sobota, 18 listopada 2017

Witamina D3 z lanoliny

Kochani czytelnicy, przyznam, że nie śledzę internetowych newsów o alternatywnych metodach leczenia, filmików na YouTube na ten temat, reklam suplementów ani wykładów i opracowań różnych osób. To sprawia, że czasem rozmawiając z kimś jestem naprawdę zaskoczona. I chyba nigdy się nie przyzwyczaję do tego jak łatwo półprawdy lub zwyczajne bzdury stają się "faktami", bo zostały powtórzone wystarczająco dużo razy i przez osoby cieszące się wystarczająco dużym zaufaniem. 
 
Tak właśnie zaskoczona poczułam się ostatnio  przy okazji rozmowy na temat suplementów z witaminą D3. Pani Justyno, pozdrawiam :)
 
Chodzi o to, że niektórzy producenci i sprzedający suplementy z witaminą D3 podają, że ich suplement jest taki specjalny i lepszy niż inny, bo zawiera witaminę z lanoliny. Mnożą się również porady, że jeśli witamina D3 to tylko z lanoliny, bo jest naturalna a inne są "be", bo "syntetyczne. Widzę potrzebę uporządkowania tego bałaganu, stąd ten post :)
 
Otóż prawda jest taka, że ta sama witamina D3 pakowana do suplementów zarówno pochodzi z lanoliny, jak i jest produkowana w fabryce. Innymi słowy ta z lanoliny  jest zawsze "syntetyczna" w sensie, że wyprodukowana z czegoś, a nie pozyskana jako gotowa.
To "coś" to 7-dehydrocholesterol ekstrahowany z lanoliny uzyskany z wełny owiec. Lanolina jest usuwana z wełny za pomocą detergentów i gorącej wody, następnie jest poddana saponifikacji (zmydlaniu) w celu oddzielenia tłuszczu od alkoholi lanolinowych, a potem z tych ostatnich cholesterol jest ekstrahowany z użyciem rozpuszczalników. Dalej cholesterol podlega jeszcze szeregowi reakcji, oczyszczaniu, przekształceniu w 7-dehydrocholesterolu. Aż w końcu 7-dehydrocholesterol, nazywany prowitaminą D3, jest naświetlany promieniami UV. W efekcie tej reakcji powstają również niepożądane składniki, które są usuwane z produktu końcowego. Tak uzyskana witamina D3 jest wykorzystywana do produkcji suplementów. I bez tej drogi w fabryce między lanoliną z wełny, a witaminą D3 nie da rady.
 
 
A teraz słów kilka o "naturalnej" witaminie D3, tzn. takiej, która jest witaminą D3 bez dodatkowej obróbki w fabryce. Taką witaminę zawiera olej rybi. Ryby magazynują witaminę D3 w tłuszczu, szczególnie dużo zawiera jej rybia wątroba. Kiedy słyszymy "naturalna" i "syntetyczna" odruchowo chcemy się skierować w stronę tej naturalnej, bo "wszystko co naturalne jest dobre". Czasem tak, czasem nie. To zależy co i powody są różne. W przypadku witaminy D3 "naturalna" oznacza też niestety "zanieczyszczona". Oleje rybie nie poddane oczyszczaniu zawierają również toksyny, w tym rtęć. Olej z wątroby zawiera jej szczególnie dużo. Proces oczyszczania oleju ma na celu usunięcie zanieczyszczeń (z lepszym lub gorszym skutkiem - o tym będzie osobny post) ale skutkuje również usunięciem innych składników, w tym witaminy D3. Tak więc albo mamy czysty olej rybi bez witaminy D3, albo z witaminą D3 ale tez wysoce niepożądanym dodatkiem rtęci. Oczywistym jest, że negatywny wpływ na nasz organizm rtęci znacząco przewyższa ewentualny pozytywny wpływ witaminy D3. Przy czym rtęć pochodzi nie tylko z zanieczyszczeń ale jest również naturalnie występującym składnikiem w morzach.
 
Jak dla mnie wybór jest więc prosty - wybieram oczyszczony olej rybi i syntetyczną witaminę D3 z lanoliny.
 
Zresztą tylko olej z wątroby dużych ryb zawiera wyższe dawki witaminy D3, a ten jest najbardziej narażony na zanieczyszczenie. W oleju z ciała ryby (najczystszy) ilość witaminy D3 jest za niska, by opierać się na niej w efektywnej suplementacji.
 
 
Oczywiście nie ma wątpliwości, że najlepszą witaminą D3 jest ta wyprodukowana w naszej własnej skórze z naszego własnego cholesterolu. Biorąc jednak pod uwagę, że dostęp do słońca na odpowiedniej wysokości mamy utrudniony przez większą część roku a do lamp emitujących UV B większość osób nie ma dostępu - suplementacja witaminy syntetycznej z lanoliny jest w moim odczuciu bardzo dobrym wyjściem.
 
Przy tej okazji poruszę jeszcze dwie inne sprawy dotyczące suplementacji witaminy D3 - dawka witaminy D3 i witamina K2.
 
Kiedy orientujemy się, że mamy niedobór witaminy D3 mamy ochotę uzupełnić go jak najszybciej i jesteśmy przekonani, że najlepiej zrobić to stosując wysoką dawkę witaminy D3. Wysokie dawki witaminy D3 należy stosować w wyjątkowych i uzasadnionych sytuacjach, przez krótki czas. Dlaczego? Ponieważ wysokie dawki witaminy D3 zaburzają bardzo delikatną równowagę między witaminą D3 w naszym organizmie a wapniem. Nadmiar witaminy D3 jest przekształcany do kalcyfediolu, prohormonu - może to skutkować nadmiernym wzrostem poziomu wapnia w krwi, czyli hiperkalcemią. Kalcyfediol pobudza wchłanianie wapnia z przewodu pokarmowego, czyli żywności i z tkanki kostnej - z tego powodu nadmiar witaminy D3 może pogłębiać osteoporozę. Hiperkalcemia zaburza pracę całego organizmu: nerek, układu pokarmowego, serca, mózgu. Obecnie uważa się za fizjologicznie bezpieczną do dłuższego stosowania, z powyższych powodów, dawkę witaminy D3 w wysokości 2000IU - taka dawka zapewnia idealny stosunek witaminy D3 do wapnia.
 
I tu przychodzi czas na witaminę K2. Słyszymy: wysokie dawki witaminy D3 są bezpieczne, gdy zażywamy je z witaminą K2. To prawda, K2 i D3 współdziałają przy wbudowywaniu wapnia do kości i chronią przed wbudowaniem wapnia do blaszek miażdżycowych. Witamina K2 ma również wiele innych ważnych funkcji. Ale nie zabezpiecza przed hiperkalcemią spowodowaną długotrwałym stosowaniem wysokich dawek witaminy D3. Tak więc - tak, dzięki witaminie K2 witamina D3 w zakresie związanym z mineralizacją kości jest skuteczna i nie, witamina K2 nie jest gwarancją bezpieczeństwa stosowania wysokich dawek witaminy D3.
 
I jeszcze jedna sprawa jeśli chodzi o witaminę K2 - suplementacja witaminą K2 do wyjście awaryjne, a nie gwarancja zdrowia. Dlaczego? Bo w suplemencie znajdziemy tylko formę MK-7. A to nie jedyna forma witaminy K2 potrzebna w naszym organizmie. Tylko MK-7 bo tylko MK-7 daje się zapakować w suplement. Druga ważna forma to MK-4 - w formie naturalnej niestabilna, w formie syntetycznej nieskuteczna. Inne formy to MK-8 i MK-9. Badania naukowe pokazują np., że to forma MK-4 jest szczególnie skuteczna przy zapobieganiu nowotworom. Wszystkie formy jesteśmy w stanie dostarczyć sobie tylko w żywności i dlatego to o odpowiednie odżywianie powinniśmy zadbać chcą dostarczyć sobie witaminy K2. Znajdziemy ją w podrobach, żółtkach jaj, fermentowanej soi (natto, miso, tradycyjny sos sojowy), fermentowane warzywa, sery wyprodukowane z użyciem bakterii (Gouda, Ementaler, Cheddar, Brie).
 
 
Czyli reasumując, ponownie stwierdzam: diabeł tkwi w szczegółach :)
 
 
Fotka - z tęsknoty za latem wspomnienie z wakacji - widok z platformy widokowej na Capo Girao na Maderze, uchodzącego za najpiękniejszy klif Europy. Do posłuchania wynalazek mojej Córki :)
 
 
 
 
 
 

wtorek, 31 października 2017

Omega-3 i mukowiscydoza - list od czytelnika

Drodzy czytelnicy, dzisiaj postanowiłam zamieścić list od pana Tomasza, który napisał do mnie po natknięciu się na mojego bloga.
Pan Tomasz choruje na mukowiscydozę i napisał do mnie o swoich własnych doświadczeniach stosowanie kwasów omega i nie tylko przy swojej chorobie. Zamieszczam ten list, ponieważ pan Tomasz wykonuje niesamowitą i bezcenną pracę - wziął zdrowie w swoje ręce, zgłębia wiedzę dotyczącą swojej choroby i działa, niezależnie od tego co mają mu do zaoferowania (lub raczej nie mają) lekarze. Jego obserwacje są bardzo cenne dla innych chorych. Dla tych, którzy są po prostu zainteresowani ta tematyką będą równie interesujące - to już nie "suche fakty" z literatury naukowej ale przykład wprowadzenia ich w życie.
 
List pana Tomasza jest dla mnie szczególnie ważny - poświęcił czas, by podzielić się ze mną swoimi doświadczeniami, co nie zdarza się często. Piszecie do mnie dużo ale najczęściej pytając. Zachęcam również do pisania, by podzielić się swoimi doświadczenia. Wiem, że to zajmuje czas, a każdy z nam cierpi na jego brak ale Wasze doświadczenia osobiste są naprawdę bezcenne dla innych.
 
Poniższy list wklejam w niezmienionej formie, pozwoliłam sobie jedynie usunąć kilka zdań bardziej osobistych lub bezpośrednio związanych z zakupem produktów.
 
Panie Tomaszu, DZIĘKUJĘ!
 
>>>>Czytałem dużo na blogu od Pani Izy Dobrowolskiej, przede wszystkim o tym, że zażywanie suplementu łącznie z DHA i EPA powoduje dużo mniejszą wchłanialność EPA.
 
Jestem osobą chorą na mukowiscydozę, jednak tym co w mojej dolegliwości jest istotne, to fakt, że nie wchłaniam tłuszczów. Omega 3 to tłuszcze, więc samo się nasuwa, że mam/miałem z tym liczne problemy. Niestety lekarze, nawet Ci którzy zajmują się mukowiscydozą, nie potrafili mi w żaden sposób pomóc na moje wołanie o pomoc.
  
Nie brałem żadnego omega 3 od 2010r, kiedy to branie tego suplementu zaleconego przez lekarza, powodowało u mnie biegunki oraz bóle brzucha. Z upływem czasu, teraz wiem, że było to spowodowane złym doborem enzymów trzustkowych, jakie chory na mukowiscydozę bierze, i braniem omega 3 osobno od posiłku. Ale może to i lepiej, ponieważ suplement zalecany miał oprócz omega 3 również złe omega 6. 
 
Od ponad dwóch lat mam szereg dolegliwości, demencję, problemy z pamięcią, suche oczy (zero wydzielanych łez w teście schirmera), problemy z koncentracją, myślą przestrzenną, niesamowite problemy z odpornością. Byłoby tego więcej, być może nawet gdzieś opiszę moją historię bo jest ciekawa, jak brak Omega 3 wpływa na tyle dolegliwości. Robiłem wszystkie możliwe badania, dopiero nieco ponad rok temu, postanowiłem spróbować zażyć oleju lnianego, tracąc już dosłownie nadzieję, moje życie polegało na leżeniu w łóżku. Wystarczyła jedna lub dwie łyżki, by tchnęło we mnie ciepło, jakaś gładka powłoka na oczy - od razu to wyczułem. Od tego momentu drążę temat omega 3.
 
Idąc dalej, początkowo wiele czasu zajmowało mi dotarcie do odpowiedniego leczenia. Początkowo uzupełniałem samo DHA suplementem OmegaMed dla kobiet w ciąży, później mieszałem to z produktem Swanson Super Epa, gdzie jest połączenie DHA+EPA. Później, nie widząc zadowalających efektów (czyt. dalej miałem objawy, chociaż mniejsze) postanowiłem użyć oleju lnianego wg diety dr Budwig, codziennie jakoś po 100g oleju lnianego, mieszanego z pozbawionym tłuszczu twarogiem i tak przez ok 3 miesiące. Rezultaty marne. Doszedłem do wniosku, że przecież jak mój organizm nie radzi sobie z wchłanianiem tłuszczów, to jak może sobie radzić z konwersją z ALA do EPA i DHA. Wróciłem zatem do brania już tylko i wyłącznie produktu Swanson z EPA i DHA. Dało to lepsze rezultaty, jednak minęło kolejne 3 miesiące, a u mnie mimo wszystko objawy takie jak brak odporności (całe dnie moje ciało miało podwyższoną temp. 37,5C około), nieumiejętność ogrzania ciała, mnóstwo kołder podczas snu, non stop pocenie się, w dalszym stopniu chwilowe demencje, alzheimery, suchości oczu.
 
Miałem również przygodę, iż wróciłem na krótki czas do preparatu który zalecił mi 7 lat temu lekarz. Efekt, jako że w tych kapsułkach były "inne tłuszcze rybie" - czyli zakładam omega 6 był opłakany. Od razu niesamowita suchość oczu, niesamowity brak koncentracji, bóle głowy.
 
Postanowiłem postawić na Vegepa, czytając Pani bloga. Co prawda wczoraj dopiero przyszła mi 1sza paczka, ale już temperatura ciała od tej pory jest normalna, potrafię się zagrzać, nawet spałem bez tych wszystkich kołder, na języku zgubiła się biała plama. 1 dzień  to trochę mało by krzyknąć "Hura", jednak jestem dobrej myśli. 
  
Zamówiłem dodatkowo produkt Neurobalance o którym wcześniej nie słyszałem, ale wnioskując po opisie i firmie, przysłuży mi się w moich objawach neurologicznych. 
 
Do tego zamówiłem Kurkumę Longvida również z firmy Igennus. Również dzięki Pani wyczytałem o tym na blogu.
 
Sam swego czasu testowałem kurkumę na sobie. Czy wie Pani, że kurkuma połączona oczywiście z pieprzem, powodowała u mnie, jako u osoby chorej na mukowiscydozę, dosłownie naprawę, lub częściową naprawę wydzielania śluzu. Nie jestem ekspertem, więc proszę o wybaczenie braku fachowej terminologii.
 
Zamówiłem 1kg kurkumy, do tego pieprz, i dawkowałem to łyżkę co 3h z timerem w ręku (poza snem) przez około 2-3 tyg. Jaki rezultat?
 
Brak kaszlu oraz wydzieliny. Gdy próbowałem coś odkrztusić, płuca czyste. Zatoki zaczęły mi się samoistnie czyścić, smarkając co chwile substancją, która normalnie wydobywała się jedynie poprzez inhalacje donosowe.
 
Niestety - tak jak Pani na blogu opisała, czułem również że coś jest nie tak, zażywanie takich ilości przyczyniło się u mnie jedynie do tego, że stałem się niesamowicie senny na przestrzeni tych kilku dni, miałem bardzo niskie tętno. Na pewno też zanieczyściłem swój organizm przez ten czas.
 
Nie wiem czy produkt kurkumy który zamówiłem będzie miał taki efekt, ale bez efektów ubocznych. Raczej wątpię w takie cuda, bo wydaje mi się że tak jakby proces trawienny takiej ilości kurkumy zawdzięczał właśnie ten brak śluzu.
 
No ale spróbować warto, a zawsze biorąc tą kurkumę długoterminowo wzmocnię swoją odporność, podreperuję dodatkowo mózg i wchłanianie omega 3 na tym skorzysta.
 
Z tego co mi się jednak nasuwa, to mogę dodać, iż w momentach stresujących, cała moc EPA którą zgromadziłem skupiła się na zwalczaniu stresu. W efekcie (mając tak niski poziom omega 3) w 5 sekund poczułem jak oczy ponownie stają się bardzo suche, ogromny ból głowy w lewej części, bardzo zatracenie się i ponowna nieumiejętność skupienia i tak dalej. Zdarzyło mi się to może kilka razy w tym czasie, gdy miałem bardzo stresującą sytuację. Widać zatem, że EPA działa na stres, ponieważ całe moje siły wtedy skupiły się tylko na jego zwalczaniu. Kolejne moje małe odkrycie, to takie iż EPA jest w znacznej ilości potrzebna do odbudowy mięśni po treningu. Sam jestem tego królikiem doświadczalnym, jako że właśnie po treningu który sobie jednorazowo zafundowałem, miałem tygodnie z brakami odporności.
 
 
Chciałbym również powiedzieć, że robi Pani świetną robotę. Naprawdę, wokół jest tyle bzdur, lekarze mają zasłonięte oczy, albo po prostu nie mówią jak się leczyć, bo koncerny farmaceutyczne by zbankrutowały. Wszystko warto sprawdzać i informować się na własną rękę.<<<< 
 
 
Pan Tomasz poruszył między innymi ciekawy temat użyteczności EPA w regeneracji mięśni i zastosowania kurkuminy u osób chorych na mukowiscydozę. Wkrótce podzielę się z Wami garścią informacji z literatury naukowej na te tematy :)

czwartek, 28 września 2017

Mikrobiom i kwasy omega-3

Jako fanka kwasów omega-3 z dużą przyjemnością śledzę najnowszą literaturę naukową na ich temat. Nie tylko utwierdza mnie to niezmiennie od lat w przekonaniu, że odpowiedni poziom kwasów omega-3 to jeden z kluczowych warunków naszego zdrowia. Za każdym razem, gdy czytam publikacje naukowe dotyczące tego tematu rośnie moje serce, bo widzę, że ludzie którzy są najwyższej klasy specjalistami w tej dziedzinie, którzy mnie zainspirowali i których wiedza przysporzyły wiele dobra mnie samej i rzeszy osób, na które "rozprzestrzeniłam" swoją miłość do omega-3 :) byli i są swego rodzaju wizjonerami. Mam tu na myśli założyciela firmy Igennus - doktora Java Nazemi i pracującą z nim doktor Ninę Bailey.
Igennus Heatlhcare Nutrition to brytyjska firma specjalizująca się w najwyższej jakości suplementach z kwasami omega-3, w szczególności z jednym z nich - kwasem eikozapentaenowym (EPA). Ci ludzie to wysokiej klasy specjaliści, którzy wiedzą jak wielkie znaczenie w suplementacji kwasami omega-3 ma to, jak tą suplementację się prowadzi. Niedawno miałam okazję spotkać się osobiście i dość prywatnie z Jav'em w Londynie. Niedługo podzielę się z Wami historią jego przygody z EPA - wiele łączy nas oboje, przede wszystkim osobista bardzo historia, która zmieniła nasze życie zawodowe.
 
Ale dzisiaj nie o tym :)
Dzisiaj o kolejnym, dla mnie rewelacyjnym, odkryciu naukowców.
 
Zapewne wielu z Was otarło się już o hasło mikrobiom. Niektórzy może zdążyli już sprawdzić jaki jest ich mikrobiom i próbują go "naprawić", uzupełnić itp. Wiadomo, że mikrobiom, czyli zestaw bakterii, w naszych jelitach ma wpływ na naszą wagę i na zachorowalność na wiele chorób. Wiadomo również, że na mikrobiom wpływa nasza dieta, styl życia i uwarunkowania genetyczne. Nie będę tu wchodzić w tą tematykę, jest już sporo specjalistów w tym zakresie i można znaleźć dużo publikacji na ten temat. Nowością natomiast są informację, że kwasy omega-3 okazują się w znaczący sposób warunkować skład naszego mikrobiomu niezależnie od tego czy nasza dieta jest bogata w błonnik pokarmowy i inne ważne składniki.
 
Wspomniane badania zostały opublikowane w tym miesiącu w czasopiśmie Nature, jednym z najstarszych i najbardziej prestiżowych czasopism naukowych. Badania przeprowadzono w Wielkiej Brytanii na 876-osobowej grupie bliźniąt, które miały takie same geny i tak samo się odżywiały.
 
Okazało się, że skład ich mikrobiomu był silnie uzależniony od indeksu omega-3.
 
Indeks omega-3 to zawartość długołańcuchowych kwasów tłuszczowych omega-3 (EPA i DHA) w krwinkach czerwonych. Wiadomo, że niski indeks omega-3 związany jest z wieloma problemami zdrowotnymi, w tym zaburzeniami neurorozwojowymi i zaburzeniami zdrowia psychicznego, a także ryzykiem chorób serca. Indeks omega-3 na poziomie 8% i więcej jest idealnym stanem i świadczący o redukcji ryzyka chorób układu kardiowaskularnego. Utrzymanie wysokiego indeksu omega-3 jest równoznaczne z wyciszeniem stanów zapalnych i stresu oksydacyjnego w organizmie, a także z redukcja ryzyka rozwoju depresji i demencji.
 
Teraz okazuje się również, że wysoki indeks omega-3 jest niezbędny do utrzymaniu dużego zróżnicowania w naszym mikrobiomie. Autorzy publikacji uważają, że suplementacja kwasami omega-3 poprawia skład mikrobiomu, a co za tym idzie obniża ryzyko chorób związanych z zaburzeniami mikrobiomu.
 
Swój indeks omega-3 można sprawdzić. Byłam przekonana, że pisałam już o tym jak zrobić to, by wyniki były miarodajne. Sprawdziłam i niestety nie pisałam :/ Zaległości, zaległości... Ktoś ma na zbyciu wolne jakieś kilka miesięcy czasu? Nie? Szkoda :/ Niektórzy z Was przysyłają mi wyniki badań indeksu omega-3 z różnych laboratoriów i okazuje się, że tak naprawdę stracili pieniądze na nie. Napiszę, obiecuję.
 
 
 
Fotka - przepiękny Tower Bridge z wspomnianego Londynu. Do posłuchania ponadczasowy Fleetwood Mac i The Chain - jeden z ulubionych kawałków mojej nastoletniej córki, z Strażników Galaktyki II :)
 
 
 
 

środa, 13 września 2017

Książka "Umysł w ogniu"

Kochani, dzisiejszy post piszę z tego samego powodu, dla którego Susannah Cahalan opisała swoje wspomnienia w książce "Umysł w ogniu" (ang. "Brain on fire"). Autorka sama przyznaje, że powrót do ciężkich chwil, które przeżyła po tym jak zachorowała a zanim zdiagnozowano prawidłowo na co choruje, nie był dla niej łatwy. Warto jednak było się z tym zmierzyć, bo dzięki tej książce, dzięki artykułowi, który Susannah napisała wcześniej, dzięki wywiadom, których udzieliła wiele osób uratowało życie swoim bliskim.
 
 
Ostatnio wykonałam sobie serię badań krwi. Postanowiłam skorzystać z pieniędzy z ubezpieczenia, które od lat jak wszyscy płacę i wykonać je w ramach NFZ, a nie prywatnie. W tym celu udałam się do lekarza pierwszego kontaktu. Ponieważ od lat nie odwiedzałam przychodni, do której jestem zapisana, lekarka, która mnie przyjęła ochoczo wypisała mi skierowania zbulwersowana wręcz, że tyle czasu się nie zgłaszałam. Ja ze swojej strony do tych badań na skierowaniu sama sobie dodałam parę innych. Żeby "uspokoić" lekarkę, że mimo pozostawania tak długo bez opieki przychodni jest ze mną całkiem nieźle ponownie się do niej udałam z wynikami. Kiedy lekarka natknęła się na wyniki badań, które sama sobie zleciłam rzuciła ironicznie "widzę, że internet poszedł w ruch". Grzecznie poinformowałam lekarkę, że jestem biologiem i dietetykiem, i to akurat wiedza z czasopism naukowych. A w duchu pomyślałam, że może gdyby ta lekarka skorzystała z internetu to jej pacjenci, by na tym dużo zyskali. I to nie jest złośliwość - mieszkając w Szwecji widziałam na własne oczy lekarzy "szukających w googlach" odpowiedzi na pytania dotyczące pacjenta, który przed nimi siedział. Nie mieli z tym żadnego problemu i nie było to przejawem ich ignorancji, a raczej dbałości o to, by pomóc pacjentowi jak najrzetelniej.
 
Bardzo znamienne są słowa lekarza, który uratował życie Susannah Cahalan, stawiając właściwą diagnozę i podejmując niemal w ostatniej chwili odpowiednie leczenie. "Trzeba mieć pokorę i otwarte oczy" - stwierdził doktor Souhel Najjar. Oj, jak bardzo tej pokory czasem brakuje...
 
 
Z okładki książki: "Umysł w ogniu" to niezwykłe wspomnienia młodej dziennikarki New York Post (...) Z dnia na dzień młoda, ambitna kobieta u progu kariery zawodowej przestaje panować nad swoim umysłem. Widzi pluskwy, podejrzewa swojego chłopaka o zdradę, nie wywiązuje się z obowiązków zawodowych. Lekarze kładą to na karb stresu i nadużywania alkoholu. Kiedy objawy się nasilają do tego stopnia że dziewczyna staje się sama dla siebie zagrożeniem, trafia do szpitala. Niewiele brakuje, by znalazła się na oddziale zamkniętym. Na szczęście jej przypadkiem interesuje się dr Najjar, żartobliwie zwany dr Housem, który nie wierz w chorobę psychiczną pacjentki. Wykonuje prosty test i ratuje jej życie. Ta historia pozostawia po sobie niepokojące pytanie: ilu osobom postawiono błędną diagnozę?
 
 
Szacuje się, że w 2009 roku, kiedy leczono Susannah, 90 procent osób cierpiących na tą samą chorobę było  niezdiagnozowanych. Susannah było 217 osobą na świecie, u której zdiagnozowano autoimmunologiczne zapalenie mózgu z przeciwciałami przeciwko receptorowi NMDA.
 
 
Większość książki jest opisem wspomnień Susannah z okresu zanim postawiono właściwą diagnozę i z samego leczenia. Pod koniec książki Susannah pisze również o efektach swoich dociekań dotyczących tego, co obecnie wiadomo na temat tej choroby i o swoich przemyśleniach dotyczących systemu medycznego, którego niemal stała się ofiarą. 
 
 
Oto kilka krótkich fragmentów z tej części książki. Słów, które z jednej strony brzmią złowieszczo, ale również dają nadzieję.
 
(...) Doktor Najjar idzie dalej w swoich przypuszczeniach dotyczących związku między chorobami autoimmunologicznymi a psychicznymi. W swoich nowatorskich badaniach wykazuje, że niektóre formy schizofrenii, zaburzeń afektywnych dwubiegunowych, chorób obsesyjno-kompulsywnych czy depresji są w istocie wywoływane stanami zapalnymi mózgu.(...)
 
(...) To co niemal natychmiast przykuło moją uwagę to chyba największa tajemnica: jak wiele osób w przeciągu całej historii cierpiało na moją chorobę i inne podobne do niej, lecz nie było leczonych? To pytanie jest bardziej palące przez świadomość, że nawet jeśli choroba została odkryta w 2007 roku to niektórzy lekarze, z którymi rozmawiałam, uważają, że jest co najmniej tak wiekowa, jak sama ludzkość. (...)
 
(...) Obecne badania wykazują, że około 40 procent pacjentów, u których zdiagnozowaną tą chorobę to dzieci, lecz u nich przypadłość ta wygląda inaczej niż u dorosłych: cierpiący na nią młodzi pacjenci wykazują takie zachowania, jak napady złości, uporczywe milczenie, hiperseksualność oraz przemoc. (...) Choroba u dzieci bywa często błędnie diagnozowana jako autyzm, ale w zależności od miejsca oraz kiedy dana osoba żyła, może zostać opisana jako coś nadprzyrodzonego, a nawet diabelskiego. (...)
 
(...) Kiedy zbierałam materiały do swojego artykułu, byłam ciekawa punktu widzenia doktora Baileya, neurologa, który stwierdzi, że moje problemy wynikały z odstawienia alkoholu i stresu, aby dowiedzieć się, co sądzi o ostatecznej diagnozie. Jednak kiedy się do niego dodzwoniłam, okazało się, że w dalszym ciągu nie słyszał nigdy o chorobie, mimo że moja diagnoza była omawiana w prawie każdym znaczącym czasopiśmie medycznym, w tym w New England Journal of Medicine czy w New York Times.... Doktor Bailey uważany za jednego z najlepszych neurologów  kraju, nigdy o niej nie słyszał. Skoro żyjemy w czasach, gdy odsetek błędnych diagnoz w Stanach Zjednoczonych nie maleje od 1930 roku, to pojawia się nauczka, jak bardzo ważne jest każdorazowe uzyskanie drugiej opinii. Być może pod wieloma względami doktor Bailey jest doskonałym lekarzem, jednak w pewnym sensie jest również doskonałym przykładem tego, jak źle dzieje się w medycynie. Byłam dla niego jedynie numerkiem (a jeśli przyjmował po trzydziestu pięciu pacjentów dziennie, jak mi wyjaśnił, oznacza to, że byłam jednym numerem z bardzo dużej liczby). (...) Doktor Bailey nie jest wyjątkiem od reguły. Jest regułą. Ja jestem osobą, która jest wyjątkiem. Jestem osobą, która ma szczęście. Nie prześliznęłam się poprzez system, który jest stworzony do pomijania przypadków takich, jak mój - przypadków, które wymagają czasu i cierpliwości oraz spersonalizowanej uwagi. (...)
 
(...) Chociaż zapalenie mózgu z przeciwciałami przeciwko receptorowi NMDA występuje rzadko, to należy do jednej z ponad stu różnego rodzaju chorób autoimmunologicznych dotykających szacunkowo 50 milionów osób w Sanach Zjednoczonych - oszałamiającą liczbę ludzi, która wzrosła ponad trzykrotnie w ciągu ostatnich trzech dekad. (...)
Doktor Dalmau i jego współpracownicy rozpoznali również inne autoimmunologiczne typy chorób, w których przeciwciała atakują receptory występujące w mózgu, czyniąc z tego rodzaju zapalenia typ wciąż rzadki, choć już nie wyjątkowy. (...) Pracownia doktora Dalmau zidentyfikowała sześć innych rodzajów przeciwciał, które zwalczają różne receptory w mózgu, oprócz receptora NMDA, który był obiektem ataku w moim przypadku. Ta liczba rośnie. Doktor Dalamu szacuje, że kiedy weźmie się pod uwagę wszystkie choroby, to może być ich ze dwadzieścia albo i więcej. Odkrycia te w końcu dadzą nazwy przypadłościom niejasno określanym jako "zapalenie mózgu o nieznanym pochodzeniu" lub "psychoza niezdiagnozowana inaczej" oraz tym nie mającym żadnej nazwy.(...)
 
(...) Któregoś dnia Emily, studentka drugiego roku w college'u (...), nagle zaczęła szybko mówić i dostała paranoi (...)
Mniej więcej w tym czasie siostra Billa (ojca Emily), Mary, zobaczyła mnie w programie Today ... Wysłała Billowi nagranie, które przekazał je wraz z moim artykułem w Post psychiatrze Emily. ... psychiatra (...) wydawał się być szczerze obrażony sugestiami, jakoby mógł coś ominąć. Trzeba pogodzić się z aktem, że pańska córka cierpi na chorobę psychiczną - powiedział. Po 21 dniach w Instytucie Emily przeszła leczenie ambulatoryjne i wróciła do szkoły (...). Wyglądało na to, że przezwyciężyła problem, cokolwiek to było, dopóki nie wróciła do domu na przerwę wiosenną, kiedy jej fizyczne i poznawcze problemy nagle stały się niebezpiecznie poważne. (...) Emily niezwłocznie przewieziono do pobliskiego szpitala, gdzie lekarz poinformował rodziców, że rezonans magnetyczny przeprowadzony rok wcześniej wykazywał zapalenie mózgu. Był to fakt, którym poprzedni lekarze nie podzielili się z rodzicami Emily. (...) U Emily w mózgu utworzył się skrzep krwi, który wywoł półtoragodzinny atak epilepsji. Choć ciałem Emily leżącej na sali obok wstrząsały drgawki, Bill wepchnął mój artykuł do rąk  dyżurującego neurologa. Przeczytaj to. Teraz - rozkazał. Lekarz przeczytał go w obecności Bill, schował do kieszeni i zgodził się przeprowadzić badania pod kątem tej rzadkiej choroby autoimmunologicznej. (...) Dzięki intensywnej kuracji steroidami oraz chemioterapii Emily wróciła na studia. Obecnie jest w 100 procentach zdrowa i w 2012 roku ukończyła ostatni semestr college'u. Jej ojciec podczas rozmowy telefonicznej powiedział mi: Nie chciałbym, aby brzmiało to patetycznie ale... Mówię poważnie, gdybyśmy nie dali tego artykułu do przeczytania lekarzowi, ona by nie przeżyła. (...)
 
 
 "Jak bardzo ważne jest każdorazowe uzyskanie drugiej opinii" - uniwersalna prawda mająca zastosowanie przy każdym schorzeniu. I czasem nie wystarczy "druga" opinia, potrzebna jest trzecia i czwarta...
 
Na zdjęciach Susannah Cahalan. 

sobota, 19 sierpnia 2017

Cholesterol - ważny, czy nieważny?

Kochani, dzisiejszy wpis jest nieco przewrotny :) 
Przez ostatnie miesiące udostępniałam Wam moje artykuły z 12-stoczęściowej serii "Ciało - cudowny mechanizm", które ukazywały się co miesiąc w miesięczniku Moda na Zdrowie w 2014 roku. Znajdziecie je w zakładkach z tytułami na górze strony.
Dzisiaj dzielę się z Wami artykułem, który napisałam dla tego miesięcznika i który NIE został opublikowany :)
Uznałam, że to całkiem dobry powód, żeby go jednak opublikować ;)
 
A tak serio to wróciłam do tego swojego tekstu, bo widzę z rozmów z Wami, że choć temat niby "nie pierwszej świeżości", dotyczy czegoś co wiadomo, o czym już wielokrotnie pisano i mówiono to jednak nadal istnieje duża potrzeba tłumaczenia, wyjaśniania i systematyzowania tej problematyki.
 
Tak więc zapraszam dziś do artykułu o cholesterolu - naszym wielkim przyjacielu. Tak, to nie żart i nie ironia. Przyjaciel. Nie dość, że bez niego nie da się żyć, to jeszcze wiele mówi nam o stanie naszego organizmu. Zachęcam do przeczytania artykułu do końca, bo wbrew wrażeniu, jakie można mieć po przeczytaniu początku, wyników profilu lipidowego nie należy ignorować. 
                                   
 
Dlaczego warto spożywać produkty bogate w cholesterol i nasycone kwasy tłuszczowe?

Poprawiają naszą odporność, wzmacniają układ nerwowy, zapewniają zdrowie płuc, wspomagają wątrobę, zapewniają mocne kości i prawidłową gospodarkę hormonalną, zmniejszają ryzyko zachorowania na choroby serca.
Brzmi dziwnie? Jednak żadne z tych stwierdzeń nie jest żartem.

Nasycone kwasy tłuszczowe odgrywają znaczącą rolę w funkcjonowaniu układu odpornościowego. Niedobór tych kwasów skutkuje nieefektywnością białych krwinek w rozpoznawaniu, a co za tym idzie w zwalczaniu patogennych bakterii, wirusów i grzybów w naszym organizmie.

Nasz centralny system nerwowy zbudowany jest głównie z cholesterolu i tłuszczu. Większość kwasów tłuszczowych obecnych w mózgu to nasycone kwasy tłuszczowe. Nasycone kwasy tłuszczowe odgrywają rolę w przekazywaniu informacji przez komórki nerwowe, a cholesterol w procesach zapamiętywania. Ich niedobór uniemożliwia optymalne funkcjonowanie układu nerwowego.

Powierzchnię pęcherzyków płucnych od strony mającej kontakt z powietrzem pokrywa surfaktant, który w 100% składa się z nasyconych kwasów tłuszczowych. W razie niedoboru nasyconych kwasów tłuszczowych, nasz organizm wykorzystuje do produkcji surfaktantu nienasycone kwasy tłuszczowe. Jednak surfaktant o zmienionym składzie sprzyja zaburzeniom oddychania.

Nasycone kwasy tłuszczowe chronią wątrobę przed uszkodzeniami w wyniku spożywania przez nas alkoholu czy niektórych leków (np. powszechnie stosowanych i dostępnych również bez recepty niesteroidowych środków przeciwzapalnych).

Nasycone kwasy tłuszczowe są również niezbędne do prawidłowego wbudowywania wapnia w nasze kości. Z kolei cholesterol jest prekursorem wszystkich hormonów steroidowych i witaminy D3. W celu zapewniania zdrowych kości nasycone kwasy tłuszczowe powinny stanowić przynamniej 50% wszystkich kwasów tłuszczowych w naszej diecie.

Zwiększenie ilości nasyconych kwasów tłuszczowych w diecie powoduje obniżenie poziomu lipoproteiny A w krwi. Poziom tej substancji wykazuje związek ryzykiem zachorowania na choroby serca.

Zwłaszcza ostatnie stwierdzenie zapewne u wielu osób wywoła osłupienie. Jak to?!
 
Tłuszcze nasycone i cholesterol mają być zdrowe? Przecież zgodnie z powszechnym i intensywnie nam przypominanym przez lekarzy, firmy farmaceutyczne i firmy produkujące oleje roślinne przekonaniem tłuszcze nasycone i cholesterol to miażdżyca i zawały serca. Zgodnie z tym, co mówi tzw. koncepcja „dieta-serce”, nazywana też „hipotezą lipidową”, choroba wieńcowa serca jest powodowana miażdżycorodną dietą, skutkującą wysokim poziomem cholesterolu w krwi. Przez dietę miażdżycorodną rozumie się dietę bogatą w cholesterol i tłuszcze nasycone obecne głównie w produktach zwierzęcych i ubogą w oleje roślinne oraz warzywa i owoce, a poziom cholesterolu w krwi ma być wskaźnikiem ryzyka zachorowania na chorobę wieńcową. W związku z tym znaczące ograniczenie lub wyeliminowanie z diety tłuszczy nasyconych i cholesterolu ma spowodować obniżenie poziomu cholesterolu w krwi i tym samym zmniejszyć ryzyko zachorowania na tą groźną dla życia chorobę. Jeśli mimo restrykcyjnej diety poziom cholesterolu w krwi jest nadal „zbyt wysoki” zaleca się dodatkowo leki obniżające poziom cholesterolu.

Pierwsze co powinno nas zastanowić to to, jak to możliwe, że u wielu osób, które całkowicie wyeliminowały cholesterol ze swojej diety, jego poziom w krwi jest nadal wysoki.
 
Fizjologia człowieka z powodzeniem wyjaśnia to zjawisko. Podaje ona, że duża ilość cholesterolu w pożywieniu skutkuje zahamowaniem jego produkcji przez naszą wątrobę. Zaś ewentualny nadmiar spożytego cholesterolu jest wydalany z żółcią. Jednak cholesterol w diecie ma niewielki, jeśli w ogóle, wpływ na poziom cholesterolu we krwi ponieważ jeśli nie dostarczamy cholesterolu w pożywieniu, produkuje go nasza wątroba. Ponadto, cholesterol produkowany jest przez wątrobę z glukozy

Wspomniana „hipoteza lipidowa” znajduje swój początek w analizie ówcześnie dostępnych badań, przeprowadzonej przez doktora Ancel’a Keys’a z Uniwersytetu w Minnesocie.
W 1958 roku opublikował on wykres, który pokazywał zadziwiająco silną zależność poziomu cholesterolu w krwi od ilości tłuszczu w diecie. Niestety tworząc swoją teorię dr Keys „zapomniał” dodać, że tak silna zależność cechowała wyniki badań pochodzących jedynie z 7 krajów, podczas gdy cała jego analiza obejmowała 22 kraje. Dr Keys po prostu wykluczył z analizy te grupy populacji, które nie pasowały do jego teorii. Co gorsza, w jego artykule, w którym sformułował swoją teorię, nie sposób znaleźć odnośników do omawianych przez niego badań, na podstawie których ją stworzył.
 
Pierwszym naukowcem, który zakwestionował teorię Keys’a był amerykański profesor biochemii Raymond Reiser. Zauważył on, że w wielu opisywanych przez Keys’a badaniach nie używano okrzykniętego niezwykle groźnym tłuszczu nasyconego z masła i smalcu, ale oleju roślinnego nasyconego przez uwodornienie, proces, w którym powstają tłuszcze trans, wywołujące stany zapalne i w efekcie tego powodujące wzrost poziomu cholesterolu.
 
W późniejszym czasie wielokrotnie kwestionowano zasadność „hipotezy lipidowej”, a wyniki wielu badań wręcz jej zaprzeczały. Jednak oparta na wątpliwej jakości poszlakach teoria doktora Keys’a okazała się być tak niezwykle „przekonująca” i wygodna, że funkcjonuje do dzisiejszego dnia. Nie zaszkodził jej artykuł Gary’ego Taubes’a, amerykańskiego dziennikarza naukowego, laureata wielu międzynarodowych nagród za artykuły poświęcone wyjawianiu błędów i słabych stron badań naukowych. Przeanalizował on tysiące raportów rządowych i sądowych, przestudiował literaturę i odbył wiele rozmów z naukowcami, a następnie w szacownym czasopiśmie Science opublikował artykuł demaskujący „hipotezę lipidową” jako naukowo nieuzasadnioną.
Nie pomógł również raport naukowców ze Szkoły Medycznej w Harwardzie, którzy przeanalizowali badania dotyczące cholesterolu i nie znaleźli żadnej zależności pomiędzy spożywaniem produktów go zawierających, a chorobami serca (opis tego raportu ukazał się również w polskiej prasie).
Uffe Ravnskov, lekarz ze Szwecji, opublikował książkę, która jest metaanalizą badań dotyczących cholesterolu (polski tytuł „Cholesterol – naukowe kłamstwo”), a wcześniej opublikował ponad 40 artykułów w cenionych na świecie czasopismach naukowych i medycznych, w których krytykuje powszechny pogląd, że to cholesterol wywołuje choroby serca.
Ewentualne powody tak dużego „zaufania” do „hipotezy lipidowej” pozostawię do rozważenia czytelnikowi.

Wbrew powszechnym poglądom cholesterol nie jest ani chorobą, ani przyczyną chorób.
 
Natomiast wzrost jego poziomu w krwi wskazuje na zwiększone zapotrzebowanie na niego naszego organizmu w związku z uszkodzeniami komórek i koniecznością ich naprawy. Przyczyną uszkodzeń są stany zapalne pojawiające się w naszym organizmie np. w efekcie diety bogatej w substancje prozapalne. Należą do nich: 
  •  cukry proste – glukoza i fruktoza, również ta obecna w owocach, 
  • oleje roślinne bogate w kwas omega-6, kwas arachidonowy (AA),
  • podgrzewane płynne oleje roślinne – przyspieszenie i zintensyfikowanie przez wysoką temperaturę utleniania nienasyconych kwasów tłuszczowych skutkuje powstawaniem ogromnych ilości niekorzystnych, jeśli występują w nadmiarze, wolnych rodników,
  • utwardzone oleje roślinne - są bogate w tłuszcze trans.
 
Przyczyną stanów zapalnych jest również nieprawidłowy stosunek kwasów omega-6 do omega-3 w diecie. Powinien on wynosić 2:1, a u większości osób stosujących zachodnią „zdrową” dietę wynosi 20:1.
Ryzyko stanów zapalnych zwiększają również inne czynniki stresowe, od stresu chemicznego poczynając (np. palenie papierosów) i na stresie psychicznym kończąc, jak również niedobory pewnych witamin.
Już od ponad 30 lat wiadomo, że również miażdżyca jest chorobą zapalną, powodowaną przez stany zapalne w ścianie i śródbłonku tętnic. Farmakologiczne obniżanie poziomu cholesterolu w krwi uniemożliwia procesy naprawcze wszędzie tam, gdzie są one potrzebne.
Nasza profilaktyka chorób, w tym chorób serca i układu krążenia, powinna więc skupiać się na zmniejszaniu ryzyka i leczeniu stanów zapalnych, a nie na obniżaniu cholesterolu.
 
 
Jak już wspomniałam sam cholesterol nie jest przyczyną chorób, ale jego poziom jest informacją o tym, co dzieje się w naszym organizmie.
 
 
Przy czym znaczenie ma nie tyle ogólny poziom cholesterolu, ale stosunek HDL do LDL.
HDL został potocznie nazwany dobrym cholesterolem, a LDL złym cholesterolem jednak zarówno HDL, jak i LDL nie są cholesterolem, a kompleksem cholesterolu z białkiem. Substancje o fizycznych właściwościach tłuszczy (a cholesterol do nich należy mimo, że z chemicznego punktu widzenia jest alkoholem) są nierozpuszczalne w wodzie. Stąd mogą one być transportowane w organizmie jedynie w postaci kompleksów z białkami, które są łatwo rozpuszczalne w wodzie. Skrót HDL pochodzi od angielskiego high-density lipoprotein (lipoproteina wysokiej gęstości), a LDL – low-density lipoprotein (lipoproteina niskiej gęstości). Cholesterol jest jeden, nie istnieje dobry i zły cholesterol. Ta potoczna nazwa związana jest z odmiennymi funkcjami pełnionymi przez kompleksy białek z cholesterolem.
HDL nazywany jest dobrym ponieważ jest odpowiedzialny za usuwanie cholesterolu z tkanek, również z ścian tętnic i jego transport do wątroby. Natomiast LDL transportuje cholesterol z wątroby do innych tkanek, w tym do ścian tętnic, jeśli jest taka potrzeba. Z tego powodu w związku z obowiązującą „hipotezą lipidową” LDL nazywany jest złym cholesterolem. Stosunek HDL do LDL nie jest czynnikiem ryzyka chorób serca, wskazuje jednak na to jak organizm radzi sobie z usuwaniem stanów zapalnych, które odgrywają kluczową rolę również w chorobach serca.
Nie dajmy się zwieść poglądom, że im bardziej uda nam się obniżyć poziom cholesterolu we krwi tym lepiej. Obniżając cholesterol farmakologicznie narażamy się na postępującą degenerację naszego organizmu. Pozostawmy naszemu organizmowi decyzję o tym, ile potrzebuje w danym momencie cholesterolu. Zadbajmy jednak o to, by nasz organizm wzmocnić, dostarczyć mu potrzebnych substancji odżywczych oraz by niewłaściwą dietą i niewłaściwym trybem życia nie wywoływać w nim stanów zapalnych.
 
Literatura:

 - Keys A i inni (1958). Lessons from serum cholesterol studies in Japan, Hawaii and Los Angeles. Ann Intern Med 48:83-94
- Ravnskov U (2009). Cholesterol –naukowe kłamstwo. Wydawnictwo WGP, Warszawa
- Sheng R i inni (2012). Cholesterol modulates cell signaling and protein networking by specifically interacting with PDZ domain-containing scaffold proteins. Nat Commun 4:1249-1269
- Singh-Manoux A i inni (2008). Low HDL cholesterol is a risk factor for deficit and decline in memory in midlife: the Whitehall II study. Arterioscler Thromb Vasc Biol 28:1556-1562
- Taubes G (2001). The soft science of dietary fat. Science 291:2536-2545
 
 
Zdjęcie dziś też przewrotne - mnie samej :) Żebyście mieli aktualne ;) Ale utworu do posłuchania w wykonaniu mnie samej Wam oszczędzę :). Do posłuchania Ane Brun, norweska wokalistka o absolutnie zjawiskowym głosie i wrażliwości, w piosence również norweskiej "kultowej", swego czasu, grupy a-ha - Hunting high and low. Czy ktoś jeszcze pamięta ten zespół? :) Słuchając tego wykonania, tego utworu z nostalgią wspominam przemiły czas z moimi polskimi przyjaciółmi w Szwecji, Justyną i Radkiem, którzy również uwielbiają Ane i a-ha. Tęsknię za Wami!
 
Szwecja, pierwszy kraj który odrzucił dogmaty dotyczące tłuszczu
Cholesterol 
Czy cierpię na niedobór kwasów omega-3

poniedziałek, 31 lipca 2017

Opaska na oczy - polecam!

Kontynuując temat snu i negatywnego wpływu na nasz organizm "zanieczyszczenia światłem" w godzinach nocnych, który poruszyłam w moim artykule dla Mody na Zdrowie Sen - co noc od nowa (artykuł ukazał się jako ostatni z 12-częściowej serii "Ciało cudowny mechanizm" - pozostałe artykuły znajdziecie w zakładkach na górze strony) - piszę dzisiejszy post polecając Wam mój sposób na zdrowy efektywny sen.
 
Czy wiecie, że niewidome kobiety chorują znacznie rzadziej na raka piersi?
 
Światło w godzinach nocnych nie tylko zaburza rytm dobowy ale również nawet niewielkie światło w pokoju, w którym śpimy (np. emitowane przez zegarek elektroniczny) pogarsza jakość snu i przyczynia się do chorób. Pisałam o tym jakiś czas temu na blogu: Dlaczego jeśli sen to tylko w egipskich ciemnościach.
 
Mimo, że mam lekko klaustrofobiczną naturę i nie lubię mieć czegoś na twarzy, moją opaskę na oczy uwielbiam i nigdzie się bez niej nie ruszam. Widzę drastyczną różnicę w jakości snu i samopoczuciu gdy się budzę w opasce i bez.  Uważam, że to świetne uniwersalne rozwiązanie, bo może nam towarzyszyć również kiedy podróżujemy. Całkowite zaciemnienie pokoju, wyeliminowanie nawet najmniejszych źródeł światła może być problemem i nie zawsze jest możliwe. Pomysł na wypróbowanie opaski na oczy zrodził się w mojej głowie na początku mojego pierwszego lata na północy Szwecji. Kompletnie nie byłam przygotowana na "białe noce", moje żaluzje w oknach nie sprawdzały się. Jasność białych nocy znosiłam gorzej niż ciemność polarnych nocy. Potrzebowałam szybkiego tymczasowego rozwiązania - nie chciałam inwestować w specjalne czarne rolety wiedząc, że będę mieszkać tam gdzie mieszkałam tylko przez jakiś czas. To tymczasowe rozwiązanie zostało ze mną nawet gdy nadeszły zimowe ciemności, używam opaski co noc w każdych warunkach.
 
Na zdjęciu opaska, moim zdaniem, idealna.
 
Niemieckiej firmy Daydream. Ta na zdjęciu to już moja kolejna, kupiłam ją jeszcze mieszkając w Szwecji ale w Polsce są one również dostępne. Znajdziecie je tu: http://www.daydream.pl/ - na stronie w zakładce "Gdzie kupić" znajdziecie adresy sklepów stacjonarnych w różnych miastach i sklepu internetowego.
Opaski Daydream powstają z 5 warstw tkaniny, bo tylko w ten sposób można osiągnąć absolutne zaciemnienie. Warstwa mająca kontakt w naszą skorą jest miękka i przyjemna w dotyku. Opaski Daydream posiadają dwie elastyczne taśmy umożliwiające ich dopasowanie do każdego kształtu głowy - warunek konieczny by opaska spełniała swoje funkcje. W dolnej części opaski posiadają miękkie wałeczki zabezpieczające przed wpadaniem światła od spodu. Opaski mają również specjalną  kieszeń, do której można włożyć wkład chłodzący (dołączony do opaski).
 
Mając na uwadze to, że nie znoszę mieć czegoś na twarzy zanim zainwestowałam w opaskę Daydream wypróbowałam taką najtańszą, rozdawaną w samolotach latających na długich trasach. Okazało się, że korzystny efekt nawet tak niedoskonałego zaciemnienia, jakie daje ta prosta opaska znacznie przewyższa dyskomfort. Bardzo szybko przyzwyczaiłam się do tego i przestałam odczuwać to jako dyskomfort.
 
Do posłuchania kawałek ścieżki dźwiękowej z filmu "Sekretne życie Waltera Mitty". Reżyserskie przedsięwzięcia Bena Stiller'a, który gra w nim również tytułową rolę. Po tym filmie spojrzałam inaczej na Stiller'a, przychylniej :) Film jest mega pozytywny, z mnóstwem fantastycznych zdjęć i świetną muzyką.
 
 

sobota, 29 lipca 2017

Kwasy omega-3 czyli... "rybna marihuana" :)

Takie doniesienia naukowe to miód na moje uszy :)
 
Wszyscy, którzy mnie znają wiedzą, że nie bez powodu jestem fanką kwasów omega-3 i od lat orędowniczką suplementacji nimi. Kwasy omega-3, a dokładniej jeden z nich - kwas eikozapentaenowy (EPA) dla mnie oznaczają życie bez bólu, przy jednoczesnym braku skutków ubocznych leków - marzenie każdej osoby cierpiącej na przewlekłe schorzenie, które boli, utrudnia codzienne życie. U mnie tym schorzeniem jest łuszczycowe zapalenie stawów (i towarzyszące mu stany zapalne innych organów). Zaczęła się 20 lat temu. Diagnoza i prognozy brzmiały jak wyrok. Leczenie niewiele dawało i zatruwało życie nie mniej niż ból. Nie zamierzałam się z tym godzić i po szybkim otrząśnięciu się z szoku zaczęłam szukać rozwiązań na własną rękę. I tak to się zaczęło - zmiana podejścia, zmiana odżywiania, studiowanie tematu, uczenie się nowych rzeczy, zdobywanie nowych doświadczeń. Było mi łatwiej niż innym, jestem biologiem, doktorem biologii (choroba zaatakowała, gdy robiłam doktorat), miałam dostęp do wiedzy i rozumiałam język naukowy. Zaskutkowało to nie tylko opanowaniem choroby, ale również otwarciem nowej drogi zawodowej...
 
Zebrało mi się na wspominki, ale do rzeczy :) O co chodzi z tym tytułem i co ma do rzeczy ta osobista wycieczka :)
 
Na mojej drodze do zdrowia, a w efekcie na drodze zawodowej, pojawiły się kwasy omega-3, z EPA na czele. To EPA przyczynił się w ogromnym stopniu do opanowania mojej choroby, do dziś ratuje mnie z opresji i niezmiennie towarzyszy mi. Już wiele razy pisałam o tym, co wiadomo na temat działania EPA i kwasów omega, dlaczego warto wiedzieć jaki ma się indeks kwasów omega-3, dlaczego osoby chore na choroby przewlekłe powinny bezwzględnie uzupełniać EPA, dlaczego warto wiedzieć jak prawidłowo tą suplementację prowadzić, dlaczego nie wystarczy, a nawet nie należy, po prostu łykać kapsułek z tranem. Poniższe doniesienia naukowe są kolejnymi do kolekcji :)
 
 
W szacownym czasopiśmie naukowym PNAS (Proceedings of the National Academy of Sciences) ukazał się właśnie artykuł opublikowany przez grupę badawczą profesor Aditi Das z Uniwersytetu w Illinois. Grupa profesor Das zajmuje się metabolizmem kwasów omega-3 i ich rolą w wyciszaniu stanów zapalnych.
 
Prof. Das odkryła mechanizm działania grupy związków produkowanych w naszym organizmie mających podobne działanie jak substancje obecne w marihuanie, którym przypisuje się leczenie stanów zapalnych.
 
Historia leczniczego zastosowania marihuany liczy sobie niemal 5 tysięcy lat, a ponad 50 lat temu odkryto, że za działanie to odpowiedzialne są substancje nazywane kannabinoidami. Za najbardziej aktywny i znaczący jeśli chodzi o działanie uznaje się tetrahydrokannabinol (THC).
 
Obecnie wiadomo, że w naszym organizmie są również produkowane kanabinoidy, o podobnym działania jak THC (tzw. endokanabinoidy). Endokanabinoidy i receptory, z którymi się wiążą są obecne w całym organizmie, w tym w mózgu, w komórkach układu odpornościowego, czy gruczołach wydzielania wewnętrznego, czyli w organach kluczowych w utrzymywaniu naszego zdrowia.
Okazuje się, że endokannabinoidy są produkowane w naszym organizmie z kwasów omega-3. Grupa prof. Das zidentyfikowała szlak metaboliczny i enzymy przekształcające endokannabinoidy z kwasów omega-3 do przeciwzapalnych cząsteczek wiążących się z receptorami kannabinoidowymi w układzie odpornościowym.
Ponadto, naukowcy odkryli, że te przeciwzapalne cząsteczki, nazwane epoksydami kannabinoidowymi mają wpływ na rozszerzanie się naczyń krwionośnych i agregację płytek krwi.

Zdaniem naukowców odkrycie to przyczyni się do rozwoju terapii stanów zapalnych, w tym stanów zapalnych w układzie nerwowym z użyciem kwasów omega-3, bez ryzyka efektu psychotropowego, jaki towarzyszy terapii marihuaną.
 
 
Link do strony laboratorium profesor Das: https://sites.google.com/site/aditidaspro/
Link do artykułu w PNAS: http://www.pnas.org/content/114/30/E6034.abstract


Na zdjęciu moje osobiste kwasy omega. Widzicie, że każda kapsułka jest inna?  Nie bez powodu mam ich tyle różnych :)
Do posłuchania Caro Emerald - "Tahitian Skies". Zalecam słuchawki :) Pamiętacie jeszcze Caro? W 2009 roku zdobyła listy muzyki pop swoim "Back it up" i "A night like this". Pobiła nawet rekordy "Thriller" Michale'a Jackson'a. Potem było jeszcze "That man" rok później i zniknęła. Zniknęła z list ale nie z muzyki i nadal jest świetna! :) Utwór pochodzi z jej płyty "Emerald Island" wydanej w tym roku w ramach promocji jej trasy koncertowej.


 

piątek, 19 maja 2017

Czy śpisz wystarczająco długo?

Kochani, myślę, że nikogo nie muszę przekonywać jak ważny jest odpowiednio długi i dobrej jakości sen. Nie muszę, prawda? Respektujecie tą podstawową potrzebę swojego ciała, prawda? Bo ja czasem nie! :) Nie wstyd się przyznać, wstyd nie próbować nic z tym zrobić! :)
 
O tym jak ważny jest sen pisałam już na blogu tu: Sen, twój najlepszy przyjaciel - pomóż mu, a tu pisałam o tym jak ważna jest jakość snu i jak można ją poprawić: Dlaczego jeśli sen, to tylko w egipskich ciemnościach
 
Obecnie przygotowuję artykuł do Mody na Zdrowie dotyczący rytmów dobowych, tego jak przeciwstawianie się im wpływa na nasze zdrowie, z czym borykają się mieszkańcy obszarów, gdzie panuje zima polarna (coś z własnych doświadczeń :).
 
I przy tej okazji natrafiłam na test, który ujął mnie swoją prostotą, więc dzielę się nim z Wami. Test został opracowany przez profesora Nathaniel'a Kleitman'a z Uniwersytetu w Chicago. Zapotrzebowanie na sen każdego z nas jest nieco inne. To jak długo musimy spać, żeby w pełni wypocząć zależy również od jakości naszego snu. Test pokazuje czy śpisz wystarczająco długo i jak duży jest ewentualny niedobór snu. Na obrazku obok, instrukcja jak wykonać test.
 
 
Dodatkowo lista problemów zdrowotnych, w powstaniu których znaczącą rolę odgrywa niedobór snu:
  • czujesz się ciągle głodny
  • tyjesz
  • zapominasz
  • masz problem z podejmowaniem decyzji
  • twoje reakcje są wolniejsze niż kiedyś
  • nie panujesz nad emocjami, bywasz smutny, łatwo wpadasz w gniew
  • często chorujesz na przeziębienia
  • masz problemy ze wzrokiem, twój wzrok się pogarsza, nie potrafisz skupić wzroku
  • źle wyglądasz, twoja twarz jest poszarzała, czujesz się opuchnięty
 
Rozpoznajecie powyżej siebie? To wiecie co robić :)
 
 

środa, 17 maja 2017

Seria "Odpowiedzi" - koenzym Q10

Kochani, co jakiś docierają do mnie pytania dotyczące koenzymu Q10 firmy Igennus. Niektóre osoby pytają po prostu: dlaczego jest tak drogi. Osoby bardziej zorientowane w temacie zadają szczegółowe pytanie typu: jaka jest wchłanialność itp. Za każdym razem, gdy odpowiadam na te pytania, przypominam sobie wtedy, że nigdy nie napisałam tu nic o koenzymie Q10 i nie mogę pytającej osobie szybko wkleić linka z moim artykułem, w którym mogłaby znaleźć informacje których potrzebuje. Czas to zmienić - Wy będziecie mieć informacje, a ja mniej pracy :)

Koenzym Q10 - jaką odgrywa rolę w naszym organizmie.

Koenzym Q10 (CoQ10) jest naturalnie występującym składnikiem produkowanym endogennie w naszym organizmie i w niewielkich ilościach obecnym w żywności. Znajdujące się w komórkach organelle nazywane mitochondriami są odpowiedzialne za produkcję ponad 90% energii, która jest niezbędna do życia i wzrostu każdej naszej komórki. CoQ10 odgrywa kluczową rolę w transporcie elektronów w mitochondriach, a tym samym w produkcji energii w komórkach. Ponadto, CoQ10 jest silnym antyoksydantem (antyutleniaczem), który odkrywa ważną rolę w regenerowaniu innych antyoksydantów, w tym witaminy C, witaminy E, czy kwasu liponowego. Dzięki temu CoQ10 pomaga utrzymać stabilność i integralność strukturalną błony komórkowej i błony mitochondrialnej [1].

Synteza i niedobory koenzymu Q10
Tkankowy CoQ10 osiąga swój maksymalny poziom w wieku 20-30 lat a następnie wraz z wiekiem spada. CoQ10 obecny jest w takich produktach, jak ryby, podroby, pełne ziarna. Z żywnością dostarczamy go organizmowi średnio 10 mg na dzień. Synteza CoQ10 w naszym organizmie jest procesem złożonym i wieloetapowym, wymagającym przynajmniej siedmiu różnych witamin jako kofaktorów (witaminy B2, B3, B6, B12, kwasu foliowego, witaminy C, kwasu pantotenowego) oraz innych składników. Niedobór któregokolwiek z tych składników ma negatywny wpływ na poziom CoQ10 w naszym organizmie. Niewystarczająca dostawa CoQ10 z jedzeniem, zbyt mało efektywna biosynteza CoQ10 oraz wysokie zapotrzebowanie na CoQ10 mogą prowadzić do niedoboru CoQ10. Znacząco obniżone poziomy CoQ10 są opisywane w literaturze jako charakterystyczne dla wielu schorzeń [2].
 
CoQ10 a leki obniżające cholesterol

Reduktaza HGM-CoA jest enzymem, który odkrywa kluczową rolę zarówno w regulowaniu syntezy cholesterolu, jak i CoQ10. Inhibitory reduktazy HGM-CoA (takie jak atorwastatyna, ceriwastatyna, prawastatyna, symwastatyna) są powszechnie stosowane w celu obniżenia poziomu cholesterolu w krwi ponieważ blokują one syntezę cholesterolu. Równocześnie jednak blokują również syntezę CoQ10 [3, 4]. Suplementacja CoQ10 koryguje nadmierne obniżanie poziomu CoQ10 w krwi przy terapii statynami, bez wpływu na ich działanie obniżające poziom cholesterolu. Nie tylko zapobiega to deficytowi CoQ10 ale również zmniejsza negatywne miopatyczne działanie statyn [5].
 
Ubiquinon a ubiquinol 

CoQ10 występuje w dwóch formach, jako ubiquinon (utleniony CoQ10, forma zużyta) i jako ubiquinol (zredukowany CoQ10, antyutleniacz). Aby CoQ10 wykazywał właściwości antyutleniacza nasz organizm musi przekształcić ubiquinon do ubiquinolu na drodze reakcji chemicznej nazywanej reakcją oksydo-redukcyjną (redox). Około 96% całkowitego CoQ10 w organizmie zdrowego człowieka występuje w postaci ubiquinolu (od 0,56 do 1,34 mg/l). Badania wskazują, że poziom ubiquinolu ulega znaczącemu obniżeniu w warunkach stresu oksydacyjnego [6-8]. Dlatego stosunek ubiquinonu do ubiquinolu jest przydatnym biomarkerem stresu oksydacyjnego [9].


Funkcje ubiquinolu:

Produkcja energii:
o Ubiquinol jest niezbędny aby energia zawarta w żywności mógła być przekształcona w cząsteczki ATP (przenośnik energii w komórkach) w mitochondriach (organelle komórkowe).

Antyutleniacz:
o Ubiquinol jest silnym antyutleniaczem rozpuszczalnym w tłuszczach, chroni tłuszcze, DNA i inne biała przed uszkodzeniami wywoływanymi przez wolne rodniki. 
o Ubiquinol regeneruje inne antyutleniacze takie, jak witamina E, witamina C i kwas liponowy.

 Ochrona serca:
o Uniquinol chroni naczynia krwionośne i mięsień sercowy przed uszkodzeniami spowodowanymi działaniem wolnych rodników.
Ochrona centralnego systemu nerwowego:
o Ubiquinol chroni mózg i system nerwowy przed działaniem wolnych rodników.
 
Działanie przeciwzapalne”:
o Ubiquinol wykazuje właściwości przeciwzapalne, zmniejsza produkcję zapalnych cytokin, cząsteczek informacyjnych, które zaburzają działanie układu odpornościowego.  

 Pobudza termogenezę:
o Ubiquinol wspiera funkcjonowanie termogeniny, białka biorącego udział w produkcji energii z brunatnej tkanki tłuszczowej z wytworzeniem ciepła. Dzięki organizmowi poczucie komfortu termicznego i pomaga utrzymać prawidłową masę ciała. 
 
Bierze udział w komunikacji komórkowej i ekspresji genów:
o Ubiquinol poprawia zdolność komórek do odbierania informacji i wpływa na odpowiedź na nie naszych genów. 

Wspomaga metabolizm:
o Koncentracja ubiquinolu jest róża w naszych organach – wyższa w tkankach, które charakteryzuje bardziej intensywny metabolizm takich, jak serce, nerki czy wątroba.

Wspomaga prawidłowy cykl komórkowy:
o Ubiquinol pobudza wzrost komórek i hamuje programowaną śmierć komórkową w zdrowych tkankach. 

 
Kaneka QH
 
Ubiquinol został odkryty w latach 50-tych ubiegłego wieku. Jednak ponieważ ubiquinol poza naszym organizmem łatwo ulega utlenianiu, stabilna forma ubiquinolu (Kaneka QH™) w postaci suplementu jest dostępna dopiero od 2006 roku. Wcześniej CoQ10 w suplementach diety był dostępny jedynie w formie ubiquinonu. Wiele najnowszych badań naukowych pokazuje, że suplementy zawierające Kaneka QH™ są znacznie skuteczniejsze nie te, które zawierają ubiquinon.
 
 
 
Optymalizacja biodostępności ubiquinolu.
 
Ponieważ ubiquinol jest substancją rozpuszczalną w tłuszczach jego wchłanianie w naszym układzie pokarmowym jest generalnie bardzo mało efektywne. Najczęściej CoQ10 w suplementach ma postać zawiesiny w oleju lub proszku. Obie formy cechuje niska biodostępność. Badania kliniczne wyraźnie pokazują zależność pomiędzy skutecznością CoQ10 a biodostępnością, wyższą jeśli ma on formę rozpuszczoną [11]. Igennus opracował unikatową formułę, w której ubiquinol ma rozpuszczoną postać koloidu i nazwał ją VESIsorb®. VESIsorb® naśladuje naturalne procesy transportu przez ścianę jelita. Sprawia to, że biodostępność ubiquinolu podanego w takiej postaci jest bardzo wysoka [12]. Badania metodą podwójnej ślepej próby pokazały, że CoQ10 podany w formule VESIsorb® wykazuje prawie 2-krotny wzrost poziomu CoQ10 w krwi (Cmax) a 3-krotny w odniesieniu do biodostępności (AUC (0-10 godzin) w porównaniu zarówno z produktami w postaci zawiesiny olejowej, jak i innymi produktami z rozpuszczonym CoQ10 [8]. 
 
Koloidalny rozpuszczony ubiquinol cechuje bezprecedensowa biodostępność, która zapewnia zwiększone wchłanianie i transport w tkankach
 

 Czyli, ubiquinol Igennusa:
  • To w pełni zredukowana bioaktywna forma. 
  • Jest rozpuszczony, radzi sobie w warunkach hydrofobowych i lipofilnych. 
  • Zapakowany jest w nowatorski system transportu VESIsorb®, który naśladuje naturalne procesy w jelitach, dzięki czemu możliwe jest uzyskanie koncentracji w krwi wyższej niż w przypadku jakiekolwiek innej formy.
 

 
 
Bibliografia 

1. Rauchova H, Drahota Z, Lenaz G: Function of coenzyme Q in the cell: some biochemical and physiological properties. Physiological research / Academia Scientiarum Bohemoslovaca 1995, 44:209-216.
2. Potgieter M, Pretorius E, Pepper MS: Primary and secondary coenzyme Q10 deficiency: the role of therapeutic supplementation. Nutrition reviews 2013, 71:180-188.
3. Ghirlanda G, Oradei A, Manto A, Lippa S, Uccioli L, Caputo S, Greco AV, Littarru GP: Evidence of plasma CoQ10-lowering effect by HMG-CoA reductase inhibitors: a double-blind, placebo-controlled study. Journal of clinical pharmacology 1993, 33:226-229.
4. Watts GF, Castelluccio C, Rice-Evans C, Taub NA, Baum H, Quinn PJ: Plasma coenzyme Q (ubiquinone) concentrations in patients treated with simvastatin. Journal of clinical pathology 1993, 46:1055-1057.
5. Fedacko J, Pella D, Fedackova P, Hanninen O, Tuomainen P, Jarcuska P, Lopuchovsky T, Jedlickova L, Merkovska L, Littarru GP: Coenzyme Q10 and selenium in statin-associated myopathy treatment. Canadian journal of physiology and pharmacology 2013, 91:165-170. 
6. Tang PH, Miles MV, DeGrauw A, Hershey A, Pesce A: HPLC analysis of reduced and oxidized coenzyme Q(10) in human plasma. Clinical chemistry 2001, 47:256-265.
7. Yamamoto Y, Yamashita S: Plasma ubiquinone to ubiquinol ratio in patients with hepatitis, cirrhosis, and hepatoma, and in patients treated with percutaneous transluminal coronary reperfusion. BioFactors 1999, 9:241-246.
8. Miles L, Miles MV, Tang PH, Horn PS, Quinlan JG, Wong B, Wenisch A, Bove KE: Ubiquinol: a potential biomarker for tissue energy requirements and oxidative stress. Clinica chimica acta; international journal of clinical chemistry 2005, 360:87-96.
9. Yamamoto Y, Yamashita S: Ubiquinol/ubiquinone ratio as a marker of oxidative stress. Methods in molecular biology 2002, 186:241-246.
10. Crane FL, Hatefi Y, Lester RL, Widmer C: Isolation of a quinone from beef heart mitochondria. Biochimica et biophysica acta 1957, 25:220-221.
11. Bhagavan HN, Chopra RK: Coenzyme Q10: absorption, tissue uptake, metabolism and pharmacokinetics. Free radical research 2006, 40:445-453.
12. Liu ZX, Artmann C: Relative bioavailability comparison of different coenzyme Q10 formulations with a novel delivery system. Alternative therapies in health and medicine 2009, 15:42-46.

niedziela, 14 maja 2017

Witamina C - zawartość w warzywach i owocach

Kochani, zaczyna się wspaniały czas większego wyboru świeżych i lokalnie produkowanych warzyw i owoców.
Przygotowałam dla Was ściągawkę z zawartością witaminy C w warzywach owocach. Dodatkowo - zawartość cukrów prostych.
Moich faworytów zaznaczyłam na żółto. Wiecie czym się kierowałam? Mnóstwo witaminy C i mało cukru, oczywiście.
Generalnie, króluje zielone, które jak widać zawiera nie tylko cenne foliany i witaminę K1 ale również witaminę C.
A Wy co wybieracie? :)



No moim blogu z przepisami znajdziecie przepis na sałatkę z jednym z moich faworytów :)
Sałatka z surową brukselką i jarmużem


Z pozdrowieniami jeszcze z Szwecji :) Ciągle zimnej :/




czwartek, 20 kwietnia 2017

Seria "Odpowiedzi". Kurkuma - czy rzeczywiście ma tak niezwykłe działanie?

Kochani czytelnicy, dzisiaj post z zapoczątkowanej jakiś czas temu serii "Odpowiedzi". Dotyczy on kurkumy, która staje się bardzo popularna. Czytacie i słyszycie, że może zapobiegać nowotworom, a nawet je leczyć, jest prostym i bezpiecznym środkiem ale ważne jak zostanie przygotowana itp. Czytacie, słyszycie i pytacie :) I tu, podobnie jak w przypadku wielu innych sławnych substancji, diabeł tkwi w szczegółach.

Jak to więc jest z tą kurkumą?

Kurkuma, nazywana też ostryżem długim czy szafranem indyjskim swoją sławę zawdzięcza kłączowatemu korzeniowi, który zawiera substancje nazywane kurkuminoidami. Wśród kurkuminoidów najbardziej znana i pożądana ze względy na swoje działanie jest kurkumina. W Indiach zjada się dziennie średnio 2-3 g korzenia kurkumy pod różną postacią. Pierwsze doniesienia naukowe dotyczące dobroczynnego działania kurkumy pochodzą sprzed ponad 100 lat. Do lat 90 ubiegłego wieku w bazie danych publikacji naukowych dotyczących kurkumy i kurkuminy pojawiło się mniej niż 100. Jednak w ciągu ostatnich 20 lat badania dotyczące kurkuminy rozkwitły tak, że obecnie mamy dostępnych ponad 10 tysięcy publikacji naukowych na ten temat. Sporo już wiemy o kurkuminie.


Co dokładnie?

 
Wiadomo, że kurkumina zapobiega i wycisza wiele schorzeń o podłożu zapalnym (lista jest długa - schemat poniżej), a jej przeciwzapalne działanie związane jest wpływem na tzw. jądrowy czynnik kappa-b (NF-kB), określany jako "główny włącznik stanu zapalnego" (ang. inflammatory master switch). NF-kB stymulowany jest przez stres, patogeny, substancje uczulające i inne czynniki prozapalne. Kurkumina moduluje również działanie innych substancji biorących udział w powstaniu stanu zapalnego takich, jak enzymy, czynniki wzrostu, interleukiny i cytokiny.
Prawda, że wygląda to zachęcająco?

 

Tu jednak zaczynają się "schody".

Kurkumina charakteryzuje się niestety słabą rozpuszczalnością w wodzie i w bardzo niewielkim stopniu jest wchłaniana z układu pokarmowego. Na dodatek większość wchłoniętej kurkuminy jest wydalana przez nerki zanim dotrze tam, gdzie chcielibyśmy żeby dotarła, do toczącego się stanu zapalnego. Niska biodostępność kurkuminy to nie jedyny problem. Jeśli już kurkumina dostanie się do naszego krwiobiegu jest metabolizowana przez wątrobę. Zmetabolizowana kurkumina (w postaci glukuronidów tetrahydrokurkuminy - THC, oraz heksahydrokurkuminy HHC) jest znacznie mniej aktywna niż. tzw. wolna kurkumina (niezmetabolizowana).

Prowadzonych jest więc szereg badań nad tym jak zwiększyć biodostępność wolnej kurkuminy na tyle, by osiągnąć jej poziom terapeutyczny.

Jednym ze sposobów zwiększenie biodostępności kurkuminy, a dokładniej uniknięcia jej metabolizowania przez wątrobę, jest połączenie jej z piperyną. Piperyna (substancja obecna w czarnym pieprzu) spowalnia proces glukuronidacji, mający miejsce przy metabolizowaniu kurkuminy. Podanie 20 mg piperyny razem z 2 g kurkuminy skutkuje zwiększeniem biodostępności kurkuminy nawet o 2000%.
To wygląda naprawdę dobrze, prawda?

Tu jednak nasze "schody" stają się bardziej kręte...

Okazuje się, że zahamowanie glukuronidacji wprawdzie przynosi korzyści w postaci zwiększenia biodostępności kurkuminy, ale uderza w nasz organizm w innym miejscu. Glukuronidacja to bardzo ważny proces w naszym organizmie. Jest główną drogą dezaktywowania i wydalania toksyn z organizmu, zarówno tych, które powstają w naszym organizmie w trakcie jego normalnego funkcjonowania i muszą być usunięte, jak i tych podanych z zewnątrz np. leków, związków rakotwórczych, zanieczyszczeń środowiska i środków chemicznych z żywności. Innymi słowy stosując kurkuminę z piperyną z jednej strony dostarczamy sobie aktywnej substancji przeciwzapalnej, a z drugiej strony akumulujemy w organizmie to, co wywołuje stany zapalne i zatruwa organizm.
I tego producenci i sprzedający preparaty z kurkumą i piperyną już nie mówią, prawda?

Badania poszły więc dalej...

A dzięki nim opracowano formuły zawierające kurkumę zapewniające jej wysoką biodostępność ale bez wpływu na glukuronidację, z których w badaniach klinicznych najlepiej wypadają Meriva i Longvida.
Meriva to tzw. kompleks fitosomalny. Mieszanina kurkuminoidów (w tym kurkumy) jest w nim zapakowana w strukturę nazywaną fisosomem, której otoczka składa się z fosfolipidów i mikrokrystaliczne celulozy. Fitosom może łatwo przechodzić przez błony komórkowe, dzięki temu kompleks fitosomalny powoduje zwiększenie wchłaniania kurkuminy w układzie pokarmowym. Jednakże badania pokazują, że Meriva głównie podnosi w krwi poziom pozostałych kurkumioidów, nie samej kurkuminy.
W Longvidzie kurkumina zapakowana jest w tzw. stałą cząsteczkę tłuszczową (SLCP) otoczoną wyłącznie kwasami tłuszczowymi i fosfolipidami. Oprócz łatwego wchłaniania Longvida cechuje się wysoką odpornością na temperaturę i pH, dzięki czemu nienaruszona przechodzi przez żołądek i jest wchłaniana do krwiobiegu, a następnie dociera do docelowej tkanki. Suplementacja Longvidą skutkuje zwiększeniem poziomu pożądanej kurkuminy w krwi. Ponadto, utrzymuje się on dłużej naszym organizmie, co jest nie bez znaczenia w kwestii efektywności.

Badania z użyciem placebo pokazały, że formuła zastosowana w Longvidzie obniża poziom NF-kB i kinazy kreatyniny (CK), beta-amyloidu (czynnik ryzyka choroby Alzeihmer'a), sICAM (bierze udział w powstawaniu miażdżycy), wolnych rodników i innych. Jako jedna z niewielu substancji Longvida przechodzi barierę krew-mózg, dzięki czemu działa również w centralnym układzie nerwowym. Badania, w których porównuje się skuteczność kurkuminy podanej w różnych formach zdecydowanie wskazują, że SLCP jest najskuteczniejsza.

Opublikowano również szereg badań pokazujących korzystną synergię (współdziałanie) pomiędzy kurkuminą i moimi ulubionymi kwasami omega-3. Przyznam, że mimo takiej sławy kurkuminy podchodziłam z rezerwą do pojawiających się w internecie przepisów na tzw. złote mleko, czy pastę z kurkumy i pieprzu. Obecnie regularnie zażywam oprócz Vegepy z EPA i GLA również kurkuminę w postaci Longvidy. I jak widać poniżej nie opieram się na "wierze"... ;)
 

Literatura:
- Cox KH, Pipingas A, Scholey AB. Investigation of the effects of solid lipid curcumin on cognition and mood in a healthy older population. J Psychopharmacol. 2015 May;29(5):642-51.
- Cuomo J, Appendino G, Dern AS, Schneider E, McKinnon TP, Brown MJ, Togni S, Dixon BM. Comparative absorption of a standardized curcuminoid mixture and its lecithin formulation. J Nat Prod. 2011 Apr 25;74(4):664-9. doi: 10.1021/np1007262.
- DiSilvestro RA, Joseph E, Zhao S, Bomser J. Diverse effects of a low dose supplement of lipidated curcumin in healthy middle aged people. Nutr J. 2012 Sep 26;11:79. doi: 10.1186/1475-2891-11-79
-  Ghosh S, Banerjee S, Sil PC. The beneficial role of curcumin on inflammation, diabetes and neurodegenerative disease: A recent update. Food Chem Toxicol. 2015 Sep;83:111-24.
- Gota VS, Maru GB, Soni TG, Gandhi TR, Kochar N, Agarwal MG: Safety and pharmacokinetics of a solid lipid curcumin particle formulation in osteosarcoma patients and healthy volunteers. Journal of agricultural and food chemistry 2010, 58:2095-2099.
- Jäger R, Lowery RP, Calvanese AV, Joy JM, Purpura M, Wilson JM. Comparative absorption of curcumin formulations. Nutr J. 2014 Jan 24;13:11. doi: 10.1186/1475-2891-13- 11.
- Ma QL, Zuo X, Yang F, Ubeda OJ, Gant DJ, Alaverdyan M, Teng E, Hu S, Chen PP, Maiti P, Teter B, Cole GM, Frautschy SA. Curcumin suppresses soluble tau dimers and corrects molecular chaperone, synaptic, and behavioural deficits in aged human tau transgenic mice. J Biol Chem. 2013 Feb 8;288(6):4056-65.
- Marczylo TH, Verschoyle RD, Cooke DN, Morazzoni P, Steward WP, Gescher AJ. Comparison of systemic availability of curcumin with that of curcumin formulated with phosphatidylcholine. Cancer Chemother Pharmacol. 2007 Jul;60(2):171-7.
- Nahar PP, Slitt AL, Seeram NP. Anti-Inflammatory Effects of Novel Standardized Solid Lipid Curcumin Formulations. J Med Food. 2015 Jul;18(7):786-92
- Shah et al. Acute human pharmacokinetics of a lipid-dissolved turmeric extract. Planta Med 2012; 78 DOI: 10.1055/s-0032-1320664
- Sharma RA, McLelland HR, Hill KA, Ireson CR, Euden SA, Manson MM, Pirmohamed M, Marnett LJ, Gescher AJ, Steward WP. Pharmacodynamic and pharmacokinetic study of oral Curcuma extract in patients with colorectal cancer. Clin Cancer Res. 2001;7:1894–1900.
- Shoba G, Joy D, Joseph T, Majeed M, Rajendran R, Srinivas PS. Influence of piperine on the pharmacokinetics of curcumin in animals and human volunteers. Planta Med. 1998 May;64(4):353-6.


Na zdjęciu Kraina Królowej Śniegu :) - Hotel lodowy (Icehotel) w Jukkasjarvi (w szwedzkiej Laponii, 200 km na północ od koła podbiegunowego). Miałam okazję spędzić noc w jednym z tych pięknych lodowych pokoi.
Do posłuchania lapońska ludowa muzyka - tzw. joik w wykonaniu Jon'a Henrik'a Fjallgren'a.