piątek, 14 lutego 2014

Norowirus - potężniejszy "brat" rotawirusa

Wiem, wiem, jest koniec tygodnia, a nie początek, czyli jestem bardzo spóźniona w tygodniu z nowym postem. Ale nie bez powodu. Pod koniec ubiegłego tygodnia zaczęła się "czarna seria". Najpierw Zosię dopadła tzw. grypa żołądkowa. Gdy już ogarnęłam sytuację moja 8-ka bólem zakomunikowała mi, że czas ją usunąć (pozdrowienia dla Pana Doktora - to było mistrzostwo świata! :-). Na koniec tej serii, wirus dopadł mnie. To jednak nie wszystko, wirusy wirusami ale terminy goniły i nie było "zmiłuj się". Szczęśliwie jednak zmieściłam się w terminach, Zosia wyzdrowiała, o 8-ce już zapomniałam, a dzisiaj mam wreszcie czas do końca zwalczyć swojego wirusa odpoczywając przy blogu :-)
 
Jak to już nieraz było inspiracją do wpisu stało się życie. Grypa żołądkowa. Nietypowy temat na Walentynki :-) Pisałam już o nim ponad rok temu (w Mikołaja! :-), tym razem oczywiście inaczej.
 
Przyzwyczailiśmy się już do kojarzenia grypy żołądkowej z rotawirusami. Na dużą skalę zdążył się już też rozwinąć przemysł szczepionek przeciw rotawirusom. Nie mogło więc być inaczej - miejsce rotawirusa zajął jego "następca", potężniejszy, wszechmocniejszy i bardziej zjadliwy.
Norowirus.
Ale nie martwcie się, prace  nad szczepionkami przeciw norowirusom już trwają ... Ciekawe co je zastąpi ... :-(
 
Statystyki mówią same za siebie. W USA rotawirus jest co roku przyczyną 20 do 60 śmierci, głównie dzieci w wieku do 5 lat, za to norowirus zabija rocznie aż 800 osób i to w każdym wieku.
 
Oprócz typowej również dla rotawirusa drogi zakażenia - przez bezpośredni kontakt błon śluzowych z wydzieliną osoby chorej - norowirus coraz częściej rozprzestrzenia się przez zanieczyszczenie żywności i wody. Źródłem epidemii stają się restauracje i placówki, w których prowadzone jest żywienie zbiorowe (szkoły, hotele, szpitale itp.), gdzie zanieczyszczenie wirusem następuje w trakcie przygotowywania posiłków.
 
Głównym zagrożeniem dla życia w przypadku grypy żołądkowej jest ryzyko odwodnienia organizmu. Szczególnie są na nie narażone niemowlęta i małe dzieci. Mimo, że ich organizm zawiera więcej wody (w stosunku do masy ciała) niż organizm dorosłej osoby to jednak stosunkowo mała część tej wody to tzw. woda czynnościowa, czyli spożytkowywana na podstawowe funkcje biologiczne organizmu. Z tego powodu utrata wody zwłaszcza w wyniku wymiotów dużo szybciej prowadzi do odwodnienia i zaburzeń elektrolitów u niemowląt i małych dzieci niż u starszych dzieci i dorosłych.
 
Jednak grypa żołądkowa to nie tylko objawy ze strony układu pokarmowego.
Infekcja wirusami wywołującymi grypę żołądkową może się również manifestować katarem i kaszlem. Ten sam wirus u różnych osób może w różnym nasileniu wywołać różne objawy. Zosia wymiotowała i cierpiała na bóle brzucha. U mnie ze strony układu pokarmowego pojawiły się jedynie niewielkie skurcze za to kaszel, a następnie katar były bardzo intensywne. Przyszło Wam kiedyś do głowy, że wymiotujecie, bo dzień wcześniej mieliście kontakt z "zakatarzoną" osobą?
 
Większość osób jest świadoma ryzyka odwodnienia w wyniku intensywnych wymiotów. I zapewne podobnie jak ja, wiele osób nerwowo podchodzi do tej kwestii, gdy grypa żołądkowa dotyka dzieci. Moje doświadczenia są bardzo złe, Zosia w wieku niespełna 4 lat trafiła do szpitala nie tylko odwodniona ale i z poważnymi zaburzeniami elektrolitów objawiającymi się tężeniami całego ciała.
W związku z tym w trakcie wymiotów za wszelką cenę staramy się nawadniać dziecko. Też mam taki odruch.
Ale to wielki błąd.
Podawanie napojów w trakcie wymiotów wzmaga je i przedłuża, a nie powoduje, że uzupełniamy niedobór wody - to co wypijamy i tak zwracamy.
Możemy przepłukiwać usta w celu usunięcia nieprzyjemnego smaku po wymiotach ale nasz żołądek powinien odpoczywać i my sami też. Dopiero po 3 godzinach od ostatnich wymiotów możemy spróbować niewielkich łyków wody, sączonych powoli. Jeśli nasz żołądek się nie buntuje możemy stopniowo zwiększać ilość wypijanych płynów i popijać je przez następną godzinę lub dwie. Po tym okresie, jeśli wymioty nie powrócą sensowne i skuteczne jest zażywanie probiotyków. Dobrej jakości, kompleksowych, z prebiotykiem. Nawet co pół godziny. I nie żałujcie sobie. Sami zauważycie, że czujecie się lepiej z minuty na minutę. 
 
Na koniec jednak należy dodać, że jeśli mimo wszystko wymioty się utrzymują, zwłaszcza w przypadku małych dzieci, należy niezwłocznie udać się do szpitala - odpowiednio wczesne nawodnienie dożylne może uratować życie. Kiedy dojdzie do zaburzeń elektrolitów, a lekarz mimo to nie wykona tak podstawowego badania jak gazometria, zwykła grypa żołądkowa może skończyć się śmiercią. Sama doświadczyłam tego, że tak proste, szybkie, tanie i absolutnie kluczowe badanie może nie zostać wykonane, w szpitalu, dużym, wojewódzkim. Mimo, że z Zosią nie było już kontaktu musieliśmy odbyć wielką walkę z lekarzami o wykonanie tego badania. Wykazało ono, że w Zosi krwi nie ma już w ogóle buforów zasadowych co grozi obniżeniem pH krwi. A nawet nieznaczne obniżenie pH krwi oznacza śmierć. Mimo, że po tym badaniu podano wodorowęglany, które są jednym ze składników układu buforującego, następna gazometria wykazała nieznaczny spadek pH krwi. Dopiero kolejne podanie podwójnej dawki wodorowęglanów przywróciło ją do życia. W ostatniej chwili. Dosłownie, nie w przenośni. A mimo to ordynator oddziału, która zleciła to badanie dopiero po "burze" ze strony dyrektora szpital, który szczęśliwie jako kardiolog miał pojęcie o równowadze kwasowo-zasadowej, do końca uważała, że badanie było niepotrzebne.


Literatura:
- Payne i inni (2013). Norovirus and medically attended gastroenteritis in U.S. children. The New England Journal of Medicine 368:1121-1130


Na zdjęciu zdrowa Zosia niedługo po feralnym epizodzie szpitalnym.
Do posłuchania Take That - The Flood.


 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz