piątek, 28 grudnia 2012

Święta, święta i po świętach

Wprawdzie zjedliśmy mnóstwo świątecznych pyszności, biesiadując z bliskimi przy stole i podjadając w tzw. międzyczasie dodatkowo to tu, to tam. Mimo to nadal sporo zostało do zjedzenia. A tu problem. Czujemy się okrągli jak bombki na choince a wyrzuty sumienia zakłócają ten przyjemny czas świątecznego lenistwa.
Zważywszy na obecny stan ducha i ciała być może część z nas chętniej w swoje postanowienia noworoczne włączy również zmiany dotyczące żywienia. 
Mam więc dla was kilka prawd dotyczących wagi, które powinniście znać :-)

  • Stres sprzyja otyłości. Pod wpływem stresu u wielu osób zwiększa się ochota na słodycze i pokarmy bogate w węglowodany. Ponadto, hormony stresu zwiększają magazynowanie w postaci odkładania się tkanki tłuszczowej.
  • Im więcej śpisz, tym łatwiej tracisz wagę. Niedobór snu i przerywany sen prowadzą do zaburzeń równowagi hormonalnej - obniżają poziom leptyny dającej poczucie sytości i zwiększają poziom greliny powodującej uczucie głodu.
  • Cukier działa jak narkotyk. Badania naukowe pokazują, że cukier powoduje stymulację tych samych regionów mózgu, które są aktywowane substancjami o działaniu narkotycznym.
  • Antyoksydanty działają odchudzająco. Wolne rodniki uszkadzają komórki, które biorą udział w sygnalizacji uczucia sytości. Jedzenie kolorowych warzyw bogatych w antyoksydanty zwalczające wolne rodniki sprzyja odchudzaniu.
  • Głód sprzyja otyłości. Po 3 godzinach głodu około 50%, a po 5 godzinach głodu, około 70% zjedzonego posiłku ulega zmagazynowaniu. Nasz organizm magazynowanie traktuje jako priorytetowe na wypadek ponownego stanu głodu. 
  • Owoce tuczą. Fruktoza zawarta w owocach pod wieloma względami działa na nasz organizm gorzej niż cukier rafinowany zawierający zarówno fruktozę, jak i glukozę. Badania naukowe pokazują, że fruktoza między innymi zwiększa liczbę komórek tłuszczowych.
Pamiętajcie też, że różne czynniki (długotrwałe błędy żywieniowe, wiek, hormony) mogą spowalniac wasz metabolizm, a tym samym utrudniać panowanie nad wagą. Możecie jednak zmienić swój metabolizm wprowadzając w życie regularną aktywność fizyczną w postaci tzw. treningów interwałowych oraz spożywając posiłki wysokowęglowodanowe w godzinach przedpołudniowych i bogate w białko w godzinach wieczornych.

Powodzenia! :-) 


czwartek, 13 grudnia 2012

Idą Święta

Zrobiłyśmy już z Zosią ozdoby choinkowe. Jak się Wam podobają? :-) Teraz czas na ciasteczka, pyszne, kolorowe i słodkie.
A jak u Was z przygotowaniami do Świąt? Już niedługo większość z nas będzie zjadać te przeróżne świąteczne słodkości myśląc o tym, ze po Świętach trzeba będzie przejść na dietę oraz myjąc co rusz ząbki z maku. 


Ale uwaga, nie biegnijcie w tym celu do łazienki od razu po jedzeniu.


Wiele osób myje zęby kilka razy dziennie, od razu po jedzeniu. Zamęczamy o to również nasze dzieci i pilnujemy, by uczyły się tego zwyczaju dbając już o swoje mleczaki. 
Czy wiecie jednak, że mycie zębów w czasie krótszym niż pół godziny po posiłku lub wypiciu filiżanki kawy wyrządza zębom więcej szkody niż pożytku? Szczególnie niebezpieczne dla naszych zębów jest szczotkowanie tuż po wypiciu kwaśnych lub gazowanych napojów. Prowadzi nie tylko do uszkodzenia szkliwa, które pokrywa zęby, ale nawet do uszkodzenia warstwy znajdującej się pod szkliwem, nazywanej zębiną. Dzieje się tak, ponieważ po wpływem kwasów z napojów i jedzenia szkliwo zęba staje się czasowo mało odporne na mechaniczne uszkodzenia. Ponadto, w wyniku wręcz "zdzierania" przez takie szczotkowanie szkliwa kwasy przedostają się głębiej do zęba i wielokrotnie przyspieszają jego psucie się.

Dentyści obecnie uważają, że bezpieczne jest mycie zębów dopiero godzinę po jedzeniu, a najlepszym wyjściem jest umycie zębów dwukrotnie w ciągu dnia - rano po wstaniu z łóżka i wieczorem tuż przed pójściem do niego. 

Tak więc świąteczny mak radzę usuwać uroczymi "wyciorkami" do zębów, a nie szczoteczką :-)







czwartek, 6 grudnia 2012

Rotawirus i spółka

Środowy wieczór przedmikołajkowy wieczór. Zajęcia ze studentami kończę o oburzającej porze i zgodnie z planem, czyli o 20-stej. W drzwiach mieszkania staję o 20.35. Po 10 minutach wychodzą moi rodzice, którzy opiekowali się tego dnia Zosią. Zaraz po zakmnięciu przez nich drzwi, z ust mojej 9-cioletniej córki padają słowa "mamusiu, boli mnie brzuszek". Przekonuję Zosię i siebie samą, że "pewnie zaszkodziło jej coś, co zjadła" i rozpoczynam przeszukiwanie kuchennej szafki w celu znalezienia specyfików stosownych na okazję "spożycia szkodliwego pożywienia". Zanim udaje mi się to zrobić Zosia woła, że bardzo boli brzuszek i jest jej niedobrze. Myślę sobie, że to bardzo dobrze, zwymiotuje co trzeba i już. Zosia wymiotuje, raz, drugi, trzeci ... Gdzieś po szóstym razie staje się jasne, że słowa "mamusiu, boli mnie brzuszek" były zapowiedzią grubszej afery.
Po 3 godzinach wymiotów wszystkim, wodą, herbatą, wszelkimi podanymi specyfikami, śliną, żółcią, powtarzających się co 15-20 minut, zaczynam mieć deja vu i widzę oczyma wyobraźni wtedy niespełna 4-roletnią Zosię leżącą pod kroplówką na granicy życia i śmierci. Jest 1-sza w nocy. Nagle przypominam sobie o Coca-Coli. Oczywiście nie posiadam. Dzwonię do firmy taksówkowej i proszę o przywiezienie mi litra Coca-Coli. Taksówkarz stojący w drzwiach patrzy na mnie jak na niespełna rozumu, gdy płacę 30 zł za litr coli z dowiezieniem i wniesieniem. 
I cola idzie w ruch. Wymioty stopniowo stają się rzadsze i udaje mi się podać Zosi leki homeopatyczne rozpuszczone w wodzie. Wreszcie o 5.40. rano horror się kończy, Zosia jest wycieńczona, niewyspana ale nie licząc niewielkiej gorączki, prawie zdrowa.

Coca-Cola od jakiegoś czasu robi niezłą karierę jako "lek" na grypę jelitową. Zdania specjalistów od zdrowia w temacie zasadności stosowania w przypadku infekcji jelitowych tego zdecydowanie niezdrowego napoju są podzielone. Niektórzy lekarze wprost zalecają, inni denerwują się tłumacząc, że może wręcz zaszkodzić. 
Tajemnica Coca-Coli kryje się tak naprawdę w jednym z jej składników, w syropie cola. Syrop cola, wbrew nazwie, nie zawiera ekstraktu z owoców tropikalnego drzewa o nazwie kola. Oprócz substancji neurotoksycznych takich, jak kofeina czy ekstrakt koki, oraz kwasu fosforowego, syrop cola zawiera również cukier (zarówno syrop wysokofruktozowy, jak i sacharozę) oraz naturalne substancje smakowe, wanilię, cynamon czy ekstrakt z pomarańczy i z limonki.  To właśnie cynamon oraz cukier są odpowiedzialne za pozytywne działanie Coca-Coli przy wirusowych infekcjach jelitowych. Cynamon, podobnie jak np. imbir, czy lukrecja, jest naturalną substancją przeciwwymiotną. Ponadto, w wyniku wymiotów bardzo szybko dochodzi w organizmie do tzw. ketozy, będącej efektem gwałtownego zużycia glukozy, łącznie z wyczerpaniem jej zapasów w postaci wątrobowego glikogenu. Wysokie poziomy ciał ketonowych w krwi są dodatkowym czynnikiem pogarszającym, a nawet wywołującym wymioty. Z tego powodu duża zawartość cukru w syropie cola zapobiega dodatkowemu nasilaniu się wymiotów w wyniku potencjalnej ketozy.

Wbrew powszechnym przekonaniom Coca-Cola nie "zabija" rotawirusa. Podobnie jak w przypadku innych wirusów, nasz organizm musi walczyć z nim sam. Jednak wyciszenie osłabiających wymiotów znacząco przyspiesza walkę naszego organizmu z wirusem.


piątek, 30 listopada 2012

A miałam nadzieję, że zimy nie będzie!

Prognozy pogody na najbliższe dni mrożą krew w żyłach. Uznałam, że tym razem nie uda się wmówić zimie, że jej w tym roku nie będzie i czym prędzej pojechałam zmienić opony na zimowe. A jak u Was z przygotowaniami do zimy? I nie mam na myśli opon w samochodzie :-)  

Czas zatrudnić do pomocy nasze przyjacielskie bakterie probiotyczne. 

Większości z nas probiotyki kojarzą się wyłącznie z grypą jelitową i kuracjami antybiotykowymi. Jednak mimo, że bakterie probiotyczne żyją w naszych jelitach ich pozytywne działanie dotyczy całego organizmu. Czy wiecie, że niektóre bakterie probiotyczne walczą z wirusem grypy, inne z pałeczką ropy błękitnej, a jeszcze inne stymulują cały układ odpornościowy? Stosowanie bakterii probiotycznych powoduje również obniżenie poziomu tzw. białka ostrej fazy (CRP), jednego ze wskaźników stanów zapalnych. Nie wspominając już o tym, że te miłe bakterie dbają o prawidłowe funkcjonowanie naszego układu pokarmowego.

Dlaczego jedzenie jogurtu ze sklepu nie załatwia sprawy?

Co roku na jednych z zajęć oglądam ze studentami jogurty różnych firm pod mikroskopem. Jak myślicie, ile bakterii znajdujemy na jednym szkiełku z preparatem zrobionym z tych jogurtów? Producenci podają, że w jogurcie są "miliony żywych bakterii probiotycznych". W tym semestrze ani jedna osoba z ani jednej grupy moich studentów nie znalazła ani jednej bakterii probiotycznej w jogurcie naturalnym produkowanym przez jedną z firm, powszechnej uznawaną za dobrej jakości. I podobna sytuacja powtarza się co roku. Dlaczego? 
Główną przyczyną jest pasteryzacja. Stosuje się ją, by zapobiec zbyt szybkiemu psuciu produktów ponieważ wysoka temperatura zabija bakterie ... probiotyczne bakterie też!

Jak zatem sobie radzić?

Rozwiązaniem są probiotyki w kapsułkach. Ale zdecydujmy się wyłącznie na te wysokiej jakości.
Dobry probiotyk: zawiera kilka szczepów bakterii a wśród nich specjalny szczep bakterii z grupy Lactobacillus acidophilus nazwany DDS-1, zawiera pożywkę dla bakterii (tzw. prebiotyk lub symbiotyk), jest stabilny w temperaturze pokojowej (nie wymaga przechowywania w lodówce), jak również zamknięty jest w kapsułce (zrobionej wyłącznie z naturalnych składników).

Jeśli macie ochotę, możecie też zacząć sami produkować własny jogurt ze świeżego mleka :-)



 

poniedziałek, 26 listopada 2012

Chmury, chmury, chmury ...


Dzwoni budzik. Otwieram jedno oko, potem drugie. O nie! Ciemno, szaroburo, kto i jakim prawem znowu ukradł słońce?! Po zwleczeniu się z łóżka swoich pierwszych kroków nie kierują do ekspresu z kawą. Najpierw musi być słońce. Moje słońce jest zamknięte w malutkiej niepozornej kapsułce. Ma na imię witamina D3 i nieodłącznie towarzyszy mi jesienią i zimą.

Dlaczego tak ją lubię?

W krajach o klimacie umiarkowanym epidemie grypy mają miejsce w czasie zimniejszej porze roku, w krajach o klimacie tropikalnym - w czasie pory deszczowej. Uważa się, że przyczyną epidemii grypy w zimnych miesiącach jest niska temperatura na zewnątrz, z powodu której pomieszczenia są intensywnie ogrzewane, to prowadzi do wysuszenia śluzówek w układzie oddechowym i w efekcie do gorszego radzenia sobie błon śluzowych z wirusami i zanieczyszczeniami, a to z kolei skutkuje większą zapadalnością na infekcje wirusowe. Czy na pewno jednak taka jest przyczyna? Skąd w takim razie epidemie grypy w tropikach w porze deszczowej?

Zarówno w zimnych miesiącach klimatu umiarkowanego, jak i w deszczowych w tropiku, ludzi dotyka problem zbyt małej ilości światła słonecznego. Promienie ultrafioletowe obecne w świetle słonecznym powodują wytwarzanie witaminy D3 z cholesterolu w naszej skórze. Witamina D3 reguluje ekspresję ponad 1000 genów w naszym organizmie, w tym genów odpowiedzialnych za działanie systemu immunologicznego. Głównym składnikiem systemu immunologicznego, odpowiedzialnym za walkę z infekcją są makrofagi. Witamina D3 wpływa na wytwarzanie przez makrofagi przeciwbakteryjnych peptydów, które działają jak antybiotyki, ale zwalczają zarówno bakterie, jak i wirusy, również wirusa grypy.

Zastanawiające jest to, że mimo iż badania naukowe pokazują, że suplementacja witaminą D3 w okresie występowania epidemii grypy jest skuteczniejszym i bezpieczniejszym sposobem ochrony przed infekcją niż szczepionka, nas ciągle namawia się na szczepionkę...

O mnie

JAK TO SIĘ ZACZĘŁO
"Pani choroba jest nieuleczalna. Przebieg tej choroby jest nieprzewidywalny i proszę się przygotować na to, że może się to skończyć wózkiem inwalidzkim. Jeśli chce pani mieć dziecko, proszę pomyśleć o nim już teraz. Leki, które musimy pani zaordynować będą oddziaływać na pani organizm przez całe lata i w tym czasie zajście w ciążę grozi poważnymi uszkodzeniami płodu". Takie słowa słyszałam z ust kolejnych lekarzy, mając zaledwie 25 lat i dopiero rozpoczętą karierę naukową - zabrzmiało to jak wyrok. Po pierwszym szoku postanowiłam się tak łatwo nie poddawać. Zaczęłam studiować literaturę, szukać alternatywnych metod, dających większą szansę powodzenia i nie mających tak straszliwych skutków ubocznych. W tym czasie chorowałam na łuszczycę, łuszczycowe zapalenie stawów i nieswoiste zapalenie jelita grubego. Przejście z samochodu do domu często było już wyczynem, zimą nosiłam letnie buty, bo inne powodowały ból nie do zniesienia, moja praca zawodowa, która wymagała precyzyjnych i zdrowych dłoni stała pod znakiem zapytania, każda wizyta w toalecie była wielkim stresem, odczuwałam ciągłe zmęczenie, frustrację i spędzałam całe godziny w gabinetach lekarskich i fizjoterapeutycznych.

Dziś żyję bez bólu, bez zapalenia stawów i jelit, zachowując całkowitą sprawność fizyczną. Jestem też szczęśliwą mamą 8-mioletniej zdrowej córeczki Zosi.

Trzy miesiące po urodzeniu Zosia dołączyła do rosnącego w zastraszającym tempie grona alergików. Również i tym razem postanowiłam przestudiować literaturę z zakresu medycyny, fizjologii człowieka, żywienia, by zrozumieć, co dzieje się z Zosią i przekonać się, czy można jej pomóc inaczej niż skazując na nieustanne branie różnorakich leków. Dziś Zosia uwielbia chorować, bo dzieje się to tak rzadko, że jest niemal świętem, a mama daje jej wtedy pyszne małe granulki homeopatyczne, które szybko rozpuszczają się w ustach i koncertowo przeganiają chorobę.

Moje życiowe doświadczenia sprawiły, że stopniowo zagłębiałam się w tematykę zdrowia i tzw. medycyny komplementarnej. W końcu postanowiłam sformalizować swoją wiedzę i zacząć pomagać innym, którzy nie mieli okazji poznania innych możliwości przywrócenia stanu zdrowia.

Debiut :-)


"Może powinnaś pisać bloga" powiedziała do mnie kiedyś moja już blogująca przyjaciółka. Ona wprawdzie bloguje w innym temacie niż zdrowie, bo o tym właśnie będzie mój blog. Wszystkich bloggerów łączy jakaś pasja. Moją pasją jest zdrowie, a czytających zapraszam do udziału w niej.

Blog to takie fajne miejsce, którego zasady wyznaczamy sami. Dlatego u mnie sprawy zdrowia będą się przeplatać z moją pasją fotograficzną i z muzyką, która w naszym życiu komponuje się z wszystkim.

Mam na imię Iza. Jestem biologiem, nauczycielem akademickim, mamą przecudownej Zosi, lubię ludzi, dobrą kawę i każdą pogodę :-)

Serdecznie zapraszam :-)