wtorek, 25 marca 2014

Nie zniknęłam :-)

Jeśli ktoś miałby ochotę, to można mnie czytać w miesięczniku Moda na Zdrowie. Nie tylko mnie zresztą :-) W tym roku mój wkład w to naprawdę bogate i ciekawe czasopismo to cykl artykułów, które rozpoczęliśmy w styczniu dotyczących tego, jak absolutnie niezwykłym i cudownym tworem natury jest ludzki organizm.
 
Moda na Zdrowie dostępna jest w księgarniach sieci Empik i aptekach. Na stronie Mody na Zdrowie można również zamówić jej prenumeratę lub kupić pojedyncze numery zarówno w formie papierowej, jak i elektronicznej.
 
W tym miesiącu pisałam o naszych zadziwiających oczach i uszach. Numer jeszcze do dostania. W kwietniu zachwycam się głosem, węchem i całym układem oddechowym :-)
 
 
 
Dzisiaj jest i muzyka do posłuchania :-) Polski klasyk - Halina Frąckowiak i "Tin Pan Alley", piosenka znana też jako "Pogoda dla bogaczy". "Teledysk", że tak to nazwę, nieco dziwny :-) ale piosenka przyjemnie ciepła.



3 komentarze:

  1. Cześć Iza.
    Rozumiem Cię w 100% że się wku......aś na te zagrywki kopiuj-wklej bez podawania autora lub podszywanie się pod Ciebie.
    Ludzie to są świnie, nie obrażając świń, ale co ja teraz zrobię?
    Długo nic nie pisałem, bo teraz częściej używam telefonu, a z niego komentarze nie chcą się zapisywać na blogu, ale czytam wszystkie Twoje wpisy od A do Z.
    Dzięki tobie dowiedziałem się o statynach, cholestelorze, fruktozie itd. a teraz kicha.
    Ten miesięcznik można by zaprenumerować, ale trzeba mieszkać w Polsce, a i tak on chyba bardziej jest skierowany do kobiet.
    No trudno, Twój wybór i w pełni go szanuję.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie też jest smutno, bardzo smutno ;( przyłączam się całym sercem do grona Twoich fanów/fanek, a uwierz mi, nie mam zwyczaju czytywać blogów. Jesteś moim numerem jeden! Przekazałaś nam tyle mądrej i przydatnej wiedzy, a jak sobie pomyślę ile jeszcze mogłoby być przed nami.... Ja zawsze odkąd pamiętam popierałam to co naturalne i daleka byłam od wpływu reklam koncernów FMCG i farmaceutycznych, a od jesieni zeszłego roku zupełnie sfiksowałam na punkcie Zdrowego (i to w pełnym tego sława znaczeniu) jedzenia. Mam dwójkę dzieci i od kiedy moja wiedza się nieco wzbogaciła w tym obszarze (również dzięki TOBIE) nie jestem w stanie kupić dzieciom i dać do zjedzenia wielu produktów, którymi wcześniej ich częstowałam, bo są powszechnie dostępne i przecież 'zdrowe' - bo nikt nie powie że mogą szkodzić ;-). W pewnym sensie jest to problem ;-)) Twój blog wspaniale się czyta - lekko i wciągająco. Otworzyłaś mi oczy na wiele niby oczywistych tematów, a jednak inaczej przedstawianych nam przez świat komercji. Nie odchodź i nie znikaj z bloga! Co tydzień wyczekuję Twoich wpisów. Co teraz będzie? Pozdrawiam ciepło. Iza M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wasze słowa mnie cieszą. Oczywiście nie te ze "smutnymi minkami" na końcu :-) tylko te, że moje pisanie coś komuś dawało. Cieszy też Wasza otwartość umysłu i samodzielne myślenie.
    Przyznam, że w tej chwili problem bloga wpędza mnie z zadumę ale jak na razie z tych przemyśleń nie wyłonił się konkretny kierunek działań. Do tematu pisania tu podchodziłam poważnie i obowiązkowo. Poszukiwałam tematów ciekawych i użytecznych, a że nie pisałam o wróżeniu z fusów to wymagało to ode mnie pracy. Niektóre tematy nasuwały się same, o inne proszono mnie, jeszcze inny były tymi, które regularnie przewijały mi się przy innych okazjach. Ale zawsze zanim napisałam, studiowałam te tematy, poznawałam dogłębnie. A, że robiłam to regularnie, co tydzień, to zbierało się to naprawdę konkretną pracę, często po nocach i zawsze kosztem czegoś lub kogoś. Nad stronami tego typu, tymi wiarygodnymi, popartymi faktami, badaniami itp. z reguły pracują sztaby ludzi, którzy uczynili z tego po prostu swoją codzienną pracę "na cały etat".
    Ostatnio kilka razy różnym osobom powtórzyłam znaną sentencję, że "życie to sztuka wyboru". Te irytujące "odkrycia" własnych słów jako tekstów innych "autorów" w końcu sprawiły, że i sama do siebie powiedziałam tą sentencję. Na pewno nie wybieram zaprzestania działań w, nazwijmy to, edukacji prozdrowotnej. Wprost przeciwnie, bo mimo, że uwielbiam siedzieć w laboratorium i mogę spędzać całe dnie przed mikroskopem nigdy się nie nudząc to jednak robienie czegoś co pomaga konkretnym osobom daje bezcenne poczucie, że to co robię naprawdę ma sens. A do tego jeszcze lubię pisać i lubię ludzi :-) Niemniej jednak w tej chwili zastanawiam się jaką to wszystko powinno mieć formę i w stronę czego powinnam skierować swoją energię, która niestety nieograniczona nie jest. I tego wyboru jeszcze nie dokonałam.
    Wybaczcie moje filozoficzne, zamiast o zdrowiu, słowa, ale jak napisałam na wstępie, chwilowo dumam... Mam nadzieję, że wkrótce skrobnę tu coś mniej filozoficznego :-)

    OdpowiedzUsuń