środa, 5 marca 2014

Rak prostaty, czyli o tym, jak łatwo zdrowy mężczyzna może nagle znaleźć się na krawędzi życia i śmierci

Ostatnio pisałam o czymś miłym i relaksującym, czyli o spaniu. Dziś więc bez poczucia winy, że pogorszę komuś samopoczucie ;-) pozwolę sobie na temat mniej przyjemny. Będzie o zdrowiu mężczyzn i o tym, jak regularne badania kontrolne mogą stać się szkodliwe dla zdrowia zamiast uchronić mężczyznę przed problemami z nim. 
Mowa o badaniu tzw. antygenu specyficznego dla prostaty (and. Prostate Specific Antygen, czyli PSA).
 
PSA jest białkiem produkowanym wyłącznie przez komórki prostaty a jego zbyt wysoki poziom uważa się za marker raka prostaty i jest on stosowany do tzw. wczesnego diagnozowania tego schorzenia. Cały "nowoczesny" świat wprowadził program profilaktyki raka prostaty oparty na badaniu poziomu PSA. Mówi się o tym, że to przecież takie proste badanie, takie bezproblemowe a może tak wiele zmienić, może uchronić mężczyznę przez niechybną śmiercią z powodu raka prostaty.
 
Co robi się, gdy PSA jest zbyt wysokie?
 
Kwalifikuje się mężczyznę do biopsji prostaty. Jeśli mężczyzna będzie miał szczęście biopsja nie będzie wprawdzie przyjemnością, ale szybko o tym przeżyciu zapomni.
A co może mu się przytrafić jeśli nie będzie miał szczęścia? 3 lata temu Amerykańskie Towarzystwo Urologiczne na swoim corocznym spotkaniu przedstawiło alarmujący raport dotyczący poważnych infekcji bakteryjnych jako powikłania po biopsji prostaty. Ponieważ biopsję wykonuje się przez odbyt, istnieje ryzyko wprowadzenia igłą do biopsji, bakterii z jelita do krwiobiegu. Z tego powodu przed biopsją podaje się badanemu antybiotyki. W wyniku antybiotykoterapii często nie giną odporne na nią szczepy. I to takie, odporne na antybiotykoterapię bakterie jelitowe, zostają wszczepione badanemu, co prowadzi do ogólnoustrojowej infekcji bakteryjnej słabo reagującej na antybiotykoterapię. To jednak nie koniec atrakcji. W efekcie uszkodzenia prostaty może dojść do jej zapalenia, a co jeszcze gorsze może również dojść do niecofającego się obrzęku prostaty lub do uszkodzenia dróg nerwowych w tym obszarze. Po biopsji tak prosta czynność jak oddawanie moczu może nigdy więcej już prosta nie być. Przypadki konieczności dożywotniego cewnikowania pacjenta po biopsji prostaty opisuje się jako rzadkie, jednak dla ofiar tego powikłania statystki mają średnie znaczenie, a osobiście znam takie osoby.
 
Idźmy jednak dalej. Co dzieje się jeśli wynik biopsji jest pozytywny?
 
"Standardowe" leczenie. Chirurgiczne usunięcie "podejrzanej" części prostaty, następnie radioterapia a także hormonoterapia.  
Tyle "atrakcji". Niestety istnieją fakty zaprzeczające zasadności wystawienia na nie mężczyzny. Pomijając już fakt, że przyczyną wzrostu poziomu PSA może być co najmniej kilka czynników, np. wiek lub infekcja, to w dodatku wykrywane w biopsji komórki "rakowe" często nieszczególnie przekładają się na rzeczywiste istnienie raka. Badania, które przez 20 lat prowadzono w Szwecji i opisano w 2011 roku w czasopiśmie naukowym BMJ (British Medical Journal) pokazały, że testy przesiewowe poziomu PSA prowadzą do zbyt wielu fałszywie pozytywnie zdiagnozowanych chorych. Te i wiele innych badań wskazują, że niepotrzebnie naraża się mężczyzn na dalszą inwazyjną diagnostykę i leczenie. Ponadto, wyniki badań post mortem (pośmiertnych) świadczą o tym, że w 99% przypadków mężczyzn ze zdiagnozowanym wspomnianymi metodami rakiem prostaty stwierdza się więcej niż 5-cioletnią przeżywalność po diagnozie. Statystyki pokazują, że wśród mężczyzn, którzy zmarli z powodu raka, tylko 0,5% zmarło z powodu raka prostaty, a 95,5% z powodu innych nowotworów. Stwierdzono, że w zdecydowanej większości przypadków rak prostaty charakteryzuje się niezmiernie wolnym rozrostem. Schorzenie to zastało zaklasyfikowane jako rak na podstawie wyniku PSA i obrazu z biopsji. Jednak badania te nie pozwalają określić najważniejszej cechy raka, świadczącej o jego agresywności i zagrożeniu dla życia - szybkości wzrostu. Nie powinno się więc opierać na nich wskazań co do konieczności i sposobu leczenia. A tak właśnie się dzieje.
 
Niepotrzebne narażenie mężczyzn na grożące poważnymi powikłaniami badania i metody leczenia to jednak jeszcze nie wszystko.

Podejmowane metody leczenia nie tylko wiążą się z niedogodnościami i powikłaniami ale również mogą być powodem rozwinięcia się groźnego dla życia rodzaju raka. Powszechnie wiadomo, że radioterapia tak chętnie stosowana w leczeniu raka piersi i prostaty wywołuje poważne mutacje prowadzące do raka. Stwierdzono ponadto, że radioterapia powoduje wyłączenie tzw. genów supresorowych zabezpieczających nas przed rozrostem guzów.
 
Najnowsze badania naukowe pokazują, że rzeczywistym markerem raka prostaty, który zagraża życiu mężczyzny może być inne białko - tzw. białko Hsp-27. Jest ono produkowane tylko przez komórki agresywnego szybko rozwijającego się raka. Jednak badania nad tym białkiem są dopiero w początkowej fazie i sporo upłynie czasu zanim zacznie być stosowane w diagnostyce. Do tego czasu u ilu jeszcze mężczyzn zostanie bezzasadnie zdiagnozowany rak prostaty i ilu z nich zostanie poddanych realnie zagrażającemu życiu leczeniu?
 
 
Literatura:  
- Sandblom i inni (2011) Randomised prostate cancer screening trial: 20 year follow-up. BMJ 342:d1539
- Wheeler (2007) Is it necessary to cure prostate cancer when it is possible? Clin Interv Aging 2:153-161
- Study Questions Value of Prostate Cancer Screening


Do posłuchania jedna z ulubionych wokalistek mojej córki :-) Małgosia Jamroży w cudownej kompozycji Pawła Lucewicza - Spell of rain.

 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz