sobota, 24 września 2016

To chemoterapia zabija, a nie rak?

Kochani, dzisiejszy piszę mając w pamięci wszystkich tych, których spotkałam, a których już nie ma wśród nas bo przegrali walkę z rakiem i którzy stali się ofiarami skrajności napędzanej hasłem w tytule.

Wiele razy już zastanawiałam się skąd w nas taka łatwość popadania w skrajności, dlaczego znacznie łatwiej nam przyjmować jako słuszne skrajne poglądy niż te wyważone. Dlaczego tak energicznie walczymy w obronie tych skrajnych poglądów zamiast zobaczyć racje "po obu stronach". Nie wiem czy to nasza cecha narodowa? Czy to cecha wszystkich ludzi? W dodatku w kwestii "jednie-słusznych" skrajnych poglądów narzędzie, jakim jest internet dodatkowo "podkręca" to głoszenie "rewolucyjnych" i "odkrywczych" haseł, które są w ekspresowym tempie udostępniane przez miliony osób, tłumaczone na różne języki i rozchodzą się z prędkością błyskawicy po całym świecie. Rozchodzą się jako prawdy, odkrycia, milowe kroki w czyś tam a są efektami zwykłej mitomanii, manipulacji a niejednorodnie po prostu kłamstwami.

Skąd te ostre słowa? Jak zauważyliście nieczęsto je wypowiadam. Ale powyższy temat sięgnął już takiego rozpędu, ze sumienie mi nie pozwala nie wypowiedzieć się publicznie.


Nagłówki typu "to nie rak zabija, tylko chemioterapia" i ich skutki wśród czytających co pod nimi lub wysłuchującymi różnych prezentacji na ten temat namnażają się równie szybko jak komórki raka :( Niejednokrotnie pod wpływem tego typu teorii chorzy całkowicie rezygnują z leczenia, rezygnują z pomocy lekarza, a w najlepszym wypadku poddają się leczeniu z poczuciem ogromnego strachu i frustracji. A strach to największy wróg chorego. Strach to stres. Stres to ogromne obciążenie dla organizmu, zwłaszcza takiego, już obciążonego chorobą.


W ubiegłym miesiącu bardzo poważne czasopismo naukowe The Lancet Oncology opublikowało artykuł pt. "30-mortality after systemic anticancer treatment for breast and lung cancer in England: a population-based observational study" (tł. Umieralność w ciągu 30 dni po chemioterapii u pacjentów chorych na raka piersi i płuc w Anglii: obserwacyjne badania populacyjne). Artykuł w oryginale można znaleźć na stronie Lancetu pod tym linkiem: http://www.thelancet.com/journals/lanonc/article/PIIS1470-2045(16)30383-7/abstract
Jeśli nie macie dostępu do pełnego tekstu, służę pdfem.

Ten artykuł, podobnie jak wiele mu podobnych, zaczął się pojawiać w powstających, jak grzyby po deszcze wpisach, opiniach, artykułach, poradnikach  jako dowód na to, że chemioterapia zabija a nie rak. Nagłówki głoszą: Szokujące wyniki badań! Prawda ujawniona! Rewolucyjne doniesienia! Itd. itp. Chętnie zaglądamy do nich. Ja również, jak każdy chciałabym, żeby jednego dnia okazało się, że rak przestał być śmiertelną chorobą. Niestety na razie tak nie jest.


Artykuł przeczytałam w całości, od początku do końca i wierzcie mi lub sprawdźcie sami, badania w nim opisane nie pokazały, że rak nie zabija.

Chemioterapia jest rzeczywiście agresywną metodą leczenia. Rzeczywiście może przyczynić się do śmierci pacjenta. I nie ma w tym nic odkrywczego i świat medyczny nigdy nie twierdził, że jest inaczej. Artykuł mówi o tym, że umieralność w pierwszych 30 dniach po leczeniu może być traktowana jako wskaźnik agresywności/szkodliwości leczenia. W artykule mowa również o tym jakie czynniki dodatkowo wpływają na to, że jest to wiek, płeć, ogólny stan organizmu itp.
Celem przeprowadzenia badań było usprawnienie i polepszenie opieki nad pacjentem w ciągu tych pierwszych 30 dni oraz pokazanie jakie czynniki powinny być brane pod uwagę przy ordynowaniu chemioterapii. Przy czym autorzy wielokrotnie wspominają o tym, że takie leczenie jest wielkim obciążeniem dla organizmu ale podkreślają również, że ich badania w żaden sposób nie pokazują, że rezygnacja z tego leczenia przyczynia się do mniejszej umieralności na raka.


Zresztą jakie niby badania mogłyby to pokazać????
Jak musiałyby być zaprojektowane takie badania??? Dwie grupy badawcze, chorzy na raka. Kilkaset osób w każdej, a najlepiej kilka tysięcy. Ten sam rodzaj raka. Podobny wiek pacjentów. Podobny stopień zaawansowania raka i stan organizmu. Jednej grupie podano chemioterapię, drugiej placebo. Take badanie mogłyby coś pokazać w powyższym temacie. Takie badania mogłyby pokazać, że zaniechanie leczenia daje większą szansę przeżycia niż poddanie mu się. Prawda? Ale takie badania nigdy nie zostały przeprowadzone i nigdy nie zostaną przeprowadzone. Dlaczego? Bo oznaczają eksperymenty na ludziach, takie same, jak te na zwierzętach, które wielu z nas tak oburzają.


Reasumując, wspominany artykuł NIE jest raportem szokujących badań, które pokazały, że to chemioterapia zabija, a nie rak. Badania te NIE dowiodły, że zaniechanie leczenia zwiększa przeżywalność u chorych na raka. Te badanie NIE pokazały, że rak nie jest śmiertelną chorobą. Takie badania NIE istnieją. 
Co pokazały te nadania? Że chemioterapia jest agresywnym leczeniem, które może spowodować śmierć pacjenta.
Co z tego wynika? Że działania dodatkowe znacząco zwiększają szansę chorych na wyleczenie. Że należy wzmacniać organizm. Należy odpowiednio odżywiać się. Należy uzupełniać niedobory i usuwać substancje toksyczne i prozapalne. Należy panować nad stresem, dbać o zdrowie psychiczne.
Można zrobić wiele, by zwiększyć swoje szanse na powodzenie leczenia. Nie zawsze w tej materii możemy liczyć na lekarza. Miejmy nadzieję, że tego typu badania będą sukcesywnie przyczyniać się do całościowego traktowania pacjenta.


Dziś sobota. Jakie macie plany? Ja idę w góry :) Bo wycieczki w góry wpływają na ekspresję genów. Wiedzieliście o tym? :) Wkrótce napisze więcej :)
Na zdjęciu cudny widok z góry Slåttdalsberget w Parku Narodowym Skuleskogen w Szwecji. Do posłuchania ostatnio ulubiony kawałek mojej córki. Sing, sing, sing - Benny Goodman. Klasyka, że tak to ujmę :) Zosia obejrzała ze mną "Boską Florence" i nie może teraz przestać tego słuchać. Jeśli nie idziecie dziś w góry to wybierzcie się na ten film :) Pod oryginałem Sin, sing, sing fragment z "Boskiej Florence", w którym Hugh Grant tańczy do tego kawałka :)




 
  

poniedziałek, 12 września 2016

Seria "Odpowiedzi" - Witamina B12, ale jaka?

Dzisiejszy post z serii "Odpowiedzi" inspirowany jest Waszymi pytaniami o suplementacje kwasem foliowym przy polimorfizmie (mutacji) genu MTHFR, kodującego enzym biorący udział w przetwarzaniu kwasu foliowego do aktywnego 5-metyltetrahydrofolianu. Zainspirowany, bo nie poświęcę go folianowi - ten temat jest obecnie już dość szeroko opisywany. Sama również już o nim pisałam tu: http://www.naturopatia-sanatum.pl/homocysteine.shtml
 
Powszechnie obecnie wiadomo, że u osób z mutacją genu MTHFR suplementacja kwasem foliowym nie tylko nie przynosi pożądanego efektu (normalizacja poziomu homocysteiny) ale również może być szkodliwa, ze względu na akumulowanie się nieprzetworzonego kwasu foliowego w krwi. Z tego powodu dobór odpowiedniego suplementu o osób z takim problemem jest niezwykle istotny.
 
 
Wiadomo też, że oprócz niedoboru folianu, przyczyną zbyt wysokiego poziomu homocysteiny może być niedobór witaminy B6 i B12. Niewiele jednak mówi się o tym, że forma witaminy B12 (kobalaminy) również ma znaczenie.
O ile w metabolizmie kwasu foliowego kluczowy jest jeden enzym, o tyle w metabolizmie witaminy kobalaminy bierze udział wiele enzymów. Defekt któregoś z nich jest potencjalną przyczyną upośledzenia metabolizmu kobalaminy. I z tego powodu, podobnie, jak w przypadku kwasu foliowego/folianu forma witaminy B12 jaką aplikujemy sobie w postaci suplementu jest niezwykle ważna. Mimo, że obecnie można bez problemu wykonać badanie stwierdzające mutację genu MTHFR, zawsze, również wtedy gdy wynik tego badania jest negatywny, a w szczególności jeśli go nie wykonaliśmy bezpieczniej jest suplementować się aktywnym folianem. W przypadku mutacji genów kodujących enzymy biorące udział w metabolizmie kobalaminy zdiagnozowanie takiego problemu jest o wiele trudniejsze. Dlatego tym bardziej w przypadku tej witaminy bezpieczniej jest zażywać suplementy zawierające aktywną formę witaminy B12 - metylkobalaminę.
 
 
W suplementach najczęściej znajdziemy inną formę tej witaminy - cyjanokobalaminę. Cyjanokobalamina nie występuje w naturze ani w roślinach, ani w organizmach zwierzęcych. Zawiera cząsteczkę cyjanku. Ilość cyjanku przyjmowana w suplementach z tą formą witaminy B12 jest stosunkowo niewielka, niegroźna dla organizmu, pod warunkiem, że zostanie z niego usunięta dzięki systemom detoksyfikacji między innymi z udziałem glutationu.

 
Witamina B12 bierze udział w syntezie hemoglobiny, DNA i hormonów, a także w metabolizmie tłuszczy i białek. Jej niedobór powoduje uczucie zmęczenia, utratę apetytu, zaparcia i anemię. Niskie, choć jeszcze w tzw. normie, poziomu witaminy B12 mogą skutkować zaburzeniami ze strony układu nerwowego takimi, jak drętwienie dłoni i stóp, problemy z równowagą, podenerwowanie, problemy z pamięcią, a jeśli są długotrwałe to również depresję i demencję.
 
 
Pamiętajcie jednak, że jeśli suplement to tylko z metylkobalaminą.
 
 
Na fotografii wspomnienie z wakacji - Camara do Lobos, jedno z uroczych miasteczek na przepięknej wyspie Maderze, ulubione miasteczko Winstona Churchilla
Do posłuchania Lilly Allen - Somewhere only we know.

 
 

wtorek, 15 marca 2016

Przyjemne chwile leczą.

Jesteś osobą wrażliwą na stres?
Ciągle się martwisz?
Często się przeziębiasz?
Chorujesz na chorobę przewlekłą?
Wzruszasz się oglądając filmy?
Masz gorszy czas?
Denerwujesz się stojąc w korku?
Jesteś szefem?
W dzieciństwie bałeś się ciemności?
I wiele innych...
 
"Przyjemne chwile leczą" to coś dla ciebie :)
 
Zapraszam do przeczytania wywiadu Joanny Koprowskiej, który ukazał się w lutowym numerze miesięcznika Eurogospodarka, a teraz jest już również dostępny na stronie internetowej Eurogospodarki pod poniższym adresem:
 
 
Aha, wywiad jest ze mną :)
 
 
Na fotografii jedna z moich ostatnich przyjemnych chwil :) - trasa na nartach biegowych.
Do posłuchania też coś przyjemnego - Kings Of Convenience i "Cayman Islands".
 
 
 
 
 

sobota, 20 lutego 2016

Immunologia żywieniowa

W ubiegłym miesiącu miałam przyjemność uczestniczyć w wykładzie Profesora Philip'a Calder'a. Profesor Calder zajmuje się immunologią żywieniową (ang. nutritional immunology) na Wydziale Medycyny Uniwersytetu w Southampton (Wielka Brytania). Napisał ponad 500 publikacji naukowych i znajduje się na liście Reuters'a naukowców z najwyższym indeksem cytowań. Za swoją działalność naukową otrzymał wiele nagród, zajmuje się również działalnością doradczą i edukacyjną. Przedmiotem jego zainteresowań jest to, jak odżywianie wpływa na naszą odporność i jakie strategie żywieniowe poprawiają naszą odporność. Znacząca część jego pracy w tym zakresie dotyczy metabolizmu i wykorzystania kwasów tłuszczowych, w szczególności kwasów omega-3. Profesor Calder od 28 lat zajmuje się kwasami omega-3 w zwalczaniu stanów zapalnych i nie ukrywam, że jest moim idolem :)
 
Wykład miał charakter naukowy i pojawiło się w nim wiele szczegółów dotyczących biochemii i fizjologii, którymi nie będę Was zanudzać :) Dla zainteresowanych tymi szczegółami poniżej załączam link do wykładu, który można w całości wysłuchać (1,5 h, w języku angielskim). Postaram się jednak krótko zrelacjonować te aspekty, które są dla nas ważne z terapeutycznego punktu widzenia.
 
 
1.
Długołańcuchowe kwasy omega-3: EPA (kwas eikozapentaenowy), DHA (kwas dokozaheksaenowy) oraz forma pośrednia pomiędzy EPA i DHA - kwas dokozapentaenowy (DPA) są w naszym organizmie syntetyzowane w bardzo ograniczonych ilościach (z krótkołańcuchowych kwasów omega-3 obecnych w roślinach), niewystarczających dla prawidłowego funkcjonowania organizmu. Dlatego muszę być dostarczane w diecie.
 
2.
Poniższy wykres pokazuje jak skuteczna jest suplementacja lub spożywanie w ciągu dnia posiłku z tłustej ryby w dostarczaniu nam codziennej optymalnej dawki 4 gram kwasów omega-3 (EPA i DHA). Widać, że spożywanie tłustych ryb jest bardziej efektywne niż większość suplementów.
Pamiętajmy jednak, że ryby muszą pochodzić z dobrego źródła i być dzikimi rybami. W codziennym odżywaniu trudno zapewnić sobie regularną (codzienną) dostawę takiego składnika. Stajemy więc przed problemem wyboru odpowiedniego suplementu. Czym w takim razie różni się farmaceutyczny olej rybi od standardowych suplementów z tranem lub nawet skoncentrowanego oleju rybiego? To olej, który zawiera nie tylko skoncentrowane ale również ściśle określone ilości kwasów tłuszczowych. Ponadto, olej aby mógł być nazywany farmaceutycznym musi być oczyszczony z wszystkich toksyn i zabezpieczony przed utlenianiem.
Rekomendowana obecnie w Europie dzienna dawka 450 mg kwasów omega-3 na dzień jest niewystarczająca, by suplementacja przyniosła korzyści zdrowotne.
 
 
 
3.
Zawartość kwasów omega-6 w naszych komórkach jest znacząco wyższa niż kwasów omega-3 i ma to bezpośredni wpływ na powstawanie i utrzymywanie się stanów zapalnych w organizmie. W szczególności dotyczy to jednego z kwasów omega-6 - kwasu arachidonowego (AA). Regularne dostarczanie sobie odpowiednio dużych ilości kwasów omega-3 (ryby i/lub suplementy) zapewniamy są odpowiedni poziom EPA i DHA, które zastępują w komórkach prozapalny AA. Dzięki temu kwasy omega-3 chronią nas przed stanami zapalnymi, które są przyczyną wielu chorób.
 
4.
Oprócz ochrony przed powstawaniem stanów zapalnych kwasy omega-3 również wyciszają istniejące stany zapalne. Równoczesne istnienie obu tych mechanizmów stawia kwasy omega-3 wysoko ponad niesteroidowymi lekami przeciwzapalnymi, które nie tylko niosą z sobą ryzyko groźnych skutków ubocznych, ale również działają jednostronnie - wyciszają stany zapalne ale w żaden sposób nie chronią przed nimi. Ponadto, kwasy omega-3 odgrywają rolę w procesach naprawczych uszkodzeń powstałych w wyniku stanów zapalnych.
 
5.
Kwasy omega-3 nie tylko zapobiegają miażdżycy ale również stabilizują istniejące blaszki miażdżycowe. Dzięki temu zmniejszają ryzyko powikłań miażdżycowych takich, jak zawał czy udar. Z tego powodu również obecnie kwasy omega-3 stosuje się przed zabiegami takimi, jak koronarografia czy bypassy w celu zapobieżenia powikłaniom.
 
6.
Co powinniśmy suplementować? EPA czy DHA? EPA i DHA? Tak samo?
Bez wątpienia potrzebujemy zarówno EPA, jak i DHA ale istnieją indywidualne różnice w zapotrzebowaniu a oba te kwasy tłuszczowe. Ponadto, po zaprzestaniu suplementacji poziom EPA w organizmie spada znacząco szybciej i do niższych poziomów niż poziom DHA. Dlatego warto zasięgnąć rady jak prawidłowo prowadzić suplementację dostosowaną do indywidualnych potrzeb organizmu. Np. osoby borykające się ze stanami zapalnymi powinny najpierw uzupełnić EPA. Przy suplementacji oprócz dawki ogromne znaczenie ma również czystość suplementu i ewentualna zawartość w nim innych kwasów tłuszczowych.
 
 
 
 
 
 

wtorek, 2 lutego 2016

Lista najlepszych i najgorszych warzyw

Ale fajne! Tak pomyślałam natknąwszy się na artykuł dr Mercoli sprzed kilku lat. Podręczna lista, która może służyć jako bardzo przydatny przewodnik po warzywniaku :) Tak fajne, że postanowiłam skrobnąć Wam o tym pokrótce :)
 
Dlaczego warto uwzględnić te informacje? Bo nie zawsze i nie wszyscy mamy dostęp do warzyw z własnego ogródka lub kupionych u sąsiada rolnika albo w sprawdzonym sklepie z żywnością ekologiczną, tą prawdziwą.
Jeśli nie mamy takiej możliwości to w naszych warzywach możemy znaleźć to, co niekoniecznie życzylibyśmy sobie zjadać w "zdrowym" posiłku: pestycydy, sztuczne nawozy, ścieki, modyfikacje genetyczne, skutki promieniowania. Żywność taka może być neurotoksyczna i rakotwórcza, może rozregulowywać nasz układ hormonalny i układ odpornościowy, być przyczyną bezpłodności, poronień albo choroby Parkinson'a. Nie za fajnie, prawda?
 
Ale można coś z tym zrobić :)
 
Nie wszystkie warzywa absorbują i kumulują toksyny w równym stopniu. W związku z tym nie wszystkich tak samo powinniśmy się obawiać w wersji "nieekologicznej". Poniżej przydatna tabelka.





Przy okazji również ściągawka z listą warzyw: najlepszych pod względem zawartości substancji odżywczych i najgorszych jeśli chodzi o zawartość węglowodanów.





Przyjemnych zakupów w warzywniaku :)

niedziela, 13 grudnia 2015

Najnowsze wskazówki dietetyczne w USA

Takich informacji nie wolno zatrzymywać dla siebie, to trzeba przekazywać dalej :)
 
Amerykańska rządowa instytucja zajmująca się zapobieganiem chorobom i promowaniem zdrowia (The Office of Diseases Prevention and Health Promotion - ODPHP) co 5 lat przygotowuje dla Amerykanów wskazówki dotyczące zdrowego odżywiania (Dietary Guidelines). Zalecenia przygotowywane są przez grupę ekspertów w oparciu badania naukowe dotyczące tego tematu publikowane w ostatnich latach. W styczniu tego roku ODPHD przygotowało kolejny raport i przekazało go do amerykańskich Ministerstw Zdrowia (HHS) i Rolnictwa (USDA). W efekcie w tym miesiącu został podany do wiadomości Amerykanów najnowszy rządowy przewodnik po zdrowym odżywianiu.
 
Dlaczego o tym piszę? W sumie nic niezwykłego się nie stało, to standardowa procedura.
 
Otóż stało się :)
 
Z Dietary Guidelines 2015 usunięto zalecane w poprzednich latach limity spożywanego cholesterolu. Przyznano w nim, że przez ostatnie dziesięciolecia cholesterol był BŁĘDNIE obarczany winą za choroby serca. Do tej pory zalecano ograniczenie spożycia cholesterolu do 300 mg, co odpowiada zawartości w 2 żółtkach. Steve Nissen, szef oddziału kardiologicznego kliniki w Cleveland przyznał w oficjalnym stanowisku, że on i wielu jego kolegów lekarzy już od dłuższego czasu było przekonanych, że zalecenia te w żaden sposób nie przyczyniają się do poprawy stanu zdrowia ich pacjentów.
 
W Dietary Guidelines 2015 nadal uparcie obwinia się za choroby serca nasycone kwasy tłuszczowe na równi z kwasami trans. Niemniej jednak zweryfikowanie kwestii cholesterolu jest krokiem milowym, zrobionym może dość opornie i z dużym opóźnieniem biorąc pod uwagę wyniki badań publikowane od lat, ale dobrze, że w końcu do tego doszło.
 
Ponadto, we wspomnianych najnowszych wskazówkach żywieniowych sporo miejsca poświęcono również moim ulubionym kwasom omega-3. Wskazano na to, że należy uzupełniać rybie omega-3 i że należy zaliczać je również do niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, których niedobór jest przyczyną wielu schorzeń. 
 
 
Nie wiem jak tam wasze śniadania, ale ja jutro jak co dzień zjem na śniadanie przepyszny omlecik z dwóch jaj na maśle i na pewno nie powstrzymam się przy tym od uśmiechu typu "a nie mówiłam" ;)
 
 
Na fotografii nasza lokalna magiczna inauguracja jednej z 8 lapońskich pór roku - jesienio-zimy.
 
A do posłuchania i obejrzenia tradycyjne obchody dzisiejszego święta Świętej Łucji, bardzo ważnego święta w Skandynawii.
 
 
 
 

poniedziałek, 12 października 2015

Seria "Odpowiedzi" - roślinne vs zwierzęce kwasy omega-3

Kochani czytelnicy, dzisiejszy post dotyczy problemu, o którym obiecuję napisać od dłuższego czasu  i od dłuższego czasu pytacie mnie o to również w Waszych emailach. Piszecie, że wyczytaliście, że nasz organizm może wyprodukować potrzebne mu zwierzęce kwasy omega 3 z roślinnych, i że w związku z tym lepiej jest spożywać/zażywać w postaci suplementu roślinne kwasy omega 3, bo wtedy organizm produkuje ich dokładnie tyle ile mu potrzeba.
 
Wiele osób wie, że jestem fanką jednego z rybich kwasów omega-3, kwasu eikozapentaenowego (EPA), wielu zna moją historię i jak to wszystko się zaczęło, i wie, że nie bez powodu. Nie zdziwicie się więc jeśli powiem, że zdecydowanie to rybie omega 3 powinniśmy spożywać/zażywać w postaci suplementu. Moja odpowiedź na pytanie "dlaczego tak uważam" lub dlaczego uważam, że zwolennicy roślinnych omega 3 są w błędzie mogłaby być bardzo krótka i nie wchodząca w zbędne szczegóły. Mogłabym powiedzieć po prostu: BO ZWIERZĘCE OMEGA 3 DZIAŁAJĄ A ROŚLINNE NIE. Wiem, że tak jest, oglądam to na co dzień ciesząc się razem z tymi, którzy dzięki EPA odzyskują zdrowie, znam mechanizmy w naszym organizmie, które sprawiają, że tak jest. I tyle, co tu dyskutować, fakty mówią same za siebie. Po co się silić na wynajdowanie nowej teorii skoro ta aktualna nie jest już teorią ale sprawdzonym faktem. Po co szukać sensacji, nowości, wywracać wszystko do góry dnem. Żeby było "nowiej"? Inaczej? Bardziej sensacyjnie? Żeby wszyscy "otworzyli buzię"? Żeby być oryginalnym? Nie mam czasu na takie głupoty, bo cały schodzi mi na ważne sprawy, między innymi pomaganie ludziom.
Nie oznacza to jednak, że nie mam wiedzy w tym temacie, że nie przemyślałam, nie sprawdziłam. I rozumiem, że niektórym stwierdzenie "bo tak jest i już" nie wystarcza, potrzebują wiedzieć dlaczego tak jest. I to się chwali. Dlatego wdam się dziś w szczegóły leżące u podstaw tego "dlaczego".
 
Tak więc do rzeczy. Na początek o jakie kwasy tłuszczowe chodzi.
Mówiąc o zwierzęcych kwasach omega 3 mamy na myśli dwa z nich, występujące głównie w rybach, stąd nazywane rybimy, EPA (czyli kwas eikozapentaenowy) i DHA (kwas dokoheksaenowy). Mówiąc o roślinnych kwasach omega 3 mamy na myśli kwas alfa-linolowy (ALA). Drugim ważnym roślinnym kwasem tłuszczowym jest kwas linolowy (LA) należący do kwasów omega 6.
W niektórych podręcznikach dotyczących dietetyki znajdziecie informacje, że jedynie te dwa kwasy tłuszczowe (ALA i LA) są tzw. niezbędnymi kwasami (NNKT), czyli takimi, których organizm nie może wyprodukować, a są mu potrzebne i muszą być dostarczone w pożywieniu. Należą one do tzw. krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych. W niektórych książkach znajdziecie też stwierdzenie, że tak długo jak dostarczamy sobie ALA i LA nasz organizm może z nich wyprodukować wszystkie niezbędne mu długołańcuchowe kwasy tłuszczowe (a do takich należą rybie omega 3). Piszę "w niektórych", bo wiele podręczników i opracowań naukowych do grupy NNKT zalicza również kilka innych kwasów należących do tych dwóch rodzin (omega 3 i omega 6), w tym EPA i DHA. I jest tak nie bez powodu.
 
Dlaczego mimo, że organizm może syntetyzować z  ALA długołańcuchowe EPA i DHA musimy dostarczać je w pożywieniu/suplemencie?
 
Jak już wiele razy o tym pisałam i tu diabeł tkwi w szczegółach. Zaraz wyjaśnię ale najpierw trochę o historii ludzkości.
Uważa się, że jednym z najważniejszych wydarzeń w ewolucji człowieka był rozrost mózgu. Badania archeologiczne pokazują, że nastąpił on w tym samym czasie, gdy 2,5 miliona lat temu w diecie człowieka pojawiły się ryby i inne zwierzęta morskie. Uważa się też, że przyczynił się do tego wzrost w diecie człowieka rybich kwasów omega 3, które budują układ nerwowy. 10 tysięcy lat temu ludzkość zrobiła inny krok milowy krok - rozwinęło się rolnictwo. Spowodowało to większą dostępność do żywności i stało się ... zamachem na nasze zdrowie, którego skutki pogłębiały się i pogłębiają się w miarę unowocześniania rolnictwa.
 
Co takiego tak znacząco zmieniło się wraz z pojawieniem się rolnictwa?
 
Dieta człowieka stała się bogatsza w ziarna. Również zwierzęta, które człowiek hodował zaczęły być karmione ziarnami. W efekcie w diecie człowieka wzrosła ilość kwasów omega 6, a ponownie zmniejszyła się ilość długołańcuchowych kwasów omega 3 mimo wysokiej podaży krótkołańcuchowych (roślinnych) omega 3. Obecnie w wyniku niedoboru długołańcuchowych omega 3 ludzkość cierpi na przewlekłe utajone stany zapalne, które leżą u podstaw bardzo wielu schorzeń.
 
Dlaczego tak się dzieje?
 
Wydajność przemian ALA do długołańcuchowego EPA jest bardzo niska, szacuje się ją na 4-8%, a nadmiar kwasów omega 6 znacząco ją obniża. Ponadto, ewentualne niedobory żelaza, cynku i witaminy B6 dodatkowo pogarszają sytuację. Badania pokazują, że dawka terapeutyczna EPA wynosi 1 g i powinno się ją zażywać 2 razy dziennie. Biorąc pod uwagę, że wydajność konwersji ALA do EPA wynosi 5% należałoby spożywać 200 g ALA, żeby uzyskać 1 g EPA. W 218 g oleju lnianego mamy 116 g ALA http://nutritiondata.self.com/facts/fats-and-oils/7554/2 , czyli musielibyśmy spożywać jakieś 400 g (40 łyżek stołowych) oleju lnianego 2 razy dziennie, aplikując sobie przy okazji również omega 6. W badaniach, w których stosuje się dawki ALA nazywane wysokimi (6 g) nie stwierdza się u osób badanych poprawy wskaźników stanów zapalnych. I nic dziwnego. Bo to za mało. Podobnie jak nie stwierdza się takiej poprawy przy podawaniu preparatów z oleju rybiego zawierających zarówno EPA, jak i DHA, z powodów o których pisałam w poprzednim poście EPA a DHA. Bo, powtórzę, diabeł tkwi w szczegółach.
 
SDA - alternatywa dla wegetarian.
 
Jeśli już ktoś koniecznie musi/chce unikać zwierzęcych źródeł omega 3 zamiast na olej lniany i ALA powinien zdecydować się na olej z żmijowca (łac. Echium), Jest on bogaty w inny roślinny kwas omega 3 - SDA, czyli kwas stearydynowy. Konwersja SDA do długołańcuchowych omega 3 jest 5 razy wydajniejsza niż konwersja ALA.
 
 
Literatura:
2. Low- and High-Dose Plant and Marine (n-3) Fatty do not Affects Plasma Inflammatory Markers in Adults with Metabolic Syndrome.
3. Stearidonic acid: A plant produced omega-3 PUFA and a potential alternative for marine oil fatty acids.


Na fotografii widok na rzekę Öre z szlaku Klangvägen (rejon Umeå, Szwecja). Do posłuchania stary hit grupy Alphaville w cudownej nowej odsłonie Ane Brun z Norwegii - Big in Japan.