niedziela, 30 czerwca 2013

Olej lniany

Moja mała, obecnie 4-toklasistka (może więc już nie taka mała :-) jutro wyjeżdża ma swój ukochany obóz konny. Przy takich okazjach zawsze śledzę prognozy pogody (bez sensu, jakby coś to miało zmienić ... :-). W związku z tym zdarzyło mi się spojrzeć kilka razy w telewizor i posłuchać radia włączając stacje, które z reguły omijam szerokim łukiem. Natychmiast zostałam zaatakowana mnogością reklam przeróżnych "cudownych" produktów. W efekcie pośpiesznie "przeprosiłam się" z pogodą w serwisach internetowych, w których mam w większym stopniu wpływ na to, co czytam. Przy tej okazji jednak naszła mnie refleksja nad siłą reklamy oraz nad często "przewrotnymi" metodami jej uskuteczniania.
 
Doskonałym przykładem skuteczności tego ostatniego jest wielka, choć ... nieuzasadniona sława oleju lnianego.
 
W 2009 roku w czasopiśmie Cardiovascular Research opublikowano ciekawe badania, w których porównano olej lniany z olejem rybim. Olej rybi od bardzo dawna uważany jest za korzystny dla naszego zdrowia. Natomiast olej lniany jest sławny dopiero od jakiegoś czasu. Za to jakże bardzo sławny... Kto z nas nie słyszał o słynnym oleju budwigowym i o diecie doktor Budwig, która podobno potrafi wyleczyć nawet chorobę nowotworową. Niemal w każdej aptece widzimy lodówki z słynnym olejem znanej obecnie firmy, która produkuje go z zachowaniem wszelkich standardów.
 
Sława sławą, ale co mówią fakty?

Badania kliniczne wskazują, że kwasy omega-3 ze względu na swoje działanie przeciwzapalne mogą zmniejszać ryzyko wystąpienia niewydolności serca. W prezentowanych badaniach postanowiono sprawdzić czy ten sam efekt wywołują kwasy omega-3 pochodzące z oleju rybiego (źródło kwasu eikozapentaenowego – EPA i dokozaheksaenowego – DHA) oraz kwasu omega-3 pochodzące z oleju lnianego (źródło kwasu alfa-linolenowego – ALA).
Badania te pokazały, że suplementacja kwasami omega-3 z oleju rybiego zmniejsza ilość prozapalnego kwasu arachidonowego (AA) w błonach komórek serca oraz powoduje wzrost poziomu adiponektyny w krwi. Adiponektyna jest substancją, która ma działanie przeciwmiażdżycowe i reguluje ciśnienie tętnicze. Z kwasu arachidonowego produkowane są w organizmie substancje wywołujące stany zapalne.
Suplementacja kwasem omega-3 z oleju lnianego nie spowodowała takiego efektu.
 
Nic dziwnego, to EPA jest substratem, z którego organizm produkuje substancje przeciwzapalne. Natomiast ALA i jego pochodne są głównie składnikiem błon komórkowych. Dobrodziejskie działanie ALA z oleju lnianego ma wynikać z tego, że ulega on w naszym organizmie konwersji do EPA i DHA. Szkoda tylko, że zapomina się dodać, ze konwersja ta jest niezwykle mało efektywna - w zależności od wieku i stanu organizmu wynosi zaledwie, odpowiednio 1-9% i 8-21 %. Ponadto olej lniany zawiera również inny kwas tłuszczowy, należący do kwasów omega-6 - kwas linolowy (LA). LA ulega w naszym organizmie konwersji do prozapalnego kwasu arachidonowego (AA), a w dodatku hamuje konwersję ALA do EPA i DHA.
 
Wybaczcie te szczegóły powyżej, naszpikowane skrótami nazw kwasów tłuszczowych. Jak widać jednak stwierdzenie "diabeł tkwi w szczegółach" nie jest przypadkowe ...
 
Ech, te reklamy.
 
Literatura:
Duda i inni (2009). Fish oil, but not flaxseed oil, decreased inflammation and prevents pressure overload-induced cardiac dysfuncion. Cardiovascular Research 81: 319-327.
 
Na fotografii mała Zosia i duży koń :-) Zdjęcie z poprzedniego sezonu, w jednej z wspaniałych stadnin podkrakowskich. Zosia z zapartym tchem oglądała zawody w tym co lubi robić najbardziej, czyli w skokach.
Do posłuchania Vitas, do którego wracam z przyjemnością. Tytułu nie podejmuje się napisać ;-) Tak czy inaczej, jest moc :-)

 
 

niedziela, 23 czerwca 2013

O szklance koktajlu chemicznego

Dzisiaj na początek proponuję mały quiz :-)

Co to jest.
Zawiera środki przeciwbólowe i przeciwzapalne takie, jak ketoprofen, diklofenak, naproksen.
Zawiera hormony, np. beta-estradiol.
Zawiera leki przeciwgrzybiczne, np. triklosan.
Zawiera antybiotyki i hormon wzrostu, a nawet lek na malarię.
Nasuwa się komuś jakiś pomysł w czym jednocześnie może być tyle substancji chemicznych?
Podpowiedź - to płyn.
Jakieś propozycje?
Jeszcze jedna podpowiedź - ma biały kolor.
Nie, to nie preparat owadobójczy. To nie jest odplamiacz. Nie jest to też środek do czyszczenia rur.
To mleko.

Każda szklanka mleka może zawierać około 20 różnych substancji chemicznych. Na bazie tego koktajlu chemicznego produkowana jest cała gama produktów żywnościowych.
 
Skąd biorą się te zanieczyszczenia w mleku?
 
Niektóre z tych substancji chemicznych są podawane zwierzętom bezpośrednio i celowo, obecność innych jest wynikiem wysokiego stopnia zanieczyszczenia farm. Substancje te są obecnie powszechne w całym łańcuchu pokarmowym ludzi i zwierząt, i są one trudne do uniknięcia. Podawanie antybiotyków i innych substancji chemicznych zwierzętom jest integralną częścią karmienia zwierząt hodowanych w tzw. systemie zamkniętym. Nieodłącznym elementem tego systemu jest również podawanie zwierzętom karmy na bazie nasion, które są intensywnie traktowane chemicznie, a te chemiczne substancje łatwo przedostają się do mleka.

W hodowlach krów mlecznych stosuje się obecnie powszechnie rekombinowany genetycznie hormon wzrostu (rBGH), w celu zwiększenia wydajności krów. Mleko krów, którym podaje się rBGH znacząco różni się od mleka krów, którym się go nie podaje. Mleko takie zawiera podwyższone ilości hormonu IGF-1, który jest czynnikiem stymulującym wzrost guzów nowotworowych piersi, jelita grubego, czy prostaty. Hormon rBGH stymuluję produkcję mleka również w okresie, w którym krowa w sposób naturalny go nie produkuje. Mleko uzyskane w ten sposób jest gorsze jakościowo.

Kolejnym problemem jest pasteryzacja mleka.
 
Wysoka temperatura powoduje, że białka mleka takie, jak kazeina, zmieniają swoją strukturę fizyczną na taką, która nie jest rozpoznawana przez enzymy w naszym układzie pokarmowym. W rezultacie mleko nie może być prawidłowo trawione a jego białka są traktowane przez organizm, jako obce, co sprzyja alergiom.
Pasteryzacja zabija naturalną florę bakteryjną obecną w mleku, a przez to powoduje drastyczne obniżenie wartości odżywczej mleka i zawartości w nim witamin. Dodatkowo bakterie zawarte w mleku wzbogacają naszą florę bakteryjną i pomagają zwalczać bakterie chorobotwórcze.
Niewielkie ilości witaminy C obecne w świeżym mleku, w wyniku pasteryzacji zostają zniszczone. Brak naturalnej witaminy C w mleku powoduje rozwój szkodliwych bakterii, które przekształcają cukier mleczny (laktozę) w beta-laktozę. Beta-laktoza jest gwałtownie wchłaniana w układzie pokarmowym człowieka, co sprawia, że po wypiciu szklanki mleka szybko pojawia się uczucie głodu, zwłaszcza u dzieci.
Ponadto, proces pasteryzacji zmienia wapń z rozpuszczalnego w nierozpuszczalny, a tym samym pozbawiony biodostępności.
Jod dostępny w świeżym mleku, w wyniku pasteryzacji również w dużym stopniu traci na biodostępności, a to z kolei sprzyja zaparciom.
W dodatku jeśli pasteryzowane mleko zostanie poddane procesowi homogenizacji, wytwarza się w nim substancja o nazwie oksydaza ksantynowa, która w naszym organizmie powoduje powstawanie dużej ilości wolnych rodników.
 
Koooomu, kooomu szklankę mleka?
 
Ja rozwiązałam ten problem w bardzo prosty sposób - nie piję mleka wcale :-)
Innym, nieco trudniejszym logistycznie rozwiązaniem, jest znalezienie zaufanego hodowcy, który stosuje tradycyjne metody hodowli i podchodzi do tematu w zgodzie z naturą. No i jeśli już ktoś koniecznie musi pić mleko, to świeże, nie poddane działaniu wysokiej temperatury.
 
Literatura:
- Azzouz i inni (2011). Simultaneous determination of 20 pharmacologically active substances in cow's milk, goat's milk, and human breast milk by gas chromatography. Journal of Agricultural and Food Chemistry 59: 5125-5132.
 
 
Fotografia - Bałtyk latem, czyli z tęsknoty za wakacjami :-)
Do posłuchania Schiller i Moya Brennan - Falling.
 
 
 
Mój wykład dotyczący żywności

niedziela, 16 czerwca 2013

Dlaczego nie możemy jeść po prostu więcej ryb.

Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że jestem wielką fanką jednego kwasów omega-3, kwasu eikozapentaenowego (EPA). Miłość do tego zwyczajnego kwasu tłuszczowego zrodziła się przy okazji własnych problemów zdrowotnych i zapewne dlatego jest tak głęboko i od lat niezmiennie zakorzeniona w moim sercu.
 
EPA obecny jest w dużych ilościach w rybach morskich z ciemnym mięsem. Lista jego zalet jest długa i to materiał na całą powieść w odcinkach :-) Zapewne od czasu do czasu pozwolę sobie wrócić do tej powieści.
Większość osób zdaje sobie sprawę z tego, że kwasy tłuszczowe omega-3 z ryb są w naszym organizmie bardzo potrzebne. Powinniśmy spożywać znaczne ilości kwasów omega-3, a EPA, jeśli ma działać pozytywnie na nasze zdrowie, musi być spożywany w wyjątkowo dużych ilościach. 
 
Czy jednak wszyscy wiedzą, że jedzenie większej ilości ryb w celu zapewnienia sobie ich stałej dostawy w diecie nie jest dobrym pomysłem?
 
Oceany na całym świecie są regularnie zanieczyszczane przez człowieka. Same Stany Zjednoczone Ameryki uwalniają do morza co roku aż 40 ton rtęci pochodzącej ze spalania węgla w elektrowniach. Oprócz rtęci najpowszechniejszymi zanieczyszczenia znajdywanymi w rybach morskich są bifenyle polichlorowane (PCBs), substancje radioaktywne (np. stront), toksyczne metale (kadm, ołów). Mniej przerażająco przedstawia się sprawa w przypadku małych ryb, które znajdują się nisko w łańcuchu pokarmowym i żyją krótko (np. sardynki). Jednak w przypadku dużych ryb (np. tuńczyk, halibut) ma miejsce akumulowanie się substancji toksycznych i ich stężenie jest znaczne. 
 
Przykładowo ilość rtęci obecna w tuńczyku w puszce może być tak wysoka, że jeśli dziecko zjada średnio 50 g tuńczyka tygodniowo a dorosła kobieta 330 g tygodniowo to dochodzi to 400-krotnego przekroczenia normy, co do zawartości rtęci w żywności, uważanej za bezpieczną.
 
Jedzenie ryb hodowlanych też nie jest wyjściem. Pożądane dla naszego zdrowia kwasy omega-3 w mięsie ryb hodowlanych są obecne w niewielkich ilościach. W stanie dzikim ryby, które charakteryzują się wysoką zawartością EPA, jedzą skorupiaki. W hodowlach karmi się je karmą sojową, która zawiera ogromne ilości kwasów omega-6, a nie omega-3. Prawidłowy stosunek kwasów omega-6 do omega-3 w naszej diecie powinien wynosić 2:1, a w praktyce wynosi on 25:1 z powodu wszędobylskości olejów roślinnych, dodawania ich do produktów przetworzonych i karmienia zwierząt hodowlanych karmami roślinnymi. Dodatkowo ryby hodowlane, podobnie jak inne zwierzęta hodowlane, są karmione antybiotykami i pestycydami w celu zapobieganie chorobom w zatłoczonych hodowlach.
 
W tej sytuacji jedyne rozwiązanie jakie się nasuwa to korzystanie z suplementów diety na bazie tranu. Jesteście jednak w błędzie jeśli myślicie, że wszystko to, co stoi na półce w aptece jest bezpieczne pod względem zawartości toksyn. Zgodnie z prawem unijnym w produktach na bazie oleju z ryb, w tym w suplementach diety, dopuszcza się obecność dioksyn i PCBs. Na odpowiednio niskim poziomie, ale jednak. W 2006 roku opublikowano wyniki kontroli jakości suplementów diety na bazie tranu w Wielkiej Brytanii. Pokazały one, że substancje takie jak, dioksyny i PCBs nie tylko są rzeczywiście obecne w suplementach diety ale również w 12 na 33 badanych stwierdzono ich poziom wyższy niż dopuszcza prawo unijne. Pochodzenie ryb, z których są produkowane suplementy diety na bazie tranu, to z jakiego gatunku ryb się je produkuje i to czy tran jest oczyszczany w odpowiedni sposób warunkują jakość i bezpieczeństwo suplementu dla naszego zdrowia. Łatwo się domyślić, że wpływają również na jego cenę. Nie spodziewajmy się, że to co jest najtańsze będzie równie dobre ...
 
 
Literatura:
  • Fernandes AR, Rose M, White S (2006). Dioxins and polychlorinated biphenyls (PCBs) in fish oil dietary supplements: occurrence and human exposure in the UK. Food Additives and Contaminants 23: 939-47
  • Maycock BJ i Benford DJ (2007). Risk assessment of dietary exposure to methylmercury in fish in the UK. Human and Experimental Toxicology 26: 185-90.
 
Do obejrzenia oczywiście coś morskiego :-) Kolejny z mojej kolekcji kutrów rybackich, tym razem z Międzyzdrojów.
Do posłuchanie Schiller - I feel you.
 
 

niedziela, 9 czerwca 2013

Dlaczego to, co ma chronić przed rakiem, może go wręcz wywołać.

Wokół mnie w tej chwili burzowe chmury, błyskawice na razie tylko w oddali, ale wiatr zapewne przygna je wkrótce i tu. Widok nieba z mojego okna jest niesamowity. Mimo, że pogoda w naszej części Polski od dłuższego czasu, mówiąc delikatnie, "niesprzyjająca", gdzie indziej cieszą się jednak letnim słońcem. Niektórzy szczęśliwcy, których praca i "nie posiadanie" w domu dzieci szkolnych na to pozwala, wybierają się właśnie na wakacje, albo nawet już na nich są i cieszą się niebem bez jednej chmurki. Najwyższy więc już czas na poruszenie tematu kremów, emulsji, olejków i innych środków jakimi zabezpieczamy ciało przed oparzeniami słonecznymi.  
 
Światło ultrafioletowe (UV) emitowane przez słońce dociera do nas w postaci promieniowania UVA (nie pochłaniane przez warstwę ozonową) i UVB (częściowo pochłaniane przez warstwę ozonową). Trzeci rodzaj promieniowania ultrafioletowego, UVC jest całkowicie pochłaniany przez warstwę ozonową i atmosferę. Promieniowanie UVA penetruje skórę głębiej niż UVB i powoduje powstawanie większej ilości wolnych rodników, a co za tym idzie większej ilości uszkodzeń. Ponadto, ilość UVA docierająca do nas jest mniej więcej taka sama w ciągu całego dnia. Natomiast natężenie UVB jest najsilniejsze około południa. Ze względu na głęboką penetrację skóry promieniowanie UVA jest tym bardziej niebezpieczne. Może wywoływać oparzenia nawet w pochmurny dzień. UVB w odpowiedniej ilości jest korzystne dla zdrowia, bo powoduje produkcję bardzo cennej witaminy D3 w naszej skórze. Tak czy inaczej jednak w okresie wakacyjnym przebywamy na słońcu długo, zwłaszcza dzieci z chęcią korzystają na słońcu z zabaw w wodzie. Chronimy się przed oparzeniami stosując przeróżne preparaty mające na celu pochłanianie promieniowania UV.
 
Skład większości kosmetyków na opakowaniach z reguły podawany jest tak małą czcionką, że trzeba dużo samozaparcia by przy półce sklepowej dokładnie go przestudiować.

Zachęcam jednak do tego. Oto lista składników, których należy bezwzględnie unikać, a które możemy spotkać w kosmetykach chroniących przed słońcem. Podaję nazwy angielskie, bo w większości przypadków właśnie takie znajdziecie na opakowaniach:
  • Dioxybenzone i Oxybenzone - jedne z najpotężniejszych generatorów wolnych rodników znanych człowiekowi;
  • Octinoxate (Octyl Methoxycinnamate) - najczęstszy składnik, działa jak estrogen, zaburza funkcjonowanie tarczycy i sygnalizację w mózgu;
  • Oxybenzone (Benzophenone-3) - wywołuję alergię na światło słoneczne, zaburza równowagę hormonalną, powoduje nowotwory;
  • Octocrylene - pod wpływem UV produkuje wolne rodniki;
  • Homosalate - zaburza równowagę hormonalną, źródło toksycznych metabolitów;
  • Ensulizole (Phenylbenzimidazole Sulfonic Acid) - pod wpływem światła słonecznego produkuje wolne rodniki, uszkadza DNA, potencjalne zagrożenie nowotworem;
  • Padimate O (Octyl Dimethyl PABA / PABA Ester) - produkuje wolne rodniki, uszkadza DNA, wykazuje aktywność estrogenu, może powodować alergię;
  • Menthyl Anthranilate pod wpływem światła słonecznego produkuje wolne rodniki;
  • Sulisobenzone (Benzophenone-4) - może podrażniać skórę i oczy, sam nie penetruje głęboko skóry ale ułatwia penetracje innym substancjom;
  • Benzophenone-2 - w niektórych krajach nie dopuszczony do obrotu, zaburza równowagę hormonalną.
Za nietoksyczne uważane są dwa powszechne składniki kosmetyków chroniących przed słońcem: Titanium Dioxide (dwutlenek tytanu) i Zinc Oxide (tlenek cynku).

