poniedziałek, 2 września 2013

Mężczyzna - "wymierający gatunek".

Tegoroczne wakacje, zakończyłam, nie ukrywam z łezką w oku, weekendem w przemiłym towarzystwie i cudownym miejscu, na stoku jednej z brenneńskich gór. Jesienny już chłód w końcu zapędził nas pod dach, w bliskie sąsiedztwo rozpalonego kominka. Do późnej nocy uskutecznialiśmy "Polaków (i nie tylko) rozmowy" na tematy różne, w tym, jakżeby inaczej, również na tematy związane ze zdrowiem.
 
Do napisania dzisiejszego posta zainspirowała mnie jedna z moich ulubionych lekarek, którą gorąco pozdrawiam :-) opowiadając o swoich oraz męża, również lekarza, obserwacjach dotyczących pacjentów. Obserwują oni coraz częściej, zwłaszcza u młodych mężczyzn nadmierne powiększenie gruczołów mlekowych, czyli innymi słowy piersi, fachowo nazywane ginekomastią
Problem ten jest jednym z wielu, które stawiają już nie pod znakiem zapytania ale pod wielkim alarmującym wykrzyknikiem kwestię bezpieczeństwa dla naszego zdrowa spożywania niefermentowanej soi.
 
W literaturze naukowej można znaleźć (zwłaszcza w tej najnowszej) wiele badań pokazujących ewidentny związek spożywania soi z problemami hormonalnymi i zaburzeniami płodności u mężczyzn (jak również u kobiet). Z drugiej strony znajdziemy też publikacje naukowe zaprzeczające takowemu związkowi. Nic dziwnego. Nie jest tajemnicą, że nazwanie soi niezdrową spowodowałoby ogromne straty finansowe gigantycznych firm związanych z "przemysłem sojowym".
 
W trakcie jednej z debat rządowych w USA dotyczących zagrożeń związanych z bisfenolem A (BPA) doktor John Peterson Myers z Environmental Health Sciences, który opublikował szereg badań swoich i współpracowników dotyczących szkodliwości tej substancji zdesperowany brakiem reakcji na jego argumenty odniósł się do "wiarygodności" badań dowodzących, że palenie papierosów nie ma żadnego związku z zachorowaniem na raka. Bez efektu. Zarzucono mu, że nie kieruje się "niezależnymi" badaniami, bo odnosi się do badań własnych. Co ciekawe w opozycji to tych "nie niezależnych" badań doktora Myers'a były badania finansowane przez przemysł tworzyw sztucznych, które pokazywały, że BPA nie stanowi zagrożenia. Te niby miały być tymi "niezależnymi"????
Ostatecznie doktor Myers nic nie wskórał w tej debacie i jak do tej pory w niewielu krajach NIEZALEŻNYM naukowcom udało się przemówić do rozsądku władz i wprowadzić rządowe obostrzenia dotyczące obecności BPA w opakowaniach produktów spożywczych.
 
Oba wspomniane powyżej składniki żywności, czyli soja, a dokładniej fitoestrogeny sojowe oraz BFA zaburzają rozwój małych chłopców, a następnie wpływają na zdrowie hormonalne młodych mężczyzn.
 
Z racji silnego działania i wszechobecności tych składników negatywne procesy zachodzą tak szybko, że wkrótce słowa, którymi zatytuowałam ten post mogę przestać być zabawne, a nasza ulubiona komedia "Seksmisja" zyska nowy wymiar.
Niefermentowana soja to nie tylko tofu i kotlety sojowe. Soja to również karma dla zwierząt oraz wszędobylskie hydrolizaty sojowe dodawane niemal do każdego typu żywności. Izoflawony (fitoestrogeny) sojowe powodują ograniczenie aktywności podziałowej w tzw. komórkach Leydig'a, znajdujących się w męskich gonadach i odpowiedzialnych za produkcję testosteronu. Ograniczenie liczby komórek Leydig'a skutkuje zmniejszonym wydzielaniem testosteronu przez gonady. To z kolei zaburza rozwój seksualny chłopców i w późniejszym czasie wpływa zarówno na ich zachowania seksualne, jak i na płodność.
BFA oraz ftalany (inny składnik tworzyw sztucznych), jak pokazuje szereg badań na zwierzętach, nie tylko wpływają negatywnie na jakość plemników (ich ruchliwość i żywotność) i ograniczają ich produkcję. Te substancje chemiczne są szczególnie niebezpieczne dla rozwijających się płodów i z powodu zaburzeń rozwoju układu rozrodczego u nienarodzonych jeszcze chłopców mogą być przyczyną ich poronień. Naukowcy w wysoko uprzemysłowionych regionach świata obserwują, że rodzi się więcej dziewczynek niż chłopców, a chłopcy coraz częściej rodzą się z nieprawidłowo ukształtowanymi genitaliami.
 
Polecam do obejrzenia poniższy film "The disappearing male" (w języku angielskim). Louis Guillette, który jest profesorem zoologii z University of Florida i zajmuje się biologią aligatorów w bardzo trafny sposób ujął co jest powodem "niejasności i sprzeczności" docierających do nas informacji - prawidłowo przeprowadzona dezinformacja jest równie skuteczna jak informacja. I na tą właśnie dezinformację jesteśmy nieustannie narażeni.
 
Literatura:
- Hu i inni (2010). Effects of genistein and equol on human and rat testicular 3beta-hydroxysteroid dehydrogenase and 17beta-hydroxysteroid dehydrogenase 3 activities. 12(4):519-26
- Li i inni (2011). Urine bisphenol-A (BPA) level in relation to semen quality. Fertil Steril 95(2):625-30 
- Sherrill i inni (2010). Developmental exposures of male rats to soy isoflavones impact leydig cell differentiation. Biology of Reproduction 83(3):488-501
- Siepmann i inni (2011). Hypogonadism and erectile dysfunction associated with soy product consumption. Nutrition. 27(7-8):859-62
 
Na fotografii przecudnej urody ujście rzeki Cetiny do Morza Adriatyckiego.
              
 
 
 

7 komentarzy:

  1. Brennero,fajna mieścina,przejeżdżałem tamtędy kilka razy,wakacje w górach a nie nad morzem?
    To ta soja taka zła,a ponoć jest najlepszym zamiennikiem białka zwierzęcego?
    I co niektórzy twierdzą że trawi i wchłania się lepiej niż białko zwierzęce,np.Campbell,w swojej książce tak ją chwalił,nie wspominając o wegetarianach/weganach.
    Znalazłem coś takiego;
    http://www.postepyfitoterapii.pl/spfna.php?ktory=3815
    co by potwierdzało pani słowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę w takim razie osobny post o samej soi :-)
      Wakacje były nad morzem i było to moje ulubione Jadransko More :-) W Brennej było przemiłe popołudnie u znajomych :-)
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. No to żeśmy się dogadali,myślałem że była pani w Brennero we Wloszech,a to wyszło że w Brennej w Polsce.
      Co za kołek ze mnie.
      P.S.
      W komentarzu powyżej wkleiłem linka i się nie otwiera,coś zrobiłem źle?

      Usuń
    3. Ze mnie większy kołek :-) Myślałam, że teraz się mówi na Brenną Brennero bo taka fajna :-))))

      No link się nie otwiera ze strony. Ja zrobiłam kopiuj/wklej i otworzyłam. Prawdę mówiąc nie wiem, czy w tym szablonie bloga da się zrobić tak, że link będzie otwierał też z komentarzy. W wpisie głównym jest opcja "wstaw link" i wtedy się otwiera, ale komentarze nie są aż tak "technicznie zaawansowane".

      Usuń
    4. Obecnie za najlepszy roślinny zamiennik białka zwierzęcego uważa się komosę ryżową. Zawiera wszystkie aminokwasy egzogenne, w niemal idealnych proporcjach.
      Pani Izo - szacunek za fantastyczny blog, nie mogę się oderwać. Pozdrawiam :)

      Usuń
    5. Moja przyjaciółka prowadzi badania nad quinoa (w innym ujęciu) i lubi ją tak bardzo, że ma zwyczaju również serwować ją gościom w posiłkach - bardzo smaczna :-)
      Rzeczywiście z punktu widzenia fizjologii naszego organizmu znaczenie ma nie tylko to, że dostarczamy sobie wszystkich egzogennych aminokwasów ale również ich stosunek do siebie. Za wzorcowy pod tym względem uważa się skład białka jaja kurzego.
      Porównanie komosy z wzorcem wygląda nie najgorzej. Trochę za dużo lizyny, metioniny i fenyloalaniny, a za mało waliny i tryptofanu, ale jest nieźle.

      Wzorzec (białko jaja kurzego): izoleucyna - 5, luecyna - 6,8, lizyna - 4,6, metionina - 3, fenyloalanina - 4,9, treonina - 3,4, tryptofan - 1,2, walina - 6.
      Komosa: izoleucyna - 4,9, luecyna - 6,6, lizyna - 6, metionina - 5,3, fenyloalanina - 6,9, treonina - 3,7, tryptofan - 0,9, walina - 4,5.
      [w g na 100 g białka]

      Dziękuję za miłe słowa :-)

      Usuń
    6. Ponownie szacunek za drążenie tematu - uwielbiam Pani wpisy :)
      Dodajmy że:
      Soja: izoleucyna - 4,95, leucyna - 7,87, lizyna - 6,7, metionina - 12,53, fenyloalanina - 4,95, treonina - 3,83, tryptofan - 1,75, walina - 4,95 (w g na 100g białka)
      Biorąc pod uwagę fakt, że aminokwasy wchłaniają się do poziomu "najsłabszego" - hmm.. Ale komosa ma mniejsze wahania w poziomach (metiona!)
      Z szacunku dla gatunku męskiego, jak Pani pisze w poście lepiej soję ograniczyć, dochodzi kwestia GMO - ile w soi modyfikowanej jest zanieczyszczeń pochodzących z pestycydów?

      Usuń