Szukaj w tym blogu

Ładowanie...

wtorek, 2 lutego 2016

Lista najlepszych i najgorszych warzyw

Ale fajne! Tak pomyślałam natknąwszy się na artykuł dr Mercoli sprzed kilku lat. Podręczna lista, która może służyć jako bardzo przydatny przewodnik po warzywniaku :) Tak fajne, że postanowiłam skrobnąć Wam o tym pokrótce :)
 
Dlaczego warto uwzględnić te informacje? Bo nie zawsze i nie wszyscy mamy dostęp do warzyw z własnego ogródka lub kupionych u sąsiada rolnika albo w sprawdzonym sklepie z żywnością ekologiczną, tą prawdziwą.
Jeśli nie mamy takiej możliwości to w naszych warzywach możemy znaleźć to, co niekoniecznie życzylibyśmy sobie zjadać w "zdrowym" posiłku: pestycydy, sztuczne nawozy, ścieki, modyfikacje genetyczne, skutki promieniowania. Żywność taka może być neurotoksyczna i rakotwórcza, może rozregulowywać nasz układ hormonalny i układ odpornościowy, być przyczyną bezpłodności, poronień albo choroby Parkinson'a. Nie za fajnie, prawda?
 
Ale można coś z tym zrobić :)
 
Nie wszystkie warzywa absorbują i kumulują toksyny w równym stopniu. W związku z tym nie wszystkich tak samo powinniśmy się obawiać w wersji "nieekologicznej". Poniżej przydatna tabelka.



Przy okazji również ściągawka z listą warzyw: najlepszych pod względem zawartości substancji odżywczych i najgorszych jeśli chodzi o zawartość węglowodanów.





Przyjemnych zakupów w warzywniaku :)

niedziela, 13 grudnia 2015

Najnowsze wskazówki dietetyczne w USA

Takich informacji nie wolno zatrzymywać dla siebie, to trzeba przekazywać dalej :)
 
Amerykańska rządowa instytucja zajmująca się zapobieganiem chorobom i promowaniem zdrowia (The Office of Diseases Prevention and Health Promotion - ODPHP) co 5 lat przygotowuje dla Amerykanów wskazówki dotyczące zdrowego odżywiania (Dietary Guidelines). Zalecenia przygotowywane są przez grupę ekspertów w oparciu badania naukowe dotyczące tego tematu publikowane w ostatnich latach. W styczniu tego roku ODPHD przygotowało kolejny raport i przekazało go do amerykańskich Ministerstw Zdrowia (HHS) i Rolnictwa (USDA). W efekcie w tym miesiącu został podany do wiadomości Amerykanów najnowszy rządowy przewodnik po zdrowym odżywianiu.
 
Dlaczego o tym piszę? W sumie nic niezwykłego się nie stało, to standardowa procedura.
 
Otóż stało się :)
 
Z Dietary Guidelines 2015 usunięto zalecane w poprzednich latach limity spożywanego cholesterolu. Przyznano w nim, że przez ostatnie dziesięciolecia cholesterol był BŁĘDNIE obarczany winą za choroby serca. Do tej pory zalecano ograniczenie spożycia cholesterolu do 300 mg, co odpowiada zawartości w 2 żółtkach. Steve Nissen, szef oddziału kardiologicznego kliniki w Cleveland przyznał w oficjalnym stanowisku, że on i wielu jego kolegów lekarzy już od dłuższego czasu było przekonanych, że zalecenia te w żaden sposób nie przyczyniają się do poprawy stanu zdrowia ich pacjentów.
 
W Dietary Guidelines 2015 nadal uparcie obwinia się za choroby serca nasycone kwasy tłuszczowe na równi z kwasami trans. Niemniej jednak zweryfikowanie kwestii cholesterolu jest krokiem milowym, zrobionym może dość opornie i z dużym opóźnieniem biorąc pod uwagę wyniki badań publikowane od lat, ale dobrze, że w końcu do tego doszło.
 
Ponadto, we wspomnianych najnowszych wskazówkach żywieniowych sporo miejsca poświęcono również moim ulubionym kwasom omega-3. Wskazano na to, że należy uzupełniać rybie omega-3 i że należy zaliczać je również do niezbędnych nienasyconych kwasów tłuszczowych, których niedobór jest przyczyną wielu schorzeń. 
 
 
Nie wiem jak tam wasze śniadania, ale ja jutro jak co dzień zjem na śniadanie przepyszny omlecik z dwóch jaj na maśle i na pewno nie powstrzymam się przy tym od uśmiechu typu "a nie mówiłam" ;)
 
 
Na fotografii nasza lokalna magiczna inauguracja jednej z 8 lapońskich pór roku - jesienio-zimy.
 
A do posłuchania i obejrzenia tradycyjne obchody dzisiejszego święta Świętej Łucji, bardzo ważnego święta w Skandynawii.
 
 
 
 

poniedziałek, 12 października 2015

Seria "Odpowiedzi" - roślinne vs zwierzęce kwasy omega-3

Kochani czytelnicy, dzisiejszy post dotyczy problemu, o którym obiecuję napisać od dłuższego czasu  i od dłuższego czasu pytacie mnie o to również w Waszych emailach. Piszecie, że wyczytaliście, że nasz organizm może wyprodukować potrzebne mu zwierzęce kwasy omega 3 z roślinnych, i że w związku z tym lepiej jest spożywać/zażywać w postaci suplementu roślinne kwasy omega 3, bo wtedy organizm produkuje ich dokładnie tyle ile mu potrzeba.
 
Wiele osób wie, że jestem fanką jednego z rybich kwasów omega-3, kwasu eikozapentaenowego (EPA), wielu zna moją historię i jak to wszystko się zaczęło, i wie, że nie bez powodu. Nie zdziwicie się więc jeśli powiem, że zdecydowanie to rybie omega 3 powinniśmy spożywać/zażywać w postaci suplementu. Moja odpowiedź na pytanie "dlaczego tak uważam" lub dlaczego uważam, że zwolennicy roślinnych omega 3 są w błędzie mogłaby być bardzo krótka i nie wchodząca w zbędne szczegóły. Mogłabym powiedzieć po prostu: BO ZWIERZĘCE OMEGA 3 DZIAŁAJĄ A ROŚLINNE NIE. Wiem, że tak jest, oglądam to na co dzień ciesząc się razem z tymi, którzy dzięki EPA odzyskują zdrowie, znam mechanizmy w naszym organizmie, które sprawiają, że tak jest. I tyle, co tu dyskutować, fakty mówią same za siebie. Po co się silić na wynajdowanie nowej teorii skoro ta aktualna nie jest już teorią ale sprawdzonym faktem. Po co szukać sensacji, nowości, wywracać wszystko do góry dnem. Żeby było "nowiej"? Inaczej? Bardziej sensacyjnie? Żeby wszyscy "otworzyli buzię"? Żeby być oryginalnym? Nie mam czasu na takie głupoty, bo cały schodzi mi na ważne sprawy, między innymi pomaganie ludziom.
Nie oznacza to jednak, że nie mam wiedzy w tym temacie, że nie przemyślałam, nie sprawdziłam. I rozumiem, że niektórym stwierdzenie "bo tak jest i już" nie wystarcza, potrzebują wiedzieć dlaczego tak jest. I to się chwali. Dlatego wdam się dziś w szczegóły leżące u podstaw tego "dlaczego".
 
Tak więc do rzeczy. Na początek o jakie kwasy tłuszczowe chodzi.
Mówiąc o zwierzęcych kwasach omega 3 mamy na myśli dwa z nich, występujące głównie w rybach, stąd nazywane rybimy, EPA (czyli kwas eikozapentaenowy) i DHA (kwas dokoheksaenowy). Mówiąc o roślinnych kwasach omega 3 mamy na myśli kwas alfa-linolowy (ALA). Drugim ważnym roślinnym kwasem tłuszczowym jest kwas linolowy (LA) należący do kwasów omega 6.
W niektórych podręcznikach dotyczących dietetyki znajdziecie informacje, że jedynie te dwa kwasy tłuszczowe (ALA i LA) są tzw. niezbędnymi kwasami (NNKT), czyli takimi, których organizm nie może wyprodukować, a są mu potrzebne i muszą być dostarczone w pożywieniu. Należą one do tzw. krótkołańcuchowych kwasów tłuszczowych. W niektórych książkach znajdziecie też stwierdzenie, że tak długo jak dostarczamy sobie ALA i LA nasz organizm może z nich wyprodukować wszystkie niezbędne mu długołańcuchowe kwasy tłuszczowe (a do takich należą rybie omega 3). Piszę "w niektórych", bo wiele podręczników i opracowań naukowych do grupy NNKT zalicza również kilka innych kwasów należących do tych dwóch rodzin (omega 3 i omega 6), w tym EPA i DHA. I jest tak nie bez powodu.
 
Dlaczego mimo, że organizm może syntetyzować z  ALA długołańcuchowe EPA i DHA musimy dostarczać je w pożywieniu/suplemencie?
 
Jak już wiele razy o tym pisałam i tu diabeł tkwi w szczegółach. Zaraz wyjaśnię ale najpierw trochę o historii ludzkości.
Uważa się, że jednym z najważniejszych wydarzeń w ewolucji człowieka był rozrost mózgu. Badania archeologiczne pokazują, że nastąpił on w tym samym czasie, gdy 2,5 miliona lat temu w diecie człowieka pojawiły się ryby i inne zwierzęta morskie. Uważa się też, że przyczynił się do tego wzrost w diecie człowieka rybich kwasów omega 3, które budują układ nerwowy. 10 tysięcy lat temu ludzkość zrobiła inny krok milowy krok - rozwinęło się rolnictwo. Spowodowało to większą dostępność do żywności i stało się ... zamachem na nasze zdrowie, którego skutki pogłębiały się i pogłębiają się w miarę unowocześniania rolnictwa.
 
Co takiego tak znacząco zmieniło się wraz z pojawieniem się rolnictwa?
 
Dieta człowieka stała się bogatsza w ziarna. Również zwierzęta, które człowiek hodował zaczęły być karmione ziarnami. W efekcie w diecie człowieka wzrosła ilość kwasów omega 6, a ponownie zmniejszyła się ilość długołańcuchowych kwasów omega 3 mimo wysokiej podaży krótkołańcuchowych (roślinnych) omega 3. Obecnie w wyniku niedoboru długołańcuchowych omega 3 ludzkość cierpi na przewlekłe utajone stany zapalne, które leżą u podstaw bardzo wielu schorzeń.
 
Dlaczego tak się dzieje?
 
Wydajność przemian ALA do długołańcuchowego EPA jest bardzo niska, szacuje się ją na 4-8%, a nadmiar kwasów omega 6 znacząco ją obniża. Ponadto, ewentualne niedobory żelaza, cynku i witaminy B6 dodatkowo pogarszają sytuację. Badania pokazują, że dawka terapeutyczna EPA wynosi 1 g i powinno się ją zażywać 2 razy dziennie. Biorąc pod uwagę, że wydajność konwersji ALA do EPA wynosi 5% należałoby spożywać 200 g ALA, żeby uzyskać 1 g EPA. W 218 g oleju lnianego mamy 116 g ALA http://nutritiondata.self.com/facts/fats-and-oils/7554/2 , czyli musielibyśmy spożywać jakieś 400 g (40 łyżek stołowych) oleju lnianego 2 razy dziennie, aplikując sobie przy okazji również omega 6. W badaniach, w których stosuje się dawki ALA nazywane wysokimi (6 g) nie stwierdza się u osób badanych poprawy wskaźników stanów zapalnych. I nic dziwnego. Bo to za mało. Podobnie jak nie stwierdza się takiej poprawy przy podawaniu preparatów z oleju rybiego zawierających zarówno EPA, jak i DHA, z powodów o których pisałam w poprzednim poście EPA a DHA. Bo, powtórzę, diabeł tkwi w szczegółach.
 
SDA - alternatywa dla wegetarian.
 
Jeśli już ktoś koniecznie musi/chce unikać zwierzęcych źródeł omega 3 zamiast na olej lniany i ALA powinien zdecydować się na olej z żmijowca (łac. Echium), Jest on bogaty w inny roślinny kwas omega 3 - SDA, czyli kwas stearydynowy. Konwersja SDA do długołańcuchowych omega 3 jest 5 razy wydajniejsza niż konwersja ALA.
 
 
Literatura:
2. Low- and High-Dose Plant and Marine (n-3) Fatty do not Affects Plasma Inflammatory Markers in Adults with Metabolic Syndrome.
3. Stearidonic acid: A plant produced omega-3 PUFA and a potential alternative for marine oil fatty acids.


Na fotografii widok na rzekę Öre z szlaku Klangvägen (rejon Umeå, Szwecja). Do posłuchania stary hit grupy Alphaville w cudownej nowej odsłonie Ane Brun z Norwegii - Big in Japan.


niedziela, 23 sierpnia 2015

Seria "Odpowiedzi" - EPA a DHA, ile, jak i dlaczego

Dzisiaj zgodnie z wcześniejszą obietnicą wyjaśnienie zawiłości dotyczących kwasów omega 3.
 
EPA, czyli kwas eikozapentaenowy i DHA, czyli kwas dokoheksaenowy to dwa kwasy omega 3, o których słyszymy najczęściej. Są one tzw. długołańcuchowymi kwasami tłuszczowymi i występują w tłustych rybach.
Wiemy, że oba pełnią bardzo ważne funkcje w naszym organizmie. Jednak traktowanie ich łącznie, jako jeden składnik i suplementowanie nimi w taki sam sposób jest nie tylko nieefektywne ale może być wręcz szkodliwe ze względu na ich inną dynamikę działania i wchłaniania.
W celu uniknięcia problemów i pełnego wykorzystania warto przyjrzeć się im bliżej i rozważnie dobierać preparaty do suplementacji.
 
Mimo, że oba te kwasy tłuszczowe mają ogromne znaczenie dla zdrowia, jednak rywalizują one z sobą w trakcie wchłaniania i przetwarzania w naszym organizmie. Z tego powodu dobroczynne działanie jednego z nich ma miejsce tylko wtedy, gdy jego zawartość w suplemencie znacząco przewyższa zawartość tego drugiego.
Kiedy suplement zawiera równe ilości EPA i DHA, i nasz organizm musi sam wybierać, który z nich wykorzystać, terapeutyczne efekty obu kwasów tłuszczowych mogą zostać całkowicie zniesione.
 
Ponadto, DHA ma tendencję do akumulowania się w organizmie kosztem EPA.
 
Gdy kończymy 5 lat poziom DHA w naszym organizmie stabilizuje się,  poziom EPA podlega dynamicznym zmianom w ciągu całego naszego życia.
DHA jest obecny w dużych ilościach w mózgu i siatkówce oka, odgrywa ważną rolę budulcową ale u osób dorosłych jego ilość w organizmie jest stabilna. Z kolei EPA jest nieustannie zużywany i wymaga ciągłego uzupełniania.
W suplementach na bazie oleju rybiego z reguły w 1000 mg oleju obecnych jest około 180 mg EPA i 120 mg DHA. Dawka EPA, która pozwala na stworzenie w organizmie unikatowych warunków sprzyjających zwalczaniu zarówno stanów zapalnych, jak i innych problemów zdrowotnych (np. depresji) wynosi 1-2 g. Żeby uzyskać taki poziom EPA stosując wspomniane preparaty bylibyśmy zmuszeni do zażywania codziennie około 22 kapsułek oleju rybiego narażając się przy tym na nadmiar DHA.
 
Badania naukowe wskazują, że zażywanie suplementów zawierających zarówno EPA, jak i DHA może blokować odpowiednie pobieranie EPA i nie tylko nie przynosi oczekiwanych korzyści prozdrowotnych ale może wręcz pogłębiać deficyt EPA i wpływać negatywnie na nasze zdrowie.
 
Negatywna zależność dotycząca wchłaniania EPA i DHA doskonale wyjaśnia te badania naukowe dotyczące oleju rybiego (zawierającego zarówno EPA, jak i DHA), które pokazały, że spożywanie go wcale nie przynosi korzyści dla zdrowia lub są one mierne.
 
Standardowe oleje rybie zawierające EPA i DHA mogą być przydatne jako kompensacja braku ryb w diecie zapewniając regularną dostawę obu kwasów omega-3, jednak nie są efektywne jako wsparcie terapii skierowanej na konkretne problemy zdrowotne.
 
Dlatego suplementację kwasami omega-3 należy rozpocząć od uzupełnienia niedoboru EPA.
 
Dopiero po przywróceniu prawidłowego poziomu EPA można włączyć suplementy zawierające zarówno EPA, jak i DHA w odpowiednim stosunku (3:1). 
W sytuacji, gdy cierpimy na schorzenia powstające w wyniku utajonych przewlekłych stanów zapalnych, (wspominałam o tym w poście http://naturopatia-sanatum.blogspot.se/2015/04/seria-odpowiedzi-czy-cierpie-na.html ) lub po prostu na stany zapalne suplementacja czystym EPA jest zdecydowanie lepszym rozwiązaniem niż suplementacja preparatami zawierające oba te kwasy tłuszczowe, nawet przez dłuższy czas. Jest tak ponieważ przy aktywnym stanie zapalnym toczącym się w naszym organizmie zapotrzebowanie na EPA drastycznie rośnie.
 
 
W następnym poście z serii "Odpowiedzi" postaram się również zgodnie z obietnicą wyjaśnić kwestie roślinnych omega 3.
 
 
Na fotografii wspomnienie z wakacji - niezwykła rzeźba z piasku przedstawiająca tancerkę - International Sand Sculpture Festival 2015, Faro, Portugalia.
Do posłuchania utwór z ścieżki dźwiękowej filmu "Gwiazd naszych wina" - Bogusiu, dzięki za przypomnienie go.
 
 

sobota, 22 sierpnia 2015

Książka " Cholesterol - naukowe kłamstwo"

Taka krótka notka ze zdjęciem w odpowiedzi na przewijające się nie tylko tu Wasze pytania i komentarze dotyczące tego, że tłumaczem książki Uffe Ravnskova jest Jerzy Zięba.

Już wcześniej pisałam o tym w jednej z odpowiedzi na Wasze komentarze. Pozwólcie więc, że wkleję własne słowa:
... Wiem też, że, jak w wielu przypadkach, i w badaniach naukowych "diabeł tkwi w szczegółach". Doskonale pokazuje to książka Uffe Ravnskova "Cholesterol - naukowe kłamstwo", której mam przyjemność być tłumaczem. Uffe wspaniale opisuje jak można manipulować samymi wynikami badan naukowych, a także projektując badania. Książkę przetłumaczyłam we współpracy z p. Zięba, sprawując merytoryczną pieczę nad tłumaczeniem. Dla Uffe mój udział był warunkiem zgody na tłumaczenie, chodziło o to, by zrobiła to osoba z doświadczeniem zawodowym. Bo nawet samo tłumaczenie tekstu naukowego laikowi może przysporzyć problemów i być przyczyną przekłamań..."

Powyższy fragment mojego komentarza pochodzi z postu o oleju lnianym http://naturopatia-sanatum.blogspot.se/2013/06/olej-lniany.html?showComment=1437140919113#c5511166348615766151

Książka została wydana w języku polskim przez wydawnictwo WGP, po raz pierwszy w 2009 roku.

Na zdjęciu strona tytułowa książki ... a przynajmniej egzemplarza, który posiadam. Jeśli wiecie, że obecnie na stronie tytułowe brakuje mojego nazwiska, napiszcie proszę do mnie.

czwartek, 30 lipca 2015

Czy duża częstotliwość badań usg w trakcie ciąży jest bezpieczna dla dziecka?

Trochę mam zaległych rzeczy do napisania i tematów do omówienia ale potrzeba napisania akurat na powyższy temat pojawiła się nagle i niespodziewanie.

Kilka dni temu zdarzyło mi się udostępnić na facebookowej stronie Naturopatii-Sanatum link dotyczący zagrożeń, jakie niesie "nadgorliwe" wykonywanie badania ultrasonograficznego w trakcie ciąży. W linku były informacje i odnośniki do literatury naukowej. Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku godzinach nie znalazłam tego wpisu na stronie, a przy próbie ponownego umieszczenia go wraz z linkiem dowiedziałam się, że został on przez kogoś zgłoszony do administratora, jako zawierający obraźliwe treści i usunięty.

Nie wydaje mi się, żeby te informacje były obraźliwe, a za to na pewno są ważne dla kobiet w ciąży lub planujących ciążę. Ale nie tylko to. Ta sprawa pokazuje pewne globalne niepokojące "zjawisko" mające miejsce również w polskiej służbie zdrowia.

Na początek myślę, że zastanowią Was fakty z kraju, gdzie aktualnie jestem, z Szwecji. Fakty dotyczące opieki zdrowotnej i kobiet w ciąży.

Przede wszystkim kobieta ciężarna jest pod opieką położnej, a nie lekarza. Jedynie w sytuacji jeśli położna stwierdza jakąś nieprawidłowość kobieta jest kierowana do lekarza. Dlaczego tak jest? Bo zdaniem znamienitych tutejszych profesorów ciąża jest normalnym stanem, a nie chorobą. Prawda, że trudno z tym oczywistym stwierdzeniem polemizować? Ale skoro tak, to dlaczego kobiety w Polsce muszą się nieustannie widywać z lekarzem, który za każdym razem bada je mniej lub bardziej nieprzyjemnie oraz niejednokrotnie przy każdej wizycie wykonuje usg???? W Szwecji, w której ciąża nie jest chorobą, badanie usg wykonywanie jest zaledwie jeden raz, pomiędzy 18 a 20 tygodniem ciąży, a badanie ginekologicznie w ogóle nie ma miejsca. Tak, właśnie tak, nie przejęzyczyłam się. Ponadto, wykonuje się stosunkowo niewiele innych badań (z krwi i moczu). W trakcie porodu lekarz pojawia się wyłącznie w razie komplikacji lub jeśli kobieta zażyczy sobie znieczulenie.

Jak myślicie, dlaczego udział lekarza jest tak minimalny i dlaczego kobiety ciężarnej prawie się nie bada?

Z oszczędności?

Czy z oszczędności naraża się życie i zdrowie kobiet i dzieci? Czy należy współczuć kobietom w Szwecji, bo nie mogą liczyć na lekarza? Czyżby?

Zdecydujcie sami przyglądając się poniższym faktom:
  • Szwecja plasuje się na drugim miejscu światowego rankingu krajów najlepszych i najbardziej pożądanych do rodzenia w nich dzieci. Na pierwszym miejscu jest... Finlandia.
  • Śmiertelność noworodków wynosi tu 1,5 na 1000 urodzeń i jest drugą najniższą w Europie, zaraz po... Islandii.
  • Badania kohortowe (na dużej grupie ludzi) pokazują, że praktykowana w Szwecji opieka położnej mimo braku badań lekarskich i nieustannych usg skutkuje bardzo niską liczbą przedwczesnych porodów. Zaledwie 5% ciąż kończy się tu przedwcześnie, a przy tak "niewielkiej wiedzy" o stanie dziecka, niewielkiej skoro prawie nie ma badań, szwedzka neoanatologia i skuteczność w doprowadzaniu do stanu pełnego zdrowia dzieci urodzonych przedwcześnie jest sławiona na całym świecie.
No nic tylko współczuć kobietom w Szwecji, prawda?

Wybaczcie sarkazm, ale trudno się mu oprzeć bo wynikający w powyższych faktów wniosek może być tylko jeden i nie boję się mówić o tym na głos - jedynym powodem nadmiernie rozbudowanej opieki lekarskiej kobiet w ciąży i wykonywania im niezliczonych badań, w tym usg na każdej wizycie, jest to, że jest to łatwe źródło dochodów. Dla kobiety dziecko, które nosi to największy skarb. Jak więc może ryzykować odmawiając regularnych kontroli lekarskich i oglądania za każdym razem na ekranie monitora usg swojego dziecka.

Najgorsze jest jednak to, że nie chodzi tu o to czy ginekolog będzie miał więcej pieniędzy, czy mniej. Chodzi o zdrowie, bezpieczeństwo i komfort dzieci.

Dlaczego?

Oto co wiadomo o badaniu ultrasonograficznym.

Po pierwsze usg prowadzi do lokalnego przegrzania skanowanych tkanek. Różne tkanki ulegają podgrzaniu w różnym stopniu. Wiele zależy od czasu ekspozycji, od urządzenia i od tego jak często głowica usg jest przesuwana. Teoretycznie jeśli badanie jest wykonywane prawidłowo temperatura wzrasta jedynie o 1 do 1,5 stopnia, co uważa się za bezpieczne. Jeśli ... Jednak w przypadku tzw. usg dopplerowskiego wygląda to już dużo gorzej, bo temperatura może wzrosnąć nawet o 10 stopni! I jest to już dużo więcej niż to, co uważane jest za bezpieczne a szczególnie wrażliwy na zbyt wysoką temperaturę jest rozwijający się mózg dziecka.

Po drugie usg wiążę się z powstaniem fali akustycznej w tkankach, czyli drgań, które działają mechanicznie na błony komórkowe. Regulacja metabolizmu komórkowego i zachowania się  błony komórkowej to złożony proces, który obejmuje działanie zarówno czynników chemicznych, jak i fizycznych, w tym mechanicznych. Stwierdzono, że drgania emitowane w takcie badania usg mogą wpływać na przepuszczalność błon komórek dziecka, a tym samym wpływać na jego rozwój. I ponownie za szczególnie wrażliwy na ten czynnik organ uważa się rozwijający się układ nerwowy dziecka.

Badania pokazują, że:

usg może przyczyniać się do przedwczesnego porodu i poronień, niskiej masy urodzeniowej, słabszej kondycji dziecka w trakcie porodu, dysleksji, zaburzeń rozwoju mowy, leworęczności
- usg Dopplera zwiększa 2-krotnie(!) ryzyko śmierci okołoporodowej, o 30% zwiększa ryzyko opóźnienia wzrostu i rozwoju wewnątrzmacicznego

Powyższe fakty z publikacji naukowych można mnożyć. Równocześnie oficjalne stanowiska instytucji medycznych głoszą, że badanie usg w trakcie ciąży jest bezpieczne. Można pytać dlaczego tak jest .. albo można po prostu zrobić co należy.
Krajom skandynawskim należy bić brawa a innym, w tym Polsce ... co? Nie wiem ... W każdym bądź razie tym, którym się ten wpis nie spodoba od razu mówię, że ten blog nie jest miejscem demokratycznej polemiki, ten blog jest moim blogiem.

Zainteresowanych konkretnymi badaniami odsyłam do tego linku http://chriskresser.com/natural-childbirth-iib-ultrasound-not-as-safe-as-commonly-thought/ Znajdziecie tam odnośniki do artykułów naukowych.


Na fotografii piękne skały Ponta da Piedade w Portugalii.
Do posłuchania Tom Rosenthal, moje dzisiejsze odkrycie. Rami, dzięki :) Oprócz muzyki cudowne krajobrazy.


niedziela, 19 lipca 2015

EPA w leczeniu i zapobieganiu rakowi jelita grubego



Nie bez powodu piszę niniejszy post akurat dzisiaj. 9 lipca odbyło się seminarium, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Seminarium prowadził Profesor Mark Hull z Wielkiej Brytanii. Przedmiotem seminarium było zastosowanie kwasu eikozapentaenowego (EPA; jeden z kwasów omega 3) w zapobieganiu rakowi jelita grubego oraz w zapobieganiu jego przerzutom.
 
Profesor Hull jest klinicystą i konsultantem ds. gastroeneterologii. Naukowo zainteresowany jest molekularnymi mechanizmami karcenogenezy jelita grubego oraz zapobieganiem temu schorzeniu. Jest absolwentem Biochemii na  Uniwersytecie w Cambridge i Medycyny na Uniwersytecie w Oxfordzie a doktorat zrobił na Uniwersytecie w Nottingham z zakresu biologii komórki leczenia wrzodów żołądka. Został nagrodzony Medalem Linacre przez Royal College of Physicians w Londynie.  
Aktualnie Profesor Hull pracuje nad projektem badawczym seAFOod (Systemic Evaluation of Aspirin and Fish Oil Bowel Polyp Prevention Trial). Projekt seAFOod prowadzony jest we współpracy z Narodowym Programem Przesiewowym Raka Jelita Grubego w Wielkiej Brytanii. Celem projektu jest zbadanie czy samo EPA, lub w połączeniu z aspiryną może być powszechnie i skutecznie stosowane w zapobieganiu rakowi jelita grubego.
 
Projekt seAFOod ruszył w dniu dzisiejszym.
 
Rak jelita grubego jest trzecim najpowszechniejszym nowotworem złośliwym zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, a drugim w kolejności jeśli chodzi o śmiertelność. Jego leczenie jest bardzo agresywne (chirurgia, chemioterapia i radioterapia) i średnio skuteczne. Na tą chwilę wiadomo już jednak, że ten rodzaj nowotworu jest z powodzeniem możliwy do uniknięcia. Rozwój raka jelita grubego jest stosunkowo powolnym procesem. 5-10 lat trwa rozwój złośliwych polipów a przerzut nowotworu do wątroby może pojawić się od razu ale może też zająć aż 5 lat.
 
Od dawna wiadomo już jakie czynniki zwiększają ryzyko zachorowania na raka jelita grubego i ich unikanie zmniejsza szansę zachorowania. Uważa się jednak, że prawdziwa prewencja, taka, która jest w stanie nas uchronić od tego raka a nie tylko zmniejszyć szansę zachorowania możliwa jest tylko dzięki zastosowaniu odpowiednich substancji i nazywana jest chemoprewencją. Obecnie lekarze i naukowcy rozważają kilka substancji, które mogą być stosowane w skutecznej chemoprewencji raka jelita grubego. Profesor Hull postanowił zająć się EPA oraz EPA w połączeniu z aspiryną ponieważ to, co do tej pory już wiadomo z badań naukowych wygląda bardzo obiecująco. Projekt seAFOod będzie więc "sprawdzeniem" w praktyce na dużej grupie pacjentów publikowanych już od jakiegoś czasu doniesień naukowych o skuteczności EPA. Do tej pory badania takie przeprowadzono na mniejszych grupach ludzi (50-60 osób). W projekcie seAFOod weźmie udział 755 osób.
 
Nie chcę się w tym poście rozwodzić nad szczegółami badań, szczegółami projektu i mechanizmem działania EPA w tym przypadku. Na ten temat przygotowuję dłuższy artykuł. Dam Wam znać gdzie i kiedy będzie można go znaleźć :)
Reasumując i w dużym skrócie - wiadomo już, że zastosowanie 2 g czystego EPA spowalnia wzrost istniejącego nowotworu, zapobiega kacheksji nowotworowej (wyniszczenie organizmu w wyniku wieloczynnikowego zespołu zaburzeń metabolicznych spowodowanych chorobą nowotworową) i zapobiega przerzutom raka u osób po operacji. Te pozytywne efekty dotyczą długotrwałego stosowania EPA - przynajmniej 2 lata.
 
 
Przydatne linki:
- link do badań - seAFOod trial
- link do profilu Profesora Hulla na Uniwersytecie w Leeds - Profesor Mark Hull
- link do slajdów z seminarium Profesora Hulla - seminarium



Do posłuchania muzyka, która dzisiaj "przygrywała mi w tle" z TV :)