobiła siusiu w basenie. A niektórzy byli sportowcy pływacy twierdzą, że każdy z nich robi to regularnie.
 
Teoretycznie sam fakt obecności uryny w wodzie basenowej, oprócz tego, że obrzydliwy, nie wydaje się aż tak groźny. W końcu mocz jest z reguły sterylny... przynajmniej wtedy gdy przebywa jeszcze w ciele ludzkim :) Nie stanowi więc takiego zagrożenia bakteryjnego w wodzie jak inne wydzieliny. Można też argumentować, że uryna jest bogata w substancje odżywcze i obecnie stosuje się ją jako nawóz. Więc w czym problem?
 
W tym, co dzieje się z uryną w zetknięciu z chlorem.
 
Do wody w basenie, jak wiadomo, dodawany jest chlor w celu zabicia bakterii. W efekcie tej dezynfekcji powstają produkty uboczne tworzone w reakcjach chloru z materią organiczną w basenie, a w szczególności z... moczem. W zeszłym roku ukazał się artykuł, w którym naukowcy pokazali, że z kwasu moczowego, który znajduje się w ludzkim moczu w kontakcie z chlorem powstają duże ilości takich substancji, jak chlorek cyjanu (CNCl) i trichloramina (trichlorek azotu, NCl3).
 
CNCl jest substancją toksyczną dla płuc, serca i centralnego systemu nerwowego a NCl3 uszkadza płuca. Wysokie stężenia CNCl mogą prowadzić do śpiączki, konwulsji a nawet śmierci. Uważa się, że nawet w skrajnych przypadkach stężenie tych substancji w basenach nie osiąga poziomów, które mogłyby wywołać tak groźne skutki. Okazuje się jednak, że zaledwie jednorazowe 40 minut w basenie zawierającym produkty uboczne reakcji chloru z uryną wystarczy, by doszło do uszkodzeń DNA, które mogą doprowadzić do raka. U osób, które spędziły tyle czasu w basenie obserwuje się wzrost w surowicy poziomu białka CC16, który świadczy o uszkodzeniach nabłonka pęcherzyków płucnych oraz tzw. mikrojądra w limfocytach, które łączy się z zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka. Stwierdza się również, że istnieje wyraźny związek pomiędzy częstotliwością korzystania z basenu a czerniakiem skóry.
 
Ale to jeszcze nie wszystko. Inne produkty uboczne reakcji chloru z materią organiczną takie, jak np. trihalometany (THMs) również są rakotwórcze. THMs obecne są nie tylko w basenach ale również w wodzie chlorowanej w kranach, która pijemy. Jednak stwierdzono, że są one bardziej toksyczne gdy kąpiemy się w takiej wodzie, niż gdy ją pijemy. Ponadto, woda w basenach jest silnie chlorowana, dużo bardziej niż woda w kranach a źródłem toksycznych produktów ubocznych reakcji z chlorem jest nie tylko uryna ale i każda inna materia organiczna w postaci włosów, złuszczonego naskórka czy pot.
 
Tak więc uważajcie na siebie na wakacjach a dla ochłody wybierajcie morza, jeziora i rzeki :)
 
 
Literatura:
 
 
Na zdjęciu "koniec świata" czyli Przylądek Św. Wincentego.
Do posłuchania Jeanne Added z Francji.
 
 
 
 
 

sobota, 6 czerwca 2015

Seria "Odpowiedzi" - Kwasy omega-6, wróg czy przyjaciel?

Podobnie jak pozostałe, dzisiejszy post z serii "Odpowiedzi" dotyczy problemu, który zdarza mi się często wyjaśniać. Dzisiaj w roli głównej kwasy omega-6.
  
Bardzo wiele osób czuje się zagubionych w tym temacie albo podejrzewa, że ktoś "mija się z prawdą". Nic dziwnego. Z jednej strony znajdujemy informacje, że kwasy omega-6 są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Szczególnie dużo mówi się o kwasie gammalinolenowym (GLA) i jego pozytywny wpływ na organizm jest szeroko opisywany. Zaleca się spożywanie olejów roślinnych szczególnie bogatych w kwasy omega-6. Z drugiej strony mówi się o tym inny kwas omega-6, kwas arachidonowy (AA) jest przyczyną stanów zapalnych i pogarsza istniejące stany zapalne. Oleje roślinne są bogate nie tylko w GLA ale również w AA.
Jak więc to pogodzić? Standardowa odpowiedź będzie brzmiała, że niektóre tłuszcze roślinne są szczególnie bogate w GLA a uboższe w AA i to właśnie te są tymi zdrowymi.
 
 Ale czy na pewno????
  
Niestety nie, nawet oleje roślinne bogate w dobroczynny GLA a ubogie w AA mogą pogarszać stany zapalne. Co za tym idzie mogą je również pogarszać suplementy z omega-6
  
O co tu chodzi???
  
W tym przypadku, jak w wielu innych, "diabeł tkwi w szczegółach". Szczegółowe przyjrzenie się przynajmniej pewnej części przemian, jakim podlegają kwasy tłuszczowe w naszym organizmie sprawi, że te sprzeczne informacje ułożą się w sensowną całość.
  
Do wyjaśnienie posłuży mi powyższy schemat.
  
Na początek wyjaśnię, że pro- i przeciwzapalne działanie kwasów tłuszczowych w naszym organizmie związane jest z tzw. eikozanoidami, które z nich powstają. Ekozanoidy pełnią rolę lokalnych hormonów, tzn. działają w pobliżu miejsca swojego powstawania ponieważ mają krótki okres półtrwania. Są one również nazywane witaminą F. Należą do nich takie substancje, jak prostaglandyny, prostacykliny, leukotrieny czy tromboksany. Ekozanoidy, które powstają z kwasu omega-3, nazywanego eikozapentaenowym (EPA), mają w naszym organizmie działanie przeciwzapalne. Przeciwzapalnie działają również ekozanoidy powstające z GLA. Z kolei eikozainody powstające z AA stymulują stany zapalne.
  
Zła wiadomość jest taka, że wszystkie kwasy omega-6 podlegają przemianom nazywanym cyklem kwasu arachidonowego i każdy z nich w konsekwencji może ulec przemianie do AA, również te dobroczynne, jak GLA. Oznacza to więc, że w pewnych warunkach GLA zamiast stać się źródłem przeciwzapalnych ekozanoidów, staje się źródłem prozapalnych eikozanoidów.
We wspomnianym cyklu kwasu arachidonowego biorą udział enzymy desaturazami (FADS2 i FADS1). Te same desaturazy biorą udział w przemianach kwasów omega-3. I to właśnie te enzymy są kluczem do zrozumienia i kluczem do właściwej, przynoszącej korzyści suplementacji kwasami omega.
  
Desaturazy w akcji
  
Punktem krytycznym w przemianach kwasów omega jest kwas omega-6 nazywany dihomo-g-linolenowym (DGLA). Powstaje on z GLA. Jego część ulega przemianom do eikozanoidów a nadmiar przemianie do AA. Jeśli usuniemy ze schematu kolumnę z kwasami omega-3, czyli jeśli w naszym organizmie brakuje kwasów omega-3, desaturazy bardzo efektywnie przekształcają kwasy omega-6 do DGLA. Tak efektywnie, że powstaje jego duża nadwyżka, która oznacza wzmożoną produkcję AA. Jeśli natomiast w naszym organizmie mamy odpowiedni poziom kwasów omega-3, mówiąc obrazowo, desaturazy są zajęte również nimi i w efekcie przemiany kwasów omega-6 do DGLA zachodzą mniej efektywnie i wolniej. Co za tym idzie powstają mniejsze ilości DGLA, nie ma nadwyżek DGLA, znacząco ograniczone jest lub całkowicie w ogóle nie ma miejsca przemiana DGLA do AA.
  
Oznacza to, że to od kwasów omega-3 zależy czy dobroczynne kwasy omega-6 rzeczywiście są dobroczynne czy też nam szkodzą.
  
Zrozumienie i uwzględnienie przemian, jakim podlegają kwasy tłuszczowe jest niezbędne nie tylko do tego, by suplementacja kwasami omega przyniosła nam korzyści ale również i przede wszystkim do tego, by nie zaszkodziła. A jak widać może.
  
Suplementacja kwasami omega-6 np. GLA z oleju z wiesiołka w sytuacji gdy cierpimy na niedobór EPA jest szkodliwa dla zdrowia. Producenci suplementów piszą na swoich opakowaniach, że ich suplement zawiera prawidłowy stosunek kwasów omega-3 do omega-6 (1:2). Świetnie, ale jeśli ten stosunek jest zaburzony w naszym organizmie suplementacja produktami o prawidłowym stosunku omega-3 do omega-6 pogłębia ten brak równowagi, przyczynia się do zwiększania poziomu omega-6 przy jednocześnie nadal zbyt niskim poziomie omega-3.
  
Nadmiar kwasów omega-6 nie tylko ulega konwersji do prozapalnych eikozanoidów ale również blokuje dostęp kwasów omega-3 do wspomnianych enzymów. Czyli mimo, że mam w organizmie jakąś ilość kwasów omega-3, nadmiar omega-6 uniemożliwia organizmowi wykorzystanie ich. Współczesna żywność jest bogata w kwasy omega-6. Ocenia się, że w skrajnych przypadkach realne spożycie kwasów omega-6 jest 25 razy wyższe niż kwasów omega-3. Ten potężny deficyt omega-3 sprawia, że suplementacja produktami o prawidłowym stosunku omega-3 do omega-6 w żaden sposób nie jest w stanie nam pomóc.
  
Dlatego prawidłowa, przemyślana suplementacja kwasami omega musi startować od suplementacji tylko EPA i to w wysokich dawkach, by przywrócić równowagę kwasów omega w naszym organizmie. Dopiero w drugiej kolejności i "pod osłoną" EPA należy wprowadzać do organizmu dobroczynne omega-6.
  
No i już wiadomo dlaczego od lat jestem fanką kwasu EPA :)
W jednym z następnych postów wyjaśnię dlaczego w ostatnich zdaniach napisałam "EPA" a nie "omega-3"
  
Idą wakacje! W Szwecji zaczynają się nieco wcześniej. Za tydzień będę już w Polsce. Do zobaczenia :)
  
Do posłuchania nowa piosenka mojego ulubionego wokalisty - Ozark Henry i At Sea. 
Powiązane posty:

niedziela, 26 kwietnia 2015

Seria "Odpowiedzi". Czy cierpię na niedobór kwasów omega 3?

 Jesteś przekonany, że odżywiasz się zdrowo, a nawet zażywasz suplementy na bazie tranu. Czy więc to pytanie dotyczy ciebie?

Jeśli...
Twoja skóra jest sucha, musisz nieustannie smarować dłonie kremem, twoje usta są przesuszone.
Twoje włosy są suche, łamliwe, nieustannie walczysz z łupieżem.
Twoje paznokcie się rozdwajają.
Masz problemy ze snem, wieczorem szybko tracisz energię a rano trudno zwlec cię z łóżka.
Nie możesz się skoncentrować i masz problemy z pamięcią.
Jesteś wrażliwy emocjonalnie, masz wahania nastroju, łatwo wpadasz w złość.

Jeśli doświadczasz dwóch lub więcej z wymienionych problemów, jest wysoce prawdopodobne, że mimo braku widocznych konkretnych schorzeń cierpisz na niedobór kwasów omega 3.

Pewnie niestety cię nie przekonałam. No, bo przecież odżywiasz się zdrowo... Sucha skóra, bo kosmetyk nie taki. Łupież, bo grzyby. Paznokcie, bo lakier do paznokci. Sen, bo łóżko niewygodne i tyle spraw w ciągu dnia. Problemy z koncentracją, bo dzieci ciągle coś chcą i cały dom na twojej głowie. Zły nastrój, bo pogoda nie taka, bo mąż cię zdenerwował.
 
Mam jednak złą wiadomość. Jeśli zignorujesz te wydawać by się mogło nic nie znaczące sygnały, które daje ci organizm, z czasem możesz zacząć chorować na zespół jelita drażliwego albo na zapalenie trzustki. Zostanie u ciebie zdiagnozowana miażdżyca. Pojawi się cukrzyca albo zespół przewlekłego zmęczenia. Zaczną ci dolegać przewlekłe stany bólowe o bliżej nieokreślonym pochodzeniu. Staniesz się ofiarą depresji. Zostanie u ciebie zdiagnozowany nowotwór jelita grubego albo piersi.
Przesadzam? Nie, nie przesadzam. Wprost przeciwnie, nie wymieniłam wszystkich schorzeń, które mogą być skutkiem niedoboru kwasów omega 3, a dokładniej jednego z nich, kwasu eikozapentaenowego (EPA).
 
Dlaczego to takie ważne?
 
Od dawna wiadomo już, że stosunek między kwasami omega 3 i omega 6 w naszym organizmie ma ogromne znaczenie dla zdrowia. Obecnie wiedza ta jest jednak dużo bardziej precyzyjna. Okazuje się, że kluczową rolę odgrywa stosunek pomiędzy jednym z kwasów omega 6, kwasem arachidonowym (AA) i jednym z kwasów omega 3, EPA.
 
Niski stosunek AA/EPA (pomiędzy 3 a 1,5) wskazuje na równowagę pomiędzy substancjami przeciwzapalnymi i prozapalnymi produkowanymi przez nasz organizm. Jeśli stosunek AA/EPA wynosi 7 i więcej oznacza to, że nasz organizm jest w stanie „ukrytego zapalenia”, a to zwiększa ryzyko rozwinięcia się schorzeń o typowym charakterze zapalnym. Stosunek AA/EPA większy niż 15 wskazuje na wysoki poziom stanów zapalnych i jest jednoznaczny z postępującą w organizmie chorobą zapalną. U podłoża wszystkich wymienionych przeze mnie schorzeń i wielu innych leżą ukryte, przewlekłe procesy zapalne, a stosunek AA/EPA jest ich biomarkerem. Z jednej strony nieprawidłowy AA/EPA jest przyczyną stanów zapalnych, a z drugiej strony przy stanach zapalnych zapotrzebowanie na EPA jest wielokrotnie wyższe niż u osób zdrowych, co dodatkowo pogarsza sytuację.

 
Od lat odpowiadam na pytania dotyczące EPA i obserwuję co dzieje się jeśli jego prawidłowy poziom zostaje przywrócony. Sama zjadam od lat wysokie dawki EPA i jak na osobę z uogólnionym autoimmunologicznym stanem zapalnym skóry, jelit, tarczycy i stawów mam się nieźle :) Mimo tego co wiadomo, co mówią badania naukowe, co mówią przykłady osób, które poczuły się lepiej gdy przywróciły prawidłowy AA/EPA nadal wielu uważa, że w ich przypadku powodem problemów jest coś innego. Nasz organizm to złożona cudowna maszyna, która ma zapotrzebowanie na wiele różnych składników. EPA jest jednym z nich. 
 
Na szczęście w końcu doczekałam się  testu profilu kwasów tłuszczowych. Test Opti-O-3 można wykonać samemu a próbkę jedynie wysłać do laboratorium. Wynik testu zawiera analizę AA/EPA z określenie indywidualnego zapotrzebowania na EPA. I widać wtedy czarno na białym czy odpowiedź na pytanie w tytule powinna być twierdząca. Coś w sam raz dla osób błądzących po omacku w poszukiwaniu przyczyny swoich problemów zdrowotnych i dla ... niedowiarków ;)
 
 
Na zdjęciu jedna z niesamowitych stacji sztokholmskiego metra, Solna.
Muzyka na prośbę Zosi :) "Stolen dance" i Milky Chance.
 
 
 Powiązane posty:
 
 

sobota, 11 kwietnia 2015

Dlaczego jeśli sen to tylko w "egipskich ciemnościach" :)

"Sen jest to skracanie sobie życia w tym celu, aby je wydłużyć"
W tych żartobliwych słowach Tadeusza Kotarbińskiego zawarta jest niezwykle ważna prawda o naszym organizmie.
 
Od kiedy 250 000 lat temu człowiek odkrył, że może wzniecić ogień jako ludzkość zyskaliśmy nie tylko możliwość obróbki termicznej jedzenia ale i nabyliśmy umiejętność rozświetlania ciemności nocy. Jednak fakt, że zanim człowiek odkrył ogień i wynalazł elektryczność połowa kuli ziemskiej zawsze była spowita ciemnością, rozświetlaną jedynie światłem księżyca i gwiazd, jest nie bez znaczenia. To właśnie w takich warunkach ewoluował gatunek ludzki i wykształcały się przeróżne mechanizmy funckjonowania organizmu człowieka, a wśród nich tzw. rytm okołodobowy. Obecnie wiadomo, że 30% genów człowieka jest regulowanych zgodnie z rytmem okołodobowym. Najnowsze badania wskazują, że wiele genów odpowiedzialnych za schorzenia metaboliczne jest regulowanych przez zegar biologiczny. Nieodłącznym elementem naszego zegara biologicznego jest okres snu.
 
To, że sen jest równie ważny dla zdrowia jak odpowiednie odżywianie i aktywność fizyczna jest oczywiste. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę z tego jak ważna jest jakość snu.
 
Kiedyś myślałam, że opaski na oczy to rodzaj gadżetu, na który panuje moda w pewnych kręgach ;), a rady typu "wybierając się w podróż nie zapomnij zabrać swojej ulubionej opaski na oczy" bawiły mnie :) Pewnego razu postanowiłam jednak wypróbować i ja. Przekonana, że po jednym razie będę już na pewno wiedziała, że to tylko gadżet, w dodatku irytujący. Jakież było moje zdziwienie następnego dnia rano. Z moim odkryciem opaski na oczy było tak, jak z odkryciem szklanki wody z cytryną na czczo, czy z zamianą plastikowego elektrycznego czajnika na stalowy stawiany "na ogniu". To było jak olśnienie, jak wielkie "bum", eureka! To po prostu zrobiło mi tak odczuwalną ogromną różnicę w samopoczuciu, w tym jak czuje się moje ciało i mój umysł, niezależnie od tego co wiadomo na ten temat "w teorii", że teraz nie mogę żyć bez opaski na oczy.
 
O co chodzi z tą opaską na oczy?
 
O ciemność. O całkowitą ciemność - niezbędną dla zdrowego snu.
Zanieczyszczenie środowiska światłem jest jednym z poważnych globalnych problemów współczesnego świata. I nie chodzi tylko o świetlną poświatę wokół miast ale również o nieustanne bodźce świetlne pochodzące z urządzeń, które mamy w domach. Badania naukowe pokazują, że sen zaburzony nadmiarem światła może powodować większe ryzyko zachorowania na chorobę nowotworową. Szkodzi nam nie tylko światło ekranu telewizyjnego, przy którym niektórzy zasypiają czy lampki nocnej, bez której nie mogą się obejść niektórzy rodzice kładąc spać swoje pociechy ale szkodzi nam nawet delikatna poświata wokół wyświetlacza elektronicznego budzika.
 
Czy wiecie, że niewidome kobiety chorują znacznie rzadziej na raka piersi?
 
Tajemnica tkwi w melatoninie, hormonie, który jest produkowany w ciemności. Stwierdzono, że im niższe poziomy melatoniny tym wyższe ryzyko zachorowania na raka. Prawidłowy poziom melatoniny odgrywa również rolę przy depresji, czy zaburzeniach wagi.
 
 
Jeśli więc nie możecie zapewnić sobie absolutnej "egipskiej ciemności" w sypialni, opaska na oczy jest świetnym rozwiązaniem. I warto w nią zainwestować. Musi być dobrze dopasowana, mieć odpowiednio głęboki wycięcie na nos, regulowane gumki mocujące na głowie, być wykonana z naturalnego i przyjemnego w dotyku materiału, mieć kilka warstw w cele zapewnienia naszym oczom całkowitej ciemności. Niektóre opaski mają specjalne kieszenie, do których można włożyć specjalne wkłady chłodzące jeśli ktoś budzi się z obrzękiem wokół oczu. Można kupić opaski nasączane relaksującym lawendowym olejkiem eterycznym. To naprawdę nie jest przesada i to nie jest modny gadżet, to absolutnie niezbędne narzędzie w dbaniu o zdrowie. Przekonajcie się sami, już po pierwszej nocy z opaską zobaczycie różnicę :)
 
 
Na zdjęciu nowa opaska Zosi. Uwielbia ją :)
 
Do posłuchania klasyk "niebiańskiej" muzyki - Enya i niezapomniany "Watermark".
 
 
 
 
 
 

sobota, 21 marca 2015

Seria "Odpowiedzi". Homocysteina i metylacja.

Kochani, dzisiejszy postem rozpoczynam serię pod roboczym tytułem "Odpowiedzi". Mój pomysł na tą serię zrodził się z ... wyrzutów sumienia. Piszecie do mnie, zadajecie często bardzo ważne pytania, wiele osób boryka się z trudnymi problemami. Niestety moja doba, mimo moich usilnych prób zmiany tego, nie chce się wydłużyć i niezmiennie ma zaledwie 24 h, które jak każdy staram się sprawiedliwie dzielić między pracę, rodzinę i sen. W efekcie niektóre Wasze pytania pozostają bez odpowiedzi, a jeśli otrzymujecie moją odpowiedź to często dopiero po kilku tygodniach. Przepraszam za to, przyczyną nie jest moja obojętność tylko brak czasu i długa kolejka pytań.
 
Nazwałam tą serię "Odpowiedzi", a nie "Pytania", ani "Odpowiedzi na pytania", bo moje posty będą miały charakter krótkich artykułów na wybrany tematy, które często pojawiają się w tym co piszecie do mnie, a nie bezpośrednich porad. Dlaczego? Po porada nie może być udzielana na odległość, zdalnie, ogólnie, bez odpowiedniego wywiadu, diagnozy i przyjęcia odpowiedzialności za to, co spowoduje. Dlatego też nie dziwcie się proszę, że nie odpowiadam na emaile typu "jestem chory na to, na to, co mam zrobić".
 
Dzisiejsza "Odpowiedź" dotyczy homocysteiny.
Już o niej pisałam i obecnie jest ona szeroko opisywana w kontekście ryzyka miażdżycy. Jednak uszkadzanie śródbłonka tętnic i wywoływanie w nich stanów zapalnych, które są przyczyną miażdżycy to tylko jeden z przykładów negatywnych skutków zbyt wysokiego poziomu tego aminokwasu.
  
Od bardzo dawna wiadomo, że niedobór witaminy o nazwie kwas foliowy u kobiet w ciąży stwarza ryzyko powstania poważnych wad rozwojowych płodu. Od kiedy pamiętam zaleca się kobietom w ciąży i planującym zajść w ciążę suplementację kwasem foliowym.
 
Dlaczego kwas foliowy jest tak ważny dla kobiet w ciąży?
 
W trakcie przemian, w których uczestniczy kwas foliowy dochodzi do powstania produktów koniecznych do pełnej syntezy DNA i RNA, czyli materiału genetycznego. Z tego powodu niedobór kwasu foliowego skutkuje powstawaniem uszkodzeń DNA. W trakcie rozwoju płodu zachodzą intensywne podziały komórkowe, a każdemu  z nich musi towarzyszyć synteza DNA i RNA. Synteza ta opiera się na kopiowaniu istniejących cząstek DNA, są one wzorem, matrycą, na podstawie której organizm produkuje kolejne cząstki DNA. Jeśli we wzorcu pojawi się uszkodzenie, jest ono powielane w kolejnych kopiach. Dlatego w trakcie rozwoju płodu wszystkie czynniki potencjalnie uszkadzające materiał genetyczny są tak groźne ponieważ ze względu na intensywność tego powielania zasięg ewentualnego uszkodzenia DNA jest ogromny, pojawia się ono w  wielu komórkach i skutkuje wadami rozwojowymi.
 
Co dokładnie powoduje tego typu uszkodzenia?
 
Ważnym etapem syntezy DNA jest proces tzw. metylacji, czyli przyłączania grup metylowych. Metylacji ulegają nie tylko DNA i RNA, ale również białka, neurotransmitery i fosfolipidy. Z tego powodu zbyt mała ilość i/lub dostępność grup metylowych koniecznych do procesu metylacji prowadzi i może prowadzić do wad rozwojowych płodu.
 
Kwas foliowy a metylacja?
 
Źródłem potrzebnych grup metylowych jest homocysteina. Homocysteina powstaje z tzw. niezbędnego aminokwasu, metioniny, w wyniku jej metylacji. Jest produktem ubocznym przemian metioniny i musi zostać usunięta. Nasz organizm usuwa homocysteinę poprzez przekształcenie jej ponownie do metioniny w procesie remetylacji, czyli usuwania z niej reszty metylowej. Tak więc homocysteina jest źródłem grup metylowych , a jej nieefektywne usuwanie przez organizm skutkuje niedoborem grup metylowych i zaburzeniem procesów metylacji innych składników komórkowych.
W procesie remetylacji homocysteiny biorą udział dwie witaminy - witamina B12 i kwas foliowy. Niedobór tych witamin skutkuje więc kumulowaniem się homocysteiny, a w efekcie niedoborem potrzebnych grup metylowych.
 
Co jeszcze jest potrzebne?
 
Oprócz przekształcania do metioniny, część homocysteiny ulega również przekształceniu do glutationu. Z tego powodu aby homocysteina mogła być efektywnie usuwana nasz organizm dodatkowo potrzebuje również witaminy B6. Glutation jest najważniejszym nieenzymatycznym czynnikiem antyoksydacyjnym, jakim dysponuje organizm. Odgrywa również role w metabolizmie białek, wpływa regulująco na poziom hormonu stresu - kortyzolu, a także przyspiesza redukcję tkanki tłuszczowej. 
  
W jakich jeszcze procesach odgrywa rolę metylacja?
 
Zbyt mała dostępność grup metylowych stanowi nie tylko ryzyko dla kobiet w ciąży. W procesie metylacji wątroba przeprowadza liczne reakcje enzymatyczne i procesy metaboliczne konieczne by zachodziła detoksyfikacja naszego organizmu. Jeśli detoksyfikacja organizmu jest utrudniona, jak również wtedy, gdy nasze DNA nie może być efektywnie naprawiane z powodu niedoboru grup metylowych, w komórkach pojawiają się mutacje i uszkodzenia DNA, które zwiększają ryzyko rozwoju nowotworów. Nieefektywny proces metylacji przyspiesza również starzenie naszych komórek. Metylacja odgrywa także zasadniczą rolę w metabolizmie neurotransmiterów takich, jak dopamina, serotonina i metylowane fosfolipidy. Z tego powodu jeśli homocysteina nie ulega ponownemu prawidłowemu przekształceniu w metioninę w konsekwencji wpływa na produkcję neurotransmiterów regulujących nastrój, a także melatoniny regulującej sen.
 
Jakie są więc skutki nadmiaru homocysteiny?
 
Lista schorzeń, w powstawaniu których odgrywa rolę nadmierne akumulowanie się homocysteiny w organizmie jest długa. Najlepiej poznane i powszechnie opisywane jest ryzyko chorób układu sercowo-naczyniowego Druga grupą schorzeń są schorzenia układu nerwowego. Homocysteina wykazuje szerokie działanie neurotoksyczne, odgrywa rolę w powstawaniu zaburzeń rozwojowych układu nerwowego, stymuluje choroby neurodegeneracyjne takiej jak choroba Alzheimera i Parkinsona, sprzyja chorobom psychicznym takim, jak schizofrenia, może być przyczyną depresji i obniżenia nastroju. Ponadto, stanowi ryzyko chorób tarczycy, problemów z płodnością, zapalenia jelit, a także cukrzycy i nowotworów.
 
 
Literatura:
- Crider i inni (2012). Folate and DNA methylation: a review of molecular mechanisms and the evidence for folate's role. Advances in nutrition 3:21-38.
- Stanger i inni (2009). Homocysteine, folate and vitamin B12 in neuropsychiatric diseases: review and treatment recommendations. Expert review of neurotherapeutics 9:1393-1412.
- Winczewska-Wiktor i inni (2012). Rola homocysteiny w fizjologicznym rozwoju i patofizjologii zaburzeń układu nerwowego u dzieci. Neurologia dziecięca 21:11-21.
 
 
Fotografia pt. "Autoportret z córką" ;) - w Bildmuseet należącym do uniwersytetu w Umeå, wystawa "A Draft of Shadows", autor Rafael Lozano-Hemmer.
Do posłuchania szwedzki muzyk Jon Henrik Fjällgren pochodzący z Kolumbii, wykonujący tradycyjną muzykę lapońską o nazwie joik. Jon jest też pasterzem reniferów :)