wtorek, 7 stycznia 2014

Czajnik i spółka czyli jak gotować wodę

Niedawno zepsuł mi się czajnik elektryczny. A właściwie czajnik regularnie psuł mi instalację elektryczną. Nie od razu wyśledziłam zbója, ale jak już dowody przeciwko niemu były ewidentne, typu "czajnik działa - prąd znika" :-), wszystko stało się jasne. Obrażona na wszystkie czajniki elektryczne świata nabyłam czajnik tradycyjny "stawiany na ogniu", czyli u mnie akurat na płycie gazowej. 
Ale kogo obchodzą moje perypetie z czajnikiem, prawda? :-) 
Zapewniam jednak, że nie zwariowałam pisząc o tym na blogu dotyczącym zdrowia :-) Przyczyną nie jest też brak tematów na następne posty :-) Przy tej okazji dziękuję wszystkim zgłaszającym swoje pomysły i potrzeby na tematy - tu, na blogu na razie nieśmiało, ale w e-mailach już śmielej :-)
 
Wracając jednak do czajnika. Kiedy zaczęłam używać tego nowego zauważyłam natychmiast (!), że pijąc to, do czego używam wody z niego, czuję się jakoś tak ... lepiej, zdrowiej, czyściej ... Początkowo pomyślałam, że przyczyną mojego dobrego samopoczucia w tym temacie jest to, że mój czajnik jest taki uroczy, ma piękny kolor wina, jest błyszczący, ma cudowny kształt i tak ładnie gwiżdże :-) Po kilku dniach jednak zaczęłam się zastanawiać nad tym tak na poważnie. I tak oto zrodził się dzisiejszy post.
 
Wprawdzie mój czajnik elektryczny był nie taki zły, bo był wykonany ze stali. Używałam go też właściwie. Służył mi już jednak jakiś czas, no i był czajnikiem właśnie elektrycznym. Ta z pozoru prosta czynność, jaką jest gotowanie wody, może zaważyć na naszym zdrowiu. Dziś będzie o tym dlaczego materiał, z którego czajnik jest zrobiony ma znaczenie oraz co to znaczy "używać czajnika właściwie", a na koniec dlaczego moim zdaniem nawet zrobiony z najlepszych materiałów czajnik elektryczny nie jest idealny.
 
Pierwsza i zasadnicza sprawa to plastik.

Plastikowe czajniki są nadal niezwykle popularne w naszych domach. Producenci filtrów do wody zdążyli już nas uświadomić nieco w kwestii zagrożeń związanych z bisfenolem A (BPA), stosowanym do produkcji tworzyw sztucznych, również tych do przechowywania i pakowania żywności i napojów. Wprawdzie BPA jest słabo rozpuszczalny w samej wodzie jednak w wyższej temperaturze rozpuszczalność ta wzrasta. Badania naukowe pokazują, że do gotującej się wody uwalniane jest 55 razy więcej BPA z plastiku niż do wody w temperaturze pokojowej. W obawie przed zagrożeniami związanymi z BPA decydujemy się zainwestować w urządzenia filtrujące wodę, by uniknąć picia wody z plastikowych butelek, a następnie wodę osobiście przefiltrowaną wlewamy do naszego czajnika elektrycznego z sztucznego tworzywa i podgrzewamy do 100 stopni. Ujmę to tak - z dwojga złego wolę wodę z plastikowej butelki (prawidłowo przechowywanej) niż wodę zagotowaną w plastikowym czajniku. Oczywiście dostępne są już tworzywa sztuczne pozbawione BPA (stosowane np. do produkcji lepszej jakości butelek dla niemowląt). Poza tym BPA używany jest do produkcji przeźroczystych tworzyw sztucznych. Kto z nas jednak ma pewność, co zawiera sztuczne tworzywo, z którego zrobiony jest jego plastikowy czajnik?

Następnym czajnikowym problemem jest nikiel, którym pokrywane są elementy grzejne w czajnikach.

Jeśli są przeprowadzane kontrole czajników pod tym kątem to ich wyniki generalnie są alarmujące. Władze niektórych krajów, w których świadomość profilaktyki zdrowia jest wysoka, a państwo zużywa pieniądze obywateli w interesie tychże regularnie zlecają tego typu kontrole i wywierają nacisk na producentów czajników. Przykładem takiego kraju jest Dania. Co gorsza okazuje się, że bardziej na ryzyko zanieczyszczenia wody niklem narażone są osoby gotujące wodę filtrowaną. Woda filtrowana charakteryzuje się niższym pH, ma odczyn kwaśny. Sprzyja to łatwiejszemu rozpuszczaniu niklu.

Jeszcze jednym problemem jest powtórne gotowanie wody.

"Oficjalnie" uważa się, że problem ten obecnie ma charakter wyłącznie ekonomiczno-ekologiczny - powtórne gotowanie wody oznacza, że gotujemy jej więcej niż jest nam w danej chwili potrzebne. Władze apelują do obywateli o oszczędność i proekologiczne podejście, a jednocześnie zaprzeczają, że praktyka taka niesie zagrożenie zatrucia toksycznymi pierwiastkami ponieważ jakość wody w kranach jest bez zarzutu. Jednak jak to z jakością wszystkiego obecnie bywa i dla wody ustalone są normy zawartości składników innych niż H2O i zgodnie z tymi normami poziomy tych substancji mają być nie przekroczone. Ale przecież "nie przekroczone" nie jest jednoznaczne z "nieobecne". Powtórne gotowanie wody prowadzi do zmiany jej składu w porównaniu z wyjściowym. Najogólniej rzecz ujmując w wodzie mamy wtedy "mniej wody" niż "w kranie", a więcej substancji chemicznych. Może się zdarzyć, że to "więcej substancji chemicznych" jest niekorzystne dla zdrowia.

I jeszcze jedna sprawa. Ostatnia, co nie znaczy, że mniej ważna - "last but not least" :-)

Jest taka fantastyczna książka dla "domorosłych fizyków", napisana już przynajmniej 50 lat temu przez Hans'a Bracke "Z fizyką za pan brat - eksperymenty fizyczne". Pozwolę sobie zacytować krótki fragment:
"(...) Potrzymajmy naładowaną pałeczkę lub grzebień w pobliżu równomiernego, cienkiego strumienia wody: strumień będzie silnie przyciągany, przy czym obojętne jest, czy ładunek będzie dodatni czy ujemny. Indukcja elektrostatyczna wywołuje na powierzchni wodyładunki przeciwnego znaku, a wyparty ładunek tego samego znaku co ładunek laseczki, zostaje łatwo odprowadzony przez zwarty i przewodzący strumień i rurę do ziemi. 
(...) Co się dzieje z naszym strumieniem wody w polu elektrycznym? Wskutek naładowania cząsteczki wody odpychają się od siebie, jak mogą najdalej. Krople tworzą się wcześniej i na mniejszej wysokości. Dalszej przyczyny omawianego zjawiska należy szukać w tym, że napięcie powierzchniowe wody zmniejsza się skoro nastąpi pole elektryczne. (...)"
Dlaczego to cytuję? Cząsteczka wody jest dipolem elektrycznym, czyli ładunki elektryczne są w niej ułożone polarnie - z jednej strony ujemne, z drugiej dodatnie. Z tego prostego doświadczenia, które każdy może łatwo przeprowadzić w domu widać, że z powodu natury cząsteczek wody nawet tak niewielkie pole elektryczne, jak to z plastikowego grzebienia tuż po czesaniu włosów wpływa na zachowanie wody.
Pole elektromagnetyczne emitowane przez element grzejący czajnika nie należy do tych o dużym natężeniu. Bez wątpienia jednak jest ono większe niż to emitowane przez plastikowy grzebień. Jestem dyplomowanym homeopatą klinicznym i używam homeopatii na co dzień. Uwielbiam to, jak działa. Jako naukowiec swego czasu zgłębiałam ewentualne możliwe przyczyny, dla których tak silnie rozcieńczone roztwory substancji mają szansę w tak spektakularny sposób działać w naszym organizmie. Teorii trochę jest, mniej lub bardziej prawdopodobnych i nie chcę w nie w tej chwili wchodzić. Jedno jest jednak pewne - w przypadku wody powyższy angielski idiom można z powodzeniem przerobić na "very small/weak but not least" - "bardzo mało/słabo nie znaczy, że jest to mniej ważne" dla naszego organizmu.


Literatura:
- Berg i inni (2000). The release of nickel and other trace elements from electric kettles and coffee machines. Food Additives and Contaminants 17:189-196.
- Le i inni (2008). Bisphenol A is released from polycarbonate drinking bottles and mimics the neurotoxic actions of estrogen in developing cerebellar neurons. Toxicology Letters 176:149-156.
- Meikle (2003). Electric kettles may damage your health, scientists warn. The Guardian,






 


 

3 komentarze:

  1. Tego szukałam :-) skoro w czajniku wytwarza się takie pole i przyjmujemy to do naszych organizmów a to nam szkodzi bo potrafi zburzyć np. Sen to co musi dziać się pi gotowaniu wszystkiego na indukcja ch? ??? Teraz jest moda a po latach wyjdzie cala prawda :-( zostaję przy ogniu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. O czajniku powiedział mi zaufany zielarz :-) szukałam takiego artykułu dla potwierdzenia :-) skoro czajnik (woda z czajnika elektr.) ma zły wpływ na organizm np. Zaburza sen to co robią indukcje? ????? Ja zostanę przy ogniu :-) dzięki za mądrych ludzi :-(

    OdpowiedzUsuń