Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

czwartek, 28 sierpnia 2014

Szwecja - pierwszy kraj, który odrzucił dogmaty dotyczące tłuszczu.

Nasze życie w Szwecji powoli zaczyna przybierać przynajmniej pozory normalności. Jeszcze się organizujemy ale już z przewagą normlanych aktywności codziennego życia. Jednak "normalność" jest na razie pozorna, bo czeka nas długa droga zdobywania wiedzy na temat kraju i ludzi, którzy nas otaczają. Ciekawe, czy wystarczy nam czasu żeby przekonać się jaki naprawdę jest ten kraj przed powrotem do naszego. O tym, co oznacza proces takiej "edukacji" napisał w swojej książce "Jak żyć szczęśliwie w innym kraju" Andrzej Olkiewicz, który od ponad 50 lat mieszka i pracuje w Szwecji (Asiu, dziękuję za ten namiar :-).
 
Na blogu o zdrowiu oczywiście i tym razem będzie o zdrowiu, ale ze szwedzkim akcentem :-)
 
Wcześniej odwiedzałam Szwecję kilka razy, z różnych powodów. Moja pierwsza wizyta miała miejsce w Lund, gdzie mieszka Uffe Ravnskov, autor książki "Cholesterol - naukowe kłamstwo", którą miałam przyjemność tłumaczyć na język polski. Książka ta ukazała się w Szwecji w 1991 roku. Od tego czasu losy koncepcji dieta-serce i fobii cholesterolowej przechodziły tu swoje wzloty i upadki, niemniej jednak Szwecja od jakiegoś już czasu wyróżnia się na tle innych krajów swoją postępowością w obalaniu mitu cholesterolowego a w ubiegłym roku Szwecja została pierwszym krajem "bloku zachodniego", który oficjalnie odrzucił dogmat diety niskotłuszczowej na rzecz promowania diety niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej. Jak to nieco żartobliwie komentowano, niniejszym sławne szwedzkie meatballs (mięsne kulki, polskie "mini mielone") wreszcie są ok :-)
 
Zmiany zaleceń dietetycznych dokonano w Szwecji po opublikowaniu w zeszłym roku raportu badań Swedish Council on Health Technology Assessment (SBU), szwedzkiej rządowej agencji zajmującej się szeroko pojętą opieką zdrowotną.
SBU przeprowadziło szczegółową analizę 16 tysięcy badań naukowych opublikowanych do maja ubiegłego roku i doszło do tego samego wniosku, co 25 lat wcześniej doktor Ravnskov - że to nie tłuszcz zwierzęcy jest naszym wrogiem.
Zastanawiające, że wnioski są podobne mimo 25-letniego postępu metod diagnostyki, leczenia i metod naukowych, i mimo "najszczerszych chęci" niektórych by nas przekonać, że jest inaczej...
 
Najpopularniejszym w Skandynawii blogiem dotyczącym zdrowia jest DirectDoctor.com prowadzony przez szwedzkiego lekarza Andreasa Eenfeldt'a. Akurat dzisiaj natknęłam się w tutejszej telewizji na jego wykład i dyskusję z nim. Doktor Eenfeldt jest wielkim orędownikiem diety niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej (LCHF). Na swoim blogu pisze o sobie: "Moim celem jest znalezienie sposobu na to, jak możemy żyć w zdrowiu stosując naturalne metody takie, jak odpowiednie odżywianie, ćwiczenia fizyczne i może jakiś jeden czy dwa suplementy (np. witamina D)". I, że tak powiem, doktor Eenfeldt z ust mi to wyjął :-)
 
Najnowsze zalecenia SBU głoszą, że masło, oliwa (z oliwek), tłusta śmietana i bekon nie są żywnością szkodliwą. Wprost przeciwnie. Tłuszcz jest najlepszą rzeczą dla tych, którzy chcą stracić zbędne kilogramy. A związek pomiędzy spożyciem tłuszczu a chorobami serca i układu krążenia nie istnieje. Co ciekawe komitet powyższych badań SBU składał się z lekarzy, wśród których niektórzy na początku prowadzonych studiów byli sceptyczni w stosunku do LCHF, jednak po 2 latach prac nad tym tematem komitet wydał zgodną opinię.
 
W swoim raporcie SBU zżyma się również na to, że opieka medyczna w Szwecji od wielu lat zaleca ograniczanie spożycia tłuszczów nasyconych a dietę LCHF (która jest tak naprawdę  właśnie szwedzkim "wynalazkiem") określa jako niebezpieczną i nie popartą badaniami naukowymi. Zarzuty SBU co do opieki medycznej dotyczą również karygodnego zalecania osobom chorym na cukrzycę dużej ilości owoców oraz restrykcyjnego stosowania produktów niskotłuszczowych charakteryzujących się wysoką zawartością cukru lub/i sztucznych substancji słodzących. Jeden z towarzyszących doktorowi Eenfeldt'owi rozmówców w programie, który dzisiaj obejrzałam, chory na cukrzycę, wyrażał swoje zdziwienie i oburzenie, że lekarze zalecają mu spożywanie tego, co mu szkodzi, czyli węglowodanów oraz stosowanie leków (insuliny), które go w końcu zabiją podobnie jak jego chorego na cukrzycę ojca, zamiast zalecenia prostego i bezpiecznego wyjścia jakim, jest znaczące ograniczenie węglowodanów, których nie jest w stanie prawidłowo metabolizować jego organizm.
 
Zapewne zmiany w świadomości ludzi potrwają jeszcze długo i zapewne nie obejdzie się bez perturbacji. Obecnie kupienie tu chleba bez cukru graniczny z cudem, jednak bez problemów jest dostępna na półkach każdego sklepu śmietana 40% i olej kokosowy. Ciekawe kiedy reszta świata zweryfikuje swoje tłuszczowe dogmaty. W końcu te 16 tysięcy badań przeanalizowanych przez SBU we wszystkich przeglądarkach medyczno-naukowych wyświetla się identycznie...
 
Literatura:
 
Na zdjęciu jeden z tutejszych pięknych widoków (zdjęcie z telefonu, nie zabrałam aparatu a szkoda było stracić okazję :-).
Do posłuchania Jan Garbarek i Agnes Buen Garnas z Norwegii, z płyty z 1988 "Rosenfole".
 
 
 
 
 

czwartek, 24 lipca 2014

Włosy - myć?

Wpadłam dziś tu na chwilę, żeby podzielić się z Wami małą dygresją po zakupieniu ... szamponu do włosów.
 
To, że parabeny są szkodliwe już w miarę powszechnie wiadomo. Nadal można je znaleźć w bardzo wielu kosmetykach, ale co bardziej świadomi wśród nas przelatują wzrokiem etykiety na kosmetykach upewniając się, że ten wybrany przez nas akurat parabenów nie zawiera. Niektórzy producenci hasła "bez parabenów" zaczęli nawet używać jako chwytu reklamowego i informują nas o tym wielkimi literami w widocznym miejscu, więc nie musimy nawet specjalnie szukać w składzie wypisanym mikroskopijnymi literkami.
Po parabenach jednak wybuchła kolejna bomba o nazwie "cocamide DEA" lub "cocamide diethanolamine". Substancja powszechnie stosowana w mydłach i szamponach jako czynnik spieniający okazała się być rakotwórcza. Mimo to w ubiegłym roku Amerykańskie Centrum Środowiska i Zdrowia w Kalifornii znalazło ją aż w 98 różnych szamponach i mydłach obecnych na rynku w USA (w tym "organicznych"). Sprawdźcie więc czy nie ma jej i w waszym.
 
I co?
Uf, w szamponie, którego rano użyliście do mycia włosów nie ma jej.
A co jest zamiast tego?
Pewnie to, co w moim - cocamidopropyl betaina...
... która w 2004 roku została ogłoszona ALERGENEM ROKU przez Amerykańskie Towarzystwo Kontaktowego Zapalenia Skóry. I znajduje się na liście w "doborowym towarzystwie" wraz z niklem (Alergen Roku 2008), czy kortykosteroidami (Alergen Roku 2005) - American Contact Dermatitis Society .
 
No cóż, może czas na zmianę "fryzury", może po prostu włosy są ... przereklamowane????
 
 
W tym roku moje wakacje wyglądają dość nietypowo, więc na fotografii wspomnienie z poprzednich - Omisz wieczorem.
A muzyka i obrazki z jednego z moich ulubionych filmów Eat, Pray, Love - Eddie Vedder.
 

sobota, 19 lipca 2014

Lipcowa Moda na Zdrowie - mięśnie

Jeśli wybieracie się na wakacje i w drodze lub na leżaku macie ochotę poczytać, polecam lipcową Modę na Zdrowie, a w niej między innymi mój artykuł o naszych niezwykłych mięśniach :-)
 
Już wkrótce napiszę coś również tu, tym razem z dalekiej Północy, na której zagoszczę na dłużej i gdzie mam nadzieję mieć więcej czasu na to co lubię, w towarzystwie zórz polarnych i w długie polarne noce :-)
 
Do Mody na Zdrowie nadal zapraszam co miesiąc. W sierpniu będzie o genialnej współpracy kości i stawów, a we wrześniu o magicznym tańcu, który niezmiennie trwa od zarania dziejów - o zapłodnieniu.
 
 
 
 
Dawno nie było nic do słuchania :-)
Na dzisiaj wakacyjnie romantyczny Ozark Henry i "Incurable romantic" :-)


 
 
 
 

niedziela, 1 czerwca 2014

Wykład - Czy wiesz co jesz?

Serdecznie zapraszam wszystkich na mój wykład, który odbędzie się 5 czerwca o godz. 20.30 w Fitness Premium Club - COB w Katowicach
Więcej informacji można znaleźć tutaj: WYKŁAD

ZAPRASZAM! :-)

niedziela, 4 maja 2014

Serce - majowa Moda na Zdrowie

Zapraszam do majowej Mody na Zdrowie. Tym razem piszę w niej o naszym wspaniałym sercu i niesamowitym układzie krwionośnym.
Miłego czytania :-)


sobota, 3 maja 2014

Jestem tendencyjna...

Powodem do napisania dzisiejszego posta stał się poniższy komentarz, który pojawił się pod moim wpisem o oleju lnianym  http://naturopatia-sanatum.blogspot.com/2013/06/olej-lniany.html .
Postanowiłam odpowiedzieć na niego w nowym wpisie, żeby moja odpowiedź nie zaginęła, bo przedstawione obiekcje autora są ważne i dziękuję za nie.
 
>>>To nie jest dobry artykuł. Jego teza jest następująca: Olej lniany jest zły (albo nie działający), Olej rybi jest dobry. Cała teza jest oparta na jednym badaniu klinicznym, którego wiarygodności ani celowości nie sposób zweryfikować. Obecnie można spotkać dziesiątki badań klinicznych, które udowodnią wszystko co "trzeba". Drugą podstawą formułowanej tezy, są niejasno sformułowane w artykule przypuszczenia na temat roli składu Oleju lnianego. Zupełnym nieporozumieniem jest operowanie przez Autorkę, pojęciem "olej rybi". Nic takiego nie istnieje. O ile istnieje olej lniany, to olejów uzyskiwanych z ryb może być bardzo wiele i różnych. Szkoda bo temat jest ciekawy, Autorka interesująca, a podejście wygląda na tendencyjne. <<<
 
 Zacznę z odrobiną sarkazmu. Nie byłby to pierwszy raz w historii nauki/medycyny gdy jeden projekt badawczy stał się podstawą potężnej teorii, w dodatku wiecznie żywej. Mam tu na myśli "legendarne" badania Ancel'a Keys'a dotyczące cholesterolu, które stały się fundamentem tzw. koncepcji Dieta-Serce, mimo tego, że były bardzo wątpliwie wiarygodne, wręcz zatajono w nich niewygodne rezultaty.
 
Ale żarty na bok ;-)
 
To, że przywołany w moim wpisie artykuł stał się powodem tego wpisu nie oznacza, że jest on jedyny. Zainteresowanym polecam artykuł przeglądowy o tej tematyce z 2006 roku z czasopisma American Journal of Clinical Nutrition, w którym, znajdziecie odnośniki do oryginalnych prac źródłowych (Wang i inni, 84:5-17, http://ajcn.nutrition.org/content/84/1/5.full.pdf+html ).
 
Jeśli wpiszemy w PubMed lub Google Scholar stosowne hasło znajdziemy również wiele artykułów, w których opisywane są badania dowodzące unikatowych właściwości prozdrowotnych oleju lnianego. Niestety badania naukowe trzeba umieć czytać i jako naukowiec z przykrością muszę się zgodzić w opinią autora komentarza, że obecnie można znaleźć badania, na postawie których można "udowodnić" praktycznie wszystko. Miałam wielkie szczęście tłumaczyć książkę wspaniałego i niezależnego lekarza oraz naukowca Uffe Ravnskova ("Cholesterol - naukowe kłamstwo"), i często się do niej odnoszę. Człowiek ten zadał sobie trud dogłębnego przeanalizowania literatury dotyczącej cholesterolu i opisuje między innymi, kolokwialnie rzecz ujmując, jaką ściemą mogą być badania naukowe.
 
