czwartek, 27 czerwca 2019

Chroń się przed słońcem od wewnątrz

Moi drodzy, temat palący, dosłownie i w przenośni :) Lato to okazja, żeby cieszyć się słońcem, spędzać dużo czasu na wolnym powietrzu, delektować się przyrodą, a przy tym nieco podwyższyć poziom witaminy D w krwi. Jednak lato to również ryzyko oparzeń słonecznych, fotostarzenie się skóry i wszystko co z tym związane. O tym czego i dlaczego unikać w kosmetykach chroniących przed oparzeniami słonecznymi pisałam już kiedyś tu: Dlaczego to, co ma chronić przed rakiem, może go wręcz wywołać.
Z środków chroniących przed oparzeniami sama najbardziej lubię cień :D
Jednak jeśli na cień nie możemy liczyć warto nie tylko zaopatrzyć się w kosmetyki nie zawierające toksycznych substancji, ale również warto zabezpieczyć się od środka - po to, by zmniejszać ryzyko oparzeń i uszkodzeń skóry, jak również, by intensyfikować procesy naprawcze zachodzące w skórze.
 
Poniżej śpieszę z informacją w jaki sposób.
 
 
ANTYOKSYDANTY
 
W naszej skórze funkcjonuje szereg mechanizmów chroniących przed nadmierną ilością wolnych rodników, powstających w niej pod wpływem promieniowania UV. Co za tym idzie, skóra wystawiana na promieniowanie zużywa dużą ilość różnych antyoksydantów dostarczanych do naszego organizmu. Z tego powodu w okresie letnim, kiedy jesteśmy wystawieni na zwiększone natężenie promieniowania UV, powinniśmy te antyoksydanty uzupełniać.
Niektóre antyoksydanty są magazynowane i metabolizowane zwłaszcza w skórze właśnie. Należą do nich np. karotenoidy. Inne, jak np. selen, są składnikami enzymów biorących udział w tym metabolizmie. Z racji istnienia różnych mechanizmów obronnych w skórze oraz zróżnicowanej roli różnych substancji w ochronie skóry warto suplementację chroniącą skórę prowadzić kompleksowo, nie ograniczać się do jednej substancji ponieważ najefektywniej działają one razem.
 
Karotenoidy
Karotenoidy,  w tym beta-karoten, likopen czy  luteina odgrywają ważną role w łagodzeniu uszkadzającego tkanki stresu oksydacyjnego. Badania pokazują, że beta-karoten skutecznie chroni przed uszkodzeniami wielu genów wywoływanych promieniowaniem UVA. Beta-karoten działa na różne sposoby. Jednym z nich jest stymulacja produkcji melaniny odpowiedzialnej za naszą opaleniznę, a pochłaniającej promieniowanie UV i tym samym naturalnie chroniącej przed fotouszkodzeniami skóry. Stwierdzono, że beta-karoten wykazuje działanie ochronne przed czerniakiem skóry. Również w przypadku luteiny stwierdzono działanie hamujące rozwój komórek czerniaka. Luteina chroni także składniki skóry odpowiedzialne za zachowanie jej elastyczności. Szczególnie skutecznym antyoksydantem wśród karotenoidów i wśród antyoksydantów w ogóle jest astaksantyna, nazywana królową antyoksydantów. Charakteryzuje się najwyższą wartością ORAC (ang. oxygen radical absorbance capacity - zdolność przeciwutleniacza do dezaktywacji wolnych rodników), dzięki czemu oferuje niezrównaną ochronę przed wolnymi rodnikami. Zdolność astaksantyny do zwalczania wolnych rodników jest 6 000 razy wyższa niż witaminy C, 800 razy wyższa niż konenzymu Q10 i 550 razy wyższa niż witaminy E. Astaksantyna zmniejsza ryzyko oparzeń słonecznych, spowalnia starzenie się skóry i ma generalnie korzystny wpływ na zdrowie skóry.
 

Polifenole i flawonoidy
Badania pokazują, że polifenole i flawonoidy hamują wytwarzanie w skórze wolnych rodników i skutecznie chronią przed karcenogenezą indukowaną promieniowaniem UV (rakotwórcze działanie UV). Antyoksydanty te są obecne w dużych ilościach w zielonej i czarnej herbacie, kawie, skórce cytrusów, czerwonym winie, czy ziarnach kakaowca. Chronią przed mutacjami powodowanymi przez wolne rodniki i innymi uszkodzeniami komórek skóry.
 

Witamina C
Witamina C jest ważnym składnikiem enzymów chroniących przed niekorzystnym działaniem wolnych rodników. Promieniowanie UV powoduje spadek ilości tych enzymów a witamina C hamuje ten efekt. Wykazuje synergistyczne działanie z innymi antyoksydantami wspomnianymi powyżej.
 
Witamina E
Witamina E oprócz ochronnego działania na samo DNA, zabezpieczającego je przed mutacjami powodowanymi promieniowaniem UV, chroni również inne antyoksydanty przed fotouszkodzeniami.
 
Selen
Selen jest składnikiem enzymów chroniących komórki skóry przed uszkodzeniami pod wpływem promieniowania UVB. Współdziała z karotenoidami.,
 
 
WITAMINY B
 
Uważa się, że niektóre witaminy B są kluczowym elementem mechanizmu chroniącego przed czerniakiem. W szczególności ważną rolę odgrywa tu ryboflawina (wit. B2) i aktywny folian (wit. B9). Witaminy B pod wpływem promieniowania UV ulegają degradacji, chroni je przed tym wit. C.
 

 
 

KWASY TŁUSZCZOWE


 
Kwasy tłuszczowe omega-3 również przychodzą nam z pomocy w przypadku fotouszkodzeń skóry. Każde uszkodzenie, w tym to powodowane przez promieniowanie UV, wywołuje stan zapalny. Ze względu na swoją kluczową rolę w "gaszeniu" stanów zapalnych kwasy omega-3 sprzyjają szybciej naprawie powstałych uszkodzeń. Generalnie dla naszego zdrowia niezwykle istotny jest stosunek kwasów omega-3 do omega-6. Ma to znaczenie również w przypadku uszkodzeń skóry. Kwasy omega-6 łatwo ulegają utlenianiu a ich nadmierna ilość w organizmie jest czynnikiem ryzyka uszkodzeń DNA prowadzących do nowotworów,  w tym raka skóry. Kwasy omega-3 obecne są w dużych ilościach w oleju rybim. Nie bez znaczenia, jeśli chodzi o ochronę skóry przez fotouszkodzeniami, jest również oliwa z oliwek. Zawiera dobroczynny kwas oleinowy (należący do omega-9), a także jest bogata w antyoksydanty,.
 
 
Co więc, w związku z powyższym, zażywam latem? :)
 
Preparaty firmy Igennus:
  • Pharmepa Restore - skoncentrowana dawka czystego EPA (omega-3) z witaminą E
  • Multiwitamina z minerałami - zawiera między innymi witaminy B, w tym aktywny folian, selen, beta-karoten i wit. E
  • Astaksantyna Astapure - nieocenione źródło astaksantyny i innych karotenoidow
  • Ester-C 1400mg - najlepiej przyswajalna i łagodna dla żołądka wit. C.
Do tego jak zawsze kawa, zielona herbata a w letnie wieczory czerwone wino :)
 
A tak przy okazji, o tym, że latem również dobrze jest suplementować się witaminą D3 i dlaczego wiecie, prawda? :) Jeśli nie, zapraszam do przeczytania mojego artykułu na ten temat tu: Czy latem konieczna jest suplementacja witaminy D3? Ja stosuję Witaminę D3 2000IU od Igennus cały rok.
 
 
Na fotografiach próbka tego jak prezentował się nasz piękny Bałtyk z początkiem tego lata :)
Do posłuchania: Ten Seconds i Ane Brun z Norwegii.
 
 
 
 

piątek, 31 maja 2019

Kwasy omega-3 - przegląd najnowszych faktów, część 1

Drodzy czytelnicy, zgodnie z obietnicą zamieszczam poniżej moje tłumaczenie materiału przygotowanego i opublikowanego przez Dr Ninę Bailey: https://igennus.com/blogs/practitioner-blog/omega-3s-a-review-of-the-recent-evidence-part-1
 
Dr Bailey jest ekspertem w tematyce kwasów tłuszczowych produkowanych przez organizmy morskie oraz ich roli dla naszego zdrowia i zastosowania we wspieraniu terapii schorzeń. Dr Bailey uzyskała swój tytuł doktora na Uniwersytecie w Cambridge (Wielka Brytania) w zakresie żywienia klinicznego. Jest naukowcem, autorką wielu publikacji naukowych i propagujących naukę, pracuje również jako konsultant w kilku stacjach radiowych SKY.FM i telewizji BBC. Ponadto, co bardzo ważne, jest praktykiem - prowadzi swoją własną poradnię. Ponieważ bardzo cenię wiedzę i rzetelność Dr Bailey pozwoliłam sobie tym razem na "gotowca", korzystając w pełni z przygotowanego przez nią tekstu w języku angielskim (link powyżej).
 
 
***************************
 
Niewiele substancji odżywczych jak do tej pory zostało przebadanych tak intensywnie i dogłębnie jak kwasy tłuszczowe omega-3. Badania naukowe pokazują wyraźną zależność pomiędzy niedoborem kwasów omega-3 a zwiększonym ryzykiem chorób przewlekłych. Szczególne znaczenie dla naszego zdrowia mają długołańcuchowe kwasy omega-3 - eikozapentaenowy (EPA) i dokoheksaenowy (DHA). Są one nie tylko niezbędne do normalnego wzrostu i rozwoju, ale również odgrywają zasadniczą rolę we wspieraniu funkcji układu immunologicznego, utrzymywaniu w zdrowiu układu kardiowaskularnego, a także w regulacji procesów związanych ze stanami zapalnymi [1, 2].
 
Obecnie uważa się, że przewlekłe stany zapalne przyczyniają się do chorób układu kardiowaskularnego oraz odgrywają kluczową rolę w wielu innych schorzeniach, np. cukrzycy typu 2, chorobach wątroby czy demencji. W 2018 roku opublikowano wyniki wielu badań pokazujących rolę kwasów omega-3 w regulacji naszego nastroju, zachowaniu funkcji poznawczych mózgu, zdrowia w ciąży i wielu innych. Obecnie wiadomo już także, że efekt suplementacji EPA i DHA w dużym stopniu jest zależny zarówno od stosowanej dawki, jak i od wyjściowego poziomu tych kwasów tłuszczowych w organizmie.
 
Najintensywniej  badana jest zależność pomiędzy poziomem EPA i DHA w organizmie a chorobami kardiowaskularnymi.
 
Powszechnie wiadomo, że kwasy omega-3 bez wątpienia mają korzystny wpływ na nasze zdrowie i zmniejszają ryzyko wielu chorób. Jednak w przypadku chorób układu kardiowaskularnego wpływ odżywiania i składników diety budzi od lat wiele kontrowersji i jest źródłem deazorientacji zarówno chorych, jak i osób pragnących zapobiegać tym chorobom.
W 2018 roku ukazało się wiele artykułów przeglądowych (meta-analizy) sugerujących brak wpływu lub negatywny efekt suplementacji kwasami omega-3 u osób z chorobami układu kardiowaskularnego. Spowodowało to jeszcze większe zamieszanie wokół tego tematu i jeszcze bardziej zaciemniło obraz [3, 4].
 
Wszystko rozbija się o pewne kluczowe szczegóły. A mianowicie: "Prawidłowo zaprojektowane badania naukowe powinny obejmować pacjentów z wysokim ryzykiem śmierci w wyniku chorób serca oraz  równocześnie z bardzo niskim wyjściowym poziomem kwasów omega-3 (indeks omega-3 poniżej 4%). W efekcie suplementacji, będącej przedmiotem takich badań, indeks omega-3 powinien u tych osób wzrosnąć powyżej 8%." [5]
 
O co w tym chodzi i dlaczego tak?
 
Podobnie jak w przypadku innych badań z zakresu wpływu odżywiania na nasze zdrowie, dopiero szczegółowe zagłębienie się w opis projektu badawczego pokazuje, że należy wyciągnąć z jego wyników wnioski zupełnie inne niż wydaje się to na pierwszy rzut oka.
Dzieje się tak ponieważ wyniki badań ściśle uzależnione są od zastosowanych w nich metod i doboru osób, biorących udziału w badaniach. Nieprawidłowo dobrana grupa testowa, nieprawidłowa dawka, niewystarczająca analiza parametrów organizmu przed i po badaniach sprawiają, że otrzymujemy fałszywe wyniki, nie pokrywające się z faktycznym wpływem danej substancji na organizm.

Dla przykładu - w wielu badaniach dotyczących chorób układu kardiowaskularnego stosuje się zbyt niskie dawki kwasów omega-3, formy kwasów omega-3 cechujących się niską wchłanialnością, nie określa się indeksu omega-3 pacjentów przed rozpoczęciem badań, nie określa się stanu zdrowia pacjentów i ich poziomu ryzyka zachorowania na choroby, których dotyczą badania. W wielu przypadkach te błędy i niedoskonałości są ujawniane później przez ekspertów i krytykowane [5, 6] ale mimo to wyniki takich badań są ciągle przy różnych okazjach przytaczane jako dowód na negatywny lub żaden wpływ suplementacji kwasami omega-3 na ryzyko zachorowania na choroby układu kardiowaskularnego.

Niestety brak korygowania tych błędów, tworzenie kolejnych projektów badawczych obarczonych nimi będzie się stale przyczyniać do maskowania i ukrywania przed opinią publiczną korzyści jakie można odnieść stosując suplementy z kwasami omega-3. Utrudnia to profilaktykę chorób i zwyczajnie szkodzi chorującym pacjentom.

Jednak na szczęście wiele nowych projektów badawczych pokazuje również, że ponad wszelką wątpliwość kwasy omega-3 w znaczącym stopniu chronią przez ryzykiem śmierci z powodu chorób układu kardiowaskularnego [7]. W projektach tych uwzględniono odpowiednie warunki i zastosowano rzetelne, wiarygodne metody oceny. Dzięki temu ich wyniki są jasne i przejrzyste.
 
Badania te wyraźnie pokazują, że skuteczność suplementacji kwasami omega-3 powinna być zawsze odnoszona do wyjściowego indeksu omega-3 pacjentów. Tylko takie podejście daje obiektywne informacje, co do skuteczności stosowania kwasów omega-3 u osób obarczonych ryzykiem chorób układu kardiowaskularnego i osób chorujących na nie [6].
 
 
Suplement to nie lek
 
Bez wątpienia wiadomo już, że odpowiedni indeks omega-3 i stosunek kwasów omega-3 do omega-6, a w szczególności EPA do AA działają ochronnie na nasze zdrowie i zmniejszają ryzyko wielu chorób. Nadal jednak potrzebujemy badań obserwacyjnych, które "udowodnią" (mimo, że wiemy to już biorąc pod uwagę fizjologię naszego organizmu i patofizjologię schorzeń), że zwiększenie poziomu kwasów omega-3 w naszym organizmie i suplementacja odpowiednio wysokimi dawkami kwasów omega-3 może być pomocna nie tylko w  zapobieganiu chorób, ale również ich leczeniu.
 
Najbardziej efektywnymi badaniami nadal pozostają badania RCT (Randomized Controlled Trials). Cechują się najbardziej restrykcyjnymi zasadami i posiadają tzw. "złote standardy" oceny skuteczności zastosowanego traktowania. Celem badań RCT jest stwierdzenie czy różnice wyników uzyskane pomiędzy grupą kontrolną i grupą testową są efektem wyłącznie zastosowanego traktowania/substancji. W przypadku badań dotyczących leków stosuje się dwie grupy badawcze - grupę, której podawany jest lek i grupę, której podawane jest placebo. Na podstawie porównania wyników z obu grup określa się skuteczność leku. W przypadku substancji odżywczych i suplementów skuteczność ich stosowania jest znacznie trudniejsza do określenia niż skuteczność leku ponieważ wysoce prawdopdobnym jest, że członkowie obu grup, grupy z placebo i grupy z testowaną substancją, mieli wcześniej do czynienia z testowaną substancją, a także, że w trakcie badań obie grupy będą miały kontakt z badanym czynnikiem w swojej normalnej diecie.

Tak więc w przypadku badań dotyczących suplementów prawdziwa grupa placebo, w której w ogóle nie ma  spożycia badanego czynnika, jak jest to w przypadku badan nad lekami, jest bardzo mało prawdopodobna. Z tego powodu kiedy analizowany jest wpływ suplementacji kwasami omega-3 na zdrowie nie jest możliwe pełne określenie ewentualnych efektów tej suplementacji, ponieważ grupa osób, którym podaje się placebo spożywa kwasy omega-3 w normalnym pożywieniu.

Wiele informacji daje natomiast wykonanie badania poziomu kwasów omega-3 w krwi członków obu grup przed rozpoczęciem badań i po ich zakończeniu. Tylko takie podejście umożliwia odpowiednie dobranie osób do grup badawczych tak, by wyjściowy poziom kwasów omega-3 w ich krwi był podobny (odpowiednio niski) oraz pozwala stwierdzić, że zastosowana w badaniach dawka kwasów omega-3 jest wystarczająco wysoka, by podnieść poziom kwasów omega-3 w krwi badanych do takiego, który pozwoli ustalić, czy zastosowane traktowanie wpłynęło w jakiś sposób na zdrowie badanych, czy nie.
Brak takiego podejścia metodycznego sprawi, że ewentualne pozytywne rezultaty suplementacji zostaną zaciemnione przez wyniki tych pacjentów, u których poziom wyjściowy był drastycznie niski, lub dla których zastosowana dawka była zbyt niska, by uzyskali odpowiedni wysoki poziom po badaniu i by ich organizm mógł z tego powodu odnieść korzyści.
 
Z prawidłowo, jak przedstawiono to powyżej, przeprowadzonych badań nad kwasami omega-3 wiadomo obecnie, że odpowiednio wysoki poziom kwasów omega-3 w krwi, a co za tym idzie efekt terapeutyczny, jesteśmy w stanie uzyskać dopiero jeśli zastosujemy skoncentrowany olej zawierający kwasy omega-3 w postaci re-estryfikowanych trójglicerydów w dawce ok. 20-25 mg na kg masy ciała [7, 8].
 
 
Programy badawcze, w których stosuje się niskie dawki prowadzą do błędnych wniosków o braku korzyści z suplementacji kwasami omega-3.
 
W najbardziej szkodliwym dla sprawy przeglądowym artykule dotyczący kwasów omega-3, który ukazał się w literaturze naukowej w ubiegłym roku, porównano wyniki badań z 79 programów badawczych, w których wzięło udział ponad 112 tysięcy osób. Autorzy tego artykułu przeglądowego stwierdzili na ich podstawie, że suplementacja kwasami omega-3 ma niewielki wpływ, lub w ogóle go nie ma jeśli chodzi o choroby układu krążenia, śmierć z powodu chorób serca i chorób układu krążenia, wylew i zawał serca [1]. Jedynie 40 z przytoczonych programów badawczych dotyczyła stricte roli suplementacji w chorobach układu kardiowaskularnego. W 23 zastosowana dawka była zbyt niska, by mogła wywołać jakikolwiek efekt. W 17 z tych 23 użyto dawki niższej niż 1 g dziennie, a na dodatek zastosowano formę etylowaną kwasów omega-3, która charakteryzuje się niższą biodostępnością niż forma re-estryfikowanego trójglicerydu. I to właśnie forma etylowana jest nadal powszechnie stosowana w tego typu badaniach [9].
 
Wiele badań pokazuje wyraźnie, że dawka 1 g dziennie, powszechnie stosowana zarówno w badaniach, jak i zalecana przez lekarzy i terapeutów, jest zdecydowanie zbyt niska, by mogła przynieść korzyści terapeutyczne osobom z ryzykiem chorób układu kardiowaskularnego. Dawka taka jest niewystarczająca, by podnieść indeks omega-3 do pożądanej wartości 8-10%. Badania pokazują, że przy takiej dawce suplementacyjnej (1 g dziennie) kwasów omega-3 w postaci etylowanej u osób z wyjściowym indeksem omega-3 ok. 3,6% następuje wzrost indeksu do jedynie 5,4%, a 16% badanych uzyskuje poziom nie wyższy niż 4,8%, co jest zdecydowanie za mało. Badania pokazują, że dopiero poziomy powyżej 5% mają jakikolwiek pozytywny efekt na zdrowie u osób obciążonych ryzykiem chorób układu kardiowaskularnego [10]. Ważne jest również to, że na indeks omega-3 wpływa wiele czynników takich, jak palenie papierosów, płeć, masa ciała, aktywność fizyczna i geny. Czynniki te i ich wpływ są niezwykle rzadko uwzględniane w tego typu programach badawczych.
 
 
Podczas gdy tak duże wątpliwości i kontrowersje pojawiały się w ubiegłym roku w literaturze naukowej w kontekście roli kwasów omega-3 dla osób borykających się z problemami układu kardiowaskularnego, ukazało się też wiele artykułów naukowych pokazujących korzystny wpływ suplementacji kwasami omega-3 w innych aspektach zdrowia, w szczególności odnośnie ciąży, zdrowia wątroby i regulacji nastroju.
O tym w kolejnej części, już wkrótce  :)

Literatura:
[1] Calder PC. Mechanisms of action of (n-3) fatty acids. J Nutr. 2012 Mar;142(3):592S-599S.
[2] Calder PC. Very long-chain n-3 fatty acids and human health: fact, fiction and the future. Proc Nutr Soc. 2018 Feb;77(1):52-72.
[3] Abdelhamid AS, Brown TJ, Brainard JS, Biswas P, Thorpe GC, Moore HJ, Deane KH, AlAbdulghafoor FK, Summerbell CD, Worthington HV, Song F, Hooper L. Omega-3 fatty acids for the primary and secondary prevention of cardiovascular disease. Cochrane Database Syst Rev. 2018 Jul 18;7:CD003177.
[4] Aung T, Halsey J, Kromhout D, et al. Associations of omega-3 fatty acid supplement use with cardiovascular disease risks. Meta-analysis of 10 trials involving 77,917 individuals. JAMA Cardiology. 2018;3(3):225-234.
[5] Maki KC. Long-Chain Omega-3 Fatty Acid Bioavailability: Implications for Understanding the Effects of Supplementation on Heart Disease Risk. J Nutr. 2018 Nov 1;148(11):1701-1703.
[6] Tribulova N, Szeiffova Bacova B, Egan Benova T, Knezl V, Barancik M, Slezak J. Omega-3 Index and Anti-Arrhythmic Potential of Omega-3 PUFAs. Nutrients. 2017 Oct 30;9(11). pii: E1191. doi: 10.3390/nu9111191. Review.
[7] Dyerberg J, Madsen P, Møller JM, Aardestrup I, Schmidt EB. Bioavailability of marine n-3 fatty acid formulations. Prostaglandins Leukot Essent Fatty Acids. 2010 Sep;83(3):137-41.
[8] Flock, M. R., A. C. Skulas-Ray, et al. (2013). “Determinants of erythrocyte omega-3 fatty acid content in response to fish oil supplementation: a dose-response randomized controlled trial.” J Am Heart Assoc 2(6): e000513.
[9] Maki KC, Dicklin MR. Strategies to improve bioavailability of omega-3 fatty acids from ethyl ester concentrates. Curr Opin Clin Nutr Metab Care. 2018 Dec 12.
[10] Rupp H, Wagner D, Rupp T, Schulte LM, Maisch B.Risk stratification by the “EPA+DHA level” and the “EPA/AA ratio” focus on anti-inflammatory and antiarrhythmogenic effects of long-chain omega-3 fatty acids. Herz. 2004 Nov;29(7):673-85. Review.
.


Do posłuchania - U2 - There Is A Light.





 

piątek, 22 lutego 2019

Reumatoidalne zapalenie stawów - dlaczego organizm atakuje własne komórki?

Reumatoidalne zapalenie stawów (RZS) jest jedną z najpowszechniejszych chorób autoimmunologicznych. Wiąże się z uszkodzeniem tzw. błony maziowej stawów, która wydziela maź stawową chroniącą chrząstki stawowe i zmniejszającą tarcie w stawie. RZS jest efektem ataku układu immunologicznego na błonę maziową stawów. Obecnie wiadomo również, że zapalny charakter RZS znajduje swoje odzwierciedlenie w całym organizmie i nie dotyczy wyłącznie samych stawów. Np. RZS dwukrotnie zwiększa ryzyko chorób serca.
 
Leki stosowane w RZS w jakimś stopniu pomagają zwalczać ból i częściowo zmniejszają inne objawy towarzyszące chorobie, jednak nie są w stanie usunąć problemu, który leży u podstaw choroby - nieprawidłowego zachowania się komórek układu odpornościowego. Do tej pory przyczyna, która sprawia, że układ odpornościowy zachowuje się w taki sposób pozostawała dla naukowców tajemnicą.
 
W tym miesiącu naukowcy z Standford University School of Medicine pod kierunkiem profesor Corneli Weyand opublikowali w czasopiśmie Nature Immunology wyniki badań naukowych, które pokazały jaki mechanizm  może być przyczyną takiego nieprawidłowego zachowania układu odpornościowego.
 
Najogólniej rzecz ujmując okazuje się, że u osób cierpiących na RZS i inne autoimmunologiczne choroby zapalne niektóre komórki nie są w stanie prawidłowo wykorzystywać glukozy do produkcji energii. Chodzi tu o tzw. pomocnicze limfocyty T, które zamiast produkować z glukozy cząsteczki ATP będące nośnikiem energii wykorzystują ją do  produkcji białek, kwasów nukleinowych i składników błon komórkowych, a w efekcie do produkcji nowych limfocytów T, które będąc w nadmiernej ilości atakują błonę maziowa stawów. Równocześnie limfocyty T cierpią na niedobór energii, co przyczynia się do ich nieprawidłowego funkcjonowania.
 
Naukowcy badali w jaki sposób przywrócić prawidłową reakcję limfocytów T na glukozę i odblokować te składniki szlaku metabolicznego w tych komórkach, które wydają się być zablokowane. Udało się im znaleźć taką substancją i została ona przetestowana z sukcesem na myszach.
 
Jednak nie z powodu badań nad lekiem mającym rozwiązać problem limfocytów T z produkcją energii z glukozy piszę dzisiaj. Te najnowsze, bardzo postępowe i cenne wyniki badań doskonale komponują się z faktami, o których mówi się coraz częściej i których ja sama doświadczam zarówno w moim organizmie, jak i moich podopiecznych. Mam tu na myśli doskonałe efekty stosowania diety bogatotłuszczowej, niskobiałkowej i niskowęglowodanowej (dieta ketogenna) w radzeniu sobie ze stanami zapalnymi, w tym RZS. Potencjalnych mechanizmów rzucających światło na ten korzystny wpływ diety ketogennej jest co najmniej kilka. Wspomniane najnowsze badania to dodatkowa "cegiełka" do tej układanki. Skoro limfocyty T u osób z chorobami autoimmunologicznymi mają problem z wykorzystaniem glukozy jako źródła energii dlaczego by nie dostarczyć im innego źródła energii - tłuszczu... Co ja sama, jako "właścicielka" choroby autoimmunologicznej czynię :) Z wieloma innymi korzyściami :)
 
Literatura:
 
Na fotografii uroki zimy na Północy (Umea, Szwecja). Do posłuchania: Dance to Another Tune, grupy First Aid Kit. 
 
 
 

niedziela, 30 grudnia 2018

Co przyniosła nam nauka w 2018 roku

Koniec roku to zawsze okazja do podsumowań i przeglądu tego, co przyniósł ten rok. I ja postanowiłam podzielić się z Wami swego rodzaju podsumowaniem - dotyczącym tego, co w mijającym roku nowego, ciekawego, intrygującego przyniosła nauka w tematyce zdrowia.
Bo nauka jest ważna :)
Ostatnio czytam bardzo ciekawą książkę Roberta Sapolsky'ego pt. "Dlaczego zebry nie mają wrzodów - Psychofizjologia stresu". Autor we wstępie do książki wspaniale to ujął. Pozwolę sobie zacytować jego słowa:
"...Nauka dostarcza nam najbardziej wyszukanych, stymulujących zagadek, jakie oferuje życie. Wrzuca najbardziej prowokujące idee na arenę debaty moralnej. Zdarza się, że poprawia nasze życie. Kocham naukę i boli mnie świadomość, że tak wielu ludzi obawia się jej lub uważa że pójście drogą nauki wyklucza  współczucie, przedmioty humanistyczne czy respekt i szacunek dla natury. Nauka nie ma nas pozbawić misterium, ale je na nowo odkryć i ożywić..."
Tak więc co ciekawego zdarzyło się w 2018 roku w nauce lub wzbudziło szczególne zainteresowanie?
Okresowa głodówka - czyli odżywianie w walce o zdrowie.
Okresowa głodówka (ang. intermittent fasting, IF) polega na czasowym powstrzymywaniu się od jedzenia. Istnieje wiele form IF, najpopularniejsza z nich to powstrzymywanie się od jedzenia przez 16 godzin i jedzenie w ciągu pozostałych 8 godzin (16:8 IF).
IF nie jest oczywiście nowym tematem. Jednak w 2018 roku ukazało się w czasopismach naukowych szereg interesujących badań pokazujących skuteczność IF w zwalczaniu wielu problemów zdrowotnych. Okazało się między innymi, że 16:8 IF nie tylko przyczynia się do zmniejszenia wagi u osób otyłych ale również przynosi inne korzyści w postaci np. obniżenia ciśnienia krwi, a tym samym zmniejsza ryzyko wystąpienia problemów w układzie kardiowaskularnym. Stwierdzono również, że IF przyczynia się przy tej okazji do korzystnej zmiany metabolizmu - sprawia, że organizm zaczyna preferować spalanie tłuszczy zamiast węglowodanów.
Badania pokazały ponadto, że IF może wpływać korzystnie na długość życia, chronić układ nerwowy przed starzeniem się, a także redukować stany zapalne.
Elektroniczne papierosy - więcej szkody niż pożytku.
Kiedy elektroniczne papierosy pojawiły się na rynku producenci reklamowali je jako bezpieczną alternatywę tradycyjnych papierosów, pozbawioną substancji rakotwórczych. Twierdzili ponadto, że są pomocne w pozbywaniu się uzależnienia od nikotyny.
W tym roku ukazał się szczegółowy raport ujawniający, że elektroniczne papierosy szkodzą zdrowiu. Okazało się, że osoby używające papierosów elektronicznych są w takim samym stopniu wystawiane na działanie nikotyny, jak osoby palące tradycyjne papierosy i nie sprzyja to odchodzeniu od nałogu.
Ponadto, opary elektronicznych papierosów zawierają niebezpieczne substancje toksyczne, które uszkadzają DNA i mogą zwiększać ryzyko wystąpienia wielu chorób w tym różnych rodzajów nowotworów.
Nowości w badaniach dotyczących raka.
 
Wiadomo, że właściwa i odpowiednio wczesna diagnoza znacząco zwiększa szansę wyzdrowienia. W tym roku został opracowany nowy test z krwi, CancerSEEK, wykrywający w bardzo wczesnym stadium 8 typów nowotworów - rak piersi, płuc, jajników, jelita grubego, wątroby, żołądka, trzustki i przełyku. Szczególnie zwraca uwagę skuteczność CancerSEEK w wykrywaniu raka jajników - wynosi aż 98%.
Ponadto, opublikowano wyniki badań nad nowym lekiem na raka. Zaledwie jedna jego dawka aktywuje komórki odpornościowe wewnątrz guza nowotworowego, co skutkuje zabiciem go. Jak do tej pory badania pokazały, że lek ten jest obiecująco skuteczny w przypadku raka piersi, jelita grubego i skóry.
Stare środki w nowej roli.
W tym temacie pojawiło się szereg badań pokazujących zastosowanie znanych powszechnie środków w nowatorski sposób. Przykładem jest tu soda oczyszczona, która okazuje się być skuteczna w zwalczaniu reumatoidalnego zapalenia stawów i innych chorób zapalnych.
Innym przykładem jest lek stosowany w leczeniu opryszczki. Badania pokazały, że aż 10-ciokrotnie zmniejsza on ryzyko wystąpienia choroby Alzheimera.
Jeszcze innym przykładem jest zastosowanie witaminy B3 w obniżaniu ciśnienia krwi.
Biorąc pod uwagę naukowe nowości roku 2018, kolejny rok, 2019 wydaje się zapowiadać się intrygująco :)
Do posłuchania ostatnia piosenka napisana przez Freddieg'o Mercury'ego - A winter's tale. Przepiękna.
 
 

niedziela, 4 listopada 2018

Moja opinia - Suplementy diety to marketingowe kłamstwo?

Niniejszy post piszę obserwując różne komentarze i różne materiały pokazujące, że mamy swego rodzaju skłonność do popadania w skrajności. I nie chodzi mi o to, że we wszystkim najlepszy jest umiar - wcale nie, czasem konieczne są radykalne działania. Chodzi o wiedzę, znajomość tematu, dzięki temu mamy szansę być krytyczni wobec zalewu bezużytecznych, a nawet szkodliwych teorii.
 
Niniejszy post jest moją osobistą opinią.
 
Jednym z tematów, w ramach którego uprawiane są wspomniane powyżej skrajności jest stosowanie suplementów diety i środków niefarmakologicznych.
 
Jedni twierdzą, że suplementy diety i inne niefarmakologiczne środki są antidotum na wszystko.
Masz raka? Nie idź do lekarza, zabije cię. Zamiast tego zażyj to i to, sprzedamy ci to. Wstrzykniemy ci to i to. Albo podłączymy do magicznego aparatu. Albo jedno i drugie.
Chorujesz na zapalenie stawów? Po co ci leki, one nic nie dają. Lepiej zastosuje nasze suplementy.
Cierpisz na depresję? Lekarz nic ci nie pomoże, psycholog to strata czasu. Masz depresję, bo masz niedobór tego i tego. Sprzedamy ci to, a ty zażywaj.
Twoje dziecko ciągle choruje? Potrzebuje naszych witamin.
Ciągle czujesz się zmęczony? Potrzebujesz naszych suplementów.
Itd. Itp.
Celowo napisałam "sprzedamy ci" itp. - bo z reguły w sposób mniej lub bardziej bezpośredni za "poradą", by zamiast leków stosować suplement lub środek niefarmakologiczny idzie oferta sprzedaży. Ta praktyka zaczyna się w reklamach telewizyjnych/radiowych/w prasie, a kończy na internetowych portalach, grupach dyskusyjnych itp.
 
Druga skrajność to propagowanie teorii, że suplementy diety i środki niefarmakologiczne nic nie dają. Są stratą pieniędzy. Nie mają znaczenia dla organizmu, nie pomagają leczyć chorób, nie wzmacniają odporności. Są po prostu sprzedawane jedynie dla pieniędzy.
Odmianą tej teorii jest twierdzenie, że nie ma również znaczenia co jemy. Ewentualnie, że ma znaczenie tylko jedzenie tłuszczu - tłuszcz cię zabije. Chorujesz na raka - jedz na co masz ochotę. Masz cukrzycę - jedz chudo i stosuj leki. Masz chore stawy - dieta nie ma znaczenia. Masz wysoki cholesterol - bo jesz tłuszcz.
Przy tej okazji pojawiają się poboczne teorie. Typu jeśli witaminy/suplementy to tylko naturalne. Witaminy syntetyczne są niedobre. Suplementy zawierające dodatki są złe. Tylko oryginalne (cokolwiek to znaczy) suplementy są dobre.
 
Kochani, z przykrością i pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że każde z powyższych to bzdura.
 
Dlaczego?
 
Bo wiele leków ratuje nam życie, ale też wiele generuje kolejne choroby.
Bo suplementy diety nie bez powodu są nazywane suplementami diety - mają uzupełniać naszą dietę, a nie ją zastępować.
Bo wiele substancji możemy uzupełnić odpowiednio się odżywiając, ale nie wszystkie.
Bo chodzi o współdziałanie - leków, diety suplementów, naszego umysłu.
Bo w niektórych przypadkach syntetyczna witamina jest bardziej skuteczna.
Bo nie dla każdego to samo jest dobre.
Bo znaczenie ma forma i dawka, a nie "oryginalność".
Bo teraz jest inaczej niż kiedyś.
Bo rozwijamy się, wiemy coraz więcej ale ciągle nie wiemy wszystkiego.
Bo często nie chodzi o to, że ktoś przed nami coś zataja, ale o to, że to wszystko nie jest takie proste.
Bo "obu stronach barykady" są nieuczciwi i altruiści.
Bo suplementy diety mogą być stratą pieniędzy, ale mogę być też niezbędne.
Bo suplementy diety i środki niefarmakologiczne mogą uratować życie ale mogą też zaszkodzić.
 
Można by długo jeszcze tak pisać kolejne "bo..." Najogólniej rzecz ujmując chcę powiedzieć, że wszelkie uogólnienia obarczone są bardzo dużym marginesem, do którego się nie stosują. Warto to wziąć pod uwagę zdając się na czyjąś opinię. Wiem, że laikowi trudno ocenić, co jest bliższe, a co dalsze od prawdy. Ale myślę, że bardzo jednostronne opinie, bardzo krytyczne, bardzo skrajne powinny budzić nasz niepokój, nawet jeśli nie mamy wiedzy, by je ocenić. Myślę też, że z powyższych powodów zawsze warto zasięgnąć drugiej i kolejnej opinii. Spotkałam na swojej drodze zarówno lekarzy przekonanych o swojej jedynej słuszności i negujących wszystko co nie mieści się w ogólnie przyjętych procedurach, jak i lekarzy z otwartym umysłem, ciągle się uczących i mających świadomość swojej niedoskonałości. Spotkałam też naturopatów i dietoterapetów z powodzeniem wspierających swoich pacjentów leczonych przez lekarzy i będących na bieżąco z najnowszą wiedzą, jak i takich, którzy głosili teorie rodem ze średniowiecza. Sobie i Wam mogę tylko życzyć spotykania tych właściwym, ale nie zawsze mamy takie szczęście.
 
Na pewno wielu z Was wie, że sama jestem związana z firmą sprzedającą suplementy diety. Jestem też dietetykiem i doktorem biologii. Zanim związałam się z firmą sprzedającą suplementy miałam wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje nasz organizm i jak bardzo mogą one pomóc mnie samej i innym. Wiedzę to ciągle pogłębiam i jestem na bieżąco z najnowszymi badaniami naukowymi. Jestem też w stanie ocenić wiarygodność badań naukowych - sama je prowadzę i wiem jakimi prawami rządzi się publikowanie wyników badań.
Nie twierdze jednak, że suplementy diety, moje czy inne, powinny zastąpić leki. Za to mogą bardzo wspomóc leczenie i przeciwdziałać jego skutkom ubocznym.
Nie twierdze, że zamiast skierować się do lekarza powinniście umówić się na wizytę do mnie. Za to zachęcam do pochylenia się nad swoim odżywianiem oprócz stosowania leków.
To przejaw braku zdecydowania? Braku przekonania co do skuteczności tego, co radzę innym? W żadnym wypadku. To trzymanie się faktów!
 
Moim marzeniem jest, żeby ci którzy zajmują się sprawami zdrowia więcej z sobą współpracowali, żeby jedni korzystali z wiedzy drugich. Żeby wiedza, doświadczenie, diagnostyka, narzędzia i umiejętności, leki, suplementy i inne środki łączyły nas ku pożytkowi wszystkich, a nie dzieliły ku zyskowi jednostek, czy zaspokajaniu indywidualnej potrzeby zaistnienia czy bycia nieomylnym. 
 
To idealizm? Moje myślenie jest zbyt oderwane od rzeczywistości? Być może. Jestem jednak przekonana, że rzeczywistość tworzymy my sami...
 
Na fotografiach - moja jesień :) Do posłuchania moje ostatnie odkrycie - Eivør Pálsdóttir z Wysp Owczych. Ostatnio nie mogę się od niej oderwać - świetnie współgra z jesienią :) Zalecam słuchawki dla lepszego odbioru :)

 

niedziela, 16 września 2018

Dr Sarah Hallberg, kobieta, która została lekarzem, bo lekarze nie chceli jej słuchać :)

Ten post jest odpowiedzią na Wasze pytania, a także oburzenie :), z którym spotkał się mój niedawny wpis na facebookowej stronie Naturopatia-Sanatum oraz na moim profilu na Instagramie @sanatum.izabela.dobrowolska .
Zacytowałam w nim dr Hallberg następująco: "Wiemy o niezbędnych dla człowieka aminokwasach i kwasach tłuszczowych. Co to oznacza? Że musimy je dostarczać z zewnątrz, bo są potrzebne organizmowi, a nie potrafimy ich wyprodukować. A czy ktoś słyszał o niezbędnych węglowodanach? Nie! Co to oznacza? Że nie musimy ich jeść, że nasze zapotrzebowanie na węglowodany wynosi ZERO".

 
Kim jest dr Sarah Hallberg

Zawsze kochała ruch. Kiedy skończyła szkołę średnią zaczęła pracować jako instruktor aerobiku. W międzyczasie skończyła studia i uzyskała tytuł magistra fizjologii sportu. Pewnego dnia, 20 lat temu, wdała się w dyskusję z wyjątkowo aroganckim kardiologiem odnośnie ćwiczeń, które zaleciła jego pacjentowi. Dyskusja z tym lekarzem nie była jej jedyną i za każdym razem sytuacja była taka sama - lekarze nie traktowali serio tego co mówiła, jej wiedzy i doświadczenia oraz zupełnie nie rozumieli o czym mówi. Dzień po kłótni z kardiologiem doszła do wniosku, że lekarze nigdy jej nie wysłuchają jeśli nie będzie lekarzem i postanowiła pójść na medycynę. Ze złości na lekarzy :) Studia medyczne ukończyła w 2002 roku i zaczęła się przymierzać do specjalizacji z kardiologii zapobiegawczej. "Przeszkodziła" jej w tym pierwsza ciąża, a przede wszystkim sprawiła, że miała czas się zastanowić co tak naprawdę chce robić. I doszła do wniosku, że nie potrzebuje kolejnych lat studiów po to, by komuś coś udowodnić ale woli zająć się wdrażaniem swojej wiedzy w życie i pomocą ludziom chorym.

Jako lekarz pierwszego kontaktu pracowała przez 8 lat. Jednym z najczęstszych problemów, z którymi się spotykała była cukrzyca, a także inne choroby przewlekłe. Zaczęła więc dochodzić do wniosku, że coś musi być nie tak, z tym, jak lekarze radzą sobie z tymi problemami u pacjentów, skoro ci pacjenci ciągle wracają do niej i ciągle czują się coraz gorzej. Niektórzy jej koledzy uważali, że jest tak dlatego, że pacjenci nie stosują się do ich zaleceń. Dr Hallberg była jednak przekonana, że jest inaczej, że pacjenci robią to, co ona im mówi, a mimo to chorują coraz bardziej. Przypomniała sobie również, że kiedy pracowała jako fizjolog sportu miała pacjentów chorujących na otyłość, którzy sumiennie ćwiczyli pod jej okiem, a mimo to nie tracili wagi. W tym czasie dr Hallberg święcie wierzyła w powszechny w świecie medycznym pogląd, że najwłaściwsza jest dieta bogata w warzywa, owoce, ziarna zbóż i uboga w tłuszcze, to wszystko z dodatkiem intensywnego ruchu fizycznego.

Zaczęła więc zgłębiać literaturę naukową i zauważyła, że bardziej zasadnym niż ograniczenie w diecie tłuszczu wydaje się być ograniczenie węglowodanów. Wymyśliła więc, że chce stworzyć i wypróbować swój program utraty wagi oparty o ten fakt. I tak to się zaczęło.

W 2010 roku została zaproszona przez Uniwersytet w Indianie do otwarcia i prowadzenia w ramach uniwersytetu nowego specjalistycznego programu utraty wagi. Początkowo dieta tego programu oparta była na niskiej podaży węglowodanów i umiarkowanej podaży tłuszczy. Szybko jednak dr Hallberg skierowała swoja uwagę w stronę wysokiej podaży tłuszczy. Zauważyła, że jej pacjenci zjadający więcej tłuszczy nie tylko szybciej tracą wagę ale również pacjenci chorujący na cukrzycę  typu 2 stopniowo zaprzestają stosowania leków przeciwcukrzycowych i stabilizuje się u nich poziomy insuliny. To mocno zaskoczyło dr Hallberg i ponownie ją zezłościło - pomyślała "jak to, to da się odwrócić cukrzycę, wystarczy zmienić odpowiednio odżywianie pacjentów i nikt tego nie robi?" I ponownie z jej złości powstało coś dobrego - z lekarza klinicysty stała się naukowcem i zaczęła prowadzić badania nad zastosowaniem diety niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej w leczeniu cukrzycy.

I tak w 2015 roku, w oparciu o swoje badania naukowe wygłosiła sławną mowę w ramach konferencji TED zatytułowaną “Reversing Type 2 diabetes starts with ignoring the guidelines” ("Odwracanie cukrzycy typu 2 zaczyna się od ignorowania wytycznych"). Właśnie z tego wystąpienia zacytowałam słowa dotyczące węglowodanów.

Obecnie dr Hallberg jest dyrektorem medycznym firmy VIRTA. Virta to prowadzona online klinika, której celem jest cofnięcie cukrzycy typu 2 u 100 milionów ludzi do 2025 roku. Opieka na pacjentami obejmuje w szczególności doradztwo dotyczące stosowania diety niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej.
 Virta na swojej stronie podaje, że u 94% pacjentów w ciągu roku dietoterapii dochodzi do znaczącego obniżenia ilości stosowanej insuliny lub całkowitego jego zaprzestania. U 60% po roku dochodzi do całkowitego cofnięcia cukrzycy. W ciągu roku u pacjentów poziom hemoglobiny glikowanej (HbA1c) spada o 1,3%. Oprócz tego u pacjentów Virty dochodzi do wyciszenia stanów zapalnych, redukcji poziomu trójglicerydów, poprawy funkcji wątroby i zmniejszenia insulinooporności.


A teraz do rzeczy, dlaczego to działa?

Po pierwsze dlaczego "odwrócenie cukrzycy". Cukrzyca typu 2 może być odwrócona, ale nie może być wyleczona. Oznacza to, że powrót do poprzednich, sprzed diety, przyzwyczajeń żywieniowych skutkuje ponowną cukrzycą.

Obecnie znane są 3 drogi do uzyskania takiego efektu. Operacja bariatryczna, niosąca wysokie ryzyko powikłań, w tym śmierci. Bardzo niskokaloryczna dieta, nazywana również pół-głodówką - nie może być stosowana na dłuższą metę. I wreszcie dobrze zaprojektowana dieta ketogenna, którą pacjenci mogą stosować bezpiecznie latami.
 
Tak więc, co to jest dieta ketogenna.

Żywieniowa ketoza (wysoki poziom ciał ketonowych) to naturalny stan metaboliczny, w którym nasz organizm adaptuje się do preferencyjnego spalania tłuszczy i wykorzystywania ich jako źródła energii, zamiast węglowodanów.
Ciała ketonowe są produkowane z tłuszczu w wątrobie i są źródłem energii dla tak ważnych organów, jak mózg, serce czy mięśnie. Ponadto, odkryto niedawno, że ciała ketonowe odgrywają ważną rolę w redukcji stresu oksydacyjnego i stanów zapalnych, które leżą u podłoża cukrzycy typu 2.

Jak wiadomo cukrzyca typu 2 to choroba przebiegająca z wysokim poziomem glukozy w krwi, insulinoopornością  i stanami zapalnymi (insulina jest niezbędna, by glukoza została przetransportowana do komórki i tam wykorzystana jako źródło energii, przy insulinooporności komórki potrzebują wyższego poziomu insuliny, by ten transport był możliwy).
Każdy ze składników pożywienia (węglowodany, tłuszcze, białka) w inny sposób wpływa na poziom glukozy w krwi. Obrazuje to poniższy wykres poglądowy.

 
Jak widać węglowodany (carbohydrates) najszybciej i najbardziej podnoszą poziom glukozy w krwi. Również te w postaci produktów z błonnikiem - błonnik spowalnia wchłanianie węglowodanów ale nieznacznie, nie na tyle by zrobiło to duża różnicę co do poziomu glukozy w krwi. Oczywiście skok poziomu glukozy będzie tym wyższy i szybszy im prostsze węglowodany. Koniec końców jednak wszystkie węglowodany, w tym te złożone i zalecane przez diabetologów, kończą w naszej krwi jako glukoza.

Białka (proteins) mogą zostać przekształcone przez nasz organizm do glukozy. Proces ten nosi nazwę glukoneogenezy. Jest on jednak powolny stąd wzrost poziomu glukozy po spożyciu białek jest wolniejszy i niższy.

Tłuszcze (fats) najmniej efektywnie podnoszą poziom glukozy w krwi. Ponadto, nie potrzebują insuliny, żeby dostać się do komórki i zostać wykorzystane jako źródło energii. Co więcej, wysoki poziom insuliny w krwi sprawia, że tłuszcz nie jest wykorzystywany jako źródło energii, a zamiast tego jest transportowany do komórek tłuszczowych i tam magazynowy. Dlatego osoby z insulinoopornością z taką trudnością tracą wagę.


Tak więc, aby nasz organizm zaadaptował się do pozyskiwania energii z tłuszczy musi mieć niską podaż węglowodanów.

Przy niskiej podaży węglowodanów nasz poziom insuliny utrzymuje się na niskim poziomie, co zwiększa zdolność organizmu do spalania tłuszczy zarówno tych jedzonych, jak i tych zmagazynowanych w tkance tłuszczowej.  A to oznacza dietę niskowęglowodanową z wysoką podażą tłuszczy i umiarkowaną podażą białek. Co ważne, taka adaptacja nie dzieje się w mgnieniu oka, potrzebny jest czas, z reguły po 3 do 6 tygodniach zaczynają być odczuwalne zmiany w metabolizmie.

A teraz kontrowersyjne stwierdzenie o tym, że nasze zapotrzebowanie na węglowodany wynosi zero :)

Dlaczego? Nikt, jak do tej pory nie odkrył ani jednego węglowodanu bez którego nasz organizm nie mógłby sobie poradzić bez podaży z zewnątrz. Tak, jak ma to miejsce w przypadku białek i tłuszczy. Nasz organizm wykorzystuje glukozę, którą jest w stanie wyprodukować. W dodatku serce i mózg mogą również wykorzystywać jako źródło energii ciała ketonowe.

Dr Hallberg zwraca uwagę, że jest jeden wyjątek kiedy organizm potrzebuje dostawy węglowodanów w pożywieniu - dotyczy to osób stosujących leki przeciwcukrzycowe. Brak podaży węglowodanów w diecie u takich osób grozi hipoglikemią. Dlatego tak ważne jest aby u chorych na cukrzycę redukcja węglowodanów w diecie odbywała się pod ścisła opieką lekarza/dietetyka.

Dlaczego ważne jest by podaż białek była umiarkowana.

Umiarkowana podaż białek jest kluczowym elementem bezpiecznej ketozy żywieniowej. W tym przypadku nie chodzi tylko o białka jako źródło aminokwasów, a więc budulca. Przy przedłużającej się wysokiej podaży białek, ponieważ ulegają one konwersji do glukozy, w końcu dochodzi do nadmiernego zwiększenia poziomu glukozy w krwi i zwiększenia poziomu insuliny. To pogłębia insulinooporność, zmniejsza możliwość organizmu do produkcji ciał ketonowych i wykorzystania ich jako źródła energii i utraty wagi. Czyli oznacza to problemy.

Czy wysoka podaż tłuszczu w diecie jest bezpieczna.

Nadal wkłada się nam do głowy, że ograniczenie tłuszczu w diecie jest podstawą profilaktyki chorób serca i innych. Niedawno nawet wszyscy namiętnie udostępniali doniesienia pokazujące, że dieta niskowęglowodanowa wręcz zwiększa śmiertelność z powodu chorób serca. Artykuł źródłowy dla tych wieści przeanalizowałam szczegółowo. Szczególnie żenujące była dla mnie informacje dotyczące finansowania badań (np. firma farmaceutyczna Novartis), które podobno, jak deklarowali autorzy nie wpłynęły na wyniki. Metodyka badań była też miejscami zaskakująca. Np. usuwano z badań osoby, które w trakcie badań przeszły zawał lub udar - rzekomo dlatego, że istniało podejrzenie, że z powodu choroby zmienią dietę, więc wyniki będą niemiarodajne. Jestem bardzo ciekawa jak wyglądałaby statystyka w tych badaniach po włączeniu tych osób do niej. Przypomina mi to, to co lata temu zrobił Ancel Keys formułując tzw. teorię lipidową, zwaną też hipotezą dieta-serce - mówiąc kolokwialnie, usunął z danych, te które mu nie pasowały. A prawda jest taka, że wiele badań naukowych już od lat regularnie pokazuje, że to nie spożycie tłuszczu jest przyczyną chorób serca.


Tak więc nie zagłębiając się w większe szczegóły, bo pewnie macie już dość czytania tego długiego wpisu ;) w skrócie:
- dr Hallberg to kobieta, która odwraca cukrzyce typu 2 :)
- robi to stosując dietę ketogenną
- jest to możliwe ponieważ dieta ketogenna (wysoka podaż tłuszczy i niska węglowodanów) sprawia, że poziom glukozy w krwi jest stabilny i niski
-  niski poziom glukozy w krwi to niski poziom insuliny
- niski poziom insuliny to mniej stanów zapalnych i utrata wagi
I co najważniejsze - postępowanie dietetyczne u chorych musi dobywać pod nadzorem specjalisty! Innymi słowy, jak to mówią, "nie róbcie tego sami w domu".


 Poniżej wideo z wystąpieniem dr Hallberg.




Literatura:

Boden G, Sargrad K, Homko C, Mozzoli M, Stein TP. Effect of a low-carbohydrate diet on appetite, blood glucose levels, and insulin resistance in obese patients with type 2 diabetes. Ann Intern Med. 2005 Mar 15;142(6):403–11.

Dashti HM, Mathew TC, Khadada M, Al-Mousawi M, Talib H, Asfar SK, et al. Beneficial effects of ketogenic diet in obese diabetic subjects. Mol Cell Biochem. 2007; 302:249–56

McKenzie AL, Hallberg SJ, Creighton BC, Volk BM, Link TM, Abner MK, Glon RM, McCarter JP, Volek JS, Phinney SD. A Novel Intervention Including Individualized Nutritional Recommendations Reduces Hemoglobin A1c Level, Medication Use, and Weight in Type 2 Diabetes. JMIR Diabetes 2017;2(1):e5. DOI: 10.2196/diabetes.6981

Seshadri P, Iqbal N, Stern L, Williams M, Chicano KL, Daily DA, McGrory J, Gracely EJ, Rader DJ, Samaha FF. A randomized study comparing the effects of a low-carbohydrate diet and a conventional diet on lipoprotein subfractions and C-reactive protein levels in patients with severe obesity. Am J Med. 2004; 117:398-405.

Volek JS, Phinney SD, Forsythe CE, Quann EE, Wood RJ, Puglisi MJ, Kraemer WJ, Bibus DM, Fernandez ML, Feinman RD. Carbohydrate restriction has a more favorable impact on the metabolic syndrome than a low fat diet. Lipids. 2009; 44:297-309. doi: 10.1007/s11745-008-3274-2.

A także: strona DietDoctor i strona Virta.


 
 


niedziela, 19 sierpnia 2018

Czy latem konieczna jest suplementacja witaminy D3?

Bierzesz witaminę D3? Nie, nie biorę. Bo teraz jest lato i jest dużo słońca. Bo spędziłem/am wakacje w słonecznym kraju. Bo dużo przebywam na powietrzu. Bardzo często słyszę takie odpowiedzi. Więcej, spotykam się z podobną reakcją lekarzy/dietetyków/terapeutów: latem proszę przestać zażywać witaminę D3, bo ma jej pani/pan pod dostatkiem ze słońca.
 
Niestety takie podejście jest błędne, a takie porady z ust lekarza, czy innego terapeuty są szkodliwe.
 
Dlaczego?
 
Bo to czy i ile wytworzy się w naszej skórze witaminy D zależy od wielu czynników - zewnętrznych, ale również czynników związanych z naszym organizmem. Z tego drugiego powodu efektywność produkcji witaminy D w naszej skórze jest bardzo indywidualną cechą.
 
 
Czynniki zewnętrzne wpływające na produkcję witaminy D:
 
1. Pozycja słońca na niebie - najefektywniejsza, gdy słońce jest w zenicie (w południe latem), kiedy słońce jest niżej, część promieni słonecznych ulega odbiciu i rozproszeniu oraz dana ilość promieni pada na większą powierzchnię, co zmniejsza efektywność produkcji.
 
2. Zawartość ozonu w powietrzu - ozon jest głównym składnikiem powietrza pochłaniającym promieniowanie UV, jego zawartość w powietrzu zależy od pory roku, od pory dnia, od roku, od miejsca na ziemi.
 
3. Chmury - to, jak bardzo pochłaniają promieniowanie UV zależy od ich wysokości, grubości i rozkładu na niebie, w niektórych przypadkach chmury mogą zwiększać ilość promieniowania UV.
 
4. Pyłowe zanieczyszczenia powietrza - pochłaniają promieniowanie UV.
 
5. Otoczenie, w którym przebywamy - różne rodzaje powierzchni z różnym natężeniem odbijają promieniowanie UV, w związku z tym w różnym otoczeniu natężenie promieniowania może ulec większemu lub mniejszemu zwiększeniu.
 
 
Cechy naszego organizmu wpływające na produkcję witaminy D:
 
1. Kolor skóry - im ciemniejsza tym mniej efektywna produkcja witaminy D, choć część najnowszych badań pokazuje, że kolor skóry nie ma znaczącego wpływu na produkcję witaminy D.
 
2. Poziom cholesterolu w krwi - to zdecydowanie kluczowy czynnik warunkujący efektywność produkcji witaminy D w skórze, im niższy poziom cholesterolu tym mniej efektywna produkcja.
 
3. Wiek - jest czynnikiem ograniczającym produkcję witaminy D, z wiekiem spada zawartość w komórkach skóry substancji, z której produkowana jest witamina D (7DHC).
 
4. Geny - różnimy się między sobą efektywnością procesów związanych z metabolizmem witaminy D i różnice te są uwarunkowane genetycznie.
 
5. Aktualny poziom witaminy D w krwi - im wyższy tym mniej efektywna jej synteza.
 
6. Schorzenia - np. u osób chorujących na otyłość spada biodostępność witaminy D w organizmie (zarówno tej wyprodukowanej w skórze, jak i podanej doustnie) ze względu na jej odkładanie się w tkance tłuszczowej.
 
 
Na efektywność produkcji witaminy D ma również wpływ to, w jaki sposób eksponujemy swoje ciało na promienie słoneczne.
 
Oczywistym jest, że stosowanie kremów z filtrem blokuje produkcję witaminy D. Blokuje to dobre słowo, nie ogranicza, blokuje. Ponieważ już krem z filtrem SPF8 redukuje o 97,5% syntezę witaminy D, a z filtrem SPF15 o 99,9%. Wiadomo również, że ubranie jest czynnikiem ograniczającym.
Wiele osób uważa, że najlepsze jest aktywne spędzanie czasu na słońce, spacerowanie, uprawianie sportu, jazda na rowerze. Tak naprawdę jednak najefektywniejsze jest "leżenie plackiem" na plaży lub innym otwartym terenie.
Dlaczego? Bo w pozycji horyzontalnej największa powierzchnia naszego ciała jest wyeksponowana na słońce i promienie słoneczne w najmniejszym stopniu ulegają odbiciu.
 
Często zadawane pytanie - jak długo muszę przebywać na słońcu, żeby wyprodukować wystarczającą ilość witaminy D?
 
To pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno długie przebywanie na słońcu nie przyniesie pożytku. Po pierwsze dlatego, że grozi poparzeniem. Po drugie dlatego, że skóra ma pewną ograniczoną pojemność co do produkcji witaminy D. W naszej skórze pod wpływem słońca produkowana jest prowitamina D. Potrzeba kilku godzin zanim z prowitaminy zostanie wyprodukowana witamina D. Dopóki nie spadnie poziom prowitaminy w komórkach skóry dalsza ekspozycja na słońce nic nie da. Tak więc najskuteczniejsze jest regularna krótkotrwała ekspozycja na słońce.
 
Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki prawda jest taka, że w naszej strefie klimatycznej nie jest możliwe zapewnienie sobie odpowiedniego poziomu witaminy D opierając się wyłącznie na jej produkcji w skórze.
 
I nie zmieniają tego wakacje w słonecznym kraju. Owszem, po okresie letnim mamy jej więcej dzięki słońcu. Możemy również pomóc sobie spożywając żywność bogatą w witaminę D (ryby i owoce morze - pod warunkiem, że są dziko-żyjące, żółtko jaj, grzyby). Ciągle jednak najprawdopodobniej to nie wystarczy.
 
Tak więc nie wierz jeśli ktoś mówi Ci, że latem, czy po wakacjach nie musisz zażywać suplementów z witaminą D3.
 
Zamiast tego zrób badanie poziomu 25(OH)D w krwi. 
 
 
 
Na fotografii plaża oczywiście :) A właściwie dwie plaże, w Machico na Maderze - szara, naturalna skalista i żółta z piaskiem przywiezionym z Sahary. Widziane ze wzgórza Pico do Facho. W oddali widać też pas startowy jednego z najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie.
Do posłuchania piosenka z plażą w tle, plażą w Malibu :) Muszę powiedzieć, że ten utwór jest dla mnie dużym zaskoczeniem, szczególnie to wykonanie. Malibu to piosenka Miley Cyrus, która da mnie pozostanie już na zawsze Hannah Montanna, oglądaną przez moją córkę w dzieciństwie (zabije mnie, jak się dowie, że to zdradziłam :D) Wygląda na to, że po buntowniczym ostentacyjnym zrywaniu z wizerunkiem Hannah Montanna, Miley Cyrus dorasta :) - taka wersja jej Malibu, z gitarami akustycznymi, skrzypcami i takim tam jest całkiem stylowa :)


Literatura:

- Bogh i inni (2010) Vitamin D production after UVB exposure depends on baseline vitamin D and total cholesterol but not on skin pigmentation. Journal of Investigative Dermatology 130:546
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0022202X15347035

- Webb (2006) Who, what, where and when—influences on cutaneous vitamin D synthesis. Progress in Biophysics and Molecular Biology 92:17
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0079610706000204?via%3Dihub

- Webb i Engelsen (2008) Calculated ultraviolet exposure levels for a healthy vitamin D status. Photochemistry and Photobiology 82:1697
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/pdf/10.1111/j.1751-1097.2006.tb09833.x

- Wortsman i inni (2003) Decreased bioavailability of vitamin D in obesity. The AmericanJournal of Clinical Nutrition 77:1342
https://academic.oup.com/ajcn/article/72/3/690/4729361