wtorek, 10 września 2013

Kilka faktów dotyczących soi

Deszcz, wcześnie zapadające ciemności, chłodne wieczory. Nie da się ukryć, idzie jesień. Jak dla mnie też fajnie :-)
Przy okazji poprzedniego postu zostałam "wywołana do tablicy" ;-) w sprawie soi. Zgodnie z obietnicą dzisiaj więc przyjrzyjmy się bliżej nasionom tej jakże sławnej rośliny.
 
 
Oto kilka dość "niewygodnych" faktów dotyczących soi.
Czy wiecie, że:
  • Ze względu na wysoką zawartość fitoestrogenów w soi wypijanie przez kobietę dwóch szklanek mleka sojowego dziennie wystarczy, by spowodować poważne zaburzenia cyklu menstruacyjnego. Fitoestrogeny obecne w soi przypominają kobiece estrogeny i są rozpoznawane przez błonowe receptory dla estrogenów. Powodują one zaburzenia gospodarki hormonalnej organizmu, mogą powodować niepłodność i sprzyjają rozwojowi nowotworu piersi.
  • W mleku sojowym dla niemowląt stwierdza się nawet 200 razy więcej manganu niż w mleku kobiecym. Niedojrzała wątroba niemowląt nie jest w stanie zmetabolizować takich ilości manganu. Zbyt wysoki poziom manganu w surowicy niemowląt może prowadzić do zaburzeń centralnego systemu nerwowego, a objawy tych zaburzeń mogą być widoczne nawet dopiero w okresie dorosłości. 
  • Mieszanki zastępcze na bazie soi są szczególnie bogate w fitoestrogeny, mogą zawierać nawet 20 000 razy więcej estrogenów niż mleko kobiece. W przeliczeniu na masę niemowlęcia dzienna dawka estrogenów wypijanych w mieszance mlekozastępczej z soi może odpowiadać nawet 5-ciu pigułkom antykoncepcyjnym
  • W ziarnach soi stwierdza się zbyt wysokie dawki aluminium. Jest to związane z obróbką ziaren, które są myte w specjalnych kwasach w pojemnikach aluminiowych. 
  • Ziarna soi zawierają duże ilości saponin. Saponiny chętnie wiążą się z białkami i znacząco zmniejszają ich biodostępność. Ponadto, saponiny działają podobnie jak detergenty (stąd ich nazwa, od ang. soap - mydło),w zetknięciu z nabłonkiem jelit powodują jego podrażnienie, a nawet uszkodzenie, co skutkuje tzw. zespołem przeciekającego jelita.  
  • Soja zawiera hemaglutyninę, która jest substancją powodującą zlepianie się czerwonych krwinek. Skutkuje to zmniejszeniem absorpcji tlenu przez krwinki i sprawia, że transport tlenu do tkanek jest mniej efektywny. 
  • Goitrogeny obecne w soi hamują produkcję hormonów tarczycy, a to z kolei zaburza funkcjonowanie tarczycy.
  • Fityny, występujące w soi w dużych ilościach, wiążą jony metali, a tym samym utrudniają ich wchłanianie. Spośród nich wiele jest bardzo ważnych dla funkcjonowania naszego organizmu (np. jony żelaza, cynku, wapnia, czy magnezu). Spożywanie mięsa zmniejsza ten negatywny efekt fityn. Dlatego wegetarianie, których dieta jest bogata w soję, paradoksalnie, powinni spożywać więcej mięsa.
 
Bardzo poważnym problemem, o którym nie można nie wspomnieć w tym miejscu jest to, że większość soi na rynku pochodzi z upraw GMO, czyli organizmów genetycznie modyfikowanych.
 
Dzięki modyfikacji genetycznej rośliny soi są odporne na działanie herbicydu Roundup. Uprawy soi GMO są tańsze i bardziej wydajne dzięki częstym opryskom Roundupem, ale herbicyd ten pozostaje w soi i jest przez nasz zjadany wraz z ziarnami soi. Ponadto, bakteryjne DNA wprowadzone do genomu soi, w celu uodpornienia jej na działanie Roundupu, może ulegać transferowi do genomu bakterii żyjących w naszych jelitach. Białko produkowane w komórkach soi w wyniku manipulacji genetycznej jest potencjalnym alergenem. Ponieważ DNA odpowiedzialne za produkcję tego białka obecne jest w bakteriach w naszych jelitach, jeśli zjadamy soję GMO, również bakterie te mogą produkować potencjalnie alergizujące białko z soi. W ten sposób nawet po zaprzestaniu spożywania genetycznie modyfikowanej soi alergia na jej białko będzie się utrzymywała.
 

Jednak nie wszystkie produkty na bazie soi to samo zło.

Pewna grupa produktów uzyskiwanych z niemodyfikowanej genetycznie soi stanowi źródło bardzo cennych składników odżywczych. Są to produkty z soi fermentowanej. Długa i powolna fermentacja soi powoduje redukcję zawartości niekorzystnych antysubstancji odżywczych oraz powstanie substancji korzystnych dla zdrowia. Do produktów opartych na fermentowanej soi należą sos sojowy (tylko taki, który jest uzyskiwany tradycyjnymi metodami!), miso – solona pasta o konsystencji masła, czy natto – kleiste fermentowane ziarna soi i silnym zapachu sera. Jedną z najważniejszych zalet fermentowanej soi, zwłaszcza natto, jest witamina K2. Witamina K2 działa na zasadzie synergii z witaminą D3, stanowi podstawę prewencji osteoporozy, chroni przed chorobami serca i zapobiega chorobom degeneracyjnym mózgu. Witamina K2 często nazywana jest „zapomnianą witaminą”, ponieważ jej niebagatelne znaczenie dla naszego organizmu jest pomijane. Nazwa „witamina K” pochodzi od słowa „koagulacja” (ang. koagulation) i odzwierciedla jej znaczącą rolę w zapobieganiu koagulacji krwi (zlepianiu się składników krwi). Z tego powodu enzym uzyskiwany z natto, o nazwie nattokinaza, stosowany już od ponad 20 lat, jest skutecznym środkiem rozrzedzającym krew, który z powodzeniem może być stosowany jako całkowicie bezpieczna alternatywa dla takich środków, jak rozrzedzająca krew aspiryna. 

 
Literatura:
- Cook i inni (1981) The inhibitory effect of soy products on nonheme iron absorption in man. Am J Clin Nutr 34:2622-2629
- Fitzpatrick (2000) Soy formulas amd the effects of isoflavones on the thyroid. NZ Med. 113:24-26
- Setchell i inni (1997) Exposure of infants to phyto-oestrogens from soy-based infant formula. Lancet 350:23-27 
 
 
Na fotografii przecudnej urody kolory Plitwickich Jezior, wspomnienie z tegorocznych wakacji.
Do posłuchania Agnes Obel - Brother Sparrow.
 
 
 

 

8 komentarzy:

  1. Witam.
    Bardzo dobry wpis.
    I jak to zawsze bywa,coś za coś,jednak ja tam wolę soi unikać.
    Jem ją ale sporadycznie,gdzie tej fermentowanej jeszcze nigdy nie jadłem.Jest fermentowana suszona i ponoć smakuje jak sucha karma dla psów,nie wiem czy to w siebie wmusił?
    A ponoć azjactom soja służyła jako dodatek do posiłków a nie jako dania główne i/lub spożywanie jej w jakiś ogromnych ilościach jak to niektórzy robią lub sugerują żeby tak robić.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja soję fermentowaną jadam wyłącznie w postaci sosu sojowego. Nie wiem jak smakuje sucha karma dla psów, bo nie próbowałam ;-) ale biorąc pod uwagę zapach miso lub natto jestem w stanie uwierzyć, że to podobne smaki :-) Nattokinaza w razie czego jest dostępna w kapsułkach :-) Witamina K2 też, uzyskiwana dokładnie z natto. Poza tym witamina K2 obecna jest też w kiszonkach i w niektórych rodzajach sera (np. cheddar).

