środa, 15 stycznia 2014

ADHD - skandal wokół choroby a rzeczywiste problemy dzieci

Miałam zamiar napisać w tym tygodniu, zgodnie z obietnicą, o oleju kokosowym, ale z racji niedawno "odgrzanych" rewelacji dotyczących innego tematu nie mogę się powstrzymać. Wybaczcie mi więc, ale olej kokosowy pojawi się za tydzień :-)
 
Kiedy w mediach huknęło nie pisałam jeszcze bloga, bo było to w 2009 roku. Dzisiaj jednak natknęłam się na przywołane przez kogoś wiadomości sprzed 5 lat. Otóż na kilka miesięcy przed swoją śmiercią amerykański psychiatra Leon Eisenberg, który jako pierwszy opisał i sklasyfikował zespół objawów dotyczących zachowania dzieci określanych współcześnie jako jednostka chorobowa o nazwie zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD) przyznał, że sam jest zaskoczony "epidemią" diagnozowania ADHD i że jest ona bezzasadna.
 
Z słów Eisenberga zrobiono skandal, pojawiły się nagłówki, że "wymyślił chorobę i przed śmiercią przyznał się do tego", a nawet, że "stworzył fikcyjną chorobę dla pieniędzy". W czasie, gdy Eisenberg opisał objawy nie mówiono jeszcze o chorobie, on sam o tym nie mówił. Wskazano natomiast, że w niektórych przypadkach obserwuje się takie objawy u dzieci z uszkodzeniami mózgu i w tym czasie w takim kontekście (uszkodzenia mózgu) określano te objawy. Świat rządzi się uniwersalnymi prawami, a raczej należy powiedzieć wprost, że pieniądz rządzi światem. I tak to "niepostrzeżenie" stwierdzenie "dziecko z uszkodzeniem mózgu" ewoluowało do określenia "dziecko nadaktywne i nieuważne". Niby nic, zamiast określenia związanego z nieprawidłowością w układzie nerwowym mamy określenie za pomocą objawów, jakie tej nieprawidłowości towarzyszą. Jednak dzięki tej "niewinnej" zmianie, ilość chorych zaczęła rosnąć w zastraszającym tempie, aż dziś przyjęła rozmiary epidemii. Epidemii, którą leczy się farmakologicznie. Z jednej strony sam Eisenberg nie "firmował swoim nazwiskiem" wynalezienia ADHD, z drugiej jednak strony był przez wiele lat guru w dziedzinie psychiatrii dziecięcej, jak również przez lata zasiadał w komisji do spraw klasyfikacji chorób.
 
Rzecz jednak nie w tym, kto, po co i dlaczego. Ważne jest to, że obecnie zbyt wielu dzieciom podaje się niepotrzebnie szkodliwe leki, które uzależniają jak narkotyki. Bo problem nadpobudliwości u dzieci istnieje, jednak niestety, jak to bywa w bardzo wielu przypadkach, ogólnie przyjęte za właściwe działania, zdrowiu dzieci nie służą. Nie mam tu na myśli dzieci ze zdiagnozowanymi uszkodzeniami mózgu, ale dzieci zdiagnozowane jako chore na ADHD jedynie na podstawie ich zachowania.
 
Pomysłów na to, co przyczynia się do objawów określanych jako ADHD jest sporo. Poczynając od narażenia na toksyny kobiety w czasie ciąży, przez szczepienia, aż po problemy w domu i w rodzinie. Ja skupię się jednak na tym co można łatwo zmienić, czyli na odżywianiu.
 
Pierwsza zasadnicza sprawa - cukier.
Każdy kto ma dziecko i odrobinę krytycyzmu wobec zachowania dziecka oraz wobec siebie jako rodzica doskonale wie, że najzdrowsze w świecie dziecko dostaje tzw. "małpiego rozumu" wieczorem po dniu pełnym słodyczy. Zależność ta jest niezwykle wyraźnie widoczna i stara jak świat.
Wysoka ilość w diecie cukru (w tym soków owocowych) oraz produktów wysokoskrobiowych powoduje gwałtowny wzrost poziomu insuliny w krwi w odpowiedzi na wysoki poziom cukru. To z kolei prowadzi do gwałtownego obniżenia poziomu cukru i w konsekwencji do hipoglikemii (czyli niedocukrzenia). Hipoglikemia stymuluje wytwarzanie w mózgu substancji o nazwie kwas glutaminowy. Substancja ta jest neuroprzekaźnikiem, czyli bierze udział w przewodzeniu impulsów nerwowych. Zaburzenia w poziomie kwasu glutaminowego wywoływane hipoglikemią skutkują różnymi zaburzeniami w funkcjonowaniu centralnego systemu nerwowego takimi, jak nadpobudliwość, rozdrażnienie, złość, a nawet ataki paniki.  
 
Kolejnym ważnym czynnikiem jest niedożywienie układu nerwowego, a w szczególności niedobór jednego z kwasów omega 3 - kwasu eikozapentaenowego (EPA).
Badania naukowe pokazują, że stosowanie wysokich dawek EPA przynosi poprawę zarówno w przypadku ADHD, jak i u osób z depresją, zespołem przewlekłego zmęczenia czy chorobami neurodegeneracyjnymi. Stwierdzono nawet, że EPA zastosowane w odpowiedniej dawce przynosi poprawę u dzieci z ADHD bezskutecznie leczonych farmakologicznie.
Wszyscy cierpimy na niedobór tego kwasu tłuszczowego w diecie ze względu na brak dostępu do ryb dziko żyjących i wszędobylskość tanich karm sojowych w hodowlach zwierząt. W efekcie mięso zwierząt i ryby zawierają dużo mniejsze ilości kwasów omega-3 niż w zwierzęta dziko żyjące, a zamiast omega-3 są bogate w kwasy mega-6 co prowadzi do zaburzenia równowagi między jednymi i drugimi. 
 
Zaburzenia flory bakteryjnej układu pokarmowego są następnym istotnym czynnikiem przyczyniającym się do objawów ADHD.
Uboga flora bakteryjna sprzyja rozwojowi patogenów w układzie pokarmowym i w całym organizmie (bakterii, grzybów, wirusów, innych pasożytów). Wiele z nich produkuje neurotoksyny działające drażniąco na układ nerwowy. Wprowadzenie do diety produktów fermentowanych, naturalnych jogurtów i kiszonek okazuje się być lepszym środkiem antydepresyjnym niż Prozac.
 
Listę można jeszcze kontynuować - gluten, dodatki chemiczne do żywności, żywność genetycznie modyfikowana, środki czystości. Myślę jednak, że już  skupienie się na tych trzech powyższych punktach przyniesie wymierne i odczuwalne tak dla rodziców, jak i dzieci pozytywne skutki. Bezpiecznie. W przeciwieństwie do leków na ADHD. I niezależnie od tego kto, po co i dlaczego ...
 
 
Literatura:
- Bested i inni (2013). Intestinal microbiota, probiotics and mental health: from Metchnikoff to modern advances: Part II - contemporary contextual research. Gut Pathology doi:  10.1186/1757-4749-5-3
 - Peet (2004). International variations in the outcome of schizophrenia and the prevalence of depression in relation to national dietary practices: an ecological analysis. British Journal of Psychiatry 184:404-408
- Perera i inni (2012). Combined omega-3 and omega-6 supplementation in children with attention-deficit hyperactivity disorder (ADHD) refractory to methylphenidate treatment: a double-blind, placebo-controlled study. Journal of Child Neurology 27:747-753

 

 
 
Na fotografii moja mała Zosia.
Do posłuchania uroczo ciepły staroć, Aretha Franklin - I say a little prayer.
 

4 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Skłoniły mnie do tego komentarze rodziców dzieci z tego typu problemem. Dla nich nie ma znaczenia jak to nazwiemy i kto to wymyślił. Muszą się zmierzyć z tym i tyle.

      Usuń
  2. Otóż to - CUKIER, obecny wszędzie + żywność wysoko przetworzona. Sama zauważyłam jak bardzo pobudzony jest mój syn w soboty, kiedy to mamy "Dzień śmieciowy". O nauce tego dnia wogóle nie ma mowy. Na szczęście organizm dość szybko odzwyczaja się od cukru. Młody przestał rzucać się na słodkości w sobotę - już mu nie smakują :)
    Każdemu rodzicowi polecam taki "Dzień śmieciowy" z zachowaniem zdrowego odżywiania w tygodniu. Dzieci same przestaną sięgać po snickersy i poproszą żeby mama na weekend upiekła szarlotkę albo owsiane ciasteczka :)
    Do zupy albo do surówki warto dodać olej .. nasz rzepakowy - niedrogi i idealny jeśli chodzi o stosunek omega-3 do omega-6 - 1:2

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszyscy rodzice wiedzą, że z edukacją prozdrowotną u dzieci robi się problem gdy tylko dzieci zaczną się wychylać spod naszych skrzydeł i bywać chwilowo samodzielne :-) "Dzień śmieciowy" to jest pomysł na rozwiązanie tego problemu. Moja córka zaproponowała sama rozwiązanie takie, że ona będzie sama decydować, który dzień będzie tym od "niezdrowych" rzeczy w danym tygodniu - prowadzi ewidencję tych dni i sobie je odhacza w kalendarzu :-) Wyjściem jest też zaproponowanie dziecku alternatywy, np. czekolady ze stewią.

      Z stosunkiem omega 3 do omega 6 jest problem. I niestety to, że będziemy jadać tłuszcze, które mają prawidłowy stosunek omega 3 do omega 6 go nie rozwiązuje. Żywność przetworzona jest bogata w omega-6 ponieważ oleje roślinne są chętnie dodawane do niej i mięso zwierząt na karmach roślinnych też jest bogate w omega-6. W efekcie w krajach wysoko uprzemysłowionych stosunek omega 3 do omega 6 średnio wynosi 1:20.

      Olej rzepakowy wprawdzie ze względu na profil kwasów tłuszczowych nazywany jest oliwą północy. Prawda jest też, że obecnie uprawiana w Polsce tzw. podwójnie ulepszona odmiana rzepaku zawiera małe ilości szkodliwego kwasu erukowego (poniżej przyjętej za bezpieczną normy), jak jednak wolę kwasu erukowego nie mieć wcale. W oleju rzepakowych, jak w każdym oleju, ważne są również warunku (np. temperatura) wyciskania oleju z nasion i rafinacji. Znacząco wpływają one np. na ilość kwasów trans w oleju rzepakowym. Za olej rzepakowy tłoczony na zimno uważa się taki, który tłoczony jest w temperaturze poniżej 70 stopni C, ale co z tego skoro już proces odszlamowania, odkwaszania i odbarwiania przebiega w temp. 90 stopni. Najgorzej wygląda proces dezodoryzacji - 185 do 240 stopni. Proporcjonalnie do temperatury rośnie rozpuszczalność tlenu w oleju, a to przekłada się na tempo procesu utleniania w wyniku którego tworzą się lawinowo wolne rodniki. Ze względu na konieczne procesy obróbki przebiegające w wysokich temperaturach za bardziej stabilną oksydacyjnie uważa się jednak oliwę z oliwek.

      Dla zainteresowanych bezpieczeństwem przetwarzanych tłuszczy artykuł po polsku http://www.ptfarm.pl/pub/File/bromatologia_2011/1/br%201_2011%20s.%20050-060.pdf

      Usuń