niedziela, 4 listopada 2018

Moja opinia - Suplementy diety to marketingowe kłamstwo?

Niniejszy post piszę obserwując różne komentarze i różne materiały pokazujące, że mamy swego rodzaju skłonność do popadania w skrajności. I nie chodzi mi o to, że we wszystkim najlepszy jest umiar - wcale nie, czasem konieczne są radykalne działania. Chodzi o wiedzę, znajomość tematu, dzięki temu mamy szansę być krytyczni wobec zalewu bezużytecznych, a nawet szkodliwych teorii.
 
Niniejszy post jest moją osobistą opinią.
 
Jednym z tematów, w ramach którego uprawiane są wspomniane powyżej skrajności jest stosowanie suplementów diety i środków niefarmakologicznych.
 
Jedni twierdzą, że suplementy diety i inne niefarmakologiczne środki są antidotum na wszystko.
Masz raka? Nie idź do lekarza, zabije cię. Zamiast tego zażyj to i to, sprzedamy ci to. Wstrzykniemy ci to i to. Albo podłączymy do magicznego aparatu. Albo jedno i drugie.
Chorujesz na zapalenie stawów? Po co ci leki, one nic nie dają. Lepiej zastosuje nasze suplementy.
Cierpisz na depresję? Lekarz nic ci nie pomoże, psycholog to strata czasu. Masz depresję, bo masz niedobór tego i tego. Sprzedamy ci to, a ty zażywaj.
Twoje dziecko ciągle choruje? Potrzebuje naszych witamin.
Ciągle czujesz się zmęczony? Potrzebujesz naszych suplementów.
Itd. Itp.
Celowo napisałam "sprzedamy ci" itp. - bo z reguły w sposób mniej lub bardziej bezpośredni za "poradą", by zamiast leków stosować suplement lub środek niefarmakologiczny idzie oferta sprzedaży. Ta praktyka zaczyna się w reklamach telewizyjnych/radiowych/w prasie, a kończy na internetowych portalach, grupach dyskusyjnych itp.
 
Druga skrajność to propagowanie teorii, że suplementy diety i środki niefarmakologiczne nic nie dają. Są stratą pieniędzy. Nie mają znaczenia dla organizmu, nie pomagają leczyć chorób, nie wzmacniają odporności. Są po prostu sprzedawane jedynie dla pieniędzy.
Odmianą tej teorii jest twierdzenie, że nie ma również znaczenia co jemy. Ewentualnie, że ma znaczenie tylko jedzenie tłuszczu - tłuszcz cię zabije. Chorujesz na raka - jedz na co masz ochotę. Masz cukrzycę - jedz chudo i stosuj leki. Masz chore stawy - dieta nie ma znaczenia. Masz wysoki cholesterol - bo jesz tłuszcz.
Przy tej okazji pojawiają się poboczne teorie. Typu jeśli witaminy/suplementy to tylko naturalne. Witaminy syntetyczne są niedobre. Suplementy zawierające dodatki są złe. Tylko oryginalne (cokolwiek to znaczy) suplementy są dobre.
 
Kochani, z przykrością i pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że każde z powyższych to bzdura.
 
Dlaczego?
 
Bo wiele leków ratuje nam życie, ale też wiele generuje kolejne choroby.
Bo suplementy diety nie bez powodu są nazywane suplementami diety - mają uzupełniać naszą dietę, a nie ją zastępować.
Bo wiele substancji możemy uzupełnić odpowiednio się odżywiając, ale nie wszystkie.
Bo chodzi o współdziałanie - leków, diety suplementów, naszego umysłu.
Bo w niektórych przypadkach syntetyczna witamina jest bardziej skuteczna.
Bo nie dla każdego to samo jest dobre.
Bo znaczenie ma forma i dawka, a nie "oryginalność".
Bo teraz jest inaczej niż kiedyś.
Bo rozwijamy się, wiemy coraz więcej ale ciągle nie wiemy wszystkiego.
Bo często nie chodzi o to, że ktoś przed nami coś zataja, ale o to, że to wszystko nie jest takie proste.
Bo "obu stronach barykady" są nieuczciwi i altruiści.
Bo suplementy diety mogą być stratą pieniędzy, ale mogę być też niezbędne.
Bo suplementy diety i środki niefarmakologiczne mogą uratować życie ale mogą też zaszkodzić.
 
Można by długo jeszcze tak pisać kolejne "bo..." Najogólniej rzecz ujmując chcę powiedzieć, że wszelkie uogólnienia obarczone są bardzo dużym marginesem, do którego się nie stosują. Warto to wziąć pod uwagę zdając się na czyjąś opinię. Wiem, że laikowi trudno ocenić, co jest bliższe, a co dalsze od prawdy. Ale myślę, że bardzo jednostronne opinie, bardzo krytyczne, bardzo skrajne powinny budzić nasz niepokój, nawet jeśli nie mamy wiedzy, by je ocenić. Myślę też, że z powyższych powodów zawsze warto zasięgnąć drugiej i kolejnej opinii. Spotkałam na swojej drodze zarówno lekarzy przekonanych o swojej jedynej słuszności i negujących wszystko co nie mieści się w ogólnie przyjętych procedurach, jak i lekarzy z otwartym umysłem, ciągle się uczących i mających świadomość swojej niedoskonałości. Spotkałam też naturopatów i dietoterapetów z powodzeniem wspierających swoich pacjentów leczonych przez lekarzy i będących na bieżąco z najnowszą wiedzą, jak i takich, którzy głosili teorie rodem ze średniowiecza. Sobie i Wam mogę tylko życzyć spotykania tych właściwym, ale nie zawsze mamy takie szczęście.
 
Na pewno wielu z Was wie, że sama jestem związana z firmą sprzedającą suplementy diety. Jestem też dietetykiem i doktorem biologii. Zanim związałam się z firmą sprzedającą suplementy miałam wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje nasz organizm i jak bardzo mogą one pomóc mnie samej i innym. Wiedzę to ciągle pogłębiam i jestem na bieżąco z najnowszymi badaniami naukowymi. Jestem też w stanie ocenić wiarygodność badań naukowych - sama je prowadzę i wiem jakimi prawami rządzi się publikowanie wyników badań.
Nie twierdze jednak, że suplementy diety, moje czy inne, powinny zastąpić leki. Za to mogą bardzo wspomóc leczenie i przeciwdziałać jego skutkom ubocznym.
Nie twierdze, że zamiast skierować się do lekarza powinniście umówić się na wizytę do mnie. Za to zachęcam do pochylenia się nad swoim odżywianiem oprócz stosowania leków.
To przejaw braku zdecydowania? Braku przekonania co do skuteczności tego, co radzę innym? W żadnym wypadku. To trzymanie się faktów!
 
Moim marzeniem jest, żeby ci którzy zajmują się sprawami zdrowia więcej z sobą współpracowali, żeby jedni korzystali z wiedzy drugich. Żeby wiedza, doświadczenie, diagnostyka, narzędzia i umiejętności, leki, suplementy i inne środki łączyły nas ku pożytkowi wszystkich, a nie dzieliły ku zyskowi jednostek, czy zaspokajaniu indywidualnej potrzeby zaistnienia czy bycia nieomylnym. 
 
To idealizm? Moje myślenie jest zbyt oderwane od rzeczywistości? Być może. Jestem jednak przekonana, że rzeczywistość tworzymy my sami...
 
Na fotografiach - moja jesień :) Do posłuchania moje ostatnie odkrycie - Eivør Pálsdóttir z Wysp Owczych. Ostatnio nie mogę się od niej oderwać - świetnie współgra z jesienią :) Zalecam słuchawki dla lepszego odbioru :)

 

niedziela, 16 września 2018

Dr Sarah Hallberg, kobieta, która została lekarzem, bo lekarze nie chceli jej słuchać :)

Ten post jest odpowiedzią na Wasze pytania, a także oburzenie :), z którym spotkał się mój niedawny wpis na facebookowej stronie Naturopatia-Sanatum oraz na moim profilu na Instagramie @sanatum.izabela.dobrowolska .
Zacytowałam w nim dr Hallberg następująco: "Wiemy o niezbędnych dla człowieka aminokwasach i kwasach tłuszczowych. Co to oznacza? Że musimy je dostarczać z zewnątrz, bo są potrzebne organizmowi, a nie potrafimy ich wyprodukować. A czy ktoś słyszał o niezbędnych węglowodanach? Nie! Co to oznacza? Że nie musimy ich jeść, że nasze zapotrzebowanie na węglowodany wynosi ZERO".

 
Kim jest dr Sarah Hallberg

Zawsze kochała ruch. Kiedy skończyła szkołę średnią zaczęła pracować jako instruktor aerobiku. W międzyczasie skończyła studia i uzyskała tytuł magistra fizjologii sportu. Pewnego dnia, 20 lat temu, wdała się w dyskusję z wyjątkowo aroganckim kardiologiem odnośnie ćwiczeń, które zaleciła jego pacjentowi. Dyskusja z tym lekarzem nie była jej jedyną i za każdym razem sytuacja była taka sama - lekarze nie traktowali serio tego co mówiła, jej wiedzy i doświadczenia oraz zupełnie nie rozumieli o czym mówi. Dzień po kłótni z kardiologiem doszła do wniosku, że lekarze nigdy jej nie wysłuchają jeśli nie będzie lekarzem i postanowiła pójść na medycynę. Ze złości na lekarzy :) Studia medyczne ukończyła w 2002 roku i zaczęła się przymierzać do specjalizacji z kardiologii zapobiegawczej. "Przeszkodziła" jej w tym pierwsza ciąża, a przede wszystkim sprawiła, że miała czas się zastanowić co tak naprawdę chce robić. I doszła do wniosku, że nie potrzebuje kolejnych lat studiów po to, by komuś coś udowodnić ale woli zająć się wdrażaniem swojej wiedzy w życie i pomocą ludziom chorym.

Jako lekarz pierwszego kontaktu pracowała przez 8 lat. Jednym z najczęstszych problemów, z którymi się spotykała była cukrzyca, a także inne choroby przewlekłe. Zaczęła więc dochodzić do wniosku, że coś musi być nie tak, z tym, jak lekarze radzą sobie z tymi problemami u pacjentów, skoro ci pacjenci ciągle wracają do niej i ciągle czują się coraz gorzej. Niektórzy jej koledzy uważali, że jest tak dlatego, że pacjenci nie stosują się do ich zaleceń. Dr Hallberg była jednak przekonana, że jest inaczej, że pacjenci robią to, co ona im mówi, a mimo to chorują coraz bardziej. Przypomniała sobie również, że kiedy pracowała jako fizjolog sportu miała pacjentów chorujących na otyłość, którzy sumiennie ćwiczyli pod jej okiem, a mimo to nie tracili wagi. W tym czasie dr Hallberg święcie wierzyła w powszechny w świecie medycznym pogląd, że najwłaściwsza jest dieta bogata w warzywa, owoce, ziarna zbóż i uboga w tłuszcze, to wszystko z dodatkiem intensywnego ruchu fizycznego.

Zaczęła więc zgłębiać literaturę naukową i zauważyła, że bardziej zasadnym niż ograniczenie w diecie tłuszczu wydaje się być ograniczenie węglowodanów. Wymyśliła więc, że chce stworzyć i wypróbować swój program utraty wagi oparty o ten fakt. I tak to się zaczęło.

W 2010 roku została zaproszona przez Uniwersytet w Indianie do otwarcia i prowadzenia w ramach uniwersytetu nowego specjalistycznego programu utraty wagi. Początkowo dieta tego programu oparta była na niskiej podaży węglowodanów i umiarkowanej podaży tłuszczy. Szybko jednak dr Hallberg skierowała swoja uwagę w stronę wysokiej podaży tłuszczy. Zauważyła, że jej pacjenci zjadający więcej tłuszczy nie tylko szybciej tracą wagę ale również pacjenci chorujący na cukrzycę  typu 2 stopniowo zaprzestają stosowania leków przeciwcukrzycowych i stabilizuje się u nich poziomy insuliny. To mocno zaskoczyło dr Hallberg i ponownie ją zezłościło - pomyślała "jak to, to da się odwrócić cukrzycę, wystarczy zmienić odpowiednio odżywianie pacjentów i nikt tego nie robi?" I ponownie z jej złości powstało coś dobrego - z lekarza klinicysty stała się naukowcem i zaczęła prowadzić badania nad zastosowaniem diety niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej w leczeniu cukrzycy.

I tak w 2015 roku, w oparciu o swoje badania naukowe wygłosiła sławną mowę w ramach konferencji TED zatytułowaną “Reversing Type 2 diabetes starts with ignoring the guidelines” ("Odwracanie cukrzycy typu 2 zaczyna się od ignorowania wytycznych"). Właśnie z tego wystąpienia zacytowałam słowa dotyczące węglowodanów.

Obecnie dr Hallberg jest dyrektorem medycznym firmy VIRTA. Virta to prowadzona online klinika, której celem jest cofnięcie cukrzycy typu 2 u 100 milionów ludzi do 2025 roku. Opieka na pacjentami obejmuje w szczególności doradztwo dotyczące stosowania diety niskowęglowodanowej i wysokotłuszczowej.
 Virta na swojej stronie podaje, że u 94% pacjentów w ciągu roku dietoterapii dochodzi do znaczącego obniżenia ilości stosowanej insuliny lub całkowitego jego zaprzestania. U 60% po roku dochodzi do całkowitego cofnięcia cukrzycy. W ciągu roku u pacjentów poziom hemoglobiny glikowanej (HbA1c) spada o 1,3%. Oprócz tego u pacjentów Virty dochodzi do wyciszenia stanów zapalnych, redukcji poziomu trójglicerydów, poprawy funkcji wątroby i zmniejszenia insulinooporności.


A teraz do rzeczy, dlaczego to działa?

Po pierwsze dlaczego "odwrócenie cukrzycy". Cukrzyca typu 2 może być odwrócona, ale nie może być wyleczona. Oznacza to, że powrót do poprzednich, sprzed diety, przyzwyczajeń żywieniowych skutkuje ponowną cukrzycą.

Obecnie znane są 3 drogi do uzyskania takiego efektu. Operacja bariatryczna, niosąca wysokie ryzyko powikłań, w tym śmierci. Bardzo niskokaloryczna dieta, nazywana również pół-głodówką - nie może być stosowana na dłuższą metę. I wreszcie dobrze zaprojektowana dieta ketogenna, którą pacjenci mogą stosować bezpiecznie latami.
 
Tak więc, co to jest dieta ketogenna.

Żywieniowa ketoza (wysoki poziom ciał ketonowych) to naturalny stan metaboliczny, w którym nasz organizm adaptuje się do preferencyjnego spalania tłuszczy i wykorzystywania ich jako źródła energii, zamiast węglowodanów.
Ciała ketonowe są produkowane z tłuszczu w wątrobie i są źródłem energii dla tak ważnych organów, jak mózg, serce czy mięśnie. Ponadto, odkryto niedawno, że ciała ketonowe odgrywają ważną rolę w redukcji stresu oksydacyjnego i stanów zapalnych, które leżą u podłoża cukrzycy typu 2.

Jak wiadomo cukrzyca typu 2 to choroba przebiegająca z wysokim poziomem glukozy w krwi, insulinoopornością  i stanami zapalnymi (insulina jest niezbędna, by glukoza została przetransportowana do komórki i tam wykorzystana jako źródło energii, przy insulinooporności komórki potrzebują wyższego poziomu insuliny, by ten transport był możliwy).
Każdy ze składników pożywienia (węglowodany, tłuszcze, białka) w inny sposób wpływa na poziom glukozy w krwi. Obrazuje to poniższy wykres poglądowy.

 
Jak widać węglowodany (carbohydrates) najszybciej i najbardziej podnoszą poziom glukozy w krwi. Również te w postaci produktów z błonnikiem - błonnik spowalnia wchłanianie węglowodanów ale nieznacznie, nie na tyle by zrobiło to duża różnicę co do poziomu glukozy w krwi. Oczywiście skok poziomu glukozy będzie tym wyższy i szybszy im prostsze węglowodany. Koniec końców jednak wszystkie węglowodany, w tym te złożone i zalecane przez diabetologów, kończą w naszej krwi jako glukoza.

Białka (proteins) mogą zostać przekształcone przez nasz organizm do glukozy. Proces ten nosi nazwę glukoneogenezy. Jest on jednak powolny stąd wzrost poziomu glukozy po spożyciu białek jest wolniejszy i niższy.

Tłuszcze (fats) najmniej efektywnie podnoszą poziom glukozy w krwi. Ponadto, nie potrzebują insuliny, żeby dostać się do komórki i zostać wykorzystane jako źródło energii. Co więcej, wysoki poziom insuliny w krwi sprawia, że tłuszcz nie jest wykorzystywany jako źródło energii, a zamiast tego jest transportowany do komórek tłuszczowych i tam magazynowy. Dlatego osoby z insulinoopornością z taką trudnością tracą wagę.


Tak więc, aby nasz organizm zaadaptował się do pozyskiwania energii z tłuszczy musi mieć niską podaż węglowodanów.

Przy niskiej podaży węglowodanów nasz poziom insuliny utrzymuje się na niskim poziomie, co zwiększa zdolność organizmu do spalania tłuszczy zarówno tych jedzonych, jak i tych zmagazynowanych w tkance tłuszczowej.  A to oznacza dietę niskowęglowodanową z wysoką podażą tłuszczy i umiarkowaną podażą białek. Co ważne, taka adaptacja nie dzieje się w mgnieniu oka, potrzebny jest czas, z reguły po 3 do 6 tygodniach zaczynają być odczuwalne zmiany w metabolizmie.

A teraz kontrowersyjne stwierdzenie o tym, że nasze zapotrzebowanie na węglowodany wynosi zero :)

Dlaczego? Nikt, jak do tej pory nie odkrył ani jednego węglowodanu bez którego nasz organizm nie mógłby sobie poradzić bez podaży z zewnątrz. Tak, jak ma to miejsce w przypadku białek i tłuszczy. Nasz organizm wykorzystuje glukozę, którą jest w stanie wyprodukować. W dodatku serce i mózg mogą również wykorzystywać jako źródło energii ciała ketonowe.

Dr Hallberg zwraca uwagę, że jest jeden wyjątek kiedy organizm potrzebuje dostawy węglowodanów w pożywieniu - dotyczy to osób stosujących leki przeciwcukrzycowe. Brak podaży węglowodanów w diecie u takich osób grozi hipoglikemią. Dlatego tak ważne jest aby u chorych na cukrzycę redukcja węglowodanów w diecie odbywała się pod ścisła opieką lekarza/dietetyka.

Dlaczego ważne jest by podaż białek była umiarkowana.

Umiarkowana podaż białek jest kluczowym elementem bezpiecznej ketozy żywieniowej. W tym przypadku nie chodzi tylko o białka jako źródło aminokwasów, a więc budulca. Przy przedłużającej się wysokiej podaży białek, ponieważ ulegają one konwersji do glukozy, w końcu dochodzi do nadmiernego zwiększenia poziomu glukozy w krwi i zwiększenia poziomu insuliny. To pogłębia insulinooporność, zmniejsza możliwość organizmu do produkcji ciał ketonowych i wykorzystania ich jako źródła energii i utraty wagi. Czyli oznacza to problemy.

Czy wysoka podaż tłuszczu w diecie jest bezpieczna.

Nadal wkłada się nam do głowy, że ograniczenie tłuszczu w diecie jest podstawą profilaktyki chorób serca i innych. Niedawno nawet wszyscy namiętnie udostępniali doniesienia pokazujące, że dieta niskowęglowodanowa wręcz zwiększa śmiertelność z powodu chorób serca. Artykuł źródłowy dla tych wieści przeanalizowałam szczegółowo. Szczególnie żenujące była dla mnie informacje dotyczące finansowania badań (np. firma farmaceutyczna Novartis), które podobno, jak deklarowali autorzy nie wpłynęły na wyniki. Metodyka badań była też miejscami zaskakująca. Np. usuwano z badań osoby, które w trakcie badań przeszły zawał lub udar - rzekomo dlatego, że istniało podejrzenie, że z powodu choroby zmienią dietę, więc wyniki będą niemiarodajne. Jestem bardzo ciekawa jak wyglądałaby statystyka w tych badaniach po włączeniu tych osób do niej. Przypomina mi to, to co lata temu zrobił Ancel Keys formułując tzw. teorię lipidową, zwaną też hipotezą dieta-serce - mówiąc kolokwialnie, usunął z danych, te które mu nie pasowały. A prawda jest taka, że wiele badań naukowych już od lat regularnie pokazuje, że to nie spożycie tłuszczu jest przyczyną chorób serca.


Tak więc nie zagłębiając się w większe szczegóły, bo pewnie macie już dość czytania tego długiego wpisu ;) w skrócie:
- dr Hallberg to kobieta, która odwraca cukrzyce typu 2 :)
- robi to stosując dietę ketogenną
- jest to możliwe ponieważ dieta ketogenna (wysoka podaż tłuszczy i niska węglowodanów) sprawia, że poziom glukozy w krwi jest stabilny i niski
-  niski poziom glukozy w krwi to niski poziom insuliny
- niski poziom insuliny to mniej stanów zapalnych i utrata wagi
I co najważniejsze - postępowanie dietetyczne u chorych musi dobywać pod nadzorem specjalisty! Innymi słowy, jak to mówią, "nie róbcie tego sami w domu".


 Poniżej wideo z wystąpieniem dr Hallberg.




Literatura:

Boden G, Sargrad K, Homko C, Mozzoli M, Stein TP. Effect of a low-carbohydrate diet on appetite, blood glucose levels, and insulin resistance in obese patients with type 2 diabetes. Ann Intern Med. 2005 Mar 15;142(6):403–11.

Dashti HM, Mathew TC, Khadada M, Al-Mousawi M, Talib H, Asfar SK, et al. Beneficial effects of ketogenic diet in obese diabetic subjects. Mol Cell Biochem. 2007; 302:249–56

McKenzie AL, Hallberg SJ, Creighton BC, Volk BM, Link TM, Abner MK, Glon RM, McCarter JP, Volek JS, Phinney SD. A Novel Intervention Including Individualized Nutritional Recommendations Reduces Hemoglobin A1c Level, Medication Use, and Weight in Type 2 Diabetes. JMIR Diabetes 2017;2(1):e5. DOI: 10.2196/diabetes.6981

Seshadri P, Iqbal N, Stern L, Williams M, Chicano KL, Daily DA, McGrory J, Gracely EJ, Rader DJ, Samaha FF. A randomized study comparing the effects of a low-carbohydrate diet and a conventional diet on lipoprotein subfractions and C-reactive protein levels in patients with severe obesity. Am J Med. 2004; 117:398-405.

Volek JS, Phinney SD, Forsythe CE, Quann EE, Wood RJ, Puglisi MJ, Kraemer WJ, Bibus DM, Fernandez ML, Feinman RD. Carbohydrate restriction has a more favorable impact on the metabolic syndrome than a low fat diet. Lipids. 2009; 44:297-309. doi: 10.1007/s11745-008-3274-2.

A także: strona DietDoctor i strona Virta.


 
 


niedziela, 19 sierpnia 2018

Czy latem konieczna jest suplementacja witaminy D3?

Bierzesz witaminę D3? Nie, nie biorę. Bo teraz jest lato i jest dużo słońca. Bo spędziłem/am wakacje w słonecznym kraju. Bo dużo przebywam na powietrzu. Bardzo często słyszę takie odpowiedzi. Więcej, spotykam się z podobną reakcją lekarzy/dietetyków/terapeutów: latem proszę przestać zażywać witaminę D3, bo ma jej pani/pan pod dostatkiem ze słońca.
 
Niestety takie podejście jest błędne, a takie porady z ust lekarza, czy innego terapeuty są szkodliwe.
 
Dlaczego?
 
Bo to czy i ile wytworzy się w naszej skórze witaminy D zależy od wielu czynników - zewnętrznych, ale również czynników związanych z naszym organizmem. Z tego drugiego powodu efektywność produkcji witaminy D w naszej skórze jest bardzo indywidualną cechą.
 
 
Czynniki zewnętrzne wpływające na produkcję witaminy D:
 
1. Pozycja słońca na niebie - najefektywniejsza, gdy słońce jest w zenicie (w południe latem), kiedy słońce jest niżej, część promieni słonecznych ulega odbiciu i rozproszeniu oraz dana ilość promieni pada na większą powierzchnię, co zmniejsza efektywność produkcji.
 
2. Zawartość ozonu w powietrzu - ozon jest głównym składnikiem powietrza pochłaniającym promieniowanie UV, jego zawartość w powietrzu zależy od pory roku, od pory dnia, od roku, od miejsca na ziemi.
 
3. Chmury - to, jak bardzo pochłaniają promieniowanie UV zależy od ich wysokości, grubości i rozkładu na niebie, w niektórych przypadkach chmury mogą zwiększać ilość promieniowania UV.
 
4. Pyłowe zanieczyszczenia powietrza - pochłaniają promieniowanie UV.
 
5. Otoczenie, w którym przebywamy - różne rodzaje powierzchni z różnym natężeniem odbijają promieniowanie UV, w związku z tym w różnym otoczeniu natężenie promieniowania może ulec większemu lub mniejszemu zwiększeniu.
 
 
Cechy naszego organizmu wpływające na produkcję witaminy D:
 
1. Kolor skóry - im ciemniejsza tym mniej efektywna produkcja witaminy D, choć część najnowszych badań pokazuje, że kolor skóry nie ma znaczącego wpływu na produkcję witaminy D.
 
2. Poziom cholesterolu w krwi - to zdecydowanie kluczowy czynnik warunkujący efektywność produkcji witaminy D w skórze, im niższy poziom cholesterolu tym mniej efektywna produkcja.
 
3. Wiek - jest czynnikiem ograniczającym produkcję witaminy D, z wiekiem spada zawartość w komórkach skóry substancji, z której produkowana jest witamina D (7DHC).
 
4. Geny - różnimy się między sobą efektywnością procesów związanych z metabolizmem witaminy D i różnice te są uwarunkowane genetycznie.
 
5. Aktualny poziom witaminy D w krwi - im wyższy tym mniej efektywna jej synteza.
 
6. Schorzenia - np. u osób chorujących na otyłość spada biodostępność witaminy D w organizmie (zarówno tej wyprodukowanej w skórze, jak i podanej doustnie) ze względu na jej odkładanie się w tkance tłuszczowej.
 
 
Na efektywność produkcji witaminy D ma również wpływ to, w jaki sposób eksponujemy swoje ciało na promienie słoneczne.
 
Oczywistym jest, że stosowanie kremów z filtrem blokuje produkcję witaminy D. Blokuje to dobre słowo, nie ogranicza, blokuje. Ponieważ już krem z filtrem SPF8 redukuje o 97,5% syntezę witaminy D, a z filtrem SPF15 o 99,9%. Wiadomo również, że ubranie jest czynnikiem ograniczającym.
Wiele osób uważa, że najlepsze jest aktywne spędzanie czasu na słońce, spacerowanie, uprawianie sportu, jazda na rowerze. Tak naprawdę jednak najefektywniejsze jest "leżenie plackiem" na plaży lub innym otwartym terenie.
Dlaczego? Bo w pozycji horyzontalnej największa powierzchnia naszego ciała jest wyeksponowana na słońce i promienie słoneczne w najmniejszym stopniu ulegają odbiciu.
 
Często zadawane pytanie - jak długo muszę przebywać na słońcu, żeby wyprodukować wystarