wtorek, 25 lutego 2014

Sen, twoj najlepszy przyjaciel - pomóż mu :-)

Na pewno nikogo nie muszę przekonywać jak ważny dla naszego organizmu jest sen.
W trakcie snu ma miejsce zarówno regeneracja naszego ciała, jak i mózgu. Sen stanowi też niezbędną przeciwwagę dla stresu. Stres z jednej strony wpływa na nasz organizm stymulująco, ale na dłuższą metę skoki adrenaliny i kortyzolu, które stawiają organizm w stan gotowości, prowadzą do zmęczenia i stopniowego wyniszczenia organizmu. Ratunkiem jest sen. Bez prawidłowego i zdrowego snu mimo prawidłowego odżywiania i regularnego uprawiania sportu stan naszego organizmu będzie ulegał stopniowemu pogorszeniu. 
Nie bez powodu mówi się, że "ranek jest mądrzejszy od nocy" i że "sen jest najlepszym lekarstwem". To nie są zwykłe "powiedzonka", to stwierdzenia doskonale odzwierciedlające niezwykłe właściwości snu. Zaburzenia snu nie tylko skutkują naszą ograniczoną wydajnością w ciągu dnia i znacząco pogarszają jakość życia, ale i są przyczyną problemów zdrowotnych takich, jak otyłość. Badania prowadzone wśród osób objętych opieką geriatryczną pokazują również, że zaburzenia snu są czynnikiem zwiększającym umieralność.
 
Sen jest formą bardzo specjalnej aktywności naszego mózgu, która w dodatku ma charakter cykliczny. Możemy w niej wyróżnić dwie podstawowe fazy - tzw. REM (rapid eye movement - faza szybkich ruchów gałek ocznych) i NREM (non-rapid eye movement), która dodatkowo dzieli się na 4 fazy. Nie będę się jednak zagłębiać w fazy snu, bo łatwo można znaleźć informacje na ich temat.
W tym miejscu dodam tylko, że w fazie REM ma miejsce regeneracja centralnego układu nerwowego. Paradoksalnie jest ona stanem wzmożonej aktywności mózgu, ale przy jednoczesnej głębokiej relaksacji mięśni. Z kolei w fazie NREM ma miejsce regeneracja tkanek, budowa mięśni, naprawa tkanek, budowanie odporności. Przy czym faza NREM jest dłuższa, poprzedzielana krótkimi okresami snu REM.
 
Kluczem do sukcesu, czyli efektywnej regeneracji ciała i mózgu, jest zarówno czas trwania snu i czas trwania poszczególnych jego faz, jak i jakość i głębokość snu.
 
Jednym z najważniejszych czynników, od których zależy jakość naszego snu są warunki termiczne. Zależy od nich nie tylko łatwość zasypiania, ale i czas trwanie poszczególnych faz snu. Wiadomo, że mechanizm regulacji snu i jego faz jest silnie związany z mechanizmem termoregulacji. W prawidłowych warunkach w trakcie zasypiania dochodzi do rozszerzenia powierzchniowych naczyń krwionośnych i w efekcie podnosi się temperatura peryferycznych obszarów ciała, czyli skóry, stóp, dłoni (tzw. periphedral skin temperature - Tsk). Każdy z nas doświadczył niemożności zaśnięcia gdy nasze stopy są lodowate. Dzieje się tak, ponieważ wyższa Tsk jest niezbędna do wychłodzenia wewnętrznych obszarów ciała i w efekcie spadku temperatury wnętrza naszego ciała (tzw. core body temperature - Tcore). Tcore w trakcie snu pozostaje niższa, a podnosi się w trakcie budzenia się. Ponadto, stwierdzono zależność pomiędzy Tsk, a produkcją w mózgu melatoniny, hormonu odpowiedzialnego za rytm dobowy.
 
Okazuje się, że wśród czynników warunkujących komfort termiczny podczas snu szczególne znaczenie ma zależność pomiędzy temperaturą otoczenia a rodzajem odzieży, w której śpimy i rodzajem bielizny pościelowej. 
 
Dzieje się tak ponieważ na tzw. mikroklimat łóżka składa się zarówno temperatura, jak i wilgotność powietrza pomiędzy naszym ciałem a odzieżą i pościelą. Zgodnie z literaturą za komfortowe uważa się łóżko, w którym panuje temperatura 32-34 stopni C i wilgotność 40-60%. Badania naukowe pokazują, że szczególnie na warunki termiczne panujące w łóżku wrażliwa jest faza REM snu.
 
Dlatego od komfortu termicznego w trakcie snu zależy czy obudzimy się rano z jasnym i zregenerowanym umysłem, w dobrym nastroju czy też z uczuciem zmęczenia i niechęcią do zmierzenia się z problemami dnia codziennego.
 
Nasz komfort termiczny znacząco pogarsza bielizna nieprzepuszczalna dla wilgoci, która powoduje nadmierną wilgotność powietrza pomiędzy naszą skórą a materiałem i tym samym utrudnia prawidłową termoregulację. Istotne znaczenie ma również to, jak układa się materiał, z którego wykonana jest pościel lub nasza bielizna nocna. Jeśli materiał nie układa się miękko wokół ciała skutkuje to powstaniem nadmiernie wychładzanych przestrzeni powietrznych i zaburzeniem komfortu termicznego.
Wyniki badań pokazują, że także długość rękawa i nogawek piżamy wpływa na nasz sen. Krótkie rękawy i krótkie spodenki przyspieszają zasypianie i poprawiają jakość snu. Brak bezpośredniego kontaktu ciała z odzieżą skutkuje większą relaksacją aktywnego w ciągu współczulnego układu nerwowego, a tym samym poprawą jakości snu. Co jeszcze ciekawsze, zbyt obcisła bielizna i odzież noszona w ciągu dnia również mogą zaburzać sen w ciągu nocy. Nacisk na skórę również noszonej w ciągu dnia odzieży skutkuje zaburzeniami wydzielania melatoniny w nocy, a tym samym utrudniać zasypianie i pogarszać jakość snu.
 
Tak więc przyjrzyjcie się swojej garderobie, tej dziennej, i tej nocnej. Być może czas na zmiany :-) Zmiany, które mogą zrewolucjonować Wasze życie :-)
 
 
Literatura:
- Lee i inni (2000). The effects of skin pressure by clothing on circadian rhythms of core temperature and salivary melatonin. Chronobilogy International 17:783-793.
- Okamoto-Mizuno i Mizuno (2012). Effects of thermal environment on sleep and circadian rhythm. Journal of Physiological Anthropology 31:14-22.
- Park i Tokura (1998). Effects of different types of clothing on circadian rhythms of core temperature and urinary catecholamines. Japanese Journal of Physiology 48:149-156.
 
 
 
Na fotografii ktoś, kto bardzo dobrze radzi sobie z snem, czyli nasz kot o imieniu Kara :-)
Do posłuchania przemiłe dla ucha i relaksujące wykonanie piosenki Rule the World przez dwa wspaniałe męskie głosy - Brytyjczyka Gary'ego Barlow'a i Kanadyjczyka Michael'a Buble.
 
 
 

środa, 19 lutego 2014

Farby do włosów - wolisz być piękna czy zdrowa?

Kilka dni temu miałam rozmowę z panią w sklepie kosmetyczno-fryzjerskim. Wpadłam po coś, pani była bardzo pomocna i wywiązała się między nami dłuższa rozmowa. Gdy moja rozmówczyni poczuła się już bardzo ośmielona skrytykowała moje włosy, a dokładniej ich kolor, a jeszcze dokładniej niedokładne pokrycie włosów siwych. Na poparcie swoich słów zaprowadziła mnie przed lustro. Dzień był słoneczny, więc prawda kłuła w oczy - włosy siwe zamiast udawać, że mają naturalny kolor, tworzyły jaśniejsze pasemka. Zaczęłyśmy więc dyskutować na temat rodzaju farb do włosów oraz ich skuteczności i szkodliwości dla zdrowia.
Ta rozmowa sprowokowała mnie do zgłębienia tego tematu.
 
Nie wiem jak Wy, ale ja mam wrażenie, że we współczesnym świecie toczymy nieustanną walkę o swoje zdrowie. Walka jest nierówna, ilość czynników zagrażających naszemu zdrowiu jest tak duża i są one tak różnorodne, że każdemu trudno się w tym odnaleźć. W dodatku wielu rzeczy nie możemy uniknąć. Możemy bez końca wymieniać czego nie wolno, a co wolno ale na końcu zawsze zderzymy się z rzeczywistością, w której na wiele rzeczy nie mamy wpływu. I ogarnia nas frustracja. Dlatego wiele osób dla własnego "spokoju ducha" odrzuca wszystkie niewygodne fakty i idzie dalej. Mój blog nie ma jednak na celu stresowania ludzi. Piszę o tym, co ja sama mogę zmienić i jak ja sama mogę ulepszyć swoje życie i poprawić swoje zdrowie. Nie wszystko mogę i mam tego świadomość. I nie wyrywam sobie włosów z głowy wiedząc, że nie uda mi się usunąć absolutnie wszystkich zagrożeń. Jednak to, co mogę zrobić dla swojego zdrowia, robię. Nic nie wpływa gorzej na nasze zdrowie niż stres i negatywne emocje. Często nerwowe i pełne napięcia skupienie się na własnym zdrowiu wręcz wywołuje chorobę.
 
Dlatego na moje zadane w tytule pytanie "wolisz być piękna czy zdrowa?" odpowiem tak, jak w skrytości serca każda kobieta, nawet ta najbardziej walcząca o swoje i rodziny zdrowie - wolę być i piękna, i zdrowa :-)
 
I tym się kierując napiszę dziś o farbach do włosów :-)
 
Bo jeśliby podejść do tematu "religijnie" to żadnych farb do włosów nie powinnyśmy używać, koniec kropka. Podobnie jak inne kosmetyki zawierają wiele naprawdę paskudnych substancji chemicznych. Jednak są wśród nich te super paskudne i te nieco mniej wstrętne. I to co możemy zrobić to nie używać tych z szczególnie groźnymi składnikami. Może nie będą one tak skutecznie maskować oznak naszego starzenia się ale jeśli siwe włosy pogarszają nam humor gdy patrzymy w lustro, na pewno pomogą nam poczuć się lepiej.
 
Moja rozmówczyni ze sklepu z kosmetykami w trakcie naszej rozmowy sporo czasu poświęciła na amoniak. Jednak amoniak to "drobiazg" jeśli chodzi o groźne składniki farb do włosów.
 
Oto lista tych, których naprawdę warto unikać:
 
- Para-fenylenediamina lub tetrahydro-6-nitroquinoksalina - obie uszkadzają DNA i badania na zwierzętach wykazały, że powodują raka.
 
- Smoła (coal tar) - powszechnie znany kancerogen, występuje w wielu farbach do włosów.
 
- Formaldehyd - substancja silnie toksyczna, wywołuje raka, zaburzenia rozwojowe i zaburzenia płodności.
 
- DMDM hydantoin - konserwant, zaburza działania układu odpornościowego, w niektórych krajach zakazany w kosmetykach.
 
- Eugenol - substancja zapachowa, może wywoływać raka, jest toksyczna dla układu odpornościowego i nerwowego, wywołuje alergie.
 
 
Warto też pamiętać, że im ciemniejsza farba tym szkodliwych substancji więcej oraz im bardziej trwałe farbowanie tym groźniejsze dla zdrowia. Najlepszym wyjściem są oczywiście farby oparte na naturalnych składnikach roślinnych choć należą do tych najmniej trwałych. Tak więc moje nie do końca pokryte włosy wcale mnie nie martwią. Wprost przeciwnie :-)
 
 
Literatura:
- Carcinogenicity of some aromatic amines, organic dyes, and related exposures. Lancet 2008
 
 
Dzisiaj fotografia trochę z przymrużeniem oka :-) Amarylis po przejściu przez program do obróbki obrazu :-)
Do posłuchania Another day - Buckshot LeFonque.
 
 
 
Powiązane posty:

piątek, 14 lutego 2014

Norowirus - potężniejszy "brat" rotawirusa

Wiem, wiem, jest koniec tygodnia, a nie początek, czyli jestem bardzo spóźniona w tygodniu z nowym postem. Ale nie bez powodu. Pod koniec ubiegłego tygodnia zaczęła się "czarna seria". Najpierw Zosię dopadła tzw. grypa żołądkowa. Gdy już ogarnęłam sytuację moja 8-ka bólem zakomunikowała mi, że czas ją usunąć (pozdrowienia dla Pana Doktora - to było mistrzostwo świata! :-). Na koniec tej serii, wirus dopadł mnie. To jednak nie wszystko, wirusy wirusami ale terminy goniły i nie było "zmiłuj się". Szczęśliwie jednak zmieściłam się w terminach, Zosia wyzdrowiała, o 8-ce już zapomniałam, a dzisiaj mam wreszcie czas do końca zwalczyć swojego wirusa odpoczywając przy blogu :-)
 
Jak to już nieraz było inspiracją do wpisu stało się życie. Grypa żołądkowa. Nietypowy temat na Walentynki :-) Pisałam już o nim ponad rok temu (w Mikołaja! :-), tym razem oczywiście inaczej.
 
Przyzwyczailiśmy się już do kojarzenia grypy żołądkowej z rotawirusami. Na dużą skalę zdążył się już też rozwinąć przemysł szczepionek przeciw rotawirusom. Nie mogło więc być inaczej - miejsce rotawirusa zajął jego "następca", potężniejszy, wszechmocniejszy i bardziej zjadliwy.
Norowirus.
Ale nie martwcie się, prace  nad szczepionkami przeciw norowirusom już trwają ... Ciekawe co je zastąpi ... :-(
 
Statystyki mówią same za siebie. W USA rotawirus jest co roku przyczyną 20 do 60 śmierci, głównie dzieci w wieku do 5 lat, za to norowirus zabija rocznie aż 800 osób i to w każdym wieku.
 
Oprócz typowej również dla rotawirusa drogi zakażenia - przez bezpośredni kontakt błon śluzowych z wydzieliną osoby chorej - norowirus coraz częściej rozprzestrzenia się przez zanieczyszczenie żywności i wody. Źródłem epidemii stają się restauracje i placówki, w których prowadzone jest żywienie zbiorowe (szkoły, hotele, szpitale itp.), gdzie zanieczyszczenie wirusem następuje w trakcie przygotowywania posiłków.
 
Głównym zagrożeniem dla życia w przypadku grypy żołądkowej jest ryzyko odwodnienia organizmu. Szczególnie są na nie narażone niemowlęta i małe dzieci. Mimo, że ich organizm zawiera więcej wody (w stosunku do masy ciała) niż organizm dorosłej osoby to jednak stosunkowo mała część tej wody to tzw. woda czynnościowa, czyli spożytkowywana na podstawowe funkcje biologiczne organizmu. Z tego powodu utrata wody zwłaszcza w wyniku wymiotów dużo szybciej prowadzi do odwodnienia i zaburzeń elektrolitów u niemowląt i małych dzieci niż u starszych dzieci i dorosłych.
 
Jednak grypa żołądkowa to nie tylko objawy ze strony układu pokarmowego.
Infekcja wirusami wywołującymi grypę żołądkową może się również manifestować katarem i kaszlem. Ten sam wirus u różnych osób może w różnym nasileniu wywołać różne objawy. Zosia wymiotowała i cierpiała na bóle brzucha. U mnie ze strony układu pokarmowego pojawiły się jedynie niewielkie skurcze za to kaszel, a następnie katar były bardzo intensywne. Przyszło Wam kiedyś do głowy, że wymiotujecie, bo dzień wcześniej mieliście kontakt z "zakatarzoną" osobą?
 
Większość osób jest świadoma ryzyka odwodnienia w wyniku intensywnych wymiotów. I zapewne podobnie jak ja, wiele osób nerwowo podchodzi do tej kwestii, gdy grypa żołądkowa dotyka dzieci. Moje doświadczenia są bardzo złe, Zosia w wieku niespełna 4 lat trafiła do szpitala nie tylko odwodniona ale i z poważnymi zaburzeniami elektrolitów objawiającymi się tężeniami całego ciała.
W związku z tym w trakcie wymiotów za wszelką cenę staramy się nawadniać dziecko. Też mam taki odruch.
Ale to wielki błąd.
Podawanie napojów w trakcie wymiotów wzmaga je i przedłuża, a nie powoduje, że uzupełniamy niedobór wody - to co wypijamy i tak zwracamy.
Możemy przepłukiwać usta w celu usunięcia nieprzyjemnego smaku po wymiotach ale nasz żołądek powinien odpoczywać i my sami też. Dopiero po 3 godzinach od ostatnich wymiotów możemy spróbować niewielkich łyków wody, sączonych powoli. Jeśli nasz żołądek się nie buntuje możemy stopniowo zwiększać ilość wypijanych płynów i popijać je przez następną godzinę lub dwie. Po tym okresie, jeśli wymioty nie powrócą sensowne i skuteczne jest zażywanie probiotyków. Dobrej jakości, kompleksowych, z prebiotykiem. Nawet co pół godziny. I nie żałujcie sobie. Sami zauważycie, że czujecie się lepiej z minuty na minutę. 
 
Na koniec jednak należy dodać, że jeśli mimo wszystko wymioty się utrzymują, zwłaszcza w przypadku małych dzieci, należy niezwłocznie udać się do szpitala - odpowiednio wczesne nawodnienie dożylne może uratować życie. Kiedy dojdzie do zaburzeń elektrolitów, a lekarz mimo to nie wykona tak podstawowego badania jak gazometria, zwykła grypa żołądkowa może skończyć się śmiercią. Sama doświadczyłam tego, że tak proste, szybkie, tanie i absolutnie kluczowe badanie może nie zostać wykonane, w szpitalu, dużym, wojewódzkim. Mimo, że z Zosią nie było już kontaktu musieliśmy odbyć wielką walkę z lekarzami o wykonanie tego badania. Wykazało ono, że w Zosi krwi nie ma już w ogóle buforów zasadowych co grozi obniżeniem pH krwi. A nawet nieznaczne obniżenie pH krwi oznacza śmierć. Mimo, że po tym badaniu podano wodorowęglany, które są jednym ze składników układu buforującego, następna gazometria wykazała nieznaczny spadek pH krwi. Dopiero kolejne podanie podwójnej dawki wodorowęglanów przywróciło ją do życia. W ostatniej chwili. Dosłownie, nie w przenośni. A mimo to ordynator oddziału, która zleciła to badanie dopiero po "burze" ze strony dyrektora szpital, który szczęśliwie jako kardiolog miał pojęcie o równowadze kwasowo-zasadowej, do końca uważała, że badanie było niepotrzebne.


Literatura:
- Payne i inni (2013). Norovirus and medically attended gastroenteritis in U.S. children. The New England Journal of Medicine 368:1121-1130


Na zdjęciu zdrowa Zosia niedługo po feralnym epizodzie szpitalnym.
Do posłuchania Take That - The Flood.


 
 
 

środa, 5 lutego 2014

Jak emocje wpływają na biologię naszego organizmu

Praca i praca, z jednego zadania do wykonania w drugie, z jednej tematyki w inną, poważne sprawy, skomplikowane tematy. Dzisiaj mam ochotę na coś lekkiego i przyjemnego.

W listopadzie ubiegłego roku w rzetelnym czasopiśmie Proceedings of the National Academy of Sciences (PNAS) ukazał się bardzo ciekawy artykuł fińskich naukowców. Opisali oni w jaki sposób emocje mogą wpływać na aktywność poszczególnych części naszego ciała. W badaniach wzięło udział 700 ochotników z Europy (Finlandii i Szwecji) oraz Azji (Tajwanu). Zostali oni poproszeni o samodzielną ocenę jak na ich ciało wpływają słowa wyrażające 14 rodzajów emocji. Ochotnicy mieli za zadanie kolorem wyrazić wzrost lub spadek aktywności w poszczególnych rejonach ciała. Na podstawie rezultatów tego eksperymentu (z uwzględnieniem różnic istotnych statystycznie) dokonano zmapowania aktywności ludzkiego ciała pod wpływem badanych emocji. Do badań zaproszono ochotników zarówno z Europy, jak i z Azji by sprawdzić czy pochodzenie kulturowe ma znaczenie w sposobie odczuwania poszczególnych emocji. Eksperyment ten pokazał, że efekty te są uniwersalne.
 
Jeśli macie ochotę również wziąć udział w tym eksperymencie, można to zrobić tutaj. Test jest dostępny w języku angielskim, francuskim, włoskim i rosyjskim.




Z prawej strony rysunku znajduje się skala odnosząca kolor do aktywności - kolorami ciepłymi zaznaczono wzrost aktywności, kolorami zimnymi (niebieskimi) spadek aktywności, a kolorem czarnym aktywność wyjściową, uznawana w eksperymencie za neutralną (stan wyjściowy zobrazowano na postaci znajdującymi się w prawym górnym rogu rysunku, opisanej jako "neutralny").

Zauważcie, że zarówno negatywne, jak i pozytywne emocje mogą wywołać wzrost aktywności w różnych rejonach ciała. Jednak emocje pozytywne aktywują całe ciało równomiernie (szczęście, miłość), w przeciwieństwie do negatywnych, przy których powstają znaczące dysproporcje w aktywności. Szczególnie drastyczna dysproporcja charakteryzuje stan smutku. Zwraca również uwagę obraz uzyskany dla stanu depresji, w którym w większości części ciała widać spadek poziomu aktywności poniżej neutralnego. Z zaprezentowanych map widać również, że większość emocji zarówno tych negatywnych, jak i pozytywnych "ulokowana jest" w obrębie klatki piersiowej i głowy.

Inne wcześniejsze badania pokazują, że niektóre emocje manifestują się bólem w różnych częściach ciała mimo, że nie da się wyjaśnić tego bólu w żaden sensowny sposób. Bol oznacza pobudzenie dróg nerwowych odpowiedzialnych za przewodzenie tego sygnału do mózgu lub pobudzenie samych obszarów mózgu odpowiedzialnych za odczuwanie bólu, mimo, ze nie miało miejsca podrażnienie receptorów bólowych. Przypomina mi to bóle fantomowe lub szumy w uszach, za których przyczynę również uważa się pobudzenie samych dróg nerwowych odpowiedzialnych za przewodzenie bodźców z amputowanej kończyny lub przewodzenie w słuchowych drogach nerwowych, bez udziału bodźca.

Rezultaty uzyskane przez fińskich naukowców doskonale współgrają z opisywanymi w literaturze efektami wpływu różnych emocji na nasze organy. Wiadomo np., że stres obniża odporność, powoduje wzrost ciśnienia krwi, sprzyja atakom serca czy zaburza poziom cukrów w krwi, równowagę hormonalną i biochemię mózgu. Efekty negatywnego działania stresu na nasz organizm mają swoje uzasadnienie biologiczne. Uwolnienie hormonu stresu (kortyzolu) stymuluje organizm do zmierzenia się ze źródłem stresu i przeciwdziałanie mu. W efekcie następuje przyspieszenie akcji serca w celu lepszego ukrwienia tkanek, hiperwentylacja płuc w celu dostarczenia organizmowi większej ilości tlenu a funkcje organizmu, które nie są absolutnie konieczne by stawić czoła niebezpieczeństwu, jak działanie układu odpornościowego, ulegają zahamowaniu lub całkowitemu zablokowaniu. Długotrwałe utrzymywanie organizmu w takim stanie, w wyniku chronicznego stresu lub nieumiejętności radzenia sobie ze stresem skutkuje stopniowym ale poważnym upośledzeniem jego funkcji.

Przedstawione w PNAS mapy emocji mają również swoją wartość w odczytywaniu stanów emocjonalnych ludzi na podstawie języka ciała. Percepcja emocji aktywując dane obszary naszego ciała powoduje również stymulowanie włókien mięśniowych w tych obszarach, co często wyraźnie uwidacznia się w postawie ciała, w wyrazie twarzy lub innych cechach ciała, których nie jesteśmy w stanie nazwać i określić, a które "czujemy" patrząc na osobę będącą pod wpływem danych emocji.

Inne badania, które opisywałam już wcześniej pokazują, że ma również miejsce zależność odwrotna - postawa naszego ciała może wpływać na nasze emocje. Nie bez powodu mówi się też, że "śmiech to zdrowie", że "ruch to zdrowie", że "pozytywne myślenie wpływa również na biologię naszego organizmu". Bo z jednej strony emocje mogą nam zaszkodzić lub pomóc, a z drugiej strony możemy radzić sobie z nimi prostymi sposobami, za pomocą naszego ciała.
Tak więc do dzieła, nie dajmy się negatywnym emocjom! :-)


Literatura:
- Nemmenmaa i inni (2013). Bodily maps of emotions. PNAS doi: 10.1073/pnas.13216641 11


Do posłuchania jeszcze raz Gary Barlow, bo nie mogę się oderwać :-) Tym razem tzw. kultowy staroć w jego aranżacji - "Forever autumn".



Powiązane posty:
Język ciała - mówimy nim również do swojego organizmu