środa, 27 marca 2013

Dlaczego jedzenie owoców może być równie groźne jak picie alkoholu.

W ubiegłą sobotę miałam przyjemność wygłosić wykład dotyczący negatywnych skutków spożywania owoców, przed wierną i bardzo krytyczną publicznością XXXVII Targów "Bliżej zdrowia, bliżej natury". Zgodnie z obietnicą złożoną wielu osobom stopniowo będę prezentować problemy poruszane na tym wykładzie. Wykład zostanie również opublikowany w postaci dużego artykułu.

Tym, co szkodzi nam w owocach jest tzw. cukier owocowy, czyli fruktoza.

Fruktoza, podobnie jak glukoza, jest cukrem prostym. Jednakże o ile glukozę może metabolizować każda komórka w naszym organizmie, o tyle fruktoza jest metabolizowana wyłącznie w wątrobie. W efekcie przemian, którym podlega fruktoza w wątrobie powstają krople tłuszczu zawierające trójglicerydy i wolne kwasy tłuszczowe. Część z tych substancji tłuszczowych pozostaje w wątrobie i jest odpowiedzialna za tzw. niealkoholowe stłuszczenie wątroby, a pozostałe są transportowane do mięśni i tam odkładają się w tkance tłuszczowej. Tłuszcz pochodzący z metabolizmu fruktozy w szczególności odkłada się w obrębie jamy brzusznej i jest odpowiedzialny za tzw. otyłość brzuszną. Jeśli dostarczymy sobie 120 kcal w postaci glukozy to zaledwie 1 kcal zostanie zamieniona w tłuszcz. Jeśli dostarczymy sobie 120 kcal w postaci fruktozy to aż 40 kcal zostanie przekształcone w tłuszcz.

Stłuszczenie wątroby nie jest jedynym podobieństwem jeśli chodzi o działanie na organizm nadmiarów fruktozy i alkoholu.

Fruktoza oddziaływuje z białkami. Efektem tych oddziaływań jest reakcja Maillarda czyli tzw. nieenzymatyczne brązowienie. Reakcja ta znajduje szerokie zastosowanie w przemyśle spożywczym i jest odpowiedzialna za smak i zapach wielu produktów spożywczych i potraw, np. czekolady, chleba, gotowanego ryżu czy pieczonego mięsa. Reakcja Maillarda zachodzi już w temperaturze pokojowej, a im wyższa temperatura, tym proces jest szybszy. Szybkość reakcji zależy również od wielkości cząstki cukru biorącej w niej udział - im mniejsza cząstka, tym reakcja przebiega szybciej. W efekcie reakcji Maillarda powstają tzw. produkty Amadori, które wywołują szereg negatywnych zmian w komórkach. Z tego powodu fruktoza prowadzi do uszkodzeń wątroby porównywalnych z uszkodzeniami wywoływanymi przez produkt metabolizmu alkoholu (etanolu), jakim jest aldehyd octowy.

 

Jednak to nie koniec podobieństw pomiędzy fruktozą a alkoholem.

To, co jeszcze łączy te dwa rodzaje substancji to kompulsywność ich spożywania. Zarówno alkohol, jak i fruktoza mają działanie uzależniające ze względu na ich właściwości dopaminergiczne, tzn. stymulujące wydzielanie w centralnym systemie nerwowym dopaminy. Spadek poziomu tego neurotransmitera odczuwany jest przez nas jako niekomfortowy i powoduje potrzebę ponownego spożycia tego, co wywoływało wzrost poziomu dopaminy.
 
 
Artykuł naukowy dotyczący podobieństw w działaniu w naszym organizmie nadmiernych ilości alkoholu i fruktozy został opublikowany w Journal of the Academy of Nutrition and Dietetics w 2010 roku (RH Lustig. Fructose: metabolic, hedonic and societal parallels with ethanol. 110: 1307-1321).
 
 
Zdjęcie to kolejna próba zaklęcia wiosny. A do posłuchania utwór Utopia holenderskiego zespołu Within Temptation (feat. Chris Jones) - przyjemnego słuchania :-)
 
 

Powiązane posty:
Szokująca prawda o świeżo wyciśniętym soku z pomarańczy

czwartek, 21 marca 2013

Wieści z placu boju :-)

Na początek dziś taka oto historyjka.

Tunel, wyściełany na różowo. To moje naczynie krwionośne. W tunely grupki bandytów, wstrętnie wyglądające pokraki, z wielkimi zębami i różnymi narzędziami zbrodni poupychanymi po kieszeniach. To wirusy grypy. Pokraki walczą w brygadą interwencyjną w białych kombinezonach z magicznymi kijami, z których wystrzela co rusz strumien światła zabijający pokraki wirusów w sekundę i na amen. To mój układ odpornościowy. Po krótkim starciu brygady z pokrakami, różowy tunel na chwilę robi się czerwony ale potem na powrót jaśnieje ładnie na różowo i wszystko wraca do normy.
Nie, nie zwariowałam, ani nie cofnęłam się nagle w rozwoju do dziecinnych czasów :-) To prosta wizualizacja. Jak widać, żeby ją zrobić nie trzeba się trzymać biologicznych faktów, każdy da sobie radę :-) A włączenie do akcji ratunkowej naszego umysłu bardzo się przyda w obliczu wyjątkowo paskudnego w tym sezonie wirusa grypy.

 

U mnie zaczęło się 10 dni temu. 

Właściwie 12, bo pierwsze dwa dni upłynęły pod znakiem nocnych koszmarów, których wtedy jeszcze nie wiązałam oczywiście z żadnym wirusem. Gdy pojawił się podejrzany kaszel, a po kilku godzinach dołączyła się do niego gorączka, ból głowy, ból mięśni i uczucie rozbicia, było już wiadomo, że dopadła mnie grypa.
Na trzeci dzień gorączka spadła poniżej 38 stopni i gdy już się wydawalo, że nareszcie będzie można robić coś oprocz leżenia w niemocy w łóżku nadszedł katar. Był na tyle podły, że zatęskniłam za gorączką w zamian. Gdy po kolejnych trzech dniach katar zaczął ustępować nadszedł nieodłączny kolega kataru, czyli kaszel. Do tego oczywiście kompletna utrata smaku i węchu oraz uczucie, że mam w uszach watę. W tej fazie nadal czułam sie jeszcze jakby mnie przejechał czołg.
Stan obecny - powoli wraca węch, smak i sluch, z nosa wprawdzie nic nie wycieka na zewnątrz ale za to ścieka po tylnej ścianie gardła, dzięki czemu kaszel ma się dobrze. Czuję się jednak już wypoczęta i pełna sił, znak, że jestem na dobrej drodze do stanu zdrowia :-)

Co robiłam w czasie choroby. 

Odpoczywałam, odpoczywałam i jeszcze raz odpoczywałam. I niech nie przyjdzie Wam do głowy tego nie robić. Nie ma znaczenia jaka praca na Was czeka, nie ma znaczenia to, że zaległości rosną. Wirus grypy to nie przelewki. Po tygodniu odwiedziłam lekarza, który osłuchał serce, płuca, zajrzał to uszu, gardła i nosa upewniając mnie, że nie doszło do żadnych powikłań w postaci zapalenia oskrzeli, zapalenia płuc czy zapalenia ucha środkowego. Następnie wróciłam do odpoczywania :-)

Czego nie robiłam w czasie choroby. 

Nie obniżałam nadmiernie gorączki. Nie hamowałam kataru. Nie uznałam, że jestem zdrowa po ustąpieniu najbardziej intensywnych objawów. Wiele osób próbuje wrócić do życia na wysokich obrotach zbyt szybko, gdy organizm nadal walczy z wirusem. Konsekwencje takiej niefrasobliwości mogą być tragiczne, powikłania w postaci zapalenia mięśnia sercowego grożące uszkodzeniem serca, a w efekcie tego śmiercią. 

Co jadłam i zażywałam w czasie choroby. 

Naturalną witaminę C. Witaminę D3. Kwas omega 3 - EPA (kwas eikozapentaenowy). Engystol i Gripp-Heel oraz Traumeel S. Świeże owoce. Kogle mogle. Rosoły.

Dziś pierwszy dzień wiosny, a za oknem jesień, w prognozach pogody zima. Dbajcie więc o siebie i nie dajcie się wirusom :-)

Na fotografii port rybacki na Morzu Czerwonym, oczywiście z tęsknoty za słońcem :-)
Do posłuchania Frida Snell i Frieddie Wadling - Flow my ashes.
.
 



czwartek, 7 marca 2013

Owoce - wróg czy przyjaciel?

Bolą Cię stawy?
Cierpisz na niealkoholowe stłuszczenie wątroby?
Masz problemy z trzustką?
Chorujesz na cukrzycę?
Walczysz z fałdkami?
Miażdżyca utrudnia Twoje krążenie i walczysz ze zbyt wysokim ciśnieniem krwi?

Czy wiesz, że przyczyną Twoich problemów mogą być owoce? 


To niemożliwe? Przecież owoce są zdrowe? Przecież w owocach są witaminy?

Na pewno wiesz, że w owocach jest też fruktoza. Cukier. 
Uważasz, że ten akurat cukier nie szkodzi?
Czy wiesz, że to nieprawda? Czy wiesz, że fruktoza szkodzi nam bardziej niż biały cukier?
To tym bardziej niemożliwe? 

Jedzenie owoców to przyjemność?
Trudno Ci się oprzeć owocom?
Nie potrafisz poprzestać na jednej mandarynce, zjadasz od razu kilogram?
Wstajesz w nocy by zjeść banana?

Jeśli na choć część z zadanych powyżej pytań odpowiedziałeś twierdząco, bez wątpienia musisz dowiedzieć się więcej na temat owoców :-)


Jeszcze raz serdecznie zapraszam na mój wykład :-)

Na fotografii pogaduchy wiosennych kwiatów - oczywiście z tęsknoty za wiosną.
Do posłuchania mój ulubiony duet, David Bowie i Gail Ann Dorsey w "Under Pressure" legendy. Kto wie jakiej? :-) 

piątek, 1 marca 2013

Zapraszam na wykład

Serdecznie zapraszam wszystkich na mój wykład. 


Trochę zamieszam w głowach, myślę, że nikt nie będzie się nudził ;-) Niebawem nieco rozjaśnię ten "przewrotny" tytuł :-)

Wykład odbędzie się tzw. "białym domu", przy Placu Sejmu Śląskiego, tuż przy budynku Urzędu Wojewódzkiego i Wydziału Filologii Polskiej, na wprost mojego Wydziału Biologii i Ochrony Środowiska. Od 22 do 24.03.2013. będą się tam odbywać się XXXVII Targi "Bliżej zdrowia, bliżej natury", największe w Polsce i najstarsze tego typu targi, organizowane przez redaktor Ninę Grellę. W tym czasie odbywać się będą wykłady na dużej auli, a w korytarzach Centrum rozstawione będą stoiska z "różnościami", zdrową żywnością, przyprawami, suplementami diety, ciekawymi urządzeniami. Można przyjść, obejrzeć, kupić coś pysznego no i posłuchać wykładu, np. mojego :-)
Mam przyjemność od kilku lat prezentować swoje wykłady na tych targach. Od kilku lat jestem również członkiem komisji przyznającej na każdych targach Drzewka Życia, nagrody za nowatorskie i oryginalne pomysły oraz produkty służące zdrowiu.  

Zapraszam! :-)

 
Wykład jest dostępny tutaj