poniedziałek, 30 grudnia 2013

Syrop z agawy - zwycięstwo marketingu nad prawdą

Nie wiem jak Wy, ale ja po tygodniu świątecznego lenistwa i przed noworocznym lenistwem zajęłam się pracą. A pomiędzy świątecznymi specjałami i przymusowymi z tego powodu wizytami w sklepach spożywczych przyszedł mi do głowy temat na dzisiejszy post dla Was. 
 
Na półkach z tzw. zdrową żywnością natrafiłam wiele razy na produkty, które nie zawierają cukru (jak zapewnia producent), a są zamiast tego słodzone syropem z agawy. Wiele razy też spotkałam się ze stwierdzeniem, że coś jest zdrowe bo jest słodzone syropem z agawy oraz z tym, że wiele osób poszukuje w sklepach ze zdrową żywnością syropu z agawy.
Agawa, wcześniej znana głównie za sprawą tequili, obecnie stała się alternatywą dla poszukujących słodkiego smaku wolnego od cukru. Zastanawiam się, czy dość powszechne przekonanie o bliżej nieokreślonej niezwykłości tego produktu, oraz o jego równie bliżej nieokreślonych właściwościach zdrowotnych jest wyłącznie efektem jakiejś dziwnej filozofii, że "to co brzmi egzotycznie na pewno jest dobre", ewentualnie "skoro to coś nowego to na pewno jest dobre", czy też może czegoś innego. I stawiam na to "coś innego", które jest niczym innym jak sukcesem działań marketingowych producentów tego specyfiku.
 
Dlaczego syrop z agawy, który przecież brzmi prawie tak samo jak sok (w domyśle świeży) z agawy jest w moim odczuciu taki straszny?
 
Sok do produkcji syropu z agawy nie jest uzyskiwany, jak się większości osób wydaje, z jej mięsistych bogatych w wodę liści. Źródłem soku jest korzeń agawy, przypominająca swym wyglądem ogromny ananas i podobnie jak ananas jest on bardzo bogaty w fruktozę. Fruktoza w korzeniu agawy występuje w postaci cukru złożonego o nazwie inulina. Po wyciśnięciu soku z łodygi jest on filtrowany, a następnie podgrzewany w celu uwolnienia fruktozy z inuliny. W zależności od tego jak wysoką temperaturę zastosowano uzyskuje się syrop o zawartości fruktozy od 55 do 90%, co stawia go na równi z syropem wysokofruktozowym z kukurydzy (HFCS), którego, jak wiemy, powinniśmy unikać. Również proces produkcji syropu z agawy przypomina proces produkcji syropu wysokofruktozowego, w którym stosuje się wysoką temperaturę w celu uwolnienia cukrów prostych z obecnej w kukurydzy skrobi. W związku z tym wbrew pozorom, a nawet zapewnieniom producentów żywności syrop z agawy nie jest ani produktem niskokalorycznym, ani o niskim indeksie glikemicznym. Wysoka zawartość fruktozy zarówno stanowi zagrożenie dla naszej gospodarki insulinowej, jak i powoduje zwiększoną produkcję trójglicerydów.
O ile zjadając owoce bogate w fruktozę, oprócz fruktozy mamy w nich wiele składników odżywczych takich, jak witaminy, minerały enzymy, które częściowo przynajmniej zmniejszają negatywne działanie fruktozy w naszym organizmie,  o tyle syrop z agawy w wyniku podgrzewania jest ich w większości pozbawiony.
 
Jednak wysoka zawartość fruktozy w syropie z agawy to nie jedyna jego ciemna strona.
 
Pierwotnie jako źródło syropu z agawy wykorzystywano wyłącznie tzw. niebieską agawę. Z powodu coraz większych trudności z jej zdobyciem (do produkcji syropu używa się około 10-cioletnie rośliny, potrzeba więc czasu by wyrosły) stosuje się również inne gatunki agawy, nawet takie, które są trujące dla człowieka.
Ponadto, w uprawach agawy (bo pochodzi ona z upraw, a nie z fantazyjnych dzikich jarów widniejących na butelkach syropu)  stosuje się ogromne ilości pestycydów, które obecne są również w syropie.
W trakcie produkcji syropu stosuje się wiele substancji chemicznych, wybielaczy, kwasów, jak również genetycznie modyfikowane enzymy.
Teoretycznie substancje zaklasyfikowane jako szkodliwe dla zdrowia nie powinny znaleźć się w końcowym produkcie trafiającym na nasze półki. Ściślej mówiąc, ich ilość w tym produkcie nie powinna przekraczać uznanego za dopuszczalny poziomu. Prawda, że już to brzmi niepokojąco? W praktyce, podobnie jak w przypadku innej żywności, wiele trafiających na rynek produktów zawiera wyższe od tych przyjętych za dopuszczalne poziomy toksyn i funkcjonuje w sprzedaży tak długo, dopóki ktoś ich nie skontroluje.
 
Reasumując więc, syrop agawy nie ma nic wspólnego z naturalną zdrową żywnością. To po prostu wyprodukowany w fabryce produkt.
 
Literatura:
- LeBlanc i inni (2009). Formation of hydroxymethylfurfural in domestic high-fructose corn syrup and its toxicity to the honey bee (Apis mellifera). J Agric Food Chem 57:7369-76
- Method of producing fructose syrup from agave plants.
http://www.patentstorm.us/patents/5846333/fulltext.html
 
 
Na fotografii przyprószony śniegiem zimowy las.
Do posłuchania "klasyk" - Dire Straits, Ticket to heaven.
 
 

środa, 18 grudnia 2013

Witamina C ale jaka?

Pomysł na dzisiejszy post przyszedł mi do głowy tym razem, gdy tydzień temu przyrównałam wprowadzanie nas w błąd przez producentów sztucznego słodzika informacją o rzekomo naturalnym pochodzeniu (sukralozy) i producentów preparatów z "naturalną" witaminą C, które zawierają jej jedynie odrobinę.
 
Witamina C jest najpopularniejszą z wszystkich witamin. Generalnie wszyscy wiemy, że jest potrzebna i ważna. Każdy z nas sam wiele razy ją zażywał. Opowieści o marynarzach na statkach, którym wypadały zęby z powodu wywołanego długotrwałym brakiem w pożywieniu witaminy C gnilcem (czyli szkorbutem) znają nawet dzieci. Niektórzy są nawet świadomi tego, że wśród zwierząt wyróżniamy się (do kompletu z świnkami morskimi i małpami) tym, że nasz organizm nie potrafi produkować tej witaminy.
 
Dobroczynne działania przypisywane witaminie C są bardzo rozległe. Wiadomo, że stymuluje układ odpornościowy. Jest potrzebna do syntezy kolagenu, a tym samym utrzymania w dobrym stanie naszych chrząstek, skóry i całej tkanki łącznej. Jest antyoksydantem - usuwa wolne rodniki i wygasza tzw. tlen singletowy (choć nie tak skutecznie jak np. astaksantyna). Badania naukowe pokazują również, że odgrywa rolę w zwalczaniu chronicznego stresu poprzez obniżanie poziomu hormonu stresu - kortyzolu. Zapobiega chorobom serca i miażdżycy. Uważa się, że pomaga zwalczać kamienie w pęcherzyku żółciowym.
 
To przykłady, lista jest długa. Ale ja dzisiaj nie o tym.
 
Czy macie świadomość tego, że zjeść kwas askorbinowy w tabletce to nie to samo, co zjeść witaminę C i jak duża to różnica? I nie chodzi tylko o gorszą tzw. biodostępność witamin w tabletkach.
 
Jednym z przykładów zalet witaminy C jest jej duża efektywność w zabijaniu bakterii. Czyni ją to dobrym narzędziem w zwalczaniu infekcji. Niestety jednak w tej materii różnica pomiędzy syntetycznym kwasem askorbinowym, a naturalną witaminą C jest bardzo znacząca i istotna. Bakteriobójcze działanie wykazuje zarówno naturalna witamina C, jak i syntetyczny kwas askorbinowy. Jednak syntetyk, w przeciwieństwie do naturalnej witaminy C, zabija również bakterie probiotyczne w naszych jelitach. Coś Wam to przypomina? Tak - różnicę pomiędzy antybiotykami wytwarzanymi przez nasz organizm, a podawanymi nam doustnie lub dożylnie. Bakterie probiotyczne są niezwykle ważnym składnikiem naszej samoobrony przed infekcjami, również infekcjami górnych dróg oddechowych. Paradoksalnie więc zażywając syntetyczny kwas askorbinowy z jednej strony zwalczamy infekcje, a z drugiej obniżamy swoją naturalną odporność. Badania kochortowe (na dużych grupach ludzi) pokazują, że kwas askorbinowy zażywany w trakcie infekcji powoduje jej skrócenie, jednak długotrwała suplementacja kwasem askorbinowym nie zmniejsza ryzyka zachorowania na infekcję.
 
Dlaczego tak jest?
 
Wyprodukowany w fabryce i zapakowany w tabletkę kwas askorbinowy jest niesłusznie nazywany witaminą C, bo na pewno nie jest tą samą substancją, która jest obecna w przyrodzie. Kwas askorbinowy to jedynie część naturalnej witaminy C. Witamina C obecna w naturalnych źródłach oprócz kwasu askorbinowego zawiera również tzw. czynniki K, P i J, rutynę i inne bioflawonoidy, tyrozynazę i askorbinogen. Znaczenie ma nie tylko fakt współistnienia tych składników ale również ich stosunek do siebie i to, jak są ze sobą związane. Dlatego też dodanie rutyny do syntetycznego kwasu askorbinowego nadal nie sprawia, że mamy do czynienia z witaminą C.
Każdy ze składników naturalnej witaminy C ma odmienny efekt na nasze komórki i dopiero działanie kompleksu tych składników, który występuje w naturze ma szansę przynieść wszystkie opisywane dla witaminy C korzyści. Tzw. czynnik P odpowiedzialny jest za pozytywny wpływ witaminy C na zdrowie naszych tętnic. Czynnik J odpowiedzialny jest poprawę pojemności czerwonych krwinek dla tlenu. Z kolei tyrozynaza jest enzymem, który jest odpowiedzialny za poprawę efektywności białych krwinek w zwalczaniu patogenów. Można powiedzieć, że sam kwas askorbinowy w naturalnej witaminie C, jako antyutleniacz, ma charakter ochronnej otoczki, zabezpieczającej te cenne składniki przed niekorzystnym działaniem wolnych rodników.
 
Na pewno wiele osób słyszało o Linus'ie Pauling'u, który wsławił się badaniami nad witaminą C, a właściwie nad megadawkami kwasu askorbinowego. Otrzymał nawet Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii (a nie medycyny czy biologii, żeby była jasność). Teorie Pauling'a znacząco wpłynęły na podejście świata nauki i medycyny do kwasu askorbinowego. Jedna z tych teorii dotyczy leczniczego działania wysokich dawek kwasu askorbinowego w zwalczaniu nowotworów.
Mnie osobiście nie podoba się jednak, że we wszystkich opracowaniach promujących teorie Pauling'a pomija się fakt, że przyczyną jego śmierci był właśnie rak...
 
Na koniec więc nie powiem nic odkrywczego pewnie, ale powiem to: lubię to, co naturalne. Jeśli tylko się da, naturalne właśnie stosuję :-)
 
Literatura:
- Douglas i inni (2000). Vitamin C for preventing and treating the common cold. Cochrane Database Syst Rev 2:CD000980.
- Xu i inni (2001). The bactericidal effect and chemical reactions of acidified nitrite under conditions simulating the stomach. Journal of Applied Microbiology 90:523-529.
 
 
To ostatni mój post przed Świętami. Do napisania i przeczytania po Świętach. Po całym roku bieganiny czas wreszcie się zatrzymać i Wam też radzę to zrobić :-) Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę Wam oczywiście zdrowia, bo jeśli mamy zdrowie to możemy wszystko :-)
Fotka z śniegiem na Święta, niestety nie tegorocznym. A do posłuchania piosenka świąteczna, która w swoim przekazie, jak do tej pory nie ma sobie równej - John Lennon, Happy Christmas.
 
 
 
 
Powiązane posty:
Czy twoje witaminy są bezpieczne dla zdrowia?

wtorek, 10 grudnia 2013

Słodzik - najlepszy "przyjaciel" dietetyków

Mimo rosnącej świadomości prozdrowotnej w naszym kraju nadal jednak często spotykam się z niewiedzą, że tzw. słodziki szkodzą nam, a czasem nawet z fałszywym przekonaniem, że są zdrowe.
 
"Dlaczego pijesz Coca-colę light?" - "Bo nie zawiera cukru, a ja dbam o zdrowie". Sami wiele razy to słyszeliście, prawda? A może i nawet sami tak odpowiedzieliście ...
Co gorsza, gotowe produkty stosowane w przeróżnych odchudzających programach dietetycznych (zupy w proszku, tzw. nutridrinki, batony itp.), niejednokrotnie stosowane w leczeniu otyłości również przez lekarzy, jako substancje słodzące zawierają właśnie słodziki.
 
Dzisiaj więc będzie mowa o słodzikach. Przyda się nawet tym, dla których to nie nowość - będziecie mieli konkretne argumenty, gdy następnym razem w odpowiedzi na Wasze wybrzydzanie nad słodzikiem ktoś będzie się stukał w głowę ;-)
 
Słodzik - czyli co?
 
Mowa oczywiście o syntetycznych słodzikach, czyli otrzymywanych chemicznie substancjach mających słodki smak. Popularne syntetyczne słodziki to aspartam i sukraloza.
 
O ile aspartam kojarzy się nam dość jednoznacznie, o tyle sukraloza brzmi zwodniczo. Nazwa ta kojarzy się nam z sacharozą i zapewne dlatego mimowolnie nasuwa się odczucie, że jest bezpieczna. W dodatku w sloganach reklamowych tego produktu używa się stwierdzeń "wyprodukowana z cukru", czyli z czegoś co kojarzymy jako  niezdrowy wprawdzie, ale jednak naturalny produkt. I rzeczywiście sukraloza jest produkowana z sacharozy (nasz "cukier w cukierniczce"), co nie zmienia faktu, że jest syntetyczną substancją chemiczną. To zresztą nie jedyny przykład takiej małej "gry słów" wprowadzającej konsumenta w błąd. Inny przykład to fruktoza - cukier owocowy, więc (w domyśle) zapewne zdrowy, bo z owoców, a w rzeczywistości uzyskiwany z kukurydzy, w dodatku wysokoprzetworzony. W efekcie w syropie wysokofruktozowym niejednokrotnie stwierdza się przekroczone poziomy rtęci, a w fruktozie krystalicznej - arsenu i ołowiu. Innym przykładem manipulowania faktami są tabletki z "witaminą C z aceroli/dzikiej róży", które w rzeczywistości zawierają syntetyczny kwas askorbinowy i jedynie niewielki dodatek aceroli/dzikiej róży.
 
To, że aspartam i sukraloza nie są zdrową i w pełni bezpieczną alternatywą dla cukru jest już dość powszechnie i od długiego czasu wiadome. Tym bardziej zastanawia wszędobylskość tych substancji nawet w tzw. zdrowych produktach. Wprawdzie to, co powstaje przy spalaniu papierosa też zdrowe nie jest, a mimo to papierosy można kupić na przysłowiowym "każdym rogu". Jednak na opakowaniach papierosów mamy wyraźne i łatwe do zauważenia (dużymi literami i w widocznym miejscu) ostrzeżenie o ich szkodliwości. Takie samo powinno być na produktach "light", czyli słodzonych syntetycznymi słodzikami.
 
Dlaczego aż tak ostre stwierdzenie?
 
Oto argumenty.
 
W 2010 roku naukowcy  z niezależnego ośrodka badań nad rakiem (Cesare Maltoni Cancer Research Center) z Bolonii opublikowali wyniki badań, które już kolejny raz potwierdziły, że aspartam jest substancją rakotwórczą [1]. Badania te prowadzone były na szczurach. Szczurom podawano aspartam w ilości odpowiadającej 20 mg/kg masy ciała. Ilość ta jest dużo mniejsza niż określona przepisami dzienna dopuszczalna dawka bezpieczna dla człowieka. U zwierząt rozwijały się między innymi nowotwory układu limfatycznego, krwi, wątroby, płuc i prostaty.
Oczywiste jest, że ze względów etycznych tego typu badania prowadzone są na zwierzętach. Niestety fakt ten jest bardzo często wykorzystywany do umniejszania wartości takich badań - poddaje się pod wątpliwość wysuwanie wniosków na temat wpływu substancji na zdrowie człowieka, na podstawie wpływu na zdrowie zwierząt.
Niezwykle interesujący jest jednak fakt, że o ile wątpliwość taka pojawia się w przypadku substancji, których wykorzystanie i handel może przynieść korzyści finansowe, o tyle bardzo chętnie jako pewne w odniesieniu do człowieka przyjmuje się wyniki badań dotyczące rzekomej szkodliwości cholesterolu prowadzone na królikach. Przy czym wydaje się (przynajmniej mnie) dużo bardziej prawdopodobne, że substancja chemiczna szkodząca szczurom zaszkodzi też ludziom niż to, że istnieje jakikolwiek związek pomiędzy wpływem wysokich dawek cholesterolu w żywności na zdrowie wszystkożernego człowieka i zdrowie roślinożernego królika, który w naturze cholesterolu nie jada nigdy.
 
Inne badania naukowe z kolei pokazują, że syntetyczne słodziki stosowane przez kobiety w ciąży zwiększają ryzyko przedwczesnego porodu [2]. Te badania mają charakter badań kohortowych czyli obserwacyjnych, przeprowadzono je w Danii na ponad 59 tysiącach ciężarnych kobiet. Badania te pokazały, że codzienne stosowanie napojów zawierających sztuczne słodziki zwiększa ryzyko przedwczesnego porodu aż o 78%. Wiele innych badań pokazuje, że tak samo jak zaleca się kobietom w ciąży unikanie alkoholu i dymu papierosowego, powinno się zalecać unikanie aspartamu, który zwiększa ryzyko uszkodzeń neurologicznych u płodu [3].
 
Badania pokazują również związek słodzików z powstawaniem guzów mózgu. Słodziki mogą także wywoływać takie objawy neurologiczne, jak ból głowy, nudności, utrata pamięci, depresja, rozdrażnienie, zaburzenia snu, zmęczenie czy nawet halucynacje [4].
 
Jakby tego było mało, syntetyczne słodziki sprzyjają otyłości i cukrzycy [5]. Brzmi jak kiepski żart, prawda? W końcu są stosowane jako zamiennik cukru w celu zapobiegania otyłości. Jak to możliwe?
Aspartam w 90% składa się z fenyloalaniny i kwasu asparaginowego. Obie te substancje znane są z tego, że stymulują gwałtowne uwalnianie do krwi dwóch ważnych hormonów - insuliny i leptyny. Zaburzenia poziomów tych hormonów, a w szczególności gwałtowne skoki ich poziomu w krwi, prowadzą do zaburzeń metabolizmu i rozchwiania ośrodków regulacji odczucia sytości i głodu  w mózgu. W efekcie sprzyjają one rozwojowi i pogorszeniu cukrzycy oraz przyrostowi wagi.
 
 
No cóż, to nie pierwszy raz, gdy groźna dla zdrowia substancja chemiczna jest dopuszczona do obrotu jako składnik żywności, więc informacje te właściwie nie dziwią, a decyzja należy do Was ...
 
 
Literatura:
[1]. Soffritti i inni (2010). Aspartame administered in feed, beginning prenatally through life span, induces cancers of the liver and lung in male Swiss mice. Am J Ind Med 53:1197-206.
[2]. Halldorsson i inni (2010). Intake of artificially sweetened soft drinks and risk of preterm delivery: a prospective cohort study in 59,334 Danish pregnant women. Am J Clin Nutr 92:626-33.
[3]. Humphries i inni (2008). Direct and indirect cellular effects of aspartame on the brain. European Journal of Clinical Nutrition 62:451-462.
[4]. Iyyaswamy, Rathinasamy (2012). Effect of chronic exposure to aspartame on oxidative stress in the brain of albino rats. J Biosci 37:679-688.
[5]. Tordoff, Alleva (990). Oral stimulation with aspartame increases hunger, Physiology & Behavior March 47:555-9.
 
 
 
Na fotografii ponownie przepiękny zimowy Bałtyk.
Do posłuchania Ivy - I'll be near you z filmu "Sezon na słówka".
 
 
 
 
Powiązane posty:
Syrop z agawy
Stewia
Kto jest kim w tej "słodkiej bajce"
 

poniedziałek, 2 grudnia 2013

Czy twoje witaminy są bezpieczne dla zdrowia?

Aż trudno uwierzyć, że to już grudzień. W tym tygodniu Barbórka i Mikołaj, a za chwilę Boże Narodzenia. Nie wiem jak u Was, ale u mnie grudzień nadszedł jakoś tak ... niepostrzeżenie. Temperatury wprawdzie nadal powyżej zera, ale nie ma wątpliwości, że dla roślinności zaczął się okres "zimowego snu". Dla warzyw też. Na straganach zagościły warzywa i owoce z mniej lub bardziej dalekich stron świata lub ze szklarni. Kupując je zastanawiamy się czy to na pewno ma sens i czy nie lepiej w tym okresie skorzystać z "tabletkowego" źródła witamin. Z tą myślą odwiedzamy apteki i zaopatrujemy się w przeróżne preparaty multiwitaminowe.
 
Czy to jest jednak dobre wyjście?
 
Myślę, że nie macie wątpliwości co do tego, że syntetyczne witaminy to nie to samo co naturalne, oraz że witaminy w żywności nie występują w takich zestawach, jak w tabletkach. Myślę też, że przychodzi Wam do głowy, że witaminy syntetyczne nie są tak skuteczne, jak te naturalne.
 
Ale czy pomyśleliście, że w zażywanych przez Was preparatach witaminowych są składniki, które mogą być wręcz szkodliwe dla zdrowia?
 
Mowa o związkach selenu (selenian i selenit sodu), które oficjalnie zostały uznane przez amerykańską Agencję Ochrony Środowiska (EPA) i Unię Europejską jako substancje niebezpieczne i toksyczne. Mimo to są one powszechnie stosowane jako źródło selenu w preparatach multiwitaminowych masowej produkcji, które zapełniają półki naszych aptek.
 
Zgodnie z zarządzeniem EPA w wodzie pitnej nie dopuszcza się więcej niż 50 ppb wspomnianych związków selenu. Czy wiecie ile to 50 ppb? Skrót "ppb" to z angielskiego "parts per billion" czyli po polsku "części na miliard". 50 ppb odpowiada 50 mikrogramom na litr. Mówiąc obrazowo to tyle, co łyżka wody w olimpijskim basenie. Tyle wolno.
Ale ile mamy tych substancji w naszych multiwitaminach?
 
EPA miała powody, by wydać takie zarządzenie. Szereg badań naukowych wskazuje, że selenian sodu i selenit sodu są substancjami rakotwórczymi oraz powodują zaburzenia płodności i zaburzenia rozwojowe u zwierząt i ludzi. Równocześnie w literaturze można znaleźć wiele badań wskazujących, że substancje te ze względu na swoje cytotoksyczne (trujące dla komórek) właściwości potencjalnie mogą być stosowane w leczeniu raka jako ... chemioterapeutyki (substancje zabijające komórki, nie tylko raka ...). Można zadawać sobie pytanie kiedy (przy jakiej ilości tych substancji) dochodzi do zablokowania detoksyfikacyjnych zdolności naszego organizmu i zaczynają one wyrządzać szkody. Tak naprawdę jednak chodzi o to, że selen w takiej formie nie występuje w żywych organizmach i nie powinien występować w żywności również w postaci tzw. suplementu diety. 
 
Dlaczego nieorganiczny selen trafia do suplementów diety? Proste. Bo jest tańszy niż ten organiczny (np. z drożdży lub brokułów). Można go wyprodukować z odpadów.
A dlaczego nieorganiczny selen trafia do suplementów diety mimo, że jest groźny dla naszego zdrowia? Starożytni rzymianie zapewne rzekliby "pecunia non olet" ("pieniądze nie śmierdzą") ...
 
Sprawdziłam składy niektórych preparatów i znalazłam selenian/selenit sodu tu: CENTRUM (wszystkie z tej serii, producent WYETH LEDERLE OTC), Witamin i minerały PRODIAB (producent BIOTON), BODYMAX plus (producent AXELLUS A/S), OLIMP Vita-Min Plus (producent OLIMP LABORATORIES).
To, że jakiegoś preparatu powyżej nie wymieniłam nie oznacza, że nie zawiera on nieorganicznego selenu. Mógłby mnie ranek zastać ;-), bo oferta jest szeroka. Niektóre preparaty są opisane w denerwujący sposób - zawierają tyle "wspaniałych" składników mineralnych ale ani słowem na etykiecie w jakiej dany składnik jest formie w tym preparacie. Niby skład jest, prawie kompletny ale jak wiadomo "prawie" czyni wielka różnicę.
 
 
Składniki z etykiet witamin z apteki są na amerykańskiej rządowej liście substancji toksycznych i to w kilku działach (www.nlm.nih.gov). Ile razy usłyszałam, że ktoś bezkrytycznie i bardziej niż innym ufa preparatom sprzedawanym w aptekach. No cóż, ja nie ...
 
 
Literatura:
- Hunn i inni (1987). Toxicity of sodium selenite to rainbow trout fry. Water Research 21:233-238.
- Kim i inni (2007). Sodium selenite induces superoxide-mediated mitochondrial damage and subsequent autophagic cell death in malignant glioma cells. Cancer Research 67:6314-6324.             
- Plasterer i inni (1984). Developmental toxicity of nine selected compounds following prenatal exposure in the mouse: Naphthalene, p‐nitrophenol, sodium selenite, dimethyl phthalate, ethylenethiourea, and four glycol ether derivatives. Journal of Toxicology and Environmental Health 15:25-38.
- Wycherly i inni (2004). High Dietary Intake of Sodium Selenite Induces Oxidative DNA Damage in Rat Liver. Nutrition and Cancer 48:78-83.
 
 
 
Na fotografii zimowe kormorany nad Bałtykiem.
Do posłuchania ogrzewająca serce Buika - No habra nadie en el mundo.