czwartek, 30 lipca 2015

Czy duża częstotliwość badań usg w trakcie ciąży jest bezpieczna dla dziecka?

Trochę mam zaległych rzeczy do napisania i tematów do omówienia ale potrzeba napisania akurat na powyższy temat pojawiła się nagle i niespodziewanie.

Kilka dni temu zdarzyło mi się udostępnić na facebookowej stronie Naturopatii-Sanatum link dotyczący zagrożeń, jakie niesie "nadgorliwe" wykonywanie badania ultrasonograficznego w trakcie ciąży. W linku były informacje i odnośniki do literatury naukowej. Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku godzinach nie znalazłam tego wpisu na stronie, a przy próbie ponownego umieszczenia go wraz z linkiem dowiedziałam się, że został on przez kogoś zgłoszony do administratora, jako zawierający obraźliwe treści i usunięty.

Nie wydaje mi się, żeby te informacje były obraźliwe, a za to na pewno są ważne dla kobiet w ciąży lub planujących ciążę. Ale nie tylko to. Ta sprawa pokazuje pewne globalne niepokojące "zjawisko" mające miejsce również w polskiej służbie zdrowia.

Na początek myślę, że zastanowią Was fakty z kraju, gdzie aktualnie jestem, z Szwecji. Fakty dotyczące opieki zdrowotnej i kobiet w ciąży.

Przede wszystkim kobieta ciężarna jest pod opieką położnej, a nie lekarza. Jedynie w sytuacji jeśli położna stwierdza jakąś nieprawidłowość kobieta jest kierowana do lekarza. Dlaczego tak jest? Bo zdaniem znamienitych tutejszych profesorów ciąża jest normalnym stanem, a nie chorobą. Prawda, że trudno z tym oczywistym stwierdzeniem polemizować? Ale skoro tak, to dlaczego kobiety w Polsce muszą się nieustannie widywać z lekarzem, który za każdym razem bada je mniej lub bardziej nieprzyjemnie oraz niejednokrotnie przy każdej wizycie wykonuje usg???? W Szwecji, w której ciąża nie jest chorobą, badanie usg wykonywanie jest zaledwie jeden raz, pomiędzy 18 a 20 tygodniem ciąży, a badanie ginekologicznie w ogóle nie ma miejsca. Tak, właśnie tak, nie przejęzyczyłam się. Ponadto, wykonuje się stosunkowo niewiele innych badań (z krwi i moczu). W trakcie porodu lekarz pojawia się wyłącznie w razie komplikacji lub jeśli kobieta zażyczy sobie znieczulenie.

Jak myślicie, dlaczego udział lekarza jest tak minimalny i dlaczego kobiety ciężarnej prawie się nie bada?

Z oszczędności?

Czy z oszczędności naraża się życie i zdrowie kobiet i dzieci? Czy należy współczuć kobietom w Szwecji, bo nie mogą liczyć na lekarza? Czyżby?

Zdecydujcie sami przyglądając się poniższym faktom:
  • Szwecja plasuje się na drugim miejscu światowego rankingu krajów najlepszych i najbardziej pożądanych do rodzenia w nich dzieci. Na pierwszym miejscu jest... Finlandia.
  • Śmiertelność noworodków wynosi tu 1,5 na 1000 urodzeń i jest drugą najniższą w Europie, zaraz po... Islandii.
  • Badania kohortowe (na dużej grupie ludzi) pokazują, że praktykowana w Szwecji opieka położnej mimo braku badań lekarskich i nieustannych usg skutkuje bardzo niską liczbą przedwczesnych porodów. Zaledwie 5% ciąż kończy się tu przedwcześnie, a przy tak "niewielkiej wiedzy" o stanie dziecka, niewielkiej skoro prawie nie ma badań, szwedzka neoanatologia i skuteczność w doprowadzaniu do stanu pełnego zdrowia dzieci urodzonych przedwcześnie jest sławiona na całym świecie.
No nic tylko współczuć kobietom w Szwecji, prawda?

Wybaczcie sarkazm, ale trudno się mu oprzeć bo wynikający w powyższych faktów wniosek może być tylko jeden i nie boję się mówić o tym na głos - jedynym powodem nadmiernie rozbudowanej opieki lekarskiej kobiet w ciąży i wykonywania im niezliczonych badań, w tym usg na każdej wizycie, jest to, że jest to łatwe źródło dochodów. Dla kobiety dziecko, które nosi to największy skarb. Jak więc może ryzykować odmawiając regularnych kontroli lekarskich i oglądania za każdym razem na ekranie monitora usg swojego dziecka.

Najgorsze jest jednak to, że nie chodzi tu o to czy ginekolog będzie miał więcej pieniędzy, czy mniej. Chodzi o zdrowie, bezpieczeństwo i komfort dzieci.

Dlaczego?

Oto co wiadomo o badaniu ultrasonograficznym.

Po pierwsze usg prowadzi do lokalnego przegrzania skanowanych tkanek. Różne tkanki ulegają podgrzaniu w różnym stopniu. Wiele zależy od czasu ekspozycji, od urządzenia i od tego jak często głowica usg jest przesuwana. Teoretycznie jeśli badanie jest wykonywane prawidłowo temperatura wzrasta jedynie o 1 do 1,5 stopnia, co uważa się za bezpieczne. Jeśli ... Jednak w przypadku tzw. usg dopplerowskiego wygląda to już dużo gorzej, bo temperatura może wzrosnąć nawet o 10 stopni! I jest to już dużo więcej niż to, co uważane jest za bezpieczne a szczególnie wrażliwy na zbyt wysoką temperaturę jest rozwijający się mózg dziecka.

Po drugie usg wiążę się z powstaniem fali akustycznej w tkankach, czyli drgań, które działają mechanicznie na błony komórkowe. Regulacja metabolizmu komórkowego i zachowania się  błony komórkowej to złożony proces, który obejmuje działanie zarówno czynników chemicznych, jak i fizycznych, w tym mechanicznych. Stwierdzono, że drgania emitowane w takcie badania usg mogą wpływać na przepuszczalność błon komórek dziecka, a tym samym wpływać na jego rozwój. I ponownie za szczególnie wrażliwy na ten czynnik organ uważa się rozwijający się układ nerwowy dziecka.

Badania pokazują, że:

usg może przyczyniać się do przedwczesnego porodu i poronień, niskiej masy urodzeniowej, słabszej kondycji dziecka w trakcie porodu, dysleksji, zaburzeń rozwoju mowy, leworęczności
- usg Dopplera zwiększa 2-krotnie(!) ryzyko śmierci okołoporodowej, o 30% zwiększa ryzyko opóźnienia wzrostu i rozwoju wewnątrzmacicznego

Powyższe fakty z publikacji naukowych można mnożyć. Równocześnie oficjalne stanowiska instytucji medycznych głoszą, że badanie usg w trakcie ciąży jest bezpieczne. Można pytać dlaczego tak jest .. albo można po prostu zrobić co należy.
Krajom skandynawskim należy bić brawa a innym, w tym Polsce ... co? Nie wiem ... W każdym bądź razie tym, którym się ten wpis nie spodoba od razu mówię, że ten blog nie jest miejscem demokratycznej polemiki, ten blog jest moim blogiem.

Zainteresowanych konkretnymi badaniami odsyłam do tego linku http://chriskresser.com/natural-childbirth-iib-ultrasound-not-as-safe-as-commonly-thought/ Znajdziecie tam odnośniki do artykułów naukowych.


Na fotografii piękne skały Ponta da Piedade w Portugalii.
Do posłuchania Tom Rosenthal, moje dzisiejsze odkrycie. Rami, dzięki :) Oprócz muzyki cudowne krajobrazy.


niedziela, 19 lipca 2015

EPA w leczeniu i zapobieganiu rakowi jelita grubego



Nie bez powodu piszę niniejszy post akurat dzisiaj. 9 lipca odbyło się seminarium, w którym miałam przyjemność uczestniczyć. Seminarium prowadził Profesor Mark Hull z Wielkiej Brytanii. Przedmiotem seminarium było zastosowanie kwasu eikozapentaenowego (EPA; jeden z kwasów omega 3) w zapobieganiu rakowi jelita grubego oraz w zapobieganiu jego przerzutom.
 
Profesor Hull jest klinicystą i konsultantem ds. gastroeneterologii. Naukowo zainteresowany jest molekularnymi mechanizmami karcenogenezy jelita grubego oraz zapobieganiem temu schorzeniu. Jest absolwentem Biochemii na  Uniwersytecie w Cambridge i Medycyny na Uniwersytecie w Oxfordzie a doktorat zrobił na Uniwersytecie w Nottingham z zakresu biologii komórki leczenia wrzodów żołądka. Został nagrodzony Medalem Linacre przez Royal College of Physicians w Londynie.  
Aktualnie Profesor Hull pracuje nad projektem badawczym seAFOod (Systemic Evaluation of Aspirin and Fish Oil Bowel Polyp Prevention Trial). Projekt seAFOod prowadzony jest we współpracy z Narodowym Programem Przesiewowym Raka Jelita Grubego w Wielkiej Brytanii. Celem projektu jest zbadanie czy samo EPA, lub w połączeniu z aspiryną może być powszechnie i skutecznie stosowane w zapobieganiu rakowi jelita grubego.
 
Projekt seAFOod ruszył w dniu dzisiejszym.
 
Rak jelita grubego jest trzecim najpowszechniejszym nowotworem złośliwym zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, a drugim w kolejności jeśli chodzi o śmiertelność. Jego leczenie jest bardzo agresywne (chirurgia, chemioterapia i radioterapia) i średnio skuteczne. Na tą chwilę wiadomo już jednak, że ten rodzaj nowotworu jest z powodzeniem możliwy do uniknięcia. Rozwój raka jelita grubego jest stosunkowo powolnym procesem. 5-10 lat trwa rozwój złośliwych polipów a przerzut nowotworu do wątroby może pojawić się od razu ale może też zająć aż 5 lat.
 
Od dawna wiadomo już jakie czynniki zwiększają ryzyko zachorowania na raka jelita grubego i ich unikanie zmniejsza szansę zachorowania. Uważa się jednak, że prawdziwa prewencja, taka, która jest w stanie nas uchronić od tego raka a nie tylko zmniejszyć szansę zachorowania możliwa jest tylko dzięki zastosowaniu odpowiednich substancji i nazywana jest chemoprewencją. Obecnie lekarze i naukowcy rozważają kilka substancji, które mogą być stosowane w skutecznej chemoprewencji raka jelita grubego. Profesor Hull postanowił zająć się EPA oraz EPA w połączeniu z aspiryną ponieważ to, co do tej pory już wiadomo z badań naukowych wygląda bardzo obiecująco. Projekt seAFOod będzie więc "sprawdzeniem" w praktyce na dużej grupie pacjentów publikowanych już od jakiegoś czasu doniesień naukowych o skuteczności EPA. Do tej pory badania takie przeprowadzono na mniejszych grupach ludzi (50-60 osób). W projekcie seAFOod weźmie udział 755 osób.
 
Nie chcę się w tym poście rozwodzić nad szczegółami badań, szczegółami projektu i mechanizmem działania EPA w tym przypadku. Na ten temat przygotowuję dłuższy artykuł. Dam Wam znać gdzie i kiedy będzie można go znaleźć :)
Reasumując i w dużym skrócie - wiadomo już, że zastosowanie 2 g czystego EPA spowalnia wzrost istniejącego nowotworu, zapobiega kacheksji nowotworowej (wyniszczenie organizmu w wyniku wieloczynnikowego zespołu zaburzeń metabolicznych spowodowanych chorobą nowotworową) i zapobiega przerzutom raka u osób po operacji. Te pozytywne efekty dotyczą długotrwałego stosowania EPA - przynajmniej 2 lata.
 
 
Przydatne linki:
- link do badań - seAFOod trial
- link do profilu Profesora Hulla na Uniwersytecie w Leeds - Profesor Mark Hull
- link do slajdów z seminarium Profesora Hulla - seminarium



Do posłuchania muzyka, która dzisiaj "przygrywała mi w tle" z TV :)

 

sobota, 4 lipca 2015

Zecydowanie wolę morze od basenu :)

Dzisiejszy post to taka dywagacja pourlopowa :)
 
W tym roku ponownie, podobnie jak przy okazjach innych wakacji wzdrygałam się oglądając tłum osób spędzających każdy dzień przy basenie i w basenie hotelowym mimo, że 130 schodów dalej :) u stóp pięknego klifu porośniętego piniami była długa piaszczysta plaża z krystalicznie czystą całkiem ciepłą wodą Atlantyku i przyjemną bryzą znad oceanu. W mniejszym basenie już koło południa woda robiła się mętnawa, w większym woda sprawiała wrażenie zagęszczonej dopiero pod wieczór ale i tak się mimowolnie wzdrygałam już rano :)
 
A Wy, wolicie basen czy naturalne akweny wodne?
 
A czy wiecie, że jedna na pięć osób otwarcie przyznaje się do tego, że przynajmniej raz zrobiła siusiu w basenie. A niektórzy byli sportowcy pływacy twierdzą, że każdy z nich robi to regularnie.
 
Teoretycznie sam fakt obecności uryny w wodzie basenowej, oprócz tego, że obrzydliwy, nie wydaje się aż tak groźny. W końcu mocz jest z reguły sterylny... przynajmniej wtedy gdy przebywa jeszcze w ciele ludzkim :) Nie stanowi więc takiego zagrożenia bakteryjnego w wodzie jak inne wydzieliny. Można też argumentować, że uryna jest bogata w substancje odżywcze i obecnie stosuje się ją jako nawóz. Więc w czym problem?
 
W tym, co dzieje się z uryną w zetknięciu z chlorem.
 
Do wody w basenie, jak wiadomo, dodawany jest chlor w celu zabicia bakterii. W efekcie tej dezynfekcji powstają produkty uboczne tworzone w reakcjach chloru z materią organiczną w basenie, a w szczególności z... moczem. W zeszłym roku ukazał się artykuł, w którym naukowcy pokazali, że z kwasu moczowego, który znajduje się w ludzkim moczu w kontakcie z chlorem powstają duże ilości takich substancji, jak chlorek cyjanu (CNCl) i trichloramina (trichlorek azotu, NCl3).
 
CNCl jest substancją toksyczną dla płuc, serca i centralnego systemu nerwowego a NCl3 uszkadza płuca. Wysokie stężenia CNCl mogą prowadzić do śpiączki, konwulsji a nawet śmierci. Uważa się, że nawet w skrajnych przypadkach stężenie tych substancji w basenach nie osiąga poziomów, które mogłyby wywołać tak groźne skutki. Okazuje się jednak, że zaledwie jednorazowe 40 minut w basenie zawierającym produkty uboczne reakcji chloru z uryną wystarczy, by doszło do uszkodzeń DNA, które mogą doprowadzić do raka. U osób, które spędziły tyle czasu w basenie obserwuje się wzrost w surowicy poziomu białka CC16, który świadczy o uszkodzeniach nabłonka pęcherzyków płucnych oraz tzw. mikrojądra w limfocytach, które łączy się z zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka. Stwierdza się również, że istnieje wyraźny związek pomiędzy częstotliwością korzystania z basenu a czerniakiem skóry.
 
Ale to jeszcze nie wszystko. Inne produkty uboczne reakcji chloru z materią organiczną takie, jak np. trihalometany (THMs) również są rakotwórcze. THMs obecne są nie tylko w basenach ale również w wodzie chlorowanej w kranach, która pijemy. Jednak stwierdzono, że są one bardziej toksyczne gdy kąpiemy się w takiej wodzie, niż gdy ją pijemy. Ponadto, woda w basenach jest silnie chlorowana, dużo bardziej niż woda w kranach a źródłem toksycznych produktów ubocznych reakcji z chlorem jest nie tylko uryna ale i każda inna materia organiczna w postaci włosów, złuszczonego naskórka czy pot.
 
Tak więc uważajcie na siebie na wakacjach a dla ochłody wybierajcie morza, jeziora i rzeki :)
 
 
Literatura:
 
 
Na zdjęciu "koniec świata" czyli Przylądek Św. Wincentego.
Do posłuchania Jeanne Added z Francji.