czwartek, 21 marca 2013

Wieści z placu boju :-)

Na początek dziś taka oto historyjka.

Tunel, wyściełany na różowo. To moje naczynie krwionośne. W tunely grupki bandytów, wstrętnie wyglądające pokraki, z wielkimi zębami i różnymi narzędziami zbrodni poupychanymi po kieszeniach. To wirusy grypy. Pokraki walczą w brygadą interwencyjną w białych kombinezonach z magicznymi kijami, z których wystrzela co rusz strumien światła zabijający pokraki wirusów w sekundę i na amen. To mój układ odpornościowy. Po krótkim starciu brygady z pokrakami, różowy tunel na chwilę robi się czerwony ale potem na powrót jaśnieje ładnie na różowo i wszystko wraca do normy.
Nie, nie zwariowałam, ani nie cofnęłam się nagle w rozwoju do dziecinnych czasów :-) To prosta wizualizacja. Jak widać, żeby ją zrobić nie trzeba się trzymać biologicznych faktów, każdy da sobie radę :-) A włączenie do akcji ratunkowej naszego umysłu bardzo się przyda w obliczu wyjątkowo paskudnego w tym sezonie wirusa grypy.

 

U mnie zaczęło się 10 dni temu. 

Właściwie 12, bo pierwsze dwa dni upłynęły pod znakiem nocnych koszmarów, których wtedy jeszcze nie wiązałam oczywiście z żadnym wirusem. Gdy pojawił się podejrzany kaszel, a po kilku godzinach dołączyła się do niego gorączka, ból głowy, ból mięśni i uczucie rozbicia, było już wiadomo, że dopadła mnie grypa.
Na trzeci dzień gorączka spadła poniżej 38 stopni i gdy już się wydawalo, że nareszcie będzie można robić coś oprocz leżenia w niemocy w łóżku nadszedł katar. Był na tyle podły, że zatęskniłam za gorączką w zamian. Gdy po kolejnych trzech dniach katar zaczął ustępować nadszedł nieodłączny kolega kataru, czyli kaszel. Do tego oczywiście kompletna utrata smaku i węchu oraz uczucie, że mam w uszach watę. W tej fazie nadal czułam sie jeszcze jakby mnie przejechał czołg.
Stan obecny - powoli wraca węch, smak i sluch, z nosa wprawdzie nic nie wycieka na zewnątrz ale za to ścieka po tylnej ścianie gardła, dzięki czemu kaszel ma się dobrze. Czuję się jednak już wypoczęta i pełna sił, znak, że jestem na dobrej drodze do stanu zdrowia :-)

Co robiłam w czasie choroby. 

Odpoczywałam, odpoczywałam i jeszcze raz odpoczywałam. I niech nie przyjdzie Wam do głowy tego nie robić. Nie ma znaczenia jaka praca na Was czeka, nie ma znaczenia to, że zaległości rosną. Wirus grypy to nie przelewki. Po tygodniu odwiedziłam lekarza, który osłuchał serce, płuca, zajrzał to uszu, gardła i nosa upewniając mnie, że nie doszło do żadnych powikłań w postaci zapalenia oskrzeli, zapalenia płuc czy zapalenia ucha środkowego. Następnie wróciłam do odpoczywania :-)

Czego nie robiłam w czasie choroby. 

Nie obniżałam nadmiernie gorączki. Nie hamowałam kataru. Nie uznałam, że jestem zdrowa po ustąpieniu najbardziej intensywnych objawów. Wiele osób próbuje wrócić do życia na wysokich obrotach zbyt szybko, gdy organizm nadal walczy z wirusem. Konsekwencje takiej niefrasobliwości mogą być tragiczne, powikłania w postaci zapalenia mięśnia sercowego grożące uszkodzeniem serca, a w efekcie tego śmiercią. 

Co jadłam i zażywałam w czasie choroby. 

Naturalną witaminę C. Witaminę D3. Kwas omega 3 - EPA (kwas eikozapentaenowy). Engystol i Gripp-Heel oraz Traumeel S. Świeże owoce. Kogle mogle. Rosoły.

Dziś pierwszy dzień wiosny, a za oknem jesień, w prognozach pogody zima. Dbajcie więc o siebie i nie dajcie się wirusom :-)

Na fotografii port rybacki na Morzu Czerwonym, oczywiście z tęsknoty za słońcem :-)
Do posłuchania Frida Snell i Frieddie Wadling - Flow my ashes.
.
 



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz