niedziela, 12 sierpnia 2018

O tym dlaczego historia Igennusa stała się moją historią :)

Kochani, dzisiaj będzie trochę sentymentalnie i trochę, że tak powiem "historycznie" ;)  Nie podrzucę Wam może garści wiedzy, ani nie zaskoczę Was obaleniem mitu, czy czymś takim. Myślę jednak, że mimo to mój wpis Was zainteresuje i zainspiruje :)
 
Już kilka razy obiecywałam napisać coś więcej o historii firmy Igennus, żeby wyjaśnić Wam skąd wzięło się moje zainteresowanie suplementami diety produkowanymi  przez nich. Zainteresowanie, które koniec końców stało się moją pracą (jedną z wielu :D), bo zajęłam się dystrybucją tych suplementów w Polsce jako firma Sanatum. Nie ukrywam, że to jak i dlaczego powstała firma Igennus, obok obserwowanej na własnych organizmie skuteczności ich produktów, było jedną z zasadniczych przyczyn dlaczego tak to się u mnie potoczyło.
 
Jak może pamiętacie, pisałam o tym zaczynając blogowanie, lata temu (będzie już z 30) dopadła mnie choroba autoimmunologiczna.
 
Zaatakowała najpierw skórę, potem jelita, potem stawy. Moja droga do prawidłowej diagnozy była długa, minęło jakieś 10 lat zanim to nastąpiło. Dopiero pojawienie się problemów ze stawami naprowadziło na właściwą diagnozę pt. autoimmunologiczny stan zapalny. Przy tej okazji, z tego powodu lub w efekcie tej choroby - trudno to określić, naukowcy nie mają jasności co dokładnie staje się w tym przypadku przyczyną czego - przyplątała się też insulinooporność. Ta z kolei nie za szałowo wpłynęła na moją tarczycę, stymulując ją do takiej przebudowy, że niektórzy lekarze (raczej ich unikam, ale czasem mnie np. uniwersytet na badania okresowe wyśle :), chętnie by mi ją wycięli, ucięli, wyrzucili już od lat.
 
Nadal, nieustannie poszukuje lekarzy, którzy mogliby mnie odciążyć od zgłębiania wszystkiego na własną rękę i odpowiadania sobie samej na pytania, bo doby mi nie starcza :) Kilka dobrych dusz z otwartym umysłem mi się trafiło. Ich pomoc polegała głównie na stwierdzeniach typu "no przecież sama wiesz najlepiej co z tym zrobić", albo "no tak, wiem, że tak to jest i tak się da ale ty sama najwięcej wiesz JAK to zrobić" :). Muszę jednak przyznać, że ludzie ci mieli swój udział w naprowadzeniu mnie na tą właściwą drogę. To były jednostki. Jednostki, które mają otwarte umysły i potrafią myśleć nieszablonowo. Jednostki, które miałam szczęście spotkać. Mam też szczęście posiadać wiedzę i wykształcenie, dzięki któremu mogłam sama dojść do tego co zrobić.
 
 
Igennus powstał z tych samych powodów, co Sanatum - z powodu czyjejś choroby oraz otwartego umysłu i determinacji jednostek.
 
Te jednostki to dr Jav Nazemi i profesor Basant Puri. Osobą, która zachorowała była córka Jav'a, Roxana.
 
Roxana zachorowała w wieku 12 lat na przewlekłą niewydolność serca, która została spowodowana gorączką reumatyczną. Chorobę zdiagnozowano przypadkowo - pediatrę zastanowiły ślepe plamy w polu widzenie u Roxan'y. Dokładniejsze badania wykazały szmery w sercu, aż w końcu Roxi trafiła do kardiologa w Harefield Hospital. Okazało się, że jedna z zastawek w jej sercu została uszkodzona, to spowodowało powstanie skrzepu, który trafił do oka i zablokował nerw wzrokowy. Problem, który dotknął Roxi początkowo nie daje żadnych odczuwalnych objawów jednak po pewnym czasie może powodować trudne do przewidzenia groźne dla życia skutki, w tym atak serca, zator czy obrzęk płuc. Tak więc w wieku 12 lat Roxana dowiedziała się, że jest skazana na poważne ograniczenia w swoim życiu oraz, że będzie musiała stale zażywać leki takie, jak penicylina (w celu zapobieżenia infekcji bakteryjnej gardła, która spowodowała gorączkę reumatyczną) i aspiryna (w celu zapobiegania powstawania skrzepów w jej krwi, które mogą zagrozić jej życiu).
 
Jav i jego żona zadali sobie wtedy niebagatelne pytanie - a co ze skutkami ubocznymi leków stosowanych długoterminowo, najprawdopodobniej przez całe życie? Zaczęli szukać sposobów na to, by wzmocnić serce Roxi i zapobiec potencjalnym komplikacjom. I mieli ogromne szczęście. Jeden z ich przyjaciół skierował ich do profesora (wtedy doktora, psychiatry) Basant'a Puri w Hammersmith Hospital. W tamtym czasie prof. Puri prowadził badania nad wpływem kwasów omega-3 na nasz organizm, jego zainteresowania dotyczyły szczególnie układu nerwowego. Wiedział już wtedy, że kwasy omega-3 poprawiają płynność krwi, sprawiają, że krwinki czerwone są bardziej elastyczne i mają mniejszą tendencję do tworzenia skrzepów.
 
Prof. Puri poradził Jav'ovi zastosować kwasy omega-3 u Roxi. A ponieważ Jav i jego żona od lat byli zwolennikami naturalnych metod wspomagania organizmu, Jav postanowił zgłębić temat kwasów omega-3 i dowiedzieć się dosłownie wszystkiego na ich temat. To doprowadziło go do przykrego wniosku, że na rynku zarówno brytyjskim, jaki światowym nie istnieje żaden preparat, suplement diety, który miałby skład odpowiedni, by mógł, zgodnie z tym co wiadomo, co zbadano, znacząco pomoc Roxi.
 
Równocześnie, niedługo po spotkaniu Jav'a, profesor Puri odkrył, że to nie o wszystkie kwasy omega-3 chodzi, że to jeden z kwasów omega-3 odgrywa tak znacząca rolę w naszym organizmie.
 
I jest nim kwas eikozapentaenowy (EPA), - jeden z kwasów omega-3 obecny w oleju z ryb. Kiedy okazało się, że to tylko czysty EPA w odpowiedniej koncentracji jest w stanie pomóc Roxi i wielu innym osobom na całym świecie, Jav postanowił, we współpracy z prof. Puri, stworzyć suplement który będzie spełniał te wymagania. W trakcie dalszych prac i badań okazało się ponadto, że korzystne byłoby dodanie do czystego EPA oleju z wiesiołka dwuletniego. Triterpeny obecne w organicznym tłoczonym na zimno oleju z wiesiołka mają szczególnie korzystny wpływ na nasz układ odpornościowy, co zdaniem Jav'a mogłoby wspomóc odporność Roxi i uniezależnić ją od penicyliny. To bardzo ważne, by olej był tłoczony zimno, w przeciwnym razie dochodzi do dezaktywacji triterpenów a zdecydowana większość suplementów z olejem wiesiołka nie jest prawidłowo produkowana.
 
I tak w 2003 roku narodził się preparat Vegepa, który po raz pierwszy został wprowadzony na rynek w Wielkiej Brytanii w 2004 roku.
 
Doktorat Jav'a nie dotyczył nauk biologicznych, czy medycznych. "Przed Vegepą" zajmował się czymś zupełnie innym. Jednak świadomość tego, jak Vegepa może pomóc wielu ludziom, nie tylko Roxi, Jav zdecydował się zrezygnować ze swojej dotychczasowej drogi kariery zawodowej i zająć się wyłącznie Vegepą.
 
Pionierska formuła zawierająca EPA, Vegepa, przyciągnęła zainteresowanie naukowców i instytucji naukowych oraz prasy, co zaskutkowało badaniami klinicznymi i owocną współpracą dotyczącą wielu dziedzin zdrowia - od zdrowia psychicznego, przez poprawę płodności do zastosowań w sporcie. O tym ile wiadomo obecnie na temat działania samej Vegepy i innych produktów Igennusa, jakie badania zostały przeprowadzone i jak są te suplementy stosowane przez specjalistów można by długo pisać. I pewnie kiedyś i o tym napiszę. Ale nie wszystko na raz, bo kto dotrwa do końca moich wywodów ;)
 
Obecnie Jav Nazemi jest CEO firmy Igennus Health Nutrition. Igennus to rodzinna firma, która intensywnie się rozwija. W ciągu tych 14 lat, które minęły od wprowadzenia Vegepy na rynek wiedza na temat kwasów omega-3 rozwinęła się, co zaskutkowało powstaniem nowych produktów takich, jak Pharmepa Restore i inne. Ponadto, specjaliści pracujący w firmie Igennus mają pełną świadomość tego, że najlepsze skutki dla zdrowia przynosi kombinacja wielu czynników, substancji odżywczych, witamin i działań. Dlatego obecnie Igennus w swojej ofercie posiada również szereg suplementów mających działanie uzupełniające do EPA i kwasów omega-3. Jednak od zawsze przyświeca im ta sama zasada - to, co robią opierają na najnowszej wiedzy naukowej a ich doświadczenie i wiedza sięga daleko poza produkcje i sprzedaż suplementów diety.
Roxana skończyła studia, jest w świetnej kondycji  prowadzi normalne życie. Już jakiś czas temu dołączyła do zespołu Igennusa.
Profesor Basant Puri jest autorem setek publikacji naukowych i książek oraz szefem Lipid Neuroscience Group w Imperial College (Londyn), a także konsultantem w MRI Unit of the Medical Research Council’s Clinical Sciences Centre w Hammersmith Hospital.


Mnie i firmę Igennus łączy również to, że robimy to, w co wierzymy. Bez absolutnego przekonania o słuszności naszych działań dotyczących zdrowia zarówno ja, jak i Jav, nie bylibyśmy w stanie promować tych produktów, przekonywać ludzi do kupienia ich. Tacy już jesteśmy :) Zarówno ja, jak i eksperci Igennusa (możecie skorzystać z ich porad w języku na angielskim online na MyOnlineCLINIC) zawsze powtarzamy również, że nie wystarczy, że bierzesz suplementy, musisz trochę jednak zmienić w swoim życiu, ważna jest Twoja rodzina, otoczenie, Twój wypoczynek, to co jesz itp. Suplementy Igennus mogą zrobić wiele dobrego dla Twojego zdrowia ale nie są magicznym antidotum na wszystko.
 
 
Na fotce - tak, nie może być w tej sytuacji inaczej - Londyn :) Zaskakująco udane połączenie starego z nowym - jeden z najstarszych rynków w Londynie, Leadenhall Market, z nowoczesnymi wieżowcami City. Z jakiegoś tajemniczego powodu nie tylko uwielbiam produkty brytyjskiej firmy, wybitną jednostkę, jaką jest Jav, któremu zawdzięczam stałą dzienną dawkę skoncentrowanego ultraczystego EPA, zbawiennego dla mojego organizmu, ale również generalnie uwielbiam kraj, z którego pochodzą :)
 
Do posłuchanie, ktoś z innego kraju :) Melissa Horn z Szwecji  - też dość bliskiej mojemu sercu, choć z innych powodów :) Towarzyszyła mi, gdy pisałam ten post dla Was :)
 
 
 
Powiązane posty:
 
 
 
 
 
 
 

środa, 30 maja 2018

Astaksantyna - królowa antyoksydantów, cz. 2: działanie

Drodzy czytelnicy, otrzymałam od Was mnóstwo pytań o to, co takiego specjalnego robi w naszym organizmie astaksantyna i dlaczego warto ją zażywać.
 
W telegraficznym skrócie odpowiedź na te pytania przygotowałam w formie obrazka :)
 
Stopniowo będę poruszać szerzej poszczególne obszary działania astaksantyny. Informacje poniższe pochodzą z artykuły przeglądowego dotyczącego astaksantyny pt. "Astaxanthin as a medical food" ("Astaksantyna jako żywność medyczna"). Artykuł ten został opublikowany w 2013 roku w czasopiśmie naukowym Functional Food in Helath and Disease.





środa, 16 maja 2018

Astaksantyna - królowa antyoksydantów, cz. 1: produkcja

Drodzy czytelnicy, dzisiaj będę polecać, zachwalać i rekomendować. I wyjaśnię dlaczego śmiem to robić :) Z radością donoszę, że preparat Astaksantyna AstaPure firmy Igennus jest już dostępny w Polsce. Dlaczego jestem tym tak podekscytowana?
 
Jak chyba wiecie :) jestem ambasadorem i konsultantem naukowym. Igennus w Polsce to moje "dziecko" :) Moja wspólna historia z Igennusem rozpoczęła się od moich własnych problemów zdrowotnych i odkrycia tej angielskiej firmy jako producenta unikatowego preparatu z czystym EPA, który doskonale sprawdził się najpierw dla mnie samej, a potem dla kolejnych osób, które "zarażałam tym preparatem". Obecnie Igennus produkuje nie tylko preparaty z czystym EPA i generalnie kwasami omega (mamy tu do wyboru różne produkty dobierane do indywidualnych potrzeb organizmu), ale również preparaty zawierające inne bardzo pożyteczne substancje takie, jak chociażby kurkumina, witamina D3 czy koenzym Q10.
 
Jest wiele powodów, dla których tak cenię produkty firmy Igennus i zespół ludzi, który nad nimi pracuje. Najwyższa jakość składników użytych w produktach i produktów końcowych. Rzetelna i przejrzysta informacja - Igennus nie zataja rzeczywistego składu swoich produktów, pochodzenia składników, czy sposobu produkcji. Uzasadniony skład i formy składników - Igennus projektuje swoje suplementy w oparciu o aktualną wiedzę, o wyniki najnowszych badań naukowych i medycznych badań klinicznych. A do tego zespół Igennus to fachowcy i równocześnie pasjonaci - zawsze służą gruntowną wiedzą i bardzo cenię sobie dyskusje z nimi. To, co robią, robią nie bez powodu - już chyba obiecywałam, że kiedyś napiszę Wam jaka jest historia tej firmy. Zrobię to! :) To wszystko sprawia, że produkty tej firmy są skuteczne i bezpieczne. I nie ukrywam, że z mojej szafki kuchennej z środkami "leczniczymi", preparaty Igennusa wręcz wypadają, jak widać stojąc na samym brzegu jako te używane codziennie (wybaczcie bałagan :)
 
Do tej pory musiałam odsyłać pytających o astaksantynę do poszukiwań preparatu firmy Cyanotech z Hawajów, producenta Bioastinu - wiarygodnej firmy od lat zajmującej się produkcją i godnej zaufania jeśli chodzi o jakość produktu.
A teraz już nie muszę :) Astaksantyna AstaPure nie tylko w niczym nie ustępuję produktowi tego lidera ale również cechuje się unikatowymi zaletami, którymi go przewyższa.
 
Oprócz oczywistych zalet samej astaksantyny, jak i ekstraktu AstaPure, o których będę jeszcze pisała w innych postach, żeby Was nie zamęczyć długością niniejszego ;) - na szczególną uwagę zasługuje system hodowli alg Haematococcus pluvialis (H. pluvialis), z których pozyskiwany jest ekstrakt AstaPure.
Jest dla mnie osobiście tym bardziej interesujący i wprawia mnie w zachwyt i w ekscytację, bo sama zajmuje się hodowlą roślin in vitro, w warunkach sterylnych.
 
 
A właśnie w takich warunkach hodowane są algi do produkcji AstaPure. W sterylnych, laboratoryjnych warunkach, a jednocześnie w naturalnym świetle, na słońcu. Dzięki zastosowaniu sterylnych warunków algi są całkowicie wolne od zanieczyszczeń pochodzących ze środowiska zarówno chemicznych, jak i biologicznych. W tym systemie algi są hodowane w specjalnych zamkniętych rurkach i dzięki temu są nie tylko bezpieczne i wolne od zanieczyszczeń, ale również warunki hodowli mogą być w pełni kontrolowane (górna fotografia). W otwartym systemie, w hodowlach w których zbiorniki są całkowicie otwarte (dolna fotografia) bardzo trudno kontrolować warunki, algi są narażone na zanieczyszczenia powietrza, czy choćby zanieczyszczenia i infekcje przenoszone przez ptaki i inne zwierzęta. Producenci stosujący systemy otwarte podają, że ich hodowle są zlokalizowane na idealnie czystych terenach, wolnych od zanieczyszczeń pochodzących z przemysłu, czy rolnictwa. To jednak ciągle nie zabezpiecza przed zanieczyszczeniami, których źródłem są zwierzęta, w szczególności ptaki. W przypadku systemów otwartych istnieje konieczność poddania produktu końcowego dodatkowej obróbce mającej na celu pozbycie się zanieczyszczeń, a to obniża wartość produktu i jego aktywność.
 
To, że w zamkniętym systemie warunki są w pełni kontrolowalne, w przeciwieństwie do otwartych, jest nie bez znaczenia również. Astaksantyna jest produkowana przez algi H. pluvialis w bardzo specjalnych warunkach. Astaksantyna oraz inne karotenoidy obecne w AstaPure z H. pluvialis (w tym znana Wam zapewne luteina) nadają algom charakterystyczne różowo-czerwone zabarwienie. Jednak H. pluvialis w normalnych, optymalnych warunkach jest zieloną algą. Produkcja astaksantyny i innych karotenoidów ma miejsce w warunkach niesprzyjających, stresowych takich, jak ostre słońce czy niedobór substancji odżywczych. Tylko w zamkniętym systemie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować warunki i sterować nimi tak, by algi produkowały najefektywniej najlepszej jakości karotenoidy. Produkcja H. pluvialis, z których uzyskiwany jest Asta Pure ma miejsce na pustyni Arava, na południu Izraela, gdzie panują idealne warunki świetlne dla tego gatunku. Algatech, producent ekstraktu AstaPure, wykorzystuje najnowocześniejsze rozwiązania, ich system produkcyjny to rezultat wieloletnich badań naukowych, dzięki którym wyselekcjonowano najlepsze linie komórkowe dające najlepszej jakości algi (nie ma to nic wspólnego z modyfikacjami genetycznymi - wyłącznie selekcja!) oraz opracowano system efektywny, przyjazny dla środowiska i relatywnie tani dzięki pełnej automatyzacji. Operacja Algatech na pustyni Arava to prawdziwie 21-szy wiek w produkcji roślin. Zapraszam do obejrzenia video z produkcji.
 
Ja już zażyłam dzisiaj swoją kapsułkę Astaksantyny AstaPure, a Wy? :) Po co zażywać? O tym już wkrótce! :)
 
 
 
 
 

niedziela, 14 stycznia 2018

Seria "Odpowiedzi" - Jaki tran wybrać?

Kochani, pytacie jaki tran wybierać. Wiecie, że długołańcuchowe kwasy omega-3 z ryb, EPA i DHA, są wam potrzebne ale wiecie również, że mamy zatrute morza i oceany, że ryby gromadzą te trucizny i że tran może te toksyczne substancje zawierać. Pytacie co robić?
 
Problem ryb z zanieczyszczonych mórz to nie jedyny problem towarzyszący suplementom na bazie tranu. Dzisiejszy post będzie o tym, ale nie tylko. Ale po kolei.
 
Zanieczyszczenia, w czym i jakie?
 
Problem zanieczyszczeń dotyczy nie tylko ryb, ale generalnie owoców morza, w tym skorupiaków (również kryla) i alg. Im większa ryba, im dłużej żyjący organizm, im wyżej stoi w łańcuchu pokarmowym, tym większa akumulacja toksyn.
 
Substancje toksyczne w rybach i innych owocach morza nie tylko pochodzą z działalności człowieka. Niektóre z nich, np. rtęć, naturalnie występują w środowisku.
 
Ryby hodowlane mogą zawierać mniej toksyn związanych z zanieczyszczeniem wód ale za to zawierają toksyny takie, jak antybiotyki i pestycydy, które stosuje się w celu zapobieganie infekcjom w zatłoczonych hodowlach i stratom z powodu ewentualnego ataku szkodników.
 
 
Suplementy muszą spełniać normy pod kątem czystości?
 
Dobra wiadomość - tak, muszą. Zła wiadomość - norma nie przewiduje kompletnego braku toksyn w suplemencie, a jedynie określa dopuszczalny poziom toksyn. Jeszcze gorsza wiadomość - mimo normy na półkach sklepów i aptek stoją produkty zawierają wyższe niż dopuszczalne poziomy toksyn, co ujawniają kontrole na całym świecie, niestety prowadzone sporadycznie.
 
 
Czy ma znaczenie z jakiej części ryby pochodzi olej?
 
Ma znaczenie. Olej z wątroby jest znacznie bardziej zanieczyszczony niż olej z ciała ryby. Wątroba to organ zajmujący się między innymi detoksykacją organizmu. Z tego powodu zawartość toksyn w wątrobie może być kilkaset razy wyższa niż w mięśniach.
 
 
Jaki suplement wybrać, żeby nie narazić się na toksyny?
 
Taki, który zawiera olej poddany oczyszczaniu metodą molekularne destylacji. Metoda ta pozwala usunąć rtęć i inne metale ciężkie, dioksyny, PCBs. Olej poddany oczyszczaniu nazywany jest olejem farmaceutycznym. Nie tylko nie zawiera toksyn ale również ma ściśle określony skład co do kwasów tłuszczowych. Produkty zawierające "około" ileś kwasów omega-3, "od do" itp. to najtańsza wersja, najprawdopodobniej nie poddano jej zaawansowanej obróbce, zapewniającej pełną czystość i bezpieczeństwo stosowania produktu.
 
Dobry produkt z tranu podlega stałej kontroli przez firmę zewnętrzną i producent takiego oleju dysponuje stosownymi certyfikatami takiej kontroli. W najlepszych suplementach olej jest dodatkowo testowany na obecność toksyn jeszcze przed obróbką.
 
 
Lepszy olej w butelce czy w kapsułkach?
 
Zdecydowanie w kapsułkach. I to zapakowanych w blistry, każda kapsułka osobno, a nie w butelce - wszystkie kapsułki razem. Dlaczego? Kwasy tłuszczowe w oleju rybim to w większości nienasycone kwasy tłuszczowe (wielonienasycone i jednonienasycone). Takie kwasy tłuszczowe są szczególnie wrażliwe na utlenianie, w efekcie którego powstają duże ilości wolnych rodników - olej jełczeje, czyli psuje się. Olej, który nie jest zapakowany w kapsułkę ma kontakt z powietrzem i w zawartym w nim tlenie - utlenianie takiego oleju zachodzi więc szybciej niż oleju w kapsułce. Olej w kapsułkach, których nie zapakowano w blistry ma mniejszy kontakt z powietrzem niż olej w butelce ale kapsułka żelatynowa nie jest w pełnie nieprzepuszczalna dla powietrza. Najlepszej jakości suplementy na bazie tranu są zapakowane w blistry, w których każda kapsułka jest pakowana osobno i w pełni zabezpieczona przed kontaktem z powietrzem. Takie suplementy są pakowane w atmosferze ochronnej, czyli również w trakcie pakowania nie mają kontaktu z powietrzem. Suplement z tranu musi zawierać witaminę E, która jest antyoksydantem i dodatkowo zabezpiecza olej przez utlenianiem.
 
 
Z witaminą A, czy bez?
 
Bez. W przypadku wielu schorzeń wskazane jest długoterminowe zażywanie preparatów z kwasami omega-3. Biorąc pod uwagę fakt, że w naszej diecie jest generalnie zbyt mało kwasów omega-3, takie suplementy dobrze jest zażywać regularnie nawet w przypadku osób całkowicie zdrowych. Witamina A jest witaminą rozpuszczalną w tłuszczach i jest witaminą, która w zbyt wysokiej dawce jest toksyczna - ponieważ rozpuszcza się w tłuszczach, a nie w wodzie, jej nadmiar jest magazynowany a organizmowi trudno się jej pozbyć. Z tego powodu stosowanie suplementów z omega-3 zawierających również witaminę A stwarza potencjalne ryzyko nadmiaru i toksyczności witaminy A.
 
 
Czy dawka ma znaczenie?
 
Oczywiście, że ma. Dawka, rodzaj kwasów omega (omega-3, omega-6), konkretne kwasy omega-3 (EPA, DHA), kolejność suplementacji itp. - to wszystko ma znaczenia i wpływa na to, czy suplementacja przyniesie korzyści. Już wcześniej o tym pisałam i zapewne będę jeszcze pisać. Dawka, zawartość kwasów omega-3 w 1 kapsułce ma jednak znaczenie również z innego powodu - najbardziej skuteczne w suplementacji są produkty z wysoką zawartością skoncentrowanych kwasów omega-3. Nie tylko dlatego, że dostarczamy wtedy organizmowi dużo kwasów omega-3 ale tez dlatego, że skoncentrowane kwasy omega-3 są lepiej wchłaniane i są bardziej biodostępne. Innymi słowy każde 10 mg omega-3 w kapsułce zawierającej 150 mg omega-3 ma dla organizmu mniejszą wartość niż każde 10 mg omega-3 w kapsułce zawierającej 500 mg omega-3.
 
 
Czy forma kwasów omega-3 ma znaczenie?
 
Ma. Na rynku mamy suplementy z olejem nie poddanym obróbce, produkty zawierające kwasy omega-3 w formie etylowanej i produkty zawierające omega-3 w formie re-estryfikowanych trójglicerydów.
 
Produkty z olejem nie poddanym obróbce - producent chwali się wtedy, że ma naturalny tran. Kwasy omega-3 w naturalne postaci cechują się wysoką biodostępnością. Jednak ryzyko zanieczyszczeń, witamina A, brak możliwości kontrolowania suplementacji ze względu na nieprecyzyjnie określoną zawartość kwasów omega-3 sprawia, że w ogóle nie biorę ich pod uwagę jako zdrowych i skutecznych suplementów.
 
Kwasy omega-3 w formie etylowanej (etyl-EPA i etyl-DHA) są mniej biodostępne niż naturalne omega-3, ale forma ta daje możliwość skoncentrowania ich zawartości, dzięki czemu mają zastosowanie w terapii.
 
Kwasy omega-3 w formie re-estryfikowanego trójglicerydu (rTG-EPA, rTG-DHA) - zawierają je najlepsze suplementy. Kwasy omega-3 w swojej naturalnej postaci, w przyrodzie, mają formę właśnie trójglicerydu. Ta forma również pozwala na koncentrację zawartości, podobnie jak etylowana ale jest bardziej stabilna. To właśnie w tej formie EPA jest stosowane w terapii schorzeń. Forma rTG jest bardziej biodostępna niż omega-3 w oleju naturalnym.
 
 
Czy olej z kryla jest lepszy?
 
Swego czasu olej z kryla został okrzyknięty tym "lepszym" niż rybi źródłem kwasów omega-3. Argumentowano to tym, że kryl żyje krótko więc jest stosunkowo mało zanieczyszczony oraz tym, że w krylu kwasy omega-3 mają formę fosfolipidów. Z tego powodu reklamowano go jako bardziej biodostępny. Dodatkowy atut kryla to astaksantyna - doskonały antyoksydant. Ale jak to często bywa i w tym przypadku hasła reklamowe były/są na wyrost, a do tego nie rzadko ocierają się o zatajanie faktów.
 
Owszem, omega-3 w postaci fosfolipidów cechują się wysoką biodostępnością ale ponieważ ich zawartość w oleju z kryla jest stosunkowo niska, suplementacja olejem z kryla nie przynosi pożądanych efektów i nie podnosi w znaczący sposób indeksu omega-3 w naszym organizmie.
 
Astaksantyna? Tak, jest świetna. Tyle tylko, że samym oleju z kryla jest jej zbyt mało by miała działanie terapeutyczne. Astaksantyna, podobnie jak inne substancje, musi być stosowana w odpowiedniej dawce i nie da się jej uzyskać spożywają olej z kryla.
 
Cena oleju z kryla jest wyższa niż większości suplementów z oleju z ryb. Jednak, żeby uzyskać te same ilości omega-3, podobny efekt jak w przypadku dobrych suplementów z oleju z ryb należałoby zażywać kilkakrotnie większą ilość kapsułek oleju z kryla niż podaje producent, co jeszcze zwiększyłoby koszty, daleko ponad koszty dobrych preparatów z oleju z ryb.
 
 
Reasumując, jakie cechy powinien posiadać produkt z oleju z ryb, by jego zakup to nie były wyrzucone w błoto pieniądze i by nam nie zaszkodził?
 
Powinien:
  • być wyprodukowany na bazie oleju z ciała małej ryby, nie z wątroby i nie z dużej ryby
  • być oczyszczany na drodze enzymatycznej destylacji i jego jakość powinna być kontrolowana przez niezależną instytucję
  • mieć precyzyjnie określony skład
  • być skoncentrowany
  • nie zawierać witaminy A
  • zawierać witaminę E
  • mieć formę re-estryfikowanego trójglicerydu
  • być pakowany w kapsułki, każda kapsułka osobno pakowana w blistrze.
Taki olej nie będzie tani. Ale na pewno wydane na niego pieniądze nie będą stracone. Przy czym najlepiej przed zakupem skorzystać z porady specjalisty mającego doświadczenie w suplementacji kwasami omega, by doradził nam jaką zastosować dawkę i których kwasów omega.
 
 
Na fotografii moje własne suplementy z omega-3 na mojej osobistej dłoni :) Jak widać mam je różne i nie bez powodu używam różnych :)
Do posłuchania Eivor z Islandii. Chyba Północ mnie wzywa ;) i wygląda na to, że Północ i ja niedługo zobaczymy się znowu :)
 
 
 
 
 
 
 

wtorek, 12 grudnia 2017

Probiotyki, zakwaszanie i ocet jabłkowy - czyli jak się nie zagubić w szumie informacyjnym :)

Drodzy czytelnicy, dzisiejszy post piszę, bo się zdziwiłam :) 
Zostałam niedawno zapytana o sensowność jedzenia kiszonek, naturalnych jogurtów itp. w kontekście bakterii probiotycznych. Osoba, która pytała zetknęła się z informacjami, że nie mamy z tego żadnych korzyści, bo bakterie probiotyczne giną w żołądku z powodu kwaśnego odczyny soku żołądkowego oraz, że tylko probiotyki w kapsułkach mają sens, bo chroni je otoczka i w formie nietkniętej docierają do jelit.
Pani Alino, pozdrawiam :)

Wyszło  mi, że chyba... nie jestem na bieżąco i postanowiłam sprawdzić temat :)

To, że teorie o wyższości probiotyków w kapsułce nad tymi w pożywieniu znajdywałam na stronach producentów i sprzedających suplementy, między innymi z probiotykami, mnie nie zdziwiło. Wiadomo, sposoby na marketing bywają różne ;) Ale natknęłam się również na takie wiadomości na stronie... dietetyka:

"(...) Niestety szczepy obecne w jogurtach probiotycznych nie są odporne na działanie kwasu solnego i żółci. Dlatego większość z nich ginie w żołądku i nie dociera do jelita grubego. Nie wykazują możliwości kolonizacji przewodu pokarmowego, nie mają zdolności przylegania do nabłonka jelita. Tym samym ich właściwości prozdrowotne i przydatność zastosowania w trakcie antybiotykoterapii jest ograniczona. (...)"
Zespół, który widnieje na tej stronie to duuuużo różnych... dietetyków.

Większość bakterii rzeczywiście ginie w kwaśnym środowisku, co w dużym stopniu chroni nas przed infekcjami układu pokarmowego. Jednak akurat bakterie probiotyczne z gatunków  Lactobacillus i Bifidobacterium są wyjątkowo odporne na niskie pH. Przeżywają w pH niższym niż 3 przez kilka godzin, podczas gdy większość bakterii ginie w nim w ciągu 15 minut. Dzieje się tak ponieważ bakterie probiotyczne posiadają "systemy ochronne" np. niektóre z nich otoczone są polisacharydami (węglowodany złożone), które jak kapsuła chronią je przed niskim pH, uniemożliwiając przedostanie się kwasu obecnego w soku żołądkowym do wnętrza komórki. Inne posiadają w swojej błonie specjalne pompy (białka), które wypompowują na zewnątrz komórki kwas, tym samym zabezpieczając jej wnętrze przed jego destrukcyjnym działaniem.
Dodatkowe naturalne zabezpieczenie bakterii probiotycznych przed niskim pH to sama żywność, która je zawiera - działa buforująco przyczyniając się do chwilowego wzrostu pH w żołądku.

Nieprawdą jest więc, że nie ma żadnego pożytku z spożywania żywności bogatej w probiotyki. Wprost przeciwnie. Korzystajcie więc z dobrodziejstw kiszonek, naturalnych jogurtów i kefiru (naturalnych, czyli uzyskanych w wyniku fermentacji), niepasteryzowanych miękkich serów (w szczególności kozi ser), marynowanych oliwek, natto i miso (fermentowana soja) czy octu jabłkowego. Zawierają nie tylko bakterie probiotyczne ale i to, co bakteriom jest potrzebne do życia plus "parę" innych składników przydanych naszemu organizmowi. Tych ostatnich nie znajdziecie w kapsułkach z probiotykami.

A tak przy okazji, skoro już wspomniałam o occie jabłkowym. Niedawno i tu się mocno zadziwiłam słuchając wywodów pewnego pana, który zresztą w ostatnim czasie zdaje się wydał książkę, udziela wykładów i takich tam. Zresztą mam wrażenie, że nie on jeden rozpowszechnia te wieści.
Otóż wspomniany pan tłumaczył, że jedynym efektem zażywania kwasu askorbinowego jest zakwaszanie organizmu i to dlatego kwas askorbinowy poprawia odporność na przeziębienia itp. Ale zażywanie kwasu askorbinowego to błąd, trzeba zamiast tego pić ocet jabłkowy - ocet jabłkowy też zakwasza ale z jakichś powodów (tu nie dosłyszałam, a nie miała siły słuchać ponownie) czyni to lepiej.

Proponuje przyjrzeć się kilku faktom, a wnioski wyciągnięcie sami.

Jakie jest pH soku żołądkowego? Z reguły około 1.5. Czyli bardzo niskie. pH soku żołądkowego wzrasta tymczasowo po jedzeniu - z powodu składników pożywienia. I niskie musi być. U wcześniaków stwierdza się pH w okolicy 4.4, a u osób w podeszłym wieku nawet 6.6 - obie grupy mają problem z częstymi infekcjami układu pokarmowego.

Jakie jest pH octu jabłkowego? Pomiędzy 3.1 a 5. Czyli mniej kwaśne niż soku żołądkowego.

Jakie jest pH kwasu askorbinowego? 4.2. Czyli również mniej kwaśne niż soku żołądkowego.

Co się stanie po dodaniu roztworu o wyższym pH do roztworu o niższym pH? pH tego drugiego wzrośnie, czyli stanie się mniej kwaśne. Hmmm, a przecież zarówno kwas askorbinowy, jak i ocet jabłkowy mają zakwaszać i stąd ich dobroczynne działanie...

Ale idźmy dalej.

Jak pH w żołądku ma się do pH reszty płynów w organizmie? Nijak. Wpływa jedynie na pH moczu - jednym z mechanizmów, dzięki któremu nasz organizm jest w stanie utrzymać stałe pH krwi (lekko zasadowe, nieco powyżej 7) jest usuwanie nadmiaru jonów wodorowych odpowiedzialnych za kwaśny odczyn wraz z moczem.

W takim razie jak kwaśny odczyn w żołądku pomaga zwalczać bakterie odpowiedzialne z infekcje górnych dróg oddechowych? Nijak. O wirusach nie wspomnę, a to te w większości odpowiadają za przeziębienia.

Ale to jeszcze nic.

Część osób twierdzi, ze ocet jabłkowy odkwasza organizm i np. usuwa takie problemy, jak sińce pod oczami "będące skutkiem zakwaszenia organizmu". A jeszcze inni radzą, żeby zakwasić żołądek octem jabłkowym, żebym pozbyć się zgagi, która (tak dla przypomnienia) jest spowodowana refluksem żołądkowo-przełykowym, czyli przemieszczaniem się soku żołądkowego do przełyku. Kwaśniejszego od octu jabłkowego, soku żołądkowego...

Przy czym nie chcę przez to powiedzieć, że ocet jabłkowy nie wpływa korzystnie na nasz organizm. Wpływa! Ale nie dlatego, że cokolwiek zakwasza. Zawiera bakterie probiotyczne, jak już wspomniałam, obniża indeks glikemiczny potraw bogatych w węglowodany, jest źródłem naturalnej witaminy C, a także zawiera enzymy.

Reasumując, powtórzę to, co w poprzednim poście - podążaj za nauką, nie za modą :)

Fotka - wariacja świąteczna mojej córki Zosi :)
Do posłuchania - George Ezra, Listen to the man. Przyznacie, że aż trudno uwierzyć, że ten głos nie należy do tego starszego pana :), czyli Ian'a McKellen'a znanego np. jako Gandalf z Władcy Pierścieni :)
Literatura (przykładowa :):
- Ostman i inni (2005) Vinegar supplementation lowers glucose and insulin responses and increases satiety after a bread meal in healthy subjects  European Journal of Clinical Nutrition (2005) 59, 983988 (2005), DOI:10.1038/sj.ejcn.1602197

środa, 29 listopada 2017

Witamina D3 - dlaczego więcej nie znaczy lepiej

O witaminie D3 dopiero co pisałam, następny wpis miał być o czymś zupełnie innym, nie wspominając już o tym, że czeka na mnie ważna praca do zrobienia na dziś. Ale z rozmów z Wami widzę, że temat witaminy D3 jest palący - jest ciemno, zimno, szerzą się wirusy, a wiemy, że witamina D3 wpływa pozytywnie na odporność, jest ważnym czynnikiem w zapobieganiu depresji i wiele innych. No i wiemy też, że mieszkając tu, gdzie mieszkamy jesteśmy narażeni na niedobory witaminy D3. W ogóle dużo wiemy o tym.
 
Więc co robimy?
 
Biegniemy zbadać sobie poziom frakcji 25(OH)D w krwi. No i świetnie, dobrze to wiedzieć. Dostajemy wynik badania i widzimy, rany boskie, poniżej normy laboratoryjnej, albo nawet nie poniżej normy ale poniżej tego, co wyczytaliśmy, że powinno być, żeby zapobiegać rakowi. Tak więc w te pędy poszukujemy produktów z jak najwyższą dawką witaminy D3, nie zważamy na słowa lekarza, który radzi "nie przesadzać", z reguły nie mając czasu wyjaśniać dlaczego. A zresztą, "lekarz to przedstawiciel Big Pharmy". A co robi Big Pharma? "Chce żebyśmy byli chorzy, nie zdrowi". Więc co tam lekarz, co tam wskazania. Ja mam niedobór witaminy D3, muszę ją uzupełnić. Mam niedobór, więc muszę uzupełniać dużymi dawkami, żebym jak najszybciej pozbył się tego wrednego niebezpiecznego niedoboru. 
Czasem scenariusz jest prostszy - jest zima, musze brać witaminę D3. Zgoda. Ile? Dużo, bo im więcej tym lepiej. A wiesz jaki masz poziom witaminy D3? Nie, to nie jest ważne, witaminy D3 nie da się przedawkować.

Kochani, wybaczcie sarkazm, ironię, spłycanie i upraszczanie. Ale obserwuję niepokojące zjawisko nieprzemyślanego powtarzania, powielania, udostępniania itp. wypowiedzi różnych osób bez sprawdzania ich prawdziwości. I wyjaśniam na wszelki wypadek, gdyby ktoś mnie opacznie zrozumiał - jestem przekonana, że witamina D3 jest niezwykle ważna, trzeba ją uzupełniać, Big Pharma nie zawsze ma czyste ręce, a nauka nie zawsze służy ludziom.

Ale to nie znaczy, że im więcej tym lepiej.

Dlaczego?

Witamina D3 jest witaminą rozpuszczalną w tłuszczach. To znacząco różni ją od witamin rozpuszczalnych w wodzie w kwestii tego, co dzieje się z nią w naszym organizmie. Przede wszystkim nadmiar witaminy D3 trudno naszemu organizmowi usunąć. Przy czym, nadmiar nie odnosi się wyłącznie do poziomu frakcji 25(OH)D3, ale również do ilości witaminy D3 podanej w jednej dawce lub w ciągu dnia. Mimo, że mamy niedobór witaminy D3 po podaniu wysokiej dawki organizm musi coś z tym zrobić, tu i teraz, a nie na przestrzeni miesiąca lub roku, przetworzyć, zmetabolizować, wykorzystać. Nadmiar witaminy D3 jest zamieniany przez wątrobę do formy pro-hormonu, kalcifediolu, który może spowodować nadmiernie podwyższenie poziomu wapnia w krwi, hiperkalcemię, zagrażające naszemu zdrowiu. Na liście niepożądanych skutków hiperkalcemii mamy np. ryzyko kamicy nerkowej, kamicy żółciowej czy chorób trzustki.

Dlaczego tak ważna jest dzienna dawka?

Witamina D3 działa jak hormon. To nie jest substancja odżywcza ani nie jest to lek, co do którego stosuje się zasada, że wyższa dawka działa skuteczniej. Hormony, w tym witamina D3, są zaangażowane w wiele procesów w naszym organizmie. To nośniki informacji, wpływają na syntezę białek o charakterze regulatorowymi i enzymów. Ich działanie uzależnione jest zarówno od ich poziomu, jak ilości receptorów, z którymi się wiążą. Nadmierne dawki hormonów, w tym witaminy D3, zaburzają działanie tej wrażliwej i skomplikowanej maszyny jaką jest nasz organizm.

Przykłady faktów, o których najwyraźniej "zapominają" nawołujący do suplementacji wysokimi dawkami witaminy D3, a które powinny niepokoić.

Badania wyraźnie pokazują, że witamina D3 odgrywa ważna rolę przy zachorowaniu na raka prostaty. Przy czym większe ryzyko tego schorzenia towarzyszy zbyt niskim poziom witaminy D3, ale również spożyciu zbyt wysokich dawek witaminy D3.

Suplementacja dawkami powyżej zalecanych nie zapobiega osteoporozie. Taka suplementacja powoduje osteoporozę. Już o tym pisałam, ale wyjaśnię jeszcze raz szerzej. Niedobór witaminy D3 powoduje oporność kości na działanie parathormonu. Parathormon w odpowiednim stężeniu ma działanie kościotwórcze. Stężenie parathormou uzależnione jest od poziomu wapnia w krwi, spada przy wyższych poziomach wapnia. Wysokie dawki witaminy D3 powodują wzmożone wychwytywanie wapnia z pożywienia (i kości), co prowadzi do wzrostu poziomu wapnia w krwi i do obniżenia poziomu parathormonu. Przy suplementacji wysokimi dawkami witaminy D3 mamy więc nieefektywnie niski poziom parathormonu, a na dodatek ubywa na wapnia z kości.

Aktywną formą witaminy D3 jest kalcytriol (czyli forma 1,25(OH)D). Zbyt wysokie dawki suplementów z witaminą D3 zaburzają działanie kalcytriolu. W efekcie "ładnie" nam rośnie poziom 25(OH)D3 w krwi, a witamina D3 działa coraz gorzej, nie lepiej. O czym nie przekonamy się następnego dnia po zażyciu wysokiej dawki ale być może po latach. I zapewne nie będziemy tego wiązać ze zbyt oszalałą suplementacją witaminy D3, jeśli już to pomyślimy, że braliśmy jeszcze za mało.
 
Przy suplementacji 5000IU dziennie przez 6 miesięcy stwierdzono u pacjentów zwiększony stosunek wapnia do kreatyniny w moczu, co wskazuje na utratę wapnia z organizmu, spowodowaną jego zbyt wysokim poziomem w krwi.

W wielu przypadkach w badaniach dotyczących wpływu suplementacji witaminy D3 na nasz organizm pojawiają się sprzeczności - jedne badania wskazują pozytywny efekt u osób z insulinoopornością, chorobami autoimmunologicznymi, czy chorobami serca. Inne badanie pokazują, że brak jest jakiegokolwiek efektu. Kiedy wgłębimy się w te badaniami zobaczymy, że np. w niektórych z tych drugich stosowano gigantyczne dawki jeden raz w miesiącu.
 
Ponadto, okazuje się, że u osób, które znacząco zwiększyły poziom 25(OH)D3 intensywną suplementacją stwierdza się wzrost CRP (białko ostrej fazy, marker stanów zapalnych), a także wzrost poziomu homocysteiny. Co wskazuje na wzrost, a nie spadek natężenia stanów zapalnych, które leżą u podłoża wielu chorób.
 
 
I jeszcze jedno - docierają do mnie glosy, że w Polsce dopuszczalna jest suplementacja 4000IU D3, jako w pełni bezpieczna. Taka dawka jest nawet wskazana dla osób otyłych, u których zapotrzebowanie na wszystkie witaminy jest większe niż u osób z normalną wagę. U osób nie chorujących na otyłość podaje się tą dawkę jako bezpieczną jednak z zaznaczeniem, że jest ona bezpieczna dla osób bez obciążających zaburzeń i schorzeń, zaś bezpieczeństwo rozumiane jest tu jako brak powodowania objawów toksyczności, a nie jako brak negatywnego wpływu na organizm, który może ujawnić się po latach. Założę się, że większości osób nawet przez myśl nie przejdzie, że zaczynają chorować, bo przesadzali z suplementację witaminy D3.
 
 
Już słyszę głosy fanów witaminy D3 - my wiemy jak zapobiegać tym wszystkim negatywnym efektom, zażywamy witaminę K2, o!
 
Kolejna, nie wiem jak to nazwać, plotka? przekłamanie? nieścisłość? Też już pisałam ale powtórzę. Witamina K2 nijak się ma do niwelowania niekorzystnych skutków wysokiej dawki witaminy D3. Witamina K2 współdziała z witaminą D3 w gospodarowaniu wapniem. Przy niskim poziomie witaminy K2 wapń, z udziałem witaminy D3, wbudowywany jest w niewłaściwe miejsca, w tkanki miękkie - jelita,  tętnice, zamiast w kości i zęby. Tak więc przy wysokich dawkach witaminy D3 i niedoborze witaminy K2 wbudowywanie wapnia w tkanki miękkie będzie wzmożone. Co nie oznacza, że jeśli do D3 dodamy K2 to uchroni nas to przed wymienionymi skutkami nadmiaru witaminy D3.

I na koniec - ile powinniśmy zażywać witaminy D3, żeby nie narażać się na skutki nadmiaru?
 
2000IU to maksymalna dawka bezpieczna do stosowania przez długi czas. Międzynarodowe instytucje zajmujące się sprawami zdrowia podają: 800-2000IU. 800IU - dawka konieczna do zapobiegania krzywicy, 2000IU - dawka potrzebna do osiągnięcia stężenie 25(OH)D w wysokości 75 nmol/l .
 
 
Tak więc chcesz sobie pomóc, czy zaszkodzić? Zastanów się zanim bezkrytycznie zastosujesz suplement. Kochani, podążajcie za nauką, nie za modą. Ja tak robię :)
 
 
Podrzucam muzyczkę - cudowna Marta Gałuszewska w piosence Sheryl Crow :)
 
 

sobota, 18 listopada 2017

Witamina D3 z lanoliny

Kochani czytelnicy, przyznam, że nie śledzę internetowych newsów o alternatywnych metodach leczenia, filmików na YouTube na ten temat, reklam suplementów ani wykładów i opracowań różnych osób. To sprawia, że czasem rozmawiając z kimś jestem naprawdę zaskoczona. I chyba nigdy się nie przyzwyczaję do tego jak łatwo półprawdy lub zwyczajne bzdury stają się "faktami", bo zostały powtórzone wystarczająco dużo razy i przez osoby cieszące się wystarczająco dużym zaufaniem. 
 
Tak właśnie zaskoczona poczułam się ostatnio  przy okazji rozmowy na temat suplementów z witaminą D3. Pani Justyno, pozdrawiam :)
 
Chodzi o to, że niektórzy producenci i sprzedający suplementy z witaminą D3 podają, że ich suplement jest taki specjalny i lepszy niż inny, bo zawiera witaminę z lanoliny. Mnożą się również porady, że jeśli witamina D3 to tylko z lanoliny, bo jest naturalna a inne są "be", bo "syntetyczne. Widzę potrzebę uporządkowania tego bałaganu, stąd ten post :)
 
Otóż prawda jest taka, że ta sama witamina D3 pakowana do suplementów zarówno pochodzi z lanoliny, jak i jest produkowana w fabryce. Innymi słowy ta z lanoliny  jest zawsze "syntetyczna" w sensie, że wyprodukowana z czegoś, a nie pozyskana jako gotowa.
To "coś" to 7-dehydrocholesterol ekstrahowany z lanoliny uzyskany z wełny owiec. Lanolina jest usuwana z wełny za pomocą detergentów i gorącej wody, następnie jest poddana saponifikacji (zmydlaniu) w celu oddzielenia tłuszczu od alkoholi lanolinowych, a potem z tych ostatnich cholesterol jest ekstrahowany z użyciem rozpuszczalników. Dalej cholesterol podlega jeszcze szeregowi reakcji, oczyszczaniu, przekształceniu w 7-dehydrocholesterolu. Aż w końcu 7-dehydrocholesterol, nazywany prowitaminą D3, jest naświetlany promieniami UV. W efekcie tej reakcji powstają również niepożądane składniki, które są usuwane z produktu końcowego. Tak uzyskana witamina D3 jest wykorzystywana do produkcji suplementów. I bez tej drogi w fabryce między lanoliną z wełny, a witaminą D3 nie da rady.
 
 
A teraz słów kilka o "naturalnej" witaminie D3, tzn. takiej, która jest witaminą D3 bez dodatkowej obróbki w fabryce. Taką witaminę zawiera olej rybi. Ryby magazynują witaminę D3 w tłuszczu, szczególnie dużo zawiera jej rybia wątroba. Kiedy słyszymy "naturalna" i "syntetyczna" odruchowo chcemy się skierować w stronę tej naturalnej, bo "wszystko co naturalne jest dobre". Czasem tak, czasem nie. To zależy co i powody są różne. W przypadku witaminy D3 "naturalna" oznacza też niestety "zanieczyszczona". Oleje rybie nie poddane oczyszczaniu zawierają również toksyny, w tym rtęć. Olej z wątroby zawiera jej szczególnie dużo. Proces oczyszczania oleju ma na celu usunięcie zanieczyszczeń (z lepszym lub gorszym skutkiem - o tym będzie osobny post) ale skutkuje również usunięciem innych składników, w tym witaminy D3. Tak więc albo mamy czysty olej rybi bez witaminy D3, albo z witaminą D3 ale tez wysoce niepożądanym dodatkiem rtęci. Oczywistym jest, że negatywny wpływ na nasz organizm rtęci znacząco przewyższa ewentualny pozytywny wpływ witaminy D3. Przy czym rtęć pochodzi nie tylko z zanieczyszczeń ale jest również naturalnie występującym składnikiem w morzach.
 
Jak dla mnie wybór jest więc prosty - wybieram oczyszczony olej rybi i syntetyczną witaminę D3 z lanoliny.
 
Zresztą tylko olej z wątroby dużych ryb zawiera wyższe dawki witaminy D3, a ten jest najbardziej narażony na zanieczyszczenie. W oleju z ciała ryby (najczystszy) ilość witaminy D3 jest za niska, by opierać się na niej w efektywnej suplementacji.
 
 
Oczywiście nie ma wątpliwości, że najlepszą witaminą D3 jest ta wyprodukowana w naszej własnej skórze z naszego własnego cholesterolu. Biorąc jednak pod uwagę, że dostęp do słońca na odpowiedniej wysokości mamy utrudniony przez większą część roku a do lamp emitujących UV B większość osób nie ma dostępu - suplementacja witaminy syntetycznej z lanoliny jest w moim odczuciu bardzo dobrym wyjściem.
 
Przy tej okazji poruszę jeszcze dwie inne sprawy dotyczące suplementacji witaminy D3 - dawka witaminy D3 i witamina K2.
 
Kiedy orientujemy się, że mamy niedobór witaminy D3 mamy ochotę uzupełnić go jak najszybciej i jesteśmy przekonani, że najlepiej zrobić to stosując wysoką dawkę witaminy D3. Wysokie dawki witaminy D3 należy stosować w wyjątkowych i uzasadnionych sytuacjach, przez krótki czas. Dlaczego? Ponieważ wysokie dawki witaminy D3 zaburzają bardzo delikatną równowagę między witaminą D3 w naszym organizmie a wapniem. Nadmiar witaminy D3 jest przekształcany do kalcyfediolu, prohormonu - może to skutkować nadmiernym wzrostem poziomu wapnia w krwi, czyli hiperkalcemią. Kalcyfediol pobudza wchłanianie wapnia z przewodu pokarmowego, czyli żywności i z tkanki kostnej - z tego powodu nadmiar witaminy D3 może pogłębiać osteoporozę. Hiperkalcemia zaburza pracę całego organizmu: nerek, układu pokarmowego, serca, mózgu. Obecnie uważa się za fizjologicznie bezpieczną do dłuższego stosowania, z powyższych powodów, dawkę witaminy D3 w wysokości 2000IU - taka dawka zapewnia idealny stosunek witaminy D3 do wapnia.
 
I tu przychodzi czas na witaminę K2. Słyszymy: wysokie dawki witaminy D3 są bezpieczne, gdy zażywamy je z witaminą K2. To prawda, K2 i D3 współdziałają przy wbudowywaniu wapnia do kości i chronią przed wbudowaniem wapnia do blaszek miażdżycowych. Witamina K2 ma również wiele innych ważnych funkcji. Ale nie zabezpiecza przed hiperkalcemią spowodowaną długotrwałym stosowaniem wysokich dawek witaminy D3. Tak więc - tak, dzięki witaminie K2 witamina D3 w zakresie związanym z mineralizacją kości jest skuteczna i nie, witamina K2 nie jest gwarancją bezpieczeństwa stosowania wysokich dawek witaminy D3.
 
I jeszcze jedna sprawa jeśli chodzi o witaminę K2 - suplementacja witaminą K2 do wyjście awaryjne, a nie gwarancja zdrowia. Dlaczego? Bo w suplemencie znajdziemy tylko formę MK-7. A to nie jedyna forma witaminy K2 potrzebna w naszym organizmie. Tylko MK-7 bo tylko MK-7 daje się zapakować w suplement. Druga ważna forma to MK-4 - w formie naturalnej niestabilna, w formie syntetycznej nieskuteczna. Inne formy to MK-8 i MK-9. Badania naukowe pokazują np., że to forma MK-4 jest szczególnie skuteczna przy zapobieganiu nowotworom. Wszystkie formy jesteśmy w stanie dostarczyć sobie tylko w żywności i dlatego to o odpowiednie odżywianie powinniśmy zadbać chcą dostarczyć sobie witaminy K2. Znajdziemy ją w podrobach, żółtkach jaj, fermentowanej soi (natto, miso, tradycyjny sos sojowy), fermentowane warzywa, sery wyprodukowane z użyciem bakterii (Gouda, Ementaler, Cheddar, Brie).
 
 
Czyli reasumując, ponownie stwierdzam: diabeł tkwi w szczegółach :)
 
 
Fotka - z tęsknoty za latem wspomnienie z wakacji - widok z platformy widokowej na Capo Girao na Maderze, uchodzącego za najpiękniejszy klif Europy. Do posłuchania wynalazek mojej Córki :)