Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

niedziela, 23 sierpnia 2015

Seria "Odpowiedzi" - EPA a DHA, ile, jak i dlaczego

Dzisiaj zgodnie z wcześniejszą obietnicą wyjaśnienie zawiłości dotyczących kwasów omega 3.
 
EPA, czyli kwas eikozapentaenowy i DHA, czyli kwas dokoheksaenowy to dwa kwasy omega 3, o których słyszymy najczęściej. Są one tzw. długołańcuchowymi kwasami tłuszczowymi i występują w tłustych rybach.
Wiemy, że oba pełnią bardzo ważne funkcje w naszym organizmie. Jednak traktowanie ich łącznie, jako jeden składnik i suplementowanie nimi w taki sam sposób jest nie tylko nieefektywne ale może być wręcz szkodliwe ze względu na ich inną dynamikę działania i wchłaniania.
W celu uniknięcia problemów i pełnego wykorzystania warto przyjrzeć się im bliżej i rozważnie dobierać preparaty do suplementacji.
 
Mimo, że oba te kwasy tłuszczowe mają ogromne znaczenie dla zdrowia, jednak rywalizują one z sobą w trakcie wchłaniania i przetwarzania w naszym organizmie. Z tego powodu dobroczynne działanie jednego z nich ma miejsce tylko wtedy, gdy jego zawartość w suplemencie znacząco przewyższa zawartość tego drugiego.
Kiedy suplement zawiera równe ilości EPA i DHA, i nasz organizm musi sam wybierać, który z nich wykorzystać, terapeutyczne efekty obu kwasów tłuszczowych mogą zostać całkowicie zniesione.
 
Ponadto, DHA ma tendencję do akumulowania się w organizmie kosztem EPA.
 
Gdy kończymy 5 lat poziom DHA w naszym organizmie stabilizuje się,  poziom EPA podlega dynamicznym zmianom w ciągu całego naszego życia.
DHA jest obecny w dużych ilościach w mózgu i siatkówce oka, odgrywa ważną rolę budulcową ale u osób dorosłych jego ilość w organizmie jest stabilna. Z kolei EPA jest nieustannie zużywany i wymaga ciągłego uzupełniania.
W suplementach na bazie oleju rybiego z reguły w 1000 mg oleju obecnych jest około 180 mg EPA i 120 mg DHA. Dawka EPA, która pozwala na stworzenie w organizmie unikatowych warunków sprzyjających zwalczaniu zarówno stanów zapalnych, jak i innych problemów zdrowotnych (np. depresji) wynosi 1-2 g. Żeby uzyskać taki poziom EPA stosując wspomniane preparaty bylibyśmy zmuszeni do zażywania codziennie około 22 kapsułek oleju rybiego narażając się przy tym na nadmiar DHA.
 
Badania naukowe wskazują, że zażywanie suplementów zawierających zarówno EPA, jak i DHA może blokować odpowiednie pobieranie EPA i nie tylko nie przynosi oczekiwanych korzyści prozdrowotnych ale może wręcz pogłębiać deficyt EPA i wpływać negatywnie na nasze zdrowie.
 
Negatywna zależność dotycząca wchłaniania EPA i DHA doskonale wyjaśnia te badania naukowe dotyczące oleju rybiego (zawierającego zarówno EPA, jak i DHA), które pokazały, że spożywanie go wcale nie przynosi korzyści dla zdrowia lub są one mierne.
 
Standardowe oleje rybie zawierające EPA i DHA mogą być przydatne jako kompensacja braku ryb w diecie zapewniając regularną dostawę obu kwasów omega-3, jednak nie są efektywne jako wsparcie terapii skierowanej na konkretne problemy zdrowotne.
 
Dlatego suplementację kwasami omega-3 należy rozpocząć od uzupełnienia niedoboru EPA.
 
Dopiero po przywróceniu prawidłowego poziomu EPA można włączyć suplementy zawierające zarówno EPA, jak i DHA w odpowiednim stosunku (3:1). 
W sytuacji, gdy cierpimy na schorzenia powstające w wyniku utajonych przewlekłych stanów zapalnych, (wspominałam o tym w poście http://naturopatia-sanatum.blogspot.se/2015/04/seria-odpowiedzi-czy-cierpie-na.html ) lub po prostu na stany zapalne suplementacja czystym EPA jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż suplementacja preparatami zawierające oba te kwasy tłuszczowe, nawet przez dłuższy czas. Jest tak ponieważ przy aktywnym stanie zapalnym toczącym się w naszym organizmie zapotrzebowanie na EPA drastycznie rośnie.
 
 
W następnym poście z serii "Odpowiedzi" postaram się również zgodnie z obietnicą wyjaśnić kwestie roślinnych omega 3.
 
 
Na fotografii wspomnienie z wakacji - niezwykła rzeźba z piasku przedstawiająca tancerkę - International Sand Sculpture Festival 2015, Faro, Portugalia.
Do posłuchania utwór z ścieżki dźwiękowej filmu "Gwiazd naszych wina" - Bogusiu, dzięki za przypomnienie go.
 
 

sobota, 22 sierpnia 2015

Książka " Cholesterol - naukowe kłamstwo"

Taka krótka notka ze zdjęciem w odpowiedzi na przewijające się nie tylko tu Wasze pytania i komentarze dotyczące tego, że tłumaczem książki Uffe Ravnskova jest Jerzy Zięba.

Już wcześniej pisałam o tym w jednej z odpowiedzi na Wasze komentarze. Pozwólcie więc, że wkleję własne słowa:
... Wiem też, że, jak w wielu przypadkach, i w badaniach naukowych "diabeł tkwi w szczegółach". Doskonale pokazuje to książka Uffe Ravnskova "Cholesterol - naukowe kłamstwo", której mam przyjemność być tłumaczem. Uffe wspaniale opisuje jak można manipulować samymi wynikami badan naukowych, a także projektując badania. Książkę przetłumaczyłam we współpracy z p. Zięba, sprawując merytoryczną pieczę nad tłumaczeniem. Dla Uffe mój udział był warunkiem zgody na tłumaczenie, chodziło o to, by zrobiła to osoba z doświadczeniem zawodowym. Bo nawet samo tłumaczenie tekstu naukowego laikowi może przysporzyć problemów i być przyczyną przekłamań..."

Powyższy fragment mojego komentarza pochodzi z postu o oleju lnianym http://naturopatia-sanatum.blogspot.se/2013/06/olej-lniany.html?showComment=1437140919113#c5511166348615766151

Książka została wydana w języku polskim przez wydawnictwo WGP, po raz pierwszy w 2009 roku.

Na zdjęciu strona tytułowa książki ... a przynajmniej egzemplarza, który posiadam. Jeśli wiecie, że obecnie na stronie tytułowe brakuje mojego nazwiska, napiszcie proszę do mnie.

czwartek, 30 lipca 2015

Czy duża częstotliwość badań usg w trakcie ciąży jest bezpieczna dla dziecka?

Trochę mam zaległych rzeczy do napisania i tematów do omówienia ale potrzeba napisania akurat na powyższy temat pojawiła się nagle i niespodziewanie.

Kilka dni temu zdarzyło mi się udostępnić na facebookowej stronie Naturopatii-Sanatum link dotyczący zagrożeń, jakie niesie "nadgorliwe" wykonywanie badania ultrasonograficznego w trakcie ciąży. W linku były informacje i odnośniki do literatury naukowej. Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku godzinach nie znalazłam tego wpisu na stronie, a przy próbie ponownego umieszczenia go wraz z linkiem dowiedziałam się, że został on przez kogoś zgłoszony do administratora, jako zawierający obraźliwe treści i usunięty.

Nie wydaje mi się, żeby te informacje były obraźliwe, a za to na pewno są ważne dla kobiet w ciąży lub planujących ciążę. Ale nie tylko to. Ta sprawa pokazuje pewne globalne niepokojące "zjawisko" mające miejsce również w polskiej służbie zdrowia.

Na początek myślę, że zastanowią Was fakty z kraju, gdzie aktualnie jestem, z Szwecji. Fakty dotyczące opieki zdrowotnej i kobiet w ciąży.

Przede wszystkim kobieta ciężarna jest pod opieką położnej, a nie lekarza. Jedynie w sytuacji jeśli położna stwierdza jakąś nieprawidłowość kobieta jest kierowana do lekarza. Dlaczego tak jest? Bo zdaniem znamienitych tutejszych profesorów ciąża jest normalnym stanem, a nie chorobą. Prawda, że trudno z tym oczywistym stwierdzeniem polemizować? Ale skoro tak, to dlaczego kobiety w Polsce muszą się nieustannie widywać z lekarzem, który za każdym razem bada je mniej lub bardziej nieprzyjemnie oraz niejednokrotnie przy każdej wizycie wykonuje usg???? W Szwecji, w której ciąża nie jest chorobą, badanie usg wykonywanie jest zaledwie jeden raz, pomiędzy 18 a 20 tygodniem ciąży, a badanie ginekologicznie w ogóle nie ma miejsca. Tak, właśnie tak, nie przejęzyczyłam się. Ponadto, wykonuje się stosunkowo niewiele innych badań (z krwi i moczu). W trakcie porodu lekarz pojawia się wyłącznie w razie komplikacji lub jeśli kobieta zażyczy sobie znieczulenie.

Jak myślicie, dlaczego udział lekarza jest tak minimalny i dlaczego kobiety ciężarnej prawie się nie bada?

Z oszczędności?

Czy z oszczędności naraża się życie i zdrowie kobiet i dzieci? Czy należy współczuć kobietom w Szwecji, bo nie mogą liczyć na lekarza? Czyżby?

Zdecydujcie sami przyglądając się poniższym faktom:
  • Szwecja plasuje się na drugim miejscu światowego rankingu krajów najlepszych i najbardziej pożądanych do rodzenia w nich dzieci. Na pierwszym miejscu jest... Finlandia.
  • Śmiertelność noworodków wynosi tu 1,5 na 1000 urodzeń i jest drugą najniższą w Europie, zaraz po... Islandii.
  • Badania kohortowe (na dużej grupie ludzi) pokazują, że praktykowana w Szwecji opieka położnej mimo braku badań lekarskich i nieustannych usg skutkuje bardzo niską liczbą przedwczesnych porodów. Zaledwie 5% ciąż kończy się tu przedwcześnie, a przy tak "niewielkiej wiedzy" o stanie dziecka, niewielkiej skoro prawie nie ma badań, szwedzka neoanatologia i skuteczność w doprowadzaniu do stanu pełnego zdrowia dzieci urodzonych przedwcześnie jest sławiona na całym świecie.
No nic tylko współczuć kobietom w Szwecji, prawda?

Wybaczcie sarkazm, ale trudno się mu oprzeć bo wynikający w powyższych faktów wniosek może być tylko jeden i nie boję się mówić o tym na głos - jedynym powodem nadmiernie rozbudowanej opieki lekarskiej kobiet w ciąży i wykonywania im niezliczonych badań, w tym usg na każdej wizycie, jest to, że jest to łatwe źródło dochodów. Dla kobiety dziecko, które nosi to największy skarb. Jak więc może ryzykować odmawiając regularnych kontroli lekarskich i oglądania za każdym razem na ekranie monitora usg swojego dziecka.

Najgorsze jest jednak to, że nie chodzi tu o to czy ginekolog będzie miał więcej pieniędzy, czy mniej. Chodzi o zdrowie, bezpieczeństwo i komfort dzieci.

Dlaczego?

Oto co wiadomo o badaniu ultrasonograficznym.

Po pierwsze usg prowadzi do lokalnego przegrzania skanowanych tkanek. Różne tkanki ulegają podgrzaniu w różnym stopniu. Wiele zależy od czasu ekspozycji, od urządzenia i od tego jak często głowica usg jest przesuwana. Teoretycznie jeśli badanie jest wykonywane prawidłowo temperatura wzrasta jedynie o 1 do 1,5 stopnia, co uważa się za bezpieczne. Jeśli ... Jednak w przypadku tzw. usg dopplerowskiego wygląda to już dużo gorzej, bo temperatura może wzrosnąć nawet o 10 stopni! I jest to już dużo więcej niż to, co uważane jest za bezpieczne a szczególnie wrażliwy na zbyt wysoką temperaturę jest rozwijający się mózg dziecka.

Po drugie usg wiążę się z powstaniem fali akustycznej w tkankach, czyli drgań, które działają mechanicznie na błony komórkowe. Regulacja metabolizmu komórkowego i zachowania się  błony komórkowej to złożony proces, który obejmuje działanie zarówno czynników chemicznych, jak i fizycznych, w tym mechanicznych. Stwierdzono, że drgania emitowane w takcie badania usg mogą wpływać na przepuszczalność błon komórek dziecka, a tym samym wpływać na jego rozwój. I ponownie za szczególnie wrażliwy na ten czynnik organ uważa się rozwijający się układ nerwowy dziecka.

Badania pokazują, że:

usg może przyczyniać się do przedwczesnego porodu i poronień, niskiej masy urodzeniowej, słabszej kondycji dziecka w trakcie porodu, dysleksji, zaburzeń rozwoju mowy, leworęczności
- usg Dopplera zwiększa 2-krotnie(!) ryzyko śmierci okołoporodowej, o 30% zwiększa ryzyko opóźnienia wzrostu i rozwoju wewnątrzmacicznego

Powyższe fakty z publikacji naukowych można mnożyć. Równocześnie oficjalne stanowiska instytucji medycznych głoszą, że badanie usg w trakcie ciąży jest bezpieczne. Można pytać dlaczego tak jest .. albo można po prostu zrobić co należy.
Krajom skandynawskim należy bić brawa a innym, w tym Polsce ... co? Nie wiem ... W każdym bądź razie tym, którym się ten wpis nie spodoba od razu mówię, że ten blog nie jest miejscem demokratycznej polemiki, ten blog jest moim blogiem.

Zainteresowanych konkretnymi badaniami odsyłam do tego linku http://chriskresser.com/natural-childbirth-iib-ultrasound-not-as-safe-as-commonly-thought/ Znajdziecie tam odnośniki do artykułów naukowych.


Na fotografii piękne skały Ponta da Piedade w Portugalii.
Do posłuchania Tom Rosenthal, moje dzisiejsze odkrycie. Rami, dzięki :) Oprócz muzyki cudowne krajobrazy.


niedziela, 19 lipca 2015

EPA w leczeniu i zapobieganiu rakowi jelita grubego



Nie bez powodu piszę niniejszy post akurat dzisiaj. 9 lipca odbyło się seminarium, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Seminarium prowadził Profesor Mark Hull z Wielkiej Brytanii. Przedmiotem seminarium było zastosowanie kwasu eikozapentaenowego (EPA; jeden z kwasów omega 3) w zapobieganiu rakowi jelita grubego oraz w zapobieganiu jego przerzutom.
 
Profesor Hull jest klinicystą i konsultantem ds. gastroeneterologii. Naukowo zainteresowany jest molekularnymi mechanizmami karcenogenezy jelita grubego oraz zapobieganiem temu schorzeniu. Jest absolwentem Biochemii na  Uniwersytecie w Cambridge i Medycyny na Uniwersytecie w Oxfordzie a doktorat zrobił na Uniwersytecie w Nottingham z zakresu biologii komórki leczenia wrzodów żołądka. Został nagrodzony Medalem Linacre przez Royal College of Physicians w Londynie.  
Aktualnie Profesor Hull pracuje nad projektem badawczym seAFOod (Systemic Evaluation of Aspirin and Fish Oil Bowel Polyp Prevention Trial). Projekt seAFOod prowadzony jest we współpracy z Narodowym Programem Przesiewowym Raka Jelita Grubego w Wielkiej Brytanii. Celem projektu jest zbadanie czy samo EPA, lub w połączeniu z aspiryną może być powszechnie i skutecznie stosowane w zapobieganiu rakowi jelita grubego.
 
Projekt seAFOod ruszył w dniu dzisiejszym.
 
Rak jelita grubego jest trzecim najpowszechniejszym nowotworem złośliwym zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, a drugim w kolejności jeśli chodzi o śmiertelność. Jego leczenie jest bardzo agresywne (chirurgia, chemioterapia i radioterapia) i średnio skuteczne. Na tą chwilę wiadomo już jednak, że ten rodzaj nowotworu jest z powodzeniem możliwy do uniknięcia. Rozwój raka jelita grubego jest stosunkowo powolnym procesem. 5-10 lat trwa rozwój złośliwych polipów a przerzut nowotworu do wątroby może pojawić się od razu ale może też zająć aż 5 lat.
 
Od dawna wiadomo już jakie czynniki zwiększają ryzyko zachorowania na raka jelita grubego i ich unikanie zmniejsza szansę zachorowania. Uważa się jednak, że prawdziwa prewencja, taka, która jest w stanie nas uchronić od tego raka a nie tylko zmniejszyć szansę zachorowania możliwa jest tylko dzięki zastosowaniu odpowiednich substancji i nazywana jest chemoprewencją. Obecnie lekarze i naukowcy rozważają kilka substancji, które mogą być stosowane w skutecznej chemoprewencji raka jelita grubego. Profesor Hull postanowił zająć się EPA oraz EPA w połączeniu z aspiryną ponieważ to, co do tej pory już wiadomo z badań naukowych wygląda bardzo obiecująco. Projekt seAFOod będzie więc "sprawdzeniem" w praktyce na dużej grupie pacjentów publikowanych już od jakiegoś czasu doniesień naukowych o skuteczności EPA. Do tej pory badania takie przeprowadzono na mniejszych grupach ludzi (50-60 osób). W projekcie seAFOod weźmie udział 755 osób.
 
Nie chcę się w tym poście rozwodzić nad szczegółami badań, szczegółami projektu i mechanizmem działania EPA w tym przypadku. Na ten temat przygotowuję dłuższy artykuł. Dam Wam znać gdzie i kiedy będzie można go znaleźć :)
Reasumując i w dużym skrócie - wiadomo już, że zastosowanie 2 g czystego EPA spowalnia wzrost istniejącego nowotworu, zapobiega kacheksji nowotworowej (wyniszczenie organizmu w wyniku wieloczynnikowego zespołu zaburzeń metabolicznych spowodowanych chorobą nowotworową) i zapobiega przerzutom raka u osób po operacji. Te pozytywne efekty dotyczą długotrwałego stosowania EPA - przynajmniej 2 lata.
 
 
Przydatne linki:
- link do badań - seAFOod trial
- link do profilu Profesora Hulla na Uniwersytecie w Leeds - Profesor Mark Hull
- link do slajdów z seminarium Profesora Hulla - seminarium



Do posłuchania muzyka, która dzisiaj "przygrywała mi w tle" z TV :)

 

sobota, 4 lipca 2015

Zecydowanie wolę morze od basenu :)

Dzisiejszy post to taka dywagacja pourlopowa :)
 
W tym roku ponownie, podobnie jak przy okazjach innych wakacji wzdrygałam się oglądając tłum osób spędzających każdy dzień przy basenie i w basenie hotelowym mimo, że 130 schodów dalej :) u stóp pięknego klifu porośniętego piniami była długa piaszczysta plaża z krystalicznie czystą całkiem ciepłą wodą Atlantyku i przyjemną bryzą znad oceanu. W mniejszym basenie już koło południa woda robiła się mętnawa, w większym woda sprawiała wrażenie zagęszczonej dopiero pod wieczór ale i tak się mimowolnie wzdrygałam już rano :)
 
A Wy, wolicie basen czy naturalne akweny wodne?
 
A czy wiecie, że jedna na pięć osób otwarcie przyznaje się do tego, że przynajmniej raz zrobiła siusiu w basenie. A niektórzy byli sportowcy pływacy twierdzą, że każdy z nich robi to regularnie.
 
Teoretycznie sam fakt obecności uryny w wodzie basenowej, oprócz tego, że obrzydliwy, nie wydaje się aż tak groźny. W końcu mocz jest z reguły sterylny... przynajmniej wtedy gdy przebywa jeszcze w ciele ludzkim :) Nie stanowi więc takiego zagrożenia bakteryjnego w wodzie jak inne wydzieliny. Można też argumentować, że uryna jest bogata w substancje odżywcze i obecnie stosuje się ją jako nawóz. Więc w czym problem?
 
W tym, co dzieje się z uryną w zetknięciu z chlorem.
 
Do wody w basenie, jak wiadomo, dodawany jest chlor w celu zabicia bakterii. W efekcie tej dezynfekcji powstają produkty uboczne tworzone w reakcjach chloru z materią organiczną w basenie, a w szczególności z... moczem. W zeszłym roku ukazał się artykuł, w którym naukowcy pokazali, że z kwasu moczowego, który znajduje się w ludzkim moczu w kontakcie z chlorem powstają duże ilości takich substancji, jak chlorek cyjanu (CNCl) i trichloramina (trichlorek azotu, NCl3).
 
CNCl jest substancją toksyczną dla płuc, serca i centralnego systemu nerwowego a NCl3 uszkadza płuca. Wysokie stężenia CNCl mogą prowadzić do śpiączki, konwulsji a nawet śmierci. Uważa się, że nawet w skrajnych przypadkach stężenie tych substancji w basenach nie osiąga poziomów, które mogłyby wywołać tak groźne skutki. Okazuje się jednak, że zaledwie jednorazowe 40 minut w basenie zawierającym produkty uboczne reakcji chloru z uryną wystarczy, by doszło do uszkodzeń DNA, które mogą doprowadzić do raka. U osób, które spędziły tyle czasu w basenie obserwuje się wzrost w surowicy poziomu białka CC16, który świadczy o uszkodzeniach nabłonka pęcherzyków płucnych oraz tzw. mikrojądra w limfocytach, które łączy się z zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka. Stwierdza się również, że istnieje wyraźny związek pomiędzy częstotliwością korzystania z basenu a czerniakiem skóry.
 
Ale to jeszcze nie wszystko. Inne produkty uboczne reakcji chloru z materią organiczną takie, jak np. trihalometany (THMs) również są rakotwórcze. THMs obecne są nie tylko w basenach ale również w wodzie chlorowanej w kranach, która pijemy. Jednak stwierdzono, że są one bardziej toksyczne gdy kąpiemy się w takiej wodzie, niż gdy ją pijemy. Ponadto, woda w basenach jest silnie chlorowana, dużo bardziej niż woda w kranach a źródłem toksycznych produktów ubocznych reakcji z chlorem jest nie tylko uryna ale i każda inna materia organiczna w postaci włosów, złuszczonego naskórka czy pot.
 
Tak więc uważajcie na siebie na wakacjach a dla ochłody wybierajcie morza, jeziora i rzeki :)
 
 
Literatura:
 
 
Na zdjęciu "koniec świata" czyli Przylądek Św. Wincentego.
Do posłuchania Jeanne Added z Francji.
 
 
 
 
 

sobota, 6 czerwca 2015

Seria "Odpowiedzi" - Kwasy omega-6, wróg czy przyjaciel?

Podobnie jak pozostałe, dzisiejszy post z serii "Odpowiedzi" dotyczy problemu, który zdarza mi się często wyjaśniać. Dzisiaj w roli głównej kwasy omega-6.
  
Bardzo wiele osób czuje się zagubionych w tym temacie albo podejrzewa, że ktoś "mija się z prawdą". Nic dziwnego. Z jednej strony znajdujemy informacje, że kwasy omega-6 są niezbędne dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Szczególnie dużo mówi się o kwasie gammalinolenowym (GLA) i jego pozytywny wpływ na organizm jest szeroko opisywany. Zaleca się spożywanie olejów roślinnych szczególnie bogatych w kwasy omega-6. Z drugiej strony mówi się o tym inny kwas omega-6, kwas arachidonowy (AA) jest przyczyną stanów zapalnych i pogarsza istniejące stany zapalne. Oleje roślinne są bogate nie tylko w GLA ale również w AA.
Jak więc to pogodzić? Standardowa odpowiedź będzie brzmiała, że niektóre tłuszcze roślinne są szczególnie bogate w GLA a uboższe w AA i to właśnie te są tymi zdrowymi.
 
 Ale czy na pewno????
  
Niestety nie, nawet oleje roślinne bogate w dobroczynny GLA a ubogie w AA mogą pogarszać stany zapalne. Co za tym idzie mogą je również pogarszać suplementy z omega-6
  
O co tu chodzi???
  
W tym przypadku, jak w wielu innych, "diabeł tkwi w szczegółach". Szczegółowe przyjrzenie się przynajmniej pewnej części przemian, jakim podlegają kwasy tłuszczowe w naszym organizmie sprawi, że te sprzeczne informacje ułożą się w sensowną całość.
  
Do wyjaśnienie posłuży mi powyższy schemat.
  
Na początek wyjaśnię, że pro- i przeciwzapalne działanie kwasów tłuszczowych w naszym organizmie związane jest z tzw. eikozanoidami, które z nich powstają. Ekozanoidy pełnią rolę lokalnych hormonów, tzn. działają w pobliżu miejsca swojego powstawania ponieważ mają krótki okres półtrwania. Są one również nazywane witaminą F. Należą do nich takie substancje, jak prostaglandyny, prostacykliny, leukotrieny czy tromboksany. Ekozanoidy, które powstają z kwasu omega-3, nazywanego eikozapentaenowym (EPA), mają w naszym organizmie działanie przeciwzapalne. Przeciwzapalnie działają również ekozanoidy powstające z GLA. Z kolei eikozainody powstające z AA stymulują stany zapalne.
  
Zła wiadomość jest taka, że wszystkie kwasy omega-6 podlegają przemianom nazywanym cyklem kwasu arachidonowego i każdy z nich w konsekwencji może ulec przemianie do AA, również te dobroczynne, jak GLA. Oznacza to więc, że w pewnych warunkach GLA zamiast stać się źródłem przeciwzapalnych ekozanoidów, staje się źródłem prozapalnych eikozanoidów.
We wspomnianym cyklu kwasu arachidonowego biorą udział enzymy desaturazami (FADS2 i FADS1). Te same desaturazy biorą udział w przemianach kwasów omega-3. I to właśnie te enzymy są kluczem do zrozumienia i kluczem do właściwej, przynoszącej korzyści suplementacji kwasami omega.
  
Desaturazy w akcji
  
Punktem krytycznym w przemianach kwasów omega jest kwas omega-6 nazywany dihomo-g-linolenowym (DGLA). Powstaje on z GLA. Jego część ulega przemianom do eikozanoidów a nadmiar przemianie do AA. Jeśli usuniemy ze schematu kolumnę z kwasami omega-3, czyli jeśli w naszym organizmie brakuje kwasów omega-3, desaturazy bardzo efektywnie przekształcają kwasy omega-6 do DGLA. Tak efektywnie, że powstaje jego duża nadwyżka, która oznacza wzmożoną produkcję AA. Jeśli natomiast w naszym organizmie mamy odpowiedni poziom kwasów omega-3, mówiąc obrazowo, desaturazy są zajęte również nimi i w efekcie przemiany kwasów omega-6 do DGLA zachodzą mniej efektywnie i wolniej. Co za tym idzie powstają mniejsze ilości DGLA, nie ma nadwyżek DGLA, znacząco ograniczone jest lub całkowicie w ogóle nie ma miejsca przemiana DGLA do AA.
  
Oznacza to, że to od kwasów omega-3 zależy czy dobroczynne kwasy omega-6 rzeczywiście są dobroczynne czy też nam szkodzą.
  
Zrozumienie i uwzględnienie przemian, jakim podlegają kwasy tłuszczowe jest niezbędne nie tylko do tego, by suplementacja kwasami omega przyniosła nam korzyści ale również i przede wszystkim do tego, by nie zaszkodziła. A jak widać może.
  
Suplementacja kwasami omega-6 np. GLA z oleju z wiesiołka w sytuacji gdy cierpimy na niedobór EPA jest szkodliwa dla zdrowia. Producenci suplementów piszą na swoich opakowaniach, że ich suplement zawiera prawidłowy stosunek kwasów omega-3 do omega-6 (1:2). Świetnie, ale jeśli ten stosunek jest zaburzony w naszym organizmie suplementacja produktami o prawidłowym stosunku omega-3 do omega-6 pogłębia ten brak równowagi, przyczynia się do zwiększania poziomu omega-6 przy jednocześnie nadal zbyt niskim poziomie omega-3.
  
Nadmiar kwasów omega-6 nie tylko ulega konwersji do prozapalnych eikozanoidów ale również blokuje dostęp kwasów omega-3 do wspomnianych enzymów. Czyli mimo, że mam w organizmie jakąś ilość kwasów omega-3, nadmiar omega-6 uniemożliwia organizmowi wykorzystanie ich. Współczesna żywność jest bogata w kwasy omega-6. Ocenia się, że w skrajnych przypadkach realne spożycie kwasów omega-6 jest 25 razy wyższe niż kwasów omega-3. Ten potężny deficyt omega-3 sprawia, że suplementacja produktami o prawidłowym stosunku omega-3 do omega-6 w żaden sposób nie jest w stanie nam pomóc.
  
Dlatego prawidłowa, przemyślana suplementacja kwasami omega musi startować od suplementacji tylko EPA i to w wysokich dawkach, by przywrócić równowagę kwasów omega w naszym organizmie. Dopiero w drugiej kolejności i "pod osłoną" EPA należy wprowadzać do organizmu dobroczynne omega-6.
  
No i już wiadomo dlaczego od lat jestem fanką kwasu EPA :)
W jednym z następnych postów wyjaśnię dlaczego w ostatnich zdaniach napisałam "EPA" a nie "omega-3"
  
Idą wakacje! W Szwecji zaczynają się nieco wcześniej. Za tydzień będę już w Polsce. Do zobaczenia :)
  
Do posłuchania nowa piosenka mojego ulubionego wokalisty - Ozark Henry i At Sea. 
Powiązane posty:

niedziela, 26 kwietnia 2015

Seria "Odpowiedzi". Czy cierpię na niedobór kwasów omega 3?

 Jesteś przekonany, że odżywiasz się zdrowo, a nawet zażywasz suplementy na bazie tranu. Czy więc to pytanie dotyczy ciebie?

Jeśli...
Twoja skóra jest sucha, musisz nieustannie smarować dłonie kremem, twoje usta są przesuszone.
Twoje włosy są suche, łamliwe, nieustannie walczysz z łupieżem.
Twoje paznokcie się rozdwajają.
Masz problemy ze snem, wieczorem szybko tracisz energię a rano trudno zwlec cię z łóżka.
Nie możesz się skoncentrować i masz problemy z pamięcią.
Jesteś wrażliwy emocjonalnie, masz wahania nastroju, łatwo wpadasz w złość.

Jeśli doświadczasz dwóch lub więcej z wymienionych problemów, jest wysoce prawdopodobne, że mimo braku widocznych konkretnych schorzeń cierpisz na niedobór kwasów omega 3.

Pewnie niestety cię nie przekonałam. No, bo przecież odżywiasz się zdrowo... Sucha skóra, bo kosmetyk nie taki. Łupież, bo grzyby. Paznokcie, bo lakier do paznokci. Sen, bo łóżko niewygodne i tyle spraw w ciągu dnia. Problemy z koncentracją, bo dzieci ciągle coś chcą i cały dom na twojej głowie. Zły nastrój, bo pogoda nie taka, bo mąż cię zdenerwował.
 
Mam jednak złą wiadomość. Jeśli zignorujesz te wydawać by się mogło nic nie znaczące sygnały, które daje ci organizm, z czasem możesz zacząć chorować na zespół jelita drażliwego albo na zapalenie trzustki. Zostanie u ciebie zdiagnozowana miażdżyca. Pojawi się cukrzyca albo zespół przewlekłego zmęczenia. Zaczną ci dolegać przewlekłe stany bólowe o bliżej nieokreślonym pochodzeniu. Staniesz się ofiarą depresji. Zostanie u ciebie zdiagnozowany nowotwór jelita grubego albo piersi.
Przesadzam? Nie, nie przesadzam. Wprost przeciwnie, nie wymieniłam wszystkich schorzeń, które mogą być skutkiem niedoboru kwasów omega 3, a dokładniej jednego z nich, kwasu eikozapentaenowego (EPA).
 
Dlaczego to takie ważne?
 
Od dawna wiadomo już, że stosunek między kwasami omega 3 i omega 6 w naszym organizmie ma ogromne znaczenie dla zdrowia. Obecnie wiedza ta jest jednak dużo bardziej precyzyjna. Okazuje się, że kluczową rolę odgrywa stosunek pomiędzy jednym z kwasów omega 6, kwasem arachidonowym (AA) i jednym z kwasów omega 3, EPA.
 
Niski stosunek AA/EPA (pomiędzy 3 a 1,5) wskazuje na równowagę pomiędzy substancjami przeciwzapalnymi i prozapalnymi produkowanymi przez nasz organizm. Jeśli stosunek AA/EPA wynosi 7 i więcej oznacza to, że nasz organizm jest w stanie „ukrytego zapalenia”, a to zwiększa ryzyko rozwinięcia się schorzeń o typowym charakterze zapalnym. Stosunek AA/EPA większy niż 15 wskazuje na wysoki poziom stanów zapalnych i jest jednoznaczny z postępującą w organizmie chorobą zapalną. U podłoża wszystkich wymienionych przeze mnie schorzeń i wielu innych leżą ukryte, przewlekłe procesy zapalne, a stosunek AA/EPA jest ich biomarkerem. Z jednej strony nieprawidłowy AA/EPA jest przyczyną stanów zapalnych, a z drugiej strony przy stanach zapalnych zapotrzebowanie na EPA jest wielokrotnie wyższe niż u osób zdrowych, co dodatkowo pogarsza sytuację.

 
Od lat odpowiadam na pytania dotyczące EPA i obserwuję co dzieje się jeśli jego prawidłowy poziom zostaje przywrócony. Sama zjadam od lat wysokie dawki EPA i jak na osobę z uogólnionym autoimmunologicznym stanem zapalnym skóry, jelit, tarczycy i stawów mam się nieźle :) Mimo tego co wiadomo, co mówią badania naukowe, co mówią przykłady osób, które poczuły się lepiej gdy przywróciły prawidłowy AA/EPA nadal wielu uważa, że w ich przypadku powodem problemów jest coś innego. Nasz organizm to złożona cudowna maszyna, która ma zapotrzebowanie na wiele różnych składników. EPA jest jednym z nich. 
 
Na szczęście w końcu doczekałam się  testu profilu kwasów tłuszczowych. Test Opti-O-3 można wykonać samemu a próbkę jedynie wysłać do laboratorium. Wynik testu zawiera analizę AA/EPA z określenie indywidualnego zapotrzebowania na EPA. I widać wtedy czarno na białym czy odpowiedź na pytanie w tytule powinna być twierdząca. Coś w sam raz dla osób błądzących po omacku w poszukiwaniu przyczyny swoich problemów zdrowotnych i dla ... niedowiarków ;)
 
 
Na zdjęciu jedna z niesamowitych stacji sztokholmskiego metra, Solna.
Muzyka na prośbę Zosi :) "Stolen dance" i Milky Chance.
 
 
 Powiązane posty: