środa, 13 września 2017

Książka "Umysł w ogniu"

Kochani, dzisiejszy post piszę z tego samego powodu, dla którego Susannah Cahalan opisała swoje wspomnienia w książce "Umysł w ogniu" (ang. "Brain on fire"). Autorka sama przyznaje, że powrót do ciężkich chwil, które przeżyła po tym jak zachorowała a zanim zdiagnozowano prawidłowo na co choruje, nie był dla niej łatwy. Warto jednak było się z tym zmierzyć, bo dzięki tej książce, dzięki artykułowi, który Susannah napisała wcześniej, dzięki wywiadom, których udzieliła wiele osób uratowało życie swoim bliskim.
 
 
Ostatnio wykonałam sobie serię badań krwi. Postanowiłam skorzystać z pieniędzy z ubezpieczenia, które od lat jak wszyscy płacę i wykonać je w ramach NFZ, a nie prywatnie. W tym celu udałam się do lekarza pierwszego kontaktu. Ponieważ od lat nie odwiedzałam przychodni, do której jestem zapisana, lekarka, która mnie przyjęła ochoczo wypisała mi skierowania zbulwersowana wręcz, że tyle czasu się nie zgłaszałam. Ja ze swojej strony do tych badań na skierowaniu sama sobie dodałam parę innych. Żeby "uspokoić" lekarkę, że mimo pozostawania tak długo bez opieki przychodni jest ze mną całkiem nieźle ponownie się do niej udałam z wynikami. Kiedy lekarka natknęła się na wyniki badań, które sama sobie zleciłam rzuciła ironicznie "widzę, że internet poszedł w ruch". Grzecznie poinformowałam lekarkę, że jestem biologiem i dietetykiem, i to akurat wiedza z czasopism naukowych. A w duchu pomyślałam, że może gdyby ta lekarka skorzystała z internetu to jej pacjenci, by na tym dużo zyskali. I to nie jest złośliwość - mieszkając w Szwecji widziałam na własne oczy lekarzy "szukających w googlach" odpowiedzi na pytania dotyczące pacjenta, który przed nimi siedział. Nie mieli z tym żadnego problemu i nie było to przejawem ich ignorancji, a raczej dbałości o to, by pomóc pacjentowi jak najrzetelniej.
 
Bardzo znamienne są słowa lekarza, który uratował życie Susannah Cahalan, stawiając właściwą diagnozę i podejmując niemal w ostatniej chwili odpowiednie leczenie. "Trzeba mieć pokorę i otwarte oczy" - stwierdził doktor Souhel Najjar. Oj, jak bardzo tej pokory czasem brakuje...
 
 
Z okładki książki: "Umysł w ogniu" to niezwykłe wspomnienia młodej dziennikarki New York Post (...) Z dnia na dzień młoda, ambitna kobieta u progu kariery zawodowej przestaje panować nad swoim umysłem. Widzi pluskwy, podejrzewa swojego chłopaka o zdradę, nie wywiązuje się z obowiązków zawodowych. Lekarze kładą to na karb stresu i nadużywania alkoholu. Kiedy objawy się nasilają do tego stopnia że dziewczyna staje się sama dla siebie zagrożeniem, trafia do szpitala. Niewiele brakuje, by znalazła się na oddziale zamkniętym. Na szczęście jej przypadkiem interesuje się dr Najjar, żartobliwie zwany dr Housem, który nie wierz w chorobę psychiczną pacjentki. Wykonuje prosty test i ratuje jej życie. Ta historia pozostawia po sobie niepokojące pytanie: ilu osobom postawiono błędną diagnozę?
 
 
Szacuje się, że w 2009 roku, kiedy leczono Susannah, 90 procent osób cierpiących na tą samą chorobę było  niezdiagnozowanych. Susannah było 217 osobą na świecie, u której zdiagnozowano autoimmunologiczne zapalenie mózgu z przeciwciałami przeciwko receptorowi NMDA.
 
 
Większość książki jest opisem wspomnień Susannah z okresu zanim postawiono właściwą diagnozę i z samego leczenia. Pod koniec książki Susannah pisze również o efektach swoich dociekań dotyczących tego, co obecnie wiadomo na temat tej choroby i o swoich przemyśleniach dotyczących systemu medycznego, którego niemal stała się ofiarą. 
 
 
Oto kilka krótkich fragmentów z tej części książki. Słów, które z jednej strony brzmią złowieszczo, ale również dają nadzieję.
 
(...) Doktor Najjar idzie dalej w swoich przypuszczeniach dotyczących związku między chorobami autoimmunologicznymi a psychicznymi. W swoich nowatorskich badaniach wykazuje, że niektóre formy schizofrenii, zaburzeń afektywnych dwubiegunowych, chorób obsesyjno-kompulsywnych czy depresji są w istocie wywoływane stanami zapalnymi mózgu.(...)
 
(...) To co niemal natychmiast przykuło moją uwagę to chyba największa tajemnica: jak wiele osób w przeciągu całej historii cierpiało na moją chorobę i inne podobne do niej, lecz nie było leczonych? To pytanie jest bardziej palące przez świadomość, że nawet jeśli choroba została odkryta w 2007 roku to niektórzy lekarze, z którymi rozmawiałam, uważają, że jest co najmniej tak wiekowa, jak sama ludzkość. (...)
 
(...) Obecne badania wykazują, że około 40 procent pacjentów, u których zdiagnozowaną tą chorobę to dzieci, lecz u nich przypadłość ta wygląda inaczej niż u dorosłych: cierpiący na nią młodzi pacjenci wykazują takie zachowania, jak napady złości, uporczywe milczenie, hiperseksualność oraz przemoc. (...) Choroba u dzieci bywa często błędnie diagnozowana jako autyzm, ale w zależności od miejsca oraz kiedy dana osoba żyła, może zostać opisana jako coś nadprzyrodzonego, a nawet diabelskiego. (...)
 
(...) Kiedy zbierałam materiały do swojego artykułu, byłam ciekawa punktu widzenia doktora Baileya, neurologa, który stwierdzi, że moje problemy wynikały z odstawienia alkoholu i stresu, aby dowiedzieć się, co sądzi o ostatecznej diagnozie. Jednak kiedy się do niego dodzwoniłam, okazało się, że w dalszym ciągu nie słyszał nigdy o chorobie, mimo że moja diagnoza była omawiana w prawie każdym znaczącym czasopiśmie medycznym, w tym w New England Journal of Medicine czy w New York Times.... Doktor Bailey uważany za jednego z najlepszych neurologów  kraju, nigdy o niej nie słyszał. Skoro żyjemy w czasach, gdy odsetek błędnych diagnoz w Stanach Zjednoczonych nie maleje od 1930 roku, to pojawia się nauczka, jak bardzo ważne jest każdorazowe uzyskanie drugiej opinii. Być może pod wieloma względami doktor Bailey jest doskonałym lekarzem, jednak w pewnym sensie jest również doskonałym przykładem tego, jak źle dzieje się w medycynie. Byłam dla niego jedynie numerkiem (a jeśli przyjmował po trzydziestu pięciu pacjentów dziennie, jak mi wyjaśnił, oznacza to, że byłam jednym numerem z bardzo dużej liczby). (...) Doktor Bailey nie jest wyjątkiem od reguły. Jest regułą. Ja jestem osobą, która jest wyjątkiem. Jestem osobą, która ma szczęście. Nie prześliznęłam się poprzez system, który jest stworzony do pomijania przypadków takich, jak mój - przypadków, które wymagają czasu i cierpliwości oraz spersonalizowanej uwagi. (...)
 
(...) Chociaż zapalenie mózgu z przeciwciałami przeciwko receptorowi NMDA występuje rzadko, to należy do jednej z ponad stu różnego rodzaju chorób autoimmunologicznych dotykających szacunkowo 50 milionów osób w Sanach Zjednoczonych - oszałamiającą liczbę ludzi, która wzrosła ponad trzykrotnie w ciągu ostatnich trzech dekad. (...)
Doktor Dalmau i jego współpracownicy rozpoznali również inne autoimmunologiczne typy chorób, w których przeciwciała atakują receptory występujące w mózgu, czyniąc z tego rodzaju zapalenia typ wciąż rzadki, choć już nie wyjątkowy. (...) Pracownia doktora Dalmau zidentyfikowała sześć innych rodzajów przeciwciał, które zwalczają różne receptory w mózgu, oprócz receptora NMDA, który był obiektem ataku w moim przypadku. Ta liczba rośnie. Doktor Dalamu szacuje, że kiedy weźmie się pod uwagę wszystkie choroby, to może być ich ze dwadzieścia albo i więcej. Odkrycia te w końcu dadzą nazwy przypadłościom niejasno określanym jako "zapalenie mózgu o nieznanym pochodzeniu" lub "psychoza niezdiagnozowana inaczej" oraz tym nie mającym żadnej nazwy.(...)
 
(...) Któregoś dnia Emily, studentka drugiego roku w college'u (...), nagle zaczęła szybko mówić i dostała paranoi (...)
Mniej więcej w tym czasie siostra Billa (ojca Emily), Mary, zobaczyła mnie w programie Today ... Wysłała Billowi nagranie, które przekazał je wraz z moim artykułem w Post psychiatrze Emily. ... psychiatra (...) wydawał się być szczerze obrażony sugestiami, jakoby mógł coś ominąć. Trzeba pogodzić się z aktem, że pańska córka cierpi na chorobę psychiczną - powiedział. Po 21 dniach w Instytucie Emily przeszła leczenie ambulatoryjne i wróciła do szkoły (...). Wyglądało na to, że przezwyciężyła problem, cokolwiek to było, dopóki nie wróciła do domu na przerwę wiosenną, kiedy jej fizyczne i poznawcze problemy nagle stały się niebezpiecznie poważne. (...) Emily niezwłocznie przewieziono do pobliskiego szpitala, gdzie lekarz poinformował rodziców, że rezonans magnetyczny przeprowadzony rok wcześniej wykazywał zapalenie mózgu. Był to fakt, którym poprzedni lekarze nie podzielili się z rodzicami Emily. (...) U Emily w mózgu utworzył się skrzep krwi, który wywoł półtoragodzinny atak epilepsji. Choć ciałem Emily leżącej na sali obok wstrząsały drgawki, Bill wepchnął mój artykuł do rąk  dyżurującego neurologa. Przeczytaj to. Teraz - rozkazał. Lekarz przeczytał go w obecności Bill, schował do kieszeni i zgodził się przeprowadzić badania pod kątem tej rzadkiej choroby autoimmunologicznej. (...) Dzięki intensywnej kuracji steroidami oraz chemioterapii Emily wróciła na studia. Obecnie jest w 100 procentach zdrowa i w 2012 roku ukończyła ostatni semestr college'u. Jej ojciec podczas rozmowy telefonicznej powiedział mi: Nie chciałbym, aby brzmiało to patetycznie ale... Mówię poważnie, gdybyśmy nie dali tego artykułu do przeczytania lekarzowi, ona by nie przeżyła. (...)
 
 
 "Jak bardzo ważne jest każdorazowe uzyskanie drugiej opinii" - uniwersalna prawda mająca zastosowanie przy każdym schorzeniu. I czasem nie wystarczy "druga" opinia, potrzebna jest trzecia i czwarta...
 
Na zdjęciach Susannah Cahalan. 

sobota, 19 sierpnia 2017

Cholesterol - ważny, czy nieważny?

Kochani, dzisiejszy wpis jest nieco przewrotny :) 
Przez ostatnie miesiące udostępniałam Wam moje artykuły z 12-stoczęściowej serii "Ciało - cudowny mechanizm", które ukazywały się co miesiąc w miesięczniku Moda na Zdrowie w 2014 roku. Znajdziecie je w zakładkach z tytułami na górze strony.
Dzisiaj dzielę się z Wami artykułem, który napisałam dla tego miesięcznika i który NIE został opublikowany :)
Uznałam, że to całkiem dobry powód, żeby go jednak opublikować ;)
 
A tak serio to wróciłam do tego swojego tekstu, bo widzę z rozmów z Wami, że choć temat niby "nie pierwszej świeżości", dotyczy czegoś co wiadomo, o czym już wielokrotnie pisano i mówiono to jednak nadal istnieje duża potrzeba tłumaczenia, wyjaśniania i systematyzowania tej problematyki.
 
Tak więc zapraszam dziś do artykułu o cholesterolu - naszym wielkim przyjacielu. Tak, to nie żart i nie ironia. Przyjaciel. Nie dość, że bez niego nie da się żyć, to jeszcze wiele mówi nam o stanie naszego organizmu. Zachęcam do przeczytania artykułu do końca, bo wbrew wrażeniu, jakie można mieć po przeczytaniu początku, wyników profilu lipidowego nie należy ignorować. 
                                   
 
Dlaczego warto spożywać produkty bogate w cholesterol i nasycone kwasy tłuszczowe?

Poprawiają naszą odporność, wzmacniają układ nerwowy, zapewniają zdrowie płuc, wspomagają wątrobę, zapewniają mocne kości i prawidłową gospodarkę hormonalną, zmniejszają ryzyko zachorowania na choroby serca.
Brzmi dziwnie? Jednak żadne z tych stwierdzeń nie jest żartem.

Nasycone kwasy tłuszczowe odgrywają znaczącą rolę w funkcjonowaniu układu odpornościowego. Niedobór tych kwasów skutkuje nieefektywnością białych krwinek w rozpoznawaniu, a co za tym idzie w zwalczaniu patogennych bakterii, wirusów i grzybów w naszym organizmie.

Nasz centralny system nerwowy zbudowany jest głównie z cholesterolu i tłuszczu. Większość kwasów tłuszczowych obecnych w mózgu to nasycone kwasy tłuszczowe. Nasycone kwasy tłuszczowe odgrywają rolę w przekazywaniu informacji przez komórki nerwowe, a cholesterol w procesach zapamiętywania. Ich niedobór uniemożliwia optymalne funkcjonowanie układu nerwowego.

Powierzchnię pęcherzyków płucnych od strony mającej kontakt z powietrzem pokrywa surfaktant, który w 100% składa się z nasyconych kwasów tłuszczowych. W razie niedoboru nasyconych kwasów tłuszczowych, nasz organizm wykorzystuje do produkcji surfaktantu nienasycone kwasy tłuszczowe. Jednak surfaktant o zmienionym składzie sprzyja zaburzeniom oddychania.

Nasycone kwasy tłuszczowe chronią wątrobę przed uszkodzeniami w wyniku spożywania przez nas alkoholu czy niektórych leków (np. powszechnie stosowanych i dostępnych również bez recepty niesteroidowych środków przeciwzapalnych).

Nasycone kwasy tłuszczowe są również niezbędne do prawidłowego wbudowywania wapnia w nasze kości. Z kolei cholesterol jest prekursorem wszystkich hormonów steroidowych i witaminy D3. W celu zapewniania zdrowych kości nasycone kwasy tłuszczowe powinny stanowić przynamniej 50% wszystkich kwasów tłuszczowych w naszej diecie.

Zwiększenie ilości nasyconych kwasów tłuszczowych w diecie powoduje obniżenie poziomu lipoproteiny A w krwi. Poziom tej substancji wykazuje związek ryzykiem zachorowania na choroby serca.

Zwłaszcza ostatnie stwierdzenie zapewne u wielu osób wywoła osłupienie. Jak to?!
 
Tłuszcze nasycone i cholesterol mają być zdrowe? Przecież zgodnie z powszechnym i intensywnie nam przypominanym przez lekarzy, firmy farmaceutyczne i firmy produkujące oleje roślinne przekonaniem tłuszcze nasycone i cholesterol to miażdżyca i zawały serca. Zgodnie z tym, co mówi tzw. koncepcja „dieta-serce”, nazywana też „hipotezą lipidową”, choroba wieńcowa serca jest powodowana miażdżycorodną dietą, skutkującą wysokim poziomem cholesterolu w krwi. Przez dietę miażdżycorodną rozumie się dietę bogatą w cholesterol i tłuszcze nasycone obecne głównie w produktach zwierzęcych i ubogą w oleje roślinne oraz warzywa i owoce, a poziom cholesterolu w krwi ma być wskaźnikiem ryzyka zachorowania na chorobę wieńcową. W związku z tym znaczące ograniczenie lub wyeliminowanie z diety tłuszczy nasyconych i cholesterolu ma spowodować obniżenie poziomu cholesterolu w krwi i tym samym zmniejszyć ryzyko zachorowania na tą groźną dla życia chorobę. Jeśli mimo restrykcyjnej diety poziom cholesterolu w krwi jest nadal „zbyt wysoki” zaleca się dodatkowo leki obniżające poziom cholesterolu.

Pierwsze co powinno nas zastanowić to to, jak to możliwe, że u wielu osób, które całkowicie wyeliminowały cholesterol ze swojej diety, jego poziom w krwi jest nadal wysoki.
 
Fizjologia człowieka z powodzeniem wyjaśnia to zjawisko. Podaje ona, że duża ilość cholesterolu w pożywieniu skutkuje zahamowaniem jego produkcji przez naszą wątrobę. Zaś ewentualny nadmiar spożytego cholesterolu jest wydalany z żółcią. Jednak cholesterol w diecie ma niewielki, jeśli w ogóle, wpływ na poziom cholesterolu we krwi ponieważ jeśli nie dostarczamy cholesterolu w pożywieniu, produkuje go nasza wątroba. Ponadto, cholesterol produkowany jest przez wątrobę z glukozy

Wspomniana „hipoteza lipidowa” znajduje swój początek w analizie ówcześnie dostępnych badań, przeprowadzonej przez doktora Ancel’a Keys’a z Uniwersytetu w Minnesocie.
W 1958 roku opublikował on wykres, który pokazywał zadziwiająco silną zależność poziomu cholesterolu w krwi od ilości tłuszczu w diecie. Niestety tworząc swoją teorię dr Keys „zapomniał” dodać, że tak silna zależność cechowała wyniki badań pochodzących jedynie z 7 krajów, podczas gdy cała jego analiza obejmowała 22 kraje. Dr Keys po prostu wykluczył z analizy te grupy populacji, które nie pasowały do jego teorii. Co gorsza, w jego artykule, w którym sformułował swoją teorię, nie sposób znaleźć odnośników do omawianych przez niego badań, na podstawie których ją stworzył.
 
Pierwszym naukowcem, który zakwestionował teorię Keys’a był amerykański profesor biochemii Raymond Reiser. Zauważył on, że w wielu opisywanych przez Keys’a badaniach nie używano okrzykniętego niezwykle groźnym tłuszczu nasyconego z masła i smalcu, ale oleju roślinnego nasyconego przez uwodornienie, proces, w którym powstają tłuszcze trans, wywołujące stany zapalne i w efekcie tego powodujące wzrost poziomu cholesterolu.
 
W późniejszym czasie wielokrotnie kwestionowano zasadność „hipotezy lipidowej”, a wyniki wielu badań wręcz jej zaprzeczały. Jednak oparta na wątpliwej jakości poszlakach teoria doktora Keys’a okazała się być tak niezwykle „przekonująca” i wygodna, że funkcjonuje do dzisiejszego dnia. Nie zaszkodził jej artykuł Gary’ego Taubes’a, amerykańskiego dziennikarza naukowego, laureata wielu międzynarodowych nagród za artykuły poświęcone wyjawianiu błędów i słabych stron badań naukowych. Przeanalizował on tysiące raportów rządowych i sądowych, przestudiował literaturę i odbył wiele rozmów z naukowcami, a następnie w szacownym czasopiśmie Science opublikował artykuł demaskujący „hipotezę lipidową” jako naukowo nieuzasadnioną.
Nie pomógł również raport naukowców ze Szkoły Medycznej w Harwardzie, którzy przeanalizowali badania dotyczące cholesterolu i nie znaleźli żadnej zależności pomiędzy spożywaniem produktów go zawierających, a chorobami serca (opis tego raportu ukazał się również w polskiej prasie).
Uffe Ravnskov, lekarz ze Szwecji, opublikował książkę, która jest metaanalizą badań dotyczących cholesterolu (polski tytuł „Cholesterol – naukowe kłamstwo”), a wcześniej opublikował ponad 40 artykułów w cenionych na świecie czasopismach naukowych i medycznych, w których krytykuje powszechny pogląd, że to cholesterol wywołuje choroby serca.
Ewentualne powody tak dużego „zaufania” do „hipotezy lipidowej” pozostawię do rozważenia czytelnikowi.

Wbrew powszechnym poglądom cholesterol nie jest ani chorobą, ani przyczyną chorób.
 
Natomiast wzrost jego poziomu w krwi wskazuje na zwiększone zapotrzebowanie na niego naszego organizmu w związku z uszkodzeniami komórek i koniecznością ich naprawy. Przyczyną uszkodzeń są stany zapalne pojawiające się w naszym organizmie np. w efekcie diety bogatej w substancje prozapalne. Należą do nich: 
  •  cukry proste – glukoza i fruktoza, również ta obecna w owocach, 
  • oleje roślinne bogate w kwas omega-6, kwas arachidonowy (AA),
  • podgrzewane płynne oleje roślinne – przyspieszenie i zintensyfikowanie przez wysoką temperaturę utleniania nienasyconych kwasów tłuszczowych skutkuje powstawaniem ogromnych ilości niekorzystnych, jeśli występują w nadmiarze, wolnych rodników,
  • utwardzone oleje roślinne - są bogate w tłuszcze trans.
 
Przyczyną stanów zapalnych jest również nieprawidłowy stosunek kwasów omega-6 do omega-3 w diecie. Powinien on wynosić 2:1, a u większości osób stosujących zachodnią „zdrową” dietę wynosi 20:1.
Ryzyko stanów zapalnych zwiększają również inne czynniki stresowe, od stresu chemicznego poczynając (np. palenie papierosów) i na stresie psychicznym kończąc, jak również niedobory pewnych witamin.
Już od ponad 30 lat wiadomo, że również miażdżyca jest chorobą zapalną, powodowaną przez stany zapalne w ścianie i śródbłonku tętnic. Farmakologiczne obniżanie poziomu cholesterolu w krwi uniemożliwia procesy naprawcze wszędzie tam, gdzie są one potrzebne.
Nasza profilaktyka chorób, w tym chorób serca i układu krążenia, powinna więc skupiać się na zmniejszaniu ryzyka i leczeniu stanów zapalnych, a nie na obniżaniu cholesterolu.
 
 
Jak już wspomniałam sam cholesterol nie jest przyczyną chorób, ale jego poziom jest informacją o tym, co dzieje się w naszym organizmie.
 
 
Przy czym znaczenie ma nie tyle ogólny poziom cholesterolu, ale stosunek HDL do LDL.
HDL został potocznie nazwany dobrym cholesterolem, a LDL złym cholesterolem jednak zarówno HDL, jak i LDL nie są cholesterolem, a kompleksem cholesterolu z białkiem. Substancje o fizycznych właściwościach tłuszczy (a cholesterol do nich należy mimo, że z chemicznego punktu widzenia jest alkoholem) są nierozpuszczalne w wodzie. Stąd mogą one być transportowane w organizmie jedynie w postaci kompleksów z białkami, które są łatwo rozpuszczalne w wodzie. Skrót HDL pochodzi od angielskiego high-density lipoprotein (lipoproteina wysokiej gęstości), a LDL – low-density lipoprotein (lipoproteina niskiej gęstości). Cholesterol jest jeden, nie istnieje dobry i zły cholesterol. Ta potoczna nazwa związana jest z odmiennymi funkcjami pełnionymi przez kompleksy białek z cholesterolem.
HDL nazywany jest dobrym ponieważ jest odpowiedzialny za usuwanie cholesterolu z tkanek, również z ścian tętnic i jego transport do wątroby. Natomiast LDL transportuje cholesterol z wątroby do innych tkanek, w tym do ścian tętnic, jeśli jest taka potrzeba. Z tego powodu w związku z obowiązującą „hipotezą lipidową” LDL nazywany jest złym cholesterolem. Stosunek HDL do LDL nie jest czynnikiem ryzyka chorób serca, wskazuje jednak na to jak organizm radzi sobie z usuwaniem stanów zapalnych, które odgrywają kluczową rolę również w chorobach serca.
Nie dajmy się zwieść poglądom, że im bardziej uda nam się obniżyć poziom cholesterolu we krwi tym lepiej. Obniżając cholesterol farmakologicznie narażamy się na postępującą degenerację naszego organizmu. Pozostawmy naszemu organizmowi decyzję o tym, ile potrzebuje w danym momencie cholesterolu. Zadbajmy jednak o to, by nasz organizm wzmocnić, dostarczyć mu potrzebnych substancji odżywczych oraz by niewłaściwą dietą i niewłaściwym trybem życia nie wywoływać w nim stanów zapalnych.
 
Literatura:

 - Keys A i inni (1958). Lessons from serum cholesterol studies in Japan, Hawaii and Los Angeles. Ann Intern Med 48:83-94
- Ravnskov U (2009). Cholesterol –naukowe kłamstwo. Wydawnictwo WGP, Warszawa
- Sheng R i inni (2012). Cholesterol modulates cell signaling and protein networking by specifically interacting with PDZ domain-containing scaffold proteins. Nat Commun 4:1249-1269
- Singh-Manoux A i inni (2008). Low HDL cholesterol is a risk factor for deficit and decline in memory in midlife: the Whitehall II study. Arterioscler Thromb Vasc Biol 28:1556-1562
- Taubes G (2001). The soft science of dietary fat. Science 291:2536-2545
 
 
Zdjęcie dziś też przewrotne - mnie samej :) Żebyście mieli aktualne ;) Ale utworu do posłuchania w wykonaniu mnie samej Wam oszczędzę :). Do posłuchania Ane Brun, norweska wokalistka o absolutnie zjawiskowym głosie i wrażliwości, w piosence również norweskiej "kultowej", swego czasu, grupy a-ha - Hunting high and low. Czy ktoś jeszcze pamięta ten zespół? :) Słuchając tego wykonania, tego utworu z nostalgią wspominam przemiły czas z moimi polskimi przyjaciółmi w Szwecji, Justyną i Radkiem, którzy również uwielbiają Ane i a-ha. Tęsknię za Wami!
 
Szwecja, pierwszy kraj który odrzucił dogmaty dotyczące tłuszczu
Cholesterol 
Czy cierpię na niedobór kwasów omega-3

poniedziałek, 31 lipca 2017

Opaska na oczy - polecam!

Kontynuując temat snu i negatywnego wpływu na nasz organizm "zanieczyszczenia światłem" w godzinach nocnych, który poruszyłam w moim artykule dla Mody na Zdrowie Sen - co noc od nowa (artykuł ukazał się jako ostatni z 12-częściowej serii "Ciało cudowny mechanizm" - pozostałe artykuły znajdziecie w zakładkach na górze strony) - piszę dzisiejszy post polecając Wam mój sposób na zdrowy efektywny sen.
 
Czy wiecie, że niewidome kobiety chorują znacznie rzadziej na raka piersi?
 
Światło w godzinach nocnych nie tylko zaburza rytm dobowy ale również nawet niewielkie światło w pokoju, w którym śpimy (np. emitowane przez zegarek elektroniczny) pogarsza jakość snu i przyczynia się do chorób. Pisałam o tym jakiś czas temu na blogu: Dlaczego jeśli sen to tylko w egipskich ciemnościach.
 
Mimo, że mam lekko klaustrofobiczną naturę i nie lubię mieć czegoś na twarzy, moją opaskę na oczy uwielbiam i nigdzie się bez niej nie ruszam. Widzę drastyczną różnicę w jakości snu i samopoczuciu gdy się budzę w opasce i bez.  Uważam, że to świetne uniwersalne rozwiązanie, bo może nam towarzyszyć również kiedy podróżujemy. Całkowite zaciemnienie pokoju, wyeliminowanie nawet najmniejszych źródeł światła może być problemem i nie zawsze jest możliwe. Pomysł na wypróbowanie opaski na oczy zrodził się w mojej głowie na początku mojego pierwszego lata na północy Szwecji. Kompletnie nie byłam przygotowana na "białe noce", moje żaluzje w oknach nie sprawdzały się. Jasność białych nocy znosiłam gorzej niż ciemność polarnych nocy. Potrzebowałam szybkiego tymczasowego rozwiązania - nie chciałam inwestować w specjalne czarne rolety wiedząc, że będę mieszkać tam gdzie mieszkałam tylko przez jakiś czas. To tymczasowe rozwiązanie zostało ze mną nawet gdy nadeszły zimowe ciemności, używam opaski co noc w każdych warunkach.
 
Na zdjęciu opaska, moim zdaniem, idealna.
 
Niemieckiej firmy Daydream. Ta na zdjęciu to już moja kolejna, kupiłam ją jeszcze mieszkając w Szwecji ale w Polsce są one również dostępne. Znajdziecie je tu: http://www.daydream.pl/ - na stronie w zakładce "Gdzie kupić" znajdziecie adresy sklepów stacjonarnych w różnych miastach i sklepu internetowego.
Opaski Daydream powstają z 5 warstw tkaniny, bo tylko w ten sposób można osiągnąć absolutne zaciemnienie. Warstwa mająca kontakt w naszą skorą jest miękka i przyjemna w dotyku. Opaski Daydream posiadają dwie elastyczne taśmy umożliwiające ich dopasowanie do każdego kształtu głowy - warunek konieczny by opaska spełniała swoje funkcje. W dolnej części opaski posiadają miękkie wałeczki zabezpieczające przed wpadaniem światła od spodu. Opaski mają również specjalną  kieszeń, do której można włożyć wkład chłodzący (dołączony do opaski).
 
Mając na uwadze to, że nie znoszę mieć czegoś na twarzy zanim zainwestowałam w opaskę Daydream wypróbowałam taką najtańszą, rozdawaną w samolotach latających na długich trasach. Okazało się, że korzystny efekt nawet tak niedoskonałego zaciemnienia, jakie daje ta prosta opaska znacznie przewyższa dyskomfort. Bardzo szybko przyzwyczaiłam się do tego i przestałam odczuwać to jako dyskomfort.
 
Do posłuchania kawałek ścieżki dźwiękowej z filmu "Sekretne życie Waltera Mitty". Reżyserskie przedsięwzięcia Bena Stiller'a, który gra w nim również tytułową rolę. Po tym filmie spojrzałam inaczej na Stiller'a, przychylniej :) Film jest mega pozytywny, z mnóstwem fantastycznych zdjęć i świetną muzyką.
 
 

sobota, 29 lipca 2017

Kwasy omega-3 czyli... "rybna marihuana" :)

Takie doniesienia naukowe to miód na moje uszy :)
 
Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że nie bez powodu jestem fanką kwasów omega-3 i od lat orędowniczką suplementacji nimi. Kwasy omega-3, a dokładniej jeden z nich - kwas eikozapentaenowy (EPA) dla mnie oznaczają życie bez bólu, przy jednoczesnym braku skutków ubocznych leków - marzenie każdej osoby cierpiącej na przewlekłe schorzenie, które boli, utrudnia codzienne życie. U mnie tym schorzeniem jest łuszczycowe zapalenie stawów (i towarzyszące mu stany zapalne innych organów). Zaczęła się 20 lat temu. Diagnoza i prognozy brzmiały jak wyrok. Leczenie niewiele dawało i zatruwało życie nie mniej niż ból. Nie zamierzałam się z tym godzić i po szybkim otrząśnięciu się z szoku zaczęłam szukać rozwiązań na własną rękę. I tak to się zaczęło - zmiana podejścia, zmiana odżywiania, studiowanie tematu, uczenie się nowych rzeczy, zdobywanie nowych doświadczeń. Było mi łatwiej niż innym, jestem biologiem, doktorem biologii (choroba zaatakowała, gdy robiłam doktorat), miałam dostęp do wiedzy i rozumiałam język naukowy. Zaskutkowało to nie tylko opanowaniem choroby, ale również otwarciem nowej drogi zawodowej...
 
Zebrało mi się na wspominki, ale do rzeczy :) O co chodzi z tym tytułem i co ma do rzeczy ta osobista wycieczka :)
 
Na mojej drodze do zdrowia, a w efekcie na drodze zawodowej, pojawiły się kwasy omega-3, z EPA na czele. To EPA przyczynił się w ogromnym stopniu do opanowania mojej choroby, do dziś ratuje mnie z opresji i niezmiennie towarzyszy mi. Już wiele razy pisałam o tym, co wiadomo na temat działania EPA i kwasów omega, dlaczego warto wiedzieć jaki ma się indeks kwasów omega-3, dlaczego osoby chore na choroby przewlekłe powinny bezwzględnie uzupełniać EPA, dlaczego warto wiedzieć jak prawidłowo tą suplementację prowadzić, dlaczego nie wystarczy, a nawet nie należy, po prostu łykać kapsułek z tranem. Poniższe doniesienia naukowe są kolejnymi do kolekcji :)
 
 
W szacownym czasopiśmie naukowym PNAS (Proceedings of the National Academy of Sciences) ukazał się właśnie artykuł opublikowany przez grupę badawczą profesor Aditi Das z Uniwersytetu w Illinois. Grupa profesor Das zajmuje się metabolizmem kwasów omega-3 i ich rolą w wyciszaniu stanów zapalnych.
 
Prof. Das odkryła mechanizm działania grupy związków produkowanych w naszym organizmie mających podobne działanie jak substancje obecne w marihuanie, którym przypisuje się leczenie stanów zapalnych.
 
Historia leczniczego zastosowania marihuany liczy sobie niemal 5 tysięcy lat, a ponad 50 lat temu odkryto, że za działanie to odpowiedzialne są substancje nazywane kannabinoidami. Za najbardziej aktywny i znaczący jeśli chodzi o działanie uznaje się tetrahydrokannabinol (THC).
 
Obecnie wiadomo, że w naszym organizmie są również produkowane kanabinoidy, o podobnym działania jak THC (tzw. endokanabinoidy). Endokanabinoidy i receptory, z którymi się wiążą są obecne w całym organizmie, w tym w mózgu, w komórkach układu odpornościowego, czy gruczołach wydzielania wewnętrznego, czyli w organach kluczowych w utrzymywaniu naszego zdrowia.
Okazuje się, że endokannabinoidy są produkowane w naszym organizmie z kwasów omega-3. Grupa prof. Das zidentyfikowała szlak metaboliczny i enzymy przekształcające endokannabinoidy z kwasów omega-3 do przeciwzapalnych cząsteczek wiążących się z receptorami kannabinoidowymi w układzie odpornościowym.
Ponadto, naukowcy odkryli, że te przeciwzapalne cząsteczki, nazwane epoksydami kannabinoidowymi mają wpływ na rozszerzanie się naczyń krwionośnych i agregację płytek krwi.

Zdaniem naukowców odkrycie to przyczyni się do rozwoju terapii stanów zapalnych, w tym stanów zapalnych w układzie nerwowym z użyciem kwasów omega-3, bez ryzyka efektu psychotropowego, jaki towarzyszy terapii marihuaną.
 
 
Link do strony laboratorium profesor Das: https://sites.google.com/site/aditidaspro/
Link do artykułu w PNAS: http://www.pnas.org/content/114/30/E6034.abstract


Na zdjęciu moje osobiste kwasy omega. Widzicie, że każda kapsułka jest inna?  Nie bez powodu mam ich tyle różnych :)
Do posłuchania Caro Emerald - "Tahitian Skies". Zalecam słuchawki :) Pamiętacie jeszcze Caro? W 2009 roku zdobyła listy muzyki pop swoim "Back it up" i "A night like this". Pobiła nawet rekordy "Thriller" Michale'a Jackson'a. Potem było jeszcze "That man" rok później i zniknęła. Zniknęła z list ale nie z muzyki i nadal jest świetna! :) Utwór pochodzi z jej płyty "Emerald Island" wydanej w tym roku w ramach promocji jej trasy koncertowej.


 

piątek, 19 maja 2017

Czy śpisz wystarczająco długo?

Kochani, myślę, że nikogo nie muszę przekonywać jak ważny jest odpowiednio długi i dobrej jakości sen. Nie muszę, prawda? Respektujecie tą podstawową potrzebę swojego ciała, prawda? Bo ja czasem nie! :) Nie wstyd się przyznać, wstyd nie próbować nic z tym zrobić! :)
 
O tym jak ważny jest sen pisałam już na blogu tu: Sen, twój najlepszy przyjaciel - pomóż mu, a tu pisałam o tym jak ważna jest jakość snu i jak można ją poprawić: Dlaczego jeśli sen, to tylko w egipskich ciemnościach
 
Obecnie przygotowuję artykuł do Mody na Zdrowie dotyczący rytmów dobowych, tego jak przeciwstawianie się im wpływa na nasze zdrowie, z czym borykają się mieszkańcy obszarów, gdzie panuje zima polarna (coś z własnych doświadczeń :).
 
I przy tej okazji natrafiłam na test, który ujął mnie swoją prostotą, więc dzielę się nim z Wami. Test został opracowany przez profesora Nathaniel'a Kleitman'a z Uniwersytetu w Chicago. Zapotrzebowanie na sen każdego z nas jest nieco inne. To jak długo musimy spać, żeby w pełni wypocząć zależy również od jakości naszego snu. Test pokazuje czy śpisz wystarczająco długo i jak duży jest ewentualny niedobór snu. Na obrazku obok, instrukcja jak wykonać test.
 
 
Dodatkowo lista problemów zdrowotnych, w powstaniu których znaczącą rolę odgrywa niedobór snu:
  • czujesz się ciągle głodny
  • tyjesz
  • zapominasz
  • masz problem z podejmowaniem decyzji
  • twoje reakcje są wolniejsze niż kiedyś
  • nie panujesz nad emocjami, bywasz smutny, łatwo wpadasz w gniew
  • często chorujesz na przeziębienia
  • masz problemy ze wzrokiem, twój wzrok się pogarsza, nie potrafisz skupić wzroku
  • źle wyglądasz, twoja twarz jest poszarzała, czujesz się opuchnięty
 
Rozpoznajecie powyżej siebie? To wiecie co robić :)
 
 

środa, 17 maja 2017

Seria "Odpowiedzi" - koenzym Q10

Kochani, co jakiś docierają do mnie pytania dotyczące koenzymu Q10 firmy Igennus. Niektóre osoby pytają po prostu: dlaczego jest tak drogi. Osoby bardziej zorientowane w temacie zadają szczegółowe pytanie typu: jaka jest wchłanialność itp. Za każdym razem, gdy odpowiadam na te pytania, przypominam sobie wtedy, że nigdy nie napisałam tu nic o koenzymie Q10 i nie mogę pytającej osobie szybko wkleić linka z moim artykułem, w którym mogłaby znaleźć informacje których potrzebuje. Czas to zmienić - Wy będziecie mieć informacje, a ja mniej pracy :)

Koenzym Q10 - jaką odgrywa rolę w naszym organizmie.

Koenzym Q10 (CoQ10) jest naturalnie występującym składnikiem produkowanym endogennie w naszym organizmie i w niewielkich ilościach obecnym w żywności. Znajdujące się w komórkach organelle nazywane mitochondriami są odpowiedzialne za produkcję ponad 90% energii, która jest niezbędna do życia i wzrostu każdej naszej komórki. CoQ10 odgrywa kluczową rolę w transporcie elektronów w mitochondriach, a tym samym w produkcji energii w komórkach. Ponadto, CoQ10 jest silnym antyoksydantem (antyutleniaczem), który odkrywa ważną rolę w regenerowaniu innych antyoksydantów, w tym witaminy C, witaminy E, czy kwasu liponowego. Dzięki temu CoQ10 pomaga utrzymać stabilność i integralność strukturalną błony komórkowej i błony mitochondrialnej [1].

Synteza i niedobory koenzymu Q10
Tkankowy CoQ10 osiąga swój maksymalny poziom w wieku 20-30 lat a następnie wraz z wiekiem spada. CoQ10 obecny jest w takich produktach, jak ryby, podroby, pełne ziarna. Z żywnością dostarczamy go organizmowi średnio 10 mg na dzień. Synteza CoQ10 w naszym organizmie jest procesem złożonym i wieloetapowym, wymagającym przynajmniej siedmiu różnych witamin jako kofaktorów (witaminy B2, B3, B6, B12, kwasu foliowego, witaminy C, kwasu pantotenowego) oraz innych składników. Niedobór któregokolwiek z tych składników ma negatywny wpływ na poziom CoQ10 w naszym organizmie. Niewystarczająca dostawa CoQ10 z jedzeniem, zbyt mało efektywna biosynteza CoQ10 oraz wysokie zapotrzebowanie na CoQ10 mogą prowadzić do niedoboru CoQ10. Znacząco obniżone poziomy CoQ10 są opisywane w literaturze jako charakterystyczne dla wielu schorzeń [2].
 
CoQ10 a leki obniżające cholesterol

Reduktaza HGM-CoA jest enzymem, który odkrywa kluczową rolę zarówno w regulowaniu syntezy cholesterolu, jak i CoQ10. Inhibitory reduktazy HGM-CoA (takie jak atorwastatyna, ceriwastatyna, prawastatyna, symwastatyna) są powszechnie stosowane w celu obniżenia poziomu cholesterolu w krwi ponieważ blokują one syntezę cholesterolu. Równocześnie jednak blokują również syntezę CoQ10 [3, 4]. Suplementacja CoQ10 koryguje nadmierne obniżanie poziomu CoQ10 w krwi przy terapii statynami, bez wpływu na ich działanie obniżające poziom cholesterolu. Nie tylko zapobiega to deficytowi CoQ10 ale również zmniejsza negatywne miopatyczne działanie statyn [5].
 
Ubiquinon a ubiquinol 

CoQ10 występuje w dwóch formach, jako ubiquinon (utleniony CoQ10, forma zużyta) i jako ubiquinol (zredukowany CoQ10, antyutleniacz). Aby CoQ10 wykazywał właściwości antyutleniacza nasz organizm musi przekształcić ubiquinon do ubiquinolu na drodze reakcji chemicznej nazywanej reakcją oksydo-redukcyjną (redox). Około 96% całkowitego CoQ10 w organizmie zdrowego człowieka występuje w postaci ubiquinolu (od 0,56 do 1,34 mg/l). Badania wskazują, że poziom ubiquinolu ulega znaczącemu obniżeniu w warunkach stresu oksydacyjnego [6-8]. Dlatego stosunek ubiquinonu do ubiquinolu jest przydatnym biomarkerem stresu oksydacyjnego [9].


Funkcje ubiquinolu:

Produkcja energii:
o Ubiquinol jest niezbędny aby energia zawarta w żywności mógła być przekształcona w cząsteczki ATP (przenośnik energii w komórkach) w mitochondriach (organelle komórkowe).

Antyutleniacz:
o Ubiquinol jest silnym antyutleniaczem rozpuszczalnym w tłuszczach, chroni tłuszcze, DNA i inne biała przed uszkodzeniami wywoływanymi przez wolne rodniki. 
o Ubiquinol regeneruje inne antyutleniacze takie, jak witamina E, witamina C i kwas liponowy.

 Ochrona serca:
o Uniquinol chroni naczynia krwionośne i mięsień sercowy przed uszkodzeniami spowodowanymi działaniem wolnych rodników.
Ochrona centralnego systemu nerwowego:
o Ubiquinol chroni mózg i system nerwowy przed działaniem wolnych rodników.
 
Działanie przeciwzapalne”:
o Ubiquinol wykazuje właściwości przeciwzapalne, zmniejsza produkcję zapalnych cytokin, cząsteczek informacyjnych, które zaburzają działanie układu odpornościowego.  

 Pobudza termogenezę:
o Ubiquinol wspiera funkcjonowanie termogeniny, białka biorącego udział w produkcji energii z brunatnej tkanki tłuszczowej z wytworzeniem ciepła. Dzięki organizmowi poczucie komfortu termicznego i pomaga utrzymać prawidłową masę ciała. 
 
Bierze udział w komunikacji komórkowej i ekspresji genów:
o Ubiquinol poprawia zdolność komórek do odbierania informacji i wpływa na odpowiedź na nie naszych genów. 

Wspomaga metabolizm:
o Koncentracja ubiquinolu jest róża w naszych organach – wyższa w tkankach, które charakteryzuje bardziej intensywny metabolizm takich, jak serce, nerki czy wątroba.

Wspomaga prawidłowy cykl komórkowy:
o Ubiquinol pobudza wzrost komórek i hamuje programowaną śmierć komórkową w zdrowych tkankach. 

 
Kaneka QH
 
Ubiquinol został odkryty w latach 50-tych ubiegłego wieku. Jednak ponieważ ubiquinol poza naszym organizmem łatwo ulega utlenianiu, stabilna forma ubiquinolu (Kaneka QH™) w postaci suplementu jest dostępna dopiero od 2006 roku. Wcześniej CoQ10 w suplementach diety był dostępny jedynie w formie ubiquinonu. Wiele najnowszych badań naukowych pokazuje, że suplementy zawierające Kaneka QH™ są znacznie skuteczniejsze nie te, które zawierają ubiquinon.
 
 
 
Optymalizacja biodostępności ubiquinolu.
 
Ponieważ ubiquinol jest substancją rozpuszczalną w tłuszczach jego wchłanianie w naszym układzie pokarmowym jest generalnie bardzo mało efektywne. Najczęściej CoQ10 w suplementach ma postać zawiesiny w oleju lub proszku. Obie formy cechuje niska biodostępność. Badania kliniczne wyraźnie pokazują zależność pomiędzy skutecznością CoQ10 a biodostępnością, wyższą jeśli ma on formę rozpuszczoną [11]. Igennus opracował unikatową formułę, w której ubiquinol ma rozpuszczoną postać koloidu i nazwał ją VESIsorb®. VESIsorb® naśladuje naturalne procesy transportu przez ścianę jelita. Sprawia to, że biodostępność ubiquinolu podanego w takiej postaci jest bardzo wysoka [12]. Badania metodą podwójnej ślepej próby pokazały, że CoQ10 podany w formule VESIsorb® wykazuje prawie 2-krotny wzrost poziomu CoQ10 w krwi (Cmax) a 3-krotny w odniesieniu do biodostępności (AUC (0-10 godzin) w porównaniu zarówno z produktami w postaci zawiesiny olejowej, jak i innymi produktami z rozpuszczonym CoQ10 [8]. 
 
Koloidalny rozpuszczony ubiquinol cechuje bezprecedensowa biodostępność, która zapewnia zwiększone wchłanianie i transport w tkankach
 

 Czyli, ubiquinol Igennusa:
  • To w pełni zredukowana bioaktywna forma. 
  • Jest rozpuszczony, radzi sobie w warunkach hydrofobowych i lipofilnych. 
  • Zapakowany jest w nowatorski system transportu VESIsorb®, który naśladuje naturalne procesy w jelitach, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie koncentracji w krwi wyższej niż w przypadku jakiekolwiek innej formy.
 

 
 
Bibliografia 

1. Rauchova H, Drahota Z, Lenaz G: Function of coenzyme Q in the cell: some biochemical and physiological properties. Physiological research / Academia Scientiarum Bohemoslovaca 1995, 44:209-216.
2. Potgieter M, Pretorius E, Pepper MS: Primary and secondary coenzyme Q10 deficiency: the role of therapeutic supplementation. Nutrition reviews 2013, 71:180-188.
3. Ghirlanda G, Oradei A, Manto A, Lippa S, Uccioli L, Caputo S, Greco AV, Littarru GP: Evidence of plasma CoQ10-lowering effect by HMG-CoA reductase inhibitors: a double-blind, placebo-controlled study. Journal of clinical pharmacology 1993, 33:226-229.
4. Watts GF, Castelluccio C, Rice-Evans C, Taub NA, Baum H, Quinn PJ: Plasma coenzyme Q (ubiquinone) concentrations in patients treated with simvastatin. Journal of clinical pathology 1993, 46:1055-1057.
5. Fedacko J, Pella D, Fedackova P, Hanninen O, Tuomainen P, Jarcuska P, Lopuchovsky T, Jedlickova L, Merkovska L, Littarru GP: Coenzyme Q10 and selenium in statin-associated myopathy treatment. Canadian journal of physiology and pharmacology 2013, 91:165-170. 
6. Tang PH, Miles MV, DeGrauw A, Hershey A, Pesce A: HPLC analysis of reduced and oxidized coenzyme Q(10) in human plasma. Clinical chemistry 2001, 47:256-265.
7. Yamamoto Y, Yamashita S: Plasma ubiquinone to ubiquinol ratio in patients with hepatitis, cirrhosis, and hepatoma, and in patients treated with percutaneous transluminal coronary reperfusion. BioFactors 1999, 9:241-246.
8. Miles L, Miles MV, Tang PH, Horn PS, Quinlan JG, Wong B, Wenisch A, Bove KE: Ubiquinol: a potential biomarker for tissue energy requirements and oxidative stress. Clinica chimica acta; international journal of clinical chemistry 2005, 360:87-96.
9. Yamamoto Y, Yamashita S: Ubiquinol/ubiquinone ratio as a marker of oxidative stress. Methods in molecular biology 2002, 186:241-246.
10. Crane FL, Hatefi Y, Lester RL, Widmer C: Isolation of a quinone from beef heart mitochondria. Biochimica et biophysica acta 1957, 25:220-221.
11. Bhagavan HN, Chopra RK: Coenzyme Q10: absorption, tissue uptake, metabolism and pharmacokinetics. Free radical research 2006, 40:445-453.
12. Liu ZX, Artmann C: Relative bioavailability comparison of different coenzyme Q10 formulations with a novel delivery system. Alternative therapies in health and medicine 2009, 15:42-46.

niedziela, 14 maja 2017

Witamina C - zawartość w warzywach i owocach

Kochani, zaczyna się wspaniały czas większego wyboru świeżych i lokalnie produkowanych warzyw i owoców.
Przygotowałam dla Was ściągawkę z zawartością witaminy C w warzywach owocach. Dodatkowo - zawartość cukrów prostych.
Moich faworytów zaznaczyłam na żółto. Wiecie czym się kierowałam? Mnóstwo witaminy C i mało cukru, oczywiście.
Generalnie, króluje zielone, które jak widać zawiera nie tylko cenne foliany i witaminę K1 ale również witaminę C.
A Wy co wybieracie? :)



No moim blogu z przepisami znajdziecie przepis na sałatkę z jednym z moich faworytów :)
Sałatka z surową brukselką i jarmużem


Z pozdrowieniami jeszcze z Szwecji :) Ciągle zimnej :/