Bardzo często bywa tak, że gubiąc się dżungli zaprzeczających sobie badań doznajemy olśnienia gdy sięgniemy do podstawowej wiedzy z zakresu fizjologii człowieka. Tak jest również w tym przypadku.
W podręcznikach dot. fizjologii człowieka znajdziecie następujące stwierdzenie:
>>>Eikonazoidy powstające w rodzinie omega-6 wzmagają krzepliwość, zwężają naczynia, stymulują postępowanie zmian miażdżycowych, nasilają reakcje zapalne i alergiczne a także stymulują proliferację komórek i rozrost tkanki nowotworowej, zwłaszcza w gruczole sutkowym, jelicie grubym i prostacie. Eikozanoidy z rodziny omega-3 działają odwrotnie, antyagregacyjnie, przeciwzapalnie, zmniejszają kurczliwość naczyń krwionośnych, przyczyniają się też do zahamowania zmian nowotworowych.<<<
Jak to się ma do przywołanego tu oleju lnianego i oleju rybiego?
Mimo, że olej lniany jest bogaty w kwas alfa-linolenowy (ALA) należący do kwasów omega-3, któremu przypisywane są prozdrowotne właściwości oleju lnianego, jednak oprócz tego zawiera również sporo kwasów omega-6, bo aż 16% wszystkich kwasów tłuszczowych. Nie jest to oczywiście tak dużo jak w oleju słonecznikowym (71%), kukurydzianym (57%) czy sojowym (54%), niemniej jednak znacząco więcej niż w oleju rybim, w którym zawartość omega-6 jest tak niska, że praktycznie do pominięcia. A to oznacza, że spożywanie dużych ilości oleju lnianego jest jak równoczesne naciskanie na gaz i na hamulec, z jednej strony pozytywne efekty ALA, z drugiej negatywne efekty omega-6.
 
Nie bardzo rozumiem zarzut autora powyższego komentarza co do terminu "olej rybi". Olej rybi jest tłuszczem pochodzącym z ryb. Szczególnym rodzajem oleju rybiego jest tran. Zdarza się, że każdy olej rybi nazywany jest tranem jednak nie jest to zgodne z przyjętą terminologią. Termin "tran" jest bowiem zarezerwowany dla oleju wątłuszowego, czyli oleju z wątroby dorszowatych.
 
Aż wreszcie na koniec to, co umieściłam w tytule. Jestem tendencyjna?
 
Podkreślam to zawsze, na każdym kroku, przy każdej okazji, również w tym blogu, w opisie mojego profilu, na mojej stronie - jestem fanką kwasu eikozapentaenowego (EPA), należącego do omega-3. Pod jego "cudownością" podpisuję się obiema rękami i nogami już od lat. I nie wstydzę się tego. Bo mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, nie przesadzając, że odpowiednie odżywianie i EPA uratowały mi życie. Dlatego jestem wielką orędowniczką obu, prawidłowego odżywiania i EPA. Obu tematom poświęcam mnóstwo swojego czasu, tak w teorii (zgłębiając wiedzę), jak i w praktyce - zajmując się doradztwem żywieniowym oraz dystrybucją preparatów na bazie EPA. I obie te działalności przydarzyły mi się z tego samego powodu - od lat dzieliłam się zarówno swoimi doświadczeniami w tym zakresie, jak i zamawianymi w UK na własny użytek preparatami z EPA, aż wreszcie przyjęło to takie rozmiary, że wiele osób zaczęło mnie wręcz prosić o to, żebym zrobiła z tego również moją pracę, nie tylko hobby.
Jak zapewne zauważyliście jestem również gorącą zwolenniczką oleju kokosowego, choć go nie sprzedaję. Homeopatii - choć nie jestem właścicielka apteki homeopatycznej. Innych niż cukier i syntetyki substancji słodzących choć nie prowadzę sklepu ze zdrową żywnością. Astaksantyny, witaminy D3 itd., itp.
 
Czy jestem więc tendencyjna? Moja odpowiedź brzmi - ABSOLUTNIE NIE.
 
Po prostu robię to, w co wierzę. Mimo, że często wymaga to ode mnie rezygnowania z wolnego czasu i wybierania między tym, a rodziną, bo nadal niezależnie od tego pracuję naukowo i uczę studentów studiów biologicznych. Nie sztuką jest narzekać, oceniać, krytykować, znajdować dziury w całym. Sztuką jest coś robić z tym, w co wierzymy. Amen.
 
Podsumowując ten dzisiejszy nieco długi wpis zapewniam, że do tematu oleju rybiego i EPA wrócę jeszcze nie jeden raz. I na pewno nie dlatego, że jestem tendencyjna :-)
 
 
 
W załączeniu tradycyjnie fotografia - jedna  z moich ulubionych z przemiłymi wspomnieniami. Moja wówczas 7-letnia Zosia w roli Kleopatry, z najprawdziwszym w świecie wężem na głowie. Każdemu życzę takiej odwagi i zaufania właściwej osobie :-)
No i muzyka. Dzisiaj piosenka, którą lubimy obie z Zosią - The Lumineers i "Ho hey".