      Jeśli chodzi o Azjatów to jest dokładnie tak, jak Pan napisał - stosują soje tylko jako dodatek, zwykle tą fermentowaną właśnie.

      Usuń
  2. jak zwykle super merytoryczny i ciekawy wpis

    OdpowiedzUsuń
  3. http://www.stopcodex.pl/2013/09/produkty-sojowe-%e2%80%93-obietnice-i-zagrozenia/
    W linku który podałem jest dużo informacji potwierdzających to co pani pisała.
    A najgorsze w tym wszystkim jest to że tą soje to już pchają do wszystkiego, do jakiegokolwiek pożywienia (oczywiście wytwarzanego przemysłowo).
    Pisali o dodawaniu do pasz zwierzęcych aminkowasu-lizyna, to akuratnie mogę potwierdzić, że tak robią producenci pasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo pouczający artykuł doskonałego autorstwa :-) Polecam!
      Jedna z pań swego czasu była świadkiem tego jak ustalano tzw. normę jeśli chodzi o cholesterol - zebrali się i przeliczyli na pieniądze ile to będzie jeśli norma będzie taka i taka biorąc pod uwagę, że średnio tyle i tyle procent populacji ma poziom taki i taki. Znam to z opowieści prywatnych - sama nie miałam okazji osobiście poznać Sally Fallon, ale znam kilka osób, które spędziły z nią trochę czasu.

      Usuń
  4. Przy Hashimoto i podawaniu witaminy D w dużych dawkach wskazane jest suplementowanie K2. Ale równocześnie nie wolno jeść soi, a natto jest z soi. Cóż mam zatem zrobić ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natto to fermentowane nasiona soi. Tak, jak napisałam fakt, że są fermentowane bardzo wiele zmienia. To dzięki fermentacji natto zawiera witaminę K2 produkowaną przez bakterie fermentacyjne. Fermentacja powodu dezaktywację/rozłożenie tzw. substancji antyodżywczych bogato występujących w soi, do których należą m.in. goitrogeny toksyczne dla tarczycy. Proces fermentacji również znacząco obniża poziom fitoestrogenów, które są rozpoznawane przez ludzkie receptory zarówno estrogenu, jak i testosteronu. Ponadto, uważa się, że produkcyjna obróbka soi niefermentowanej powoduje, że fitoestrogeny soi stają się w większym stopniu tzw. ksenoestrogenami, czyli substancjami imitującymi ludzkie estrogeny. Przy tej okazji warto wspomnieć, że ksenoestrogenami jest również wiele substancji syntetycznych takich, jak bifenyle i ftalany obecne nie tylko w plastikowych opakowaniach ale także zanieczyszczające mleko czy ryby.
      Duże znaczenie ma również pochodzenie soi. Soja z masowej produkcji może być genetycznie modyfikowana, zawierać pestycydy i inne niebezpieczne substancje chemiczne.
      Tak czy inaczej jednak fermentowana soja (np. natto) to nie jedyne produkty zawierające witaminę K2. Nie trzeba jest natto, żeby ją sobie dostarczać. Witamina K2, a dokładniej jej frakcja MK-7 obecna jest w serach takich, jak gouda i brie oraz w kiszonych warzywach. Frakcja MK-4 równie dobroczynna ale mniej trwała, stąd nie jest obecna w suplementach, obecna jest żółtkach jaj i maśle. Ponadto mamy do dyspozycji zielone warzywa, które zawierają witaminę K1. Uważa się, że człowiek w dużym stopniu może produkować witaminę K2 z K1.

      Usuń