sobota, 4 lipca 2015

Zecydowanie wolę morze od basenu :)

Dzisiejszy post to taka dywagacja pourlopowa :)
 
W tym roku ponownie, podobnie jak przy okazjach innych wakacji wzdrygałam się oglądając tłum osób spędzających każdy dzień przy basenie i w basenie hotelowym mimo, że 130 schodów dalej :) u stóp pięknego klifu porośniętego piniami była długa piaszczysta plaża z krystalicznie czystą całkiem ciepłą wodą Atlantyku i przyjemną bryzą znad oceanu. W mniejszym basenie już koło południa woda robiła się mętnawa, w większym woda sprawiała wrażenie zagęszczonej dopiero pod wieczór ale i tak się mimowolnie wzdrygałam już rano :)
 
A Wy, wolicie basen czy naturalne akweny wodne?
 
A czy wiecie, że jedna na pięć osób otwarcie przyznaje się do tego, że przynajmniej raz zrobiła siusiu w basenie. A niektórzy byli sportowcy pływacy twierdzą, że każdy z nich robi to regularnie.
 
Teoretycznie sam fakt obecności uryny w wodzie basenowej, oprócz tego, że obrzydliwy, nie wydaje się aż tak groźny. W końcu mocz jest z reguły sterylny... przynajmniej wtedy gdy przebywa jeszcze w ciele ludzkim :) Nie stanowi więc takiego zagrożenia bakteryjnego w wodzie jak inne wydzieliny. Można też argumentować, że uryna jest bogata w substancje odżywcze i obecnie stosuje się ją jako nawóz. Więc w czym problem?
 
W tym, co dzieje się z uryną w zetknięciu z chlorem.
 
Do wody w basenie, jak wiadomo, dodawany jest chlor w celu zabicia bakterii. W efekcie tej dezynfekcji powstają produkty uboczne tworzone w reakcjach chloru z materią organiczną w basenie, a w szczególności z... moczem. W zeszłym roku ukazał się artykuł, w którym naukowcy pokazali, że z kwasu moczowego, który znajduje się w ludzkim moczu w kontakcie z chlorem powstają duże ilości takich substancji, jak chlorek cyjanu (CNCl) i trichloramina (trichlorek azotu, NCl3).
 
CNCl jest substancją toksyczną dla płuc, serca i centralnego systemu nerwowego a NCl3 uszkadza płuca. Wysokie stężenia CNCl mogą prowadzić do śpiączki, konwulsji a nawet śmierci. Uważa się, że nawet w skrajnych przypadkach stężenie tych substancji w basenach nie osiąga poziomów, które mogłyby wywołać tak groźne skutki. Okazuje się jednak, że zaledwie jednorazowe 40 minut w basenie zawierającym produkty uboczne reakcji chloru z uryną wystarczy, by doszło do uszkodzeń DNA, które mogą doprowadzić do raka. U osób, które spędziły tyle czasu w basenie obserwuje się wzrost w surowicy poziomu białka CC16, który świadczy o uszkodzeniach nabłonka pęcherzyków płucnych oraz tzw. mikrojądra w limfocytach, które łączy się z zwiększonym ryzykiem zachorowania na raka. Stwierdza się również, że istnieje wyraźny związek pomiędzy częstotliwością korzystania z basenu a czerniakiem skóry.
 
Ale to jeszcze nie wszystko. Inne produkty uboczne reakcji chloru z materią organiczną takie, jak np. trihalometany (THMs) również są rakotwórcze. THMs obecne są nie tylko w basenach ale również w wodzie chlorowanej w kranach, która pijemy. Jednak stwierdzono, że są one bardziej toksyczne gdy kąpiemy się w takiej wodzie, niż gdy ją pijemy. Ponadto, woda w basenach jest silnie chlorowana, dużo bardziej niż woda w kranach a źródłem toksycznych produktów ubocznych reakcji z chlorem jest nie tylko uryna ale i każda inna materia organiczna w postaci włosów, złuszczonego naskórka czy pot.
 
Tak więc uważajcie na siebie na wakacjach a dla ochłody wybierajcie morza, jeziora i rzeki :)
 
 
Literatura:
 
 
Na zdjęciu "koniec świata" czyli Przylądek Św. Wincentego.
Do posłuchania Jeanne Added z Francji.
 
 
 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz