niedziela, 4 maja 2014

Serce - majowa Moda na Zdrowie

Zapraszam do majowej Mody na Zdrowie. Tym razem piszę w niej o naszym wspaniałym sercu i niesamowitym układzie krwionośnym.
Miłego czytania :-)


sobota, 3 maja 2014

Jestem tendencyjna...

Powodem do napisania dzisiejszego posta stał się poniższy komentarz, który pojawił się pod moim wpisem o oleju lnianym  http://naturopatia-sanatum.blogspot.com/2013/06/olej-lniany.html .
Postanowiłam odpowiedzieć na niego w nowym wpisie, żeby moja odpowiedź nie zaginęła, bo przedstawione obiekcje autora są ważne i dziękuję za nie.
 
>>>To nie jest dobry artykuł. Jego teza jest następująca: Olej lniany jest zły (albo nie działający), Olej rybi jest dobry. Cała teza jest oparta na jednym badaniu klinicznym, którego wiarygodności ani celowości nie sposób zweryfikować. Obecnie można spotkać dziesiątki badań klinicznych, które udowodnią wszystko co "trzeba". Drugą podstawą formułowanej tezy, są niejasno sformułowane w artykule przypuszczenia na temat roli składu Oleju lnianego. Zupełnym nieporozumieniem jest operowanie przez Autorkę, pojęciem "olej rybi". Nic takiego nie istnieje. O ile istnieje olej lniany, to olejów uzyskiwanych z ryb może być bardzo wiele i różnych. Szkoda bo temat jest ciekawy, Autorka interesująca, a podejście wygląda na tendencyjne. <<<
 
 Zacznę z odrobiną sarkazmu. Nie byłby to pierwszy raz w historii nauki/medycyny gdy jeden projekt badawczy stał się podstawą potężnej teorii, w dodatku wiecznie żywej. Mam tu na myśli "legendarne" badania Ancel'a Keys'a dotyczące cholesterolu, które stały się fundamentem tzw. koncepcji Dieta-Serce, mimo tego, że były bardzo wątpliwie wiarygodne, wręcz zatajono w nich niewygodne rezultaty.
 
Ale żarty na bok ;-)
 
To, że przywołany w moim wpisie artykuł stał się powodem tego wpisu nie oznacza, że jest on jedyny. Zainteresowanym polecam artykuł przeglądowy o tej tematyce z 2006 roku z czasopisma American Journal of Clinical Nutrition, w którym, znajdziecie odnośniki do oryginalnych prac źródłowych (Wang i inni, 84:5-17, http://ajcn.nutrition.org/content/84/1/5.full.pdf+html ).
 
Jeśli wpiszemy w PubMed lub Google Scholar stosowne hasło znajdziemy również wiele artykułów, w których opisywane są badania dowodzące unikatowych właściwości prozdrowotnych oleju lnianego. Niestety badania naukowe trzeba umieć czytać i jako naukowiec z przykrością muszę się zgodzić w opinią autora komentarza, że obecnie można znaleźć badania, na postawie których można "udowodnić" praktycznie wszystko. Miałam wielkie szczęście tłumaczyć książkę wspaniałego i niezależnego lekarza oraz naukowca Uffe Ravnskova ("Cholesterol - naukowe kłamstwo"), i często się do niej odnoszę. Człowiek ten zadał sobie trud dogłębnego przeanalizowania literatury dotyczącej cholesterolu i opisuje między innymi, kolokwialnie rzecz ujmując, jaką ściemą mogą być badania naukowe.
 
Bardzo często bywa tak, że gubiąc się dżungli zaprzeczających sobie badań doznajemy olśnienia gdy sięgniemy do podstawowej wiedzy z zakresu fizjologii człowieka. Tak jest również w tym przypadku.
W podręcznikach dot. fizjologii człowieka znajdziecie następujące stwierdzenie:
>>>Eikonazoidy powstające w rodzinie omega-6 wzmagają krzepliwość, zwężają naczynia, stymulują postępowanie zmian miażdżycowych, nasilają reakcje zapalne i alergiczne a także stymulują proliferację komórek i rozrost tkanki nowotworowej, zwłaszcza w gruczole sutkowym, jelicie grubym i prostacie. Eikozanoidy z rodziny omega-3 działają odwrotnie, antyagregacyjnie, przeciwzapalnie, zmniejszają kurczliwość naczyń krwionośnych, przyczyniają się też do zahamowania zmian nowotworowych.<<<
Jak to się ma do przywołanego tu oleju lnianego i oleju rybiego?
Mimo, że olej lniany jest bogaty w kwas alfa-linolenowy (ALA) należący do kwasów omega-3, któremu przypisywane są prozdrowotne właściwości oleju lnianego, jednak oprócz tego zawiera również sporo kwasów omega-6, bo aż 16% wszystkich kwasów tłuszczowych. Nie jest to oczywiście tak dużo jak w oleju słonecznikowym (71%), kukurydzianym (57%) czy sojowym (54%), niemniej jednak znacząco więcej niż w oleju rybim, w którym zawartość omega-6 jest tak niska, że praktycznie do pominięcia. A to oznacza, że spożywanie dużych ilości oleju lnianego jest jak równoczesne naciskanie na gaz i na hamulec, z jednej strony pozytywne efekty ALA, z drugiej negatywne efekty omega-6.
 
Nie bardzo rozumiem zarzut autora powyższego komentarza co do terminu "olej rybi". Olej rybi jest tłuszczem pochodzącym z ryb. Szczególnym rodzajem oleju rybiego jest tran. Zdarza się, że każdy olej rybi nazywany jest tranem jednak nie jest to zgodne z przyjętą terminologią. Termin "tran" jest bowiem zarezerwowany dla oleju wątłuszowego, czyli oleju z wątroby dorszowatych.
 
Aż wreszcie na koniec to, co umieściłam w tytule. Jestem tendencyjna?
 
Podkreślam to zawsze, na każdym kroku, przy każdej okazji, również w tym blogu, w opisie mojego profilu, na mojej stronie - jestem fanką kwasu eikozapentaenowego (EPA), należącego do omega-3. Pod jego "cudownością" podpisuję się obiema rękami i nogami już od lat. I nie wstydzę się tego. Bo mogę z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, nie przesadzając, że odpowiednie odżywianie i EPA uratowały mi życie. Dlatego jestem wielką orędowniczką obu, prawidłowego odżywiania i EPA. Obu tematom poświęcam mnóstwo swojego czasu, tak w teorii (zgłębiając wiedzę), jak i w praktyce - zajmując się doradztwem żywieniowym oraz dystrybucją preparatów na bazie EPA. I obie te działalności przydarzyły mi się z tego samego powodu - od lat dzieliłam się zarówno swoimi doświadczeniami w tym zakresie, jak i zamawianymi w UK na własny użytek preparatami z EPA, aż wreszcie przyjęło to takie rozmiary, że wiele osób zaczęło mnie wręcz prosić o to, żebym zrobiła z tego również moją pracę, nie tylko hobby.
Jak zapewne zauważyliście jestem również gorącą zwolenniczką oleju kokosowego, choć go nie sprzedaję. Homeopatii - choć nie jestem właścicielka apteki homeopatycznej. Innych niż cukier i syntetyki substancji słodzących choć nie prowadzę sklepu ze zdrową żywnością. Astaksantyny, witaminy D3 itd., itp.
 
Czy jestem więc tendencyjna? Moja odpowiedź brzmi - ABSOLUTNIE NIE.
 
Po prostu robię to, w co wierzę. Mimo, że często wymaga to ode mnie rezygnowania z wolnego czasu i wybierania między tym, a rodziną, bo nadal niezależnie od tego pracuję naukowo i uczę studentów studiów biologicznych. Nie sztuką jest narzekać, oceniać, krytykować, znajdować dziury w całym. Sztuką jest coś robić z tym, w co wierzymy. Amen.
 
Podsumowując ten dzisiejszy nieco długi wpis zapewniam, że do tematu oleju rybiego i EPA wrócę jeszcze nie jeden raz. I na pewno nie dlatego, że jestem tendencyjna :-)
 
 
 
W załączeniu tradycyjnie fotografia - jedna  z moich ulubionych z przemiłymi wspomnieniami. Moja wówczas 7-letnia Zosia w roli Kleopatry, z najprawdziwszym w świecie wężem na głowie. Każdemu życzę takiej odwagi i zaufania właściwej osobie :-)
No i muzyka. Dzisiaj piosenka, którą lubimy obie z Zosią - The Lumineers i "Ho hey".