Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

niedziela, 5 października 2014

Dziecięcy rakotwórczy hit z ostatnich miesięcy - gumki "loom band"

 
Dzisiaj tak trochę nietypowo, bo w formie ostrzeżenia.
 
Tu gdzie jesteśmy teraz, w Szwecji, jeszcze nie dotarł szał "loombandowy". Moja córka zachwyciła się zdjęciami przysyłanymi przez koleżanki cudów zrobionych z tych kolorowych gumek. Samej mi się spodobały. "Wygooglowałam" więc to coś i znalazłam alarmujące informacje. Ponieważ szaleństwo loombandowe jest tak powszechne postanowiłam napisać kilka słów na ten temat, bo być może nie wszyscy rodzice mają świadomość tego czym być może bawią się ich dzieci.
 
W sierpniu tego roku The Birmingham Assay Office, niezależna organizacja zajmująca się badaniem bezpieczeństwa produktów w Wielkiej Brytanii, znalazła w loom bands niebezpiecznie wysokie ilości ftalanów. Ftalany są substancjami dodawanymi do plastiku w celu nadania mu odpowiedniej twardości i giętkości. Mają działanie rakotwórcze, mutagenne i wpływają negatywnie na płodność.
 
Wprawdzie obecne na rynku brytyjskim produkty z tej serii różniły się zawartością ftalanów, jednak wszystkie były oznaczone unijnym znakiem bezpieczeństwa CE. Szczególnie wysoką zawartością ftalanów charakteryzowały się zawieszki do bransoletek, które dziewczynki chętnie wykonują z loom bands. Niektóre zawierały nawet powyżej 50% ftalanów, a poziom dopuszczalny w UE to 0,1%. Zwrócono uwagę, że zawieszki na bransoletkach są chętnie nawet nieświadomie wkładane przez dzieci do ust, co czyni je szczególnie niebezpiecznymi ze względu na łatwość przedostania się ftalanów do organizmu. Jednak również samo noszenie bransoletek i ich długotrwały kontakt ze skórą sprawia, że ftalany przedostają się do organizmu przez skórę. 
 
Moją uwagę zwraca przy tej okazji "dopuszczalny poziom substancji toksycznej", parametr wszystkich produktów na rynku poczynając od wyposażenia wnętrz i ubrań, przez kosmetyki aż do żywności i suplementów diety.
 
Jak jest ustalany?
Oczywiście ze względów humanitarnych na podstawie badań na zwierzętach, nie na ludziach. Czy zwierzę jest w stanie zgłosić objawy typu ból głowy? Nie ...
Jak długo podaje się daną substancję zwierzętom by sprawdzić czy ma podostre i podprzewlekłe działanie toksyczne? 
28 do 90 dni. Zaledwie ... 
Jak długo testuje się produkt pod względem toksyczności przewlekłej?
2 lata. Macie jakiś ulubiony produkt, który stosujecie LATAMI? Na pewno ...
 
Podręczniki do toksykologii podają, że bezpośrednie przeniesienie dawek uzyskanych z badań na zwierzętach a ludzi uwzględniając tylko różnicę w masie ciała jest obarczone bardzo dużym błędem. Działanie substancji toksycznej w danym organizmie zależy od wielu czynników - stanu odżywienia organizmu, schorzeń, środowiska, w którym  żyje, interakcji z innymi czynnikami toksycznymi itd. itp. Czy uwzględnia się te czynniki w ustalaniu "dopuszczalnego poziomu substancji toksycznej"? Nawet jeśli chcemy i bardzo się staramy to czy jesteśmy w stanie przewidzieć i uwzględnić wszystkie te czynniki? Nie sądzę ...
 
Wracając do magicznych gumek loom band z "dopuszczalnym" poziomem ftalanów i certyfikatem bezpieczeństwa UE. Warto zafundować dziecku kontakt z tym "dopuszczalnym" poziomem ftalanów? Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że wielu substancji toksycznych w otoczeniu i żywności nie sposób uniknąć, jednak stary dobry sznurek wydaje mi się bezpieczniejszym rozwiązaniem niż kolorowe gumki...
 
Na fotografii - loom bands, źródło www.mirror.co.uk.
Do posłuchania Indians w "Oblivion" z filmu "Gwiazd naszych wina". Przepiękny kawałek, podobnie jak inne w tym filmie, obejrzałam dzisiaj.
 
 
 
 
 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Szwecja - pierwszy kraj, który odrzucił dogmaty dotyczące tłuszczu.

Nasze życie w Szwecji powoli zaczyna przybierać przynajmniej pozory normalności. Jeszcze się organizujemy ale już z przewagą normlanych aktywności codziennego życia. Jednak "normalność" jest na razie pozorna, bo czeka nas długa droga zdobywania wiedzy na temat kraju i ludzi, którzy nas otaczają. Ciekawe, czy wystarczy nam czasu żeby przekonać się jaki naprawdę jest ten kraj przed powrotem do naszego. O tym, co oznacza proces takiej "edukacji" napisał w swojej książce "Jak żyć szczęśliwie w innym kraju" Andrzej Olkiewicz, który od ponad 50 lat mieszka i pracuje w Szwecji (Asiu, dziękuję za ten namiar :-).
 
Na blogu o zdrowiu oczywiście i tym razem będzie o zdrowiu, ale ze szwedzkim akcentem :-)
 
Wcześniej odwiedzałam Szwecję kilka razy, z różnych powodów. Moja pierwsza wizyta miała miejsce w Lund, gdzie mieszka Uffe Ravnskov, autor książki "Cholesterol - naukowe kłamstwo", którą miałam przyjemność tłumaczyć na język polski. Książka ta ukazała się w Szwecji w 1991 roku. Od tego czasu losy koncepcji dieta-serce i fobii cholesterolowej przechodziły tu swoje wzloty i upadki, niemniej jednak Szwecja od jakiegoś już czasu wyróżnia się na tle innych krajów swoją postępowością w obalaniu mitu cholesterolowego a w ubiegłym roku Szwecja została pierwszym krajem "bloku zachodniego", który oficjalnie odrzucił dogmat diety niskotłuszczowej na rzecz promowania diety niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej. Jak to nieco żartobliwie komentowano, niniejszym sławne szwedzkie meatballs (mięsne kulki, polskie "mini mielone") wreszcie są ok :-)
 
Zmiany zaleceń dietetycznych dokonano w Szwecji po opublikowaniu w zeszłym roku raportu badań Swedish Council on Health Technology Assessment (SBU), szwedzkiej rządowej agencji zajmującej się szeroko pojętą opieką zdrowotną.
SBU przeprowadziło szczegółową analizę 16 tysięcy badań naukowych opublikowanych do maja ubiegłego roku i doszło do tego samego wniosku, co 25 lat wcześniej doktor Ravnskov - że to nie tłuszcz zwierzęcy jest naszym wrogiem.
Zastanawiające, że wnioski są podobne mimo 25-letniego postępu metod diagnostyki, leczenia i metod naukowych, i mimo "najszczerszych chęci" niektórych by nas przekonać, że jest inaczej...
 
Najpopularniejszym w Skandynawii blogiem dotyczącym zdrowia jest DirectDoctor.com prowadzony przez szwedzkiego lekarza Andreasa Eenfeldt'a. Akurat dzisiaj natknęłam się w tutejszej telewizji na jego wykład i dyskusję z nim. Doktor Eenfeldt jest wielkim orędownikiem diety niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej (LCHF). Na swoim blogu pisze o sobie: "Moim celem jest znalezienie sposobu na to, jak możemy żyć w zdrowiu stosując naturalne metody takie, jak odpowiednie odżywianie, ćwiczenia fizyczne i może jakiś jeden czy dwa suplementy (np. witamina D)". I, że tak powiem, doktor Eenfeldt z ust mi to wyjął :-)
 
Najnowsze zalecenia SBU głoszą, że masło, oliwa (z oliwek), tłusta śmietana i bekon nie są żywnością szkodliwą. Wprost przeciwnie. Tłuszcz jest najlepszą rzeczą dla tych, którzy chcą stracić zbędne kilogramy. A związek pomiędzy spożyciem tłuszczu a chorobami serca i układu krążenia nie istnieje. Co ciekawe komitet powyższych badań SBU składał się z lekarzy, wśród których niektórzy na początku prowadzonych studiów byli sceptyczni w stosunku do LCHF, jednak po 2 latach prac nad tym tematem komitet wydał zgodną opinię.
 
W swoim raporcie SBU zżyma się również na to, że opieka medyczna w Szwecji od wielu lat zaleca ograniczanie spożycia tłuszczów nasyconych a dietę LCHF (która jest tak naprawdę  właśnie szwedzkim "wynalazkiem") określa jako niebezpieczną i nie popartą badaniami naukowymi. Zarzuty SBU co do opieki medycznej dotyczą również karygodnego zalecania osobom chorym na cukrzycę dużej ilości owoców oraz restrykcyjnego stosowania produktów niskotłuszczowych charakteryzujących się wysoką zawartością cukru lub/i sztucznych substancji słodzących. Jeden z towarzyszących doktorowi Eenfeldt'owi rozmówców w programie, który dzisiaj obejrzałam, chory na cukrzycę, wyrażał swoje zdziwienie i oburzenie, że lekarze zalecają mu spożywanie tego, co mu szkodzi, czyli węglowodanów oraz stosowanie leków (insuliny), które go w końcu zabiją podobnie jak jego chorego na cukrzycę ojca, zamiast zalecenia prostego i bezpiecznego wyjścia jakim, jest znaczące ograniczenie węglowodanów, których nie jest w stanie prawidłowo metabolizować jego organizm.
 
Zapewne zmiany w świadomości ludzi potrwają jeszcze długo i zapewne nie obejdzie się bez perturbacji. Obecnie kupienie tu chleba bez cukru graniczny z cudem, jednak bez problemów jest dostępna na półkach każdego sklepu śmietana 40% i olej kokosowy. Ciekawe kiedy reszta świata zweryfikuje swoje tłuszczowe dogmaty. W końcu te 16 tysięcy badań przeanalizowanych przez SBU we wszystkich przeglądarkach medyczno-naukowych wyświetla się identycznie...
 
Literatura:
 
Na zdjęciu jeden z tutejszych pięknych widoków (zdjęcie z telefonu, nie zabrałam aparatu a szkoda było stracić okazję :-).
Do posłuchania Jan Garbarek i Agnes Buen Garnas z Norwegii, z płyty z 1988 "Rosenfole".
 
 
 
 
 

czwartek, 24 lipca 2014

Włosy - myć?

Wpadłam dziś tu na chwilę, żeby podzielić się z Wami małą dygresją po zakupieniu ... szamponu do włosów.
 
To, że parabeny są szkodliwe już w miarę powszechnie wiadomo. Nadal można je znaleźć w bardzo wielu kosmetykach, ale co bardziej świadomi wśród nas przelatują wzrokiem etykiety na kosmetykach upewniając się, że ten wybrany przez nas akurat parabenów nie zawiera. Niektórzy producenci hasła "bez parabenów" zaczęli nawet używać jako chwytu reklamowego i informują nas o tym wielkimi literami w widocznym miejscu, więc nie musimy nawet specjalnie szukać w składzie wypisanym mikroskopijnymi literkami.
Po parabenach jednak wybuchła kolejna bomba o nazwie "cocamide DEA" lub "cocamide diethanolamine". Substancja powszechnie stosowana w mydłach i szamponach jako czynnik spieniający okazała się być rakotwórcza. Mimo to w ubiegłym roku Amerykańskie Centrum Środowiska i Zdrowia w Kalifornii znalazło ją aż w 98 różnych szamponach i mydłach obecnych na rynku w USA (w tym "organicznych"). Sprawdźcie więc czy nie ma jej i w waszym.
 
I co?
Uf, w szamponie, którego rano użyliście do mycia włosów nie ma jej.
A co jest zamiast tego?
Pewnie to, co w moim - cocamidopropyl betaina...
... która w 2004 roku została ogłoszona ALERGENEM ROKU przez Amerykańskie Towarzystwo Kontaktowego Zapalenia Skóry. I znajduje się na liście w "doborowym towarzystwie" wraz z niklem (Alergen Roku 2008), czy kortykosteroidami (Alergen Roku 2005) - American Contact Dermatitis Society .
 
No cóż, może czas na zmianę "fryzury", może po prostu włosy są ... przereklamowane????
 
 
W tym roku moje wakacje wyglądają dość nietypowo, więc na fotografii wspomnienie z poprzednich - Omisz wieczorem.
A muzyka i obrazki z jednego z moich ulubionych filmów Eat, Pray, Love - Eddie Vedder.
 

sobota, 19 lipca 2014

Lipcowa Moda na Zdrowie - mięśnie

Jeśli wybieracie się na wakacje i w drodze lub na leżaku macie ochotę poczytać, polecam lipcową Modę na Zdrowie, a w niej między innymi mój artykuł o naszych niezwykłych mięśniach :-)
 
Już wkrótce napiszę coś również tu, tym razem z dalekiej Północy, na której zagoszczę na dłużej i gdzie mam nadzieję mieć więcej czasu na to co lubię, w towarzystwie zórz polarnych i w długie polarne noce :-)
 
Do Mody na Zdrowie nadal zapraszam co miesiąc. W sierpniu będzie o genialnej współpracy kości i stawów, a we wrześniu o magicznym tańcu, który niezmiennie trwa od zarania dziejów - o zapłodnieniu.
 
 
 
 
Dawno nie było nic do słuchania :-)
Na dzisiaj wakacyjnie romantyczny Ozark Henry i "Incurable romantic" :-)


 
 
 
 

niedziela, 1 czerwca 2014

Wykład - Czy wiesz co jesz?

Serdecznie zapraszam wszystkich na mój wykład, który odbędzie się 5 czerwca o godz. 20.30 w Fitness Premium Club - COB w Katowicach
Więcej informacji można znaleźć tutaj: WYKŁAD

ZAPRASZAM! :-)

niedziela, 4 maja 2014

Serce - majowa Moda na Zdrowie

Zapraszam do majowej Mody na Zdrowie. Tym razem piszę w niej o naszym wspaniałym sercu i niesamowitym układzie krwionośnym.
Miłego czytania :-)