Stosowane są one od ponad 70-ciu lat i są naturalnie występującymi minerałami. W literaturze naukowej istnieje jednak szereg doniesień dotyczących szkodliwości również tych substancji jeśli są wdychane, jak również szkodliwości pewnych form tych substancji.
Dwutlenek tytanu został zaklasyfikowany przez Międzynarodową Agencję do Badań nad Rakiem (IARC) jako "substancja o potencjalnym działaniu kancerogennym".
Badania wskazują, że dwutlenek tytanu wdychany wywołuje raka płuc. Szczególnie niebezpieczny jest zarówno dwutlenek tytanu, jak i tlenek cynku w postaci małych cząstek (nanocząstki) - Nano Titanium Dioxide/Zinc Oxide lub Micronized Titanium Dioxide/Zinc Oxide. Nie tylko dlatego, że nanocząstki łatwiej dostają się do układu oddechowego. Nano Titanium Dioxide/Zinc Oxide w postaci roztworu w wyniku absorpcji promieniowania UV uwalnia elektrony, które stają się źródłem niestabilnych wolnych rodników uszkadzających tkanki. W najlepszym wypadku skutkuje to stanami zapalnymi, ale w konsekwencji może zakończyć się nowotworem. Znane są również wyniki badań pokazujące, że nanocząstki dwutlenku tytanu mogą wywoływać astmę.
 
Czytajmy więc etykiety. Poszukujmy naturalnych kosmetyków, na bazie masła shea, oleju jojoba, czy oleju kokosowego z dodatkiem naturalnego mineralnego dwutlenku tytanu i tlenku cynku.
 
Bibliografia:
  • Sarveiya i inni (2004). Liquid chromatographic assay for common sunscreenagents: application to in vivo assesment of skin penetration and systemic absorption in human volunteers. Journal of Chromatography. B, Analytical Technologies in the Biomedical and Life Sciences, 803: 225-231.
  • Trouiller i inni (2009). Titanium dioxide nanoparticles induce DNA damage and gentic instability in vivo in mice. Cancer Research, 69: 8784-8789.
  • Weisheng i inni (2009). Toxicity of nano- and micro-sized ZnO particles in human lung epithelial cells. Journal of Nanoparticle Research, 11: 25-39.
 
Na fotografii sielskie słoneczne lato nad Bałtykiem.
Do posłuchania dzisiaj po polsku, Myslovitz i Maria Peszek - "W deszczu maleńkich żółtych kwiatów" 
 
 

Powiązane posty:
   

niedziela, 2 czerwca 2013

Jestem w ciąży ... i co dalej?

Nie ja jestem w ciąży ale ostatnio zewsząd zaczynają otaczać mnie kobiety w ciąży :-) Bardzo przyjemnie jest przebywać w ich towarzystwie i wszystkim moim znajomym przyszłym mamom życzę wszystkiego dobrego!
Kiedy patrzę na szczęśliwe kobiety w ciąży zawsze przychodzi mi na myśl pewien krótki wykład zaprezentowany w 2004 roku przez Ken'a Cook'a, prezesa Environmental Working Group (EWG), amerykańskiej organizacji zajmującej się badaniami dotyczącym wpływu zanieczyszczeń środowiska na nasze zdrowie. Wykład ten zszokował opinię publiczną i nic dziwnego.
 
EWG przeprowadziło pionierskie badania nad zawartością w ludzkiej krwi substancji chemicznych będących zanieczyszczeniami środowiska.
Wykonano test na obecność 413 różnych szkodliwych substancji. Badania przeprowadzono na próbkach 10 osób, Amerykanów. W badanych próbkach stwierdzono 287 substancji spośród tych, które testowano. 28 substancji będących typowymi odpadami chemicznymi, 47 substancji stosowanych w przemyśle spożywczym i co najbardziej zastanawiające, 212 substancji stosowanych w przemyśle oraz będących pestycydami, a które od 30 lat są wycofane i prawnie zakazane.
 
Pojawiło się pytanie, w jaki sposób 10 badanych osób było narażonych na wszystkie te środki chemiczne.
Sprawdzono bardzo dokładnie warunki życia tych ludzi, stan środowiska w którym żyli oraz to, czym zajmowali się na co dzień. Nie byli to pracownicy fabryk, ani rolnicy. Tam, gdzie mieszkali nie było zanieczyszczającego powietrze, wodę i glebę przemysłu. Również żywność nie mogła być źródłem tych zanieczyszczeń. Osoby te w ogóle nie stosowały kosmetyków.
 
Kim więc były te osoby?
Nienarodzonymi jeszcze dziećmi. Krew pobrano od płodów.
 
Czy wiecie, że wiele substancji chemicznych nie przenika do naszego mózgu ze względu na tzw. barierę krew-mózg? A czy wiecie, że płód jeszcze nie posiada takiej bariery? Organizm matki jest w naturalny sposób zabezpieczony przez wieloma niebezpiecznymi substancjami obecnymi w jej krwi. Organizm dziecka, które nosi - nie. Wiecie, że łożysko jest "pośrednikiem", "stacją przekaźnikową" pomiędzy organizmem matki i dziecka. Ale czy zdajecie sobie sprawę z tego, że łożysko nie działa jak filtr? W łożysku nie są zatrzymywane niebezpieczne substancje obecne w krwi. Przez łożysko przepłynie wszystko to, co jest w krwi matki.
 
Stwierdzone w krwi badanych płodów substancje są oczywiście "jedynie" potencjalnie niebezpieczne. Innymi słowy, mogą, ale nie muszą zaszkodzić. Wiele substancji szkodliwych dopuszczanych jest do stosowania w niskich stężeniach, stężeniach uznawanych za "bezpieczne". Bezpieczne dla kogo? Jeśli w ogóle możliwe, że są one bezpieczne to dla dorosłych, bo prowadzone w tym temacie badania dotyczą dorosłych. Rozwijający się płód, noworodek, niemowlę, małe dziecko to nie dorosły. Organizm płodu intensywnie rozwija się, rośnie, tworzone są organy, tkanki, funkcje życiowe, zachodzą w nim procesy, które nie mają już miejsca w dojrzałym organizmie.
134 spośród substancji znalezionych w krwi płodów wywołuje raka. 151 - zaburzenia rozwojowe u płodu. 154 - zaburzenia równowagi hormonalnej. 130 - zaburza odporność. 158 - to neurotoksyny. A co może spowodować kombinacja tych wszystkich substancji?
Oto co mówią statystyki z ostatnich lat dotyczące rodzących się dzieci - przerażający wzrost zachorowalności na białaczkę, nowotwory mózgu, spodziectwo, autyzm. U młodych kobiet stwierdza się zastraszający wzrost przypadków trudności z zajściem w ciążę lub donoszeniem ciąży. U mężczyzn - spadek ilości plemników. Prognozy mówią, że obecnie 1 na 3 kobiety i 1 na 2 mężczyzn zachorują na nowotwór.
 
Czy wiecie, że prawo dotyczące substancji toksycznych pochodzi z lat 70-tych ubiegłego wieku? Ile, w ciągu ostatnich 40 lat, pojawiło się nowych szkodliwych substancji chemicznych? Czy wiecie, że w 80% przypadków proces dopuszczania substancji chemicznych do obrotu trwa zaledwie 3 tygodnie? Co można w tym czasie stwierdzić, zbadać, przetestować? NIC. Prawo chroni przemysł i producentów, ale nie nas. Zgodnie z prawem dana substancja chemiczna jest uznana za bezpieczną dopóki nie udowodni się, że jest szkodliwa. Ile ludzi, dzieci, płodów zostanie wystawionych na działania tej substancji do tego czasu?
 
Liczę na to, że wszystkie przyszłe mamy widzą jak ważne jest to by w czasie ciąży być szczególnie ostrożną i rozważnie podchodzić do tego co jedzą, piją i jaki jest ich tryb życia. Przyszłe mamy, czy wiecie, że każda kobieta, średnio, w kosmetykach codziennego użytku "dostarcza" sobie, a tym samy dziecku, 160 różnych substancji chemicznych? To tak, na początek Waszych rozważań ...
 
 
Do posłuchania wspomniany wykład Ken'a Cook'a "10 Amerykanów" (w języku angielskim).
Do obejrzenia, nie może być inaczej - dziecko, czyli moja Zosia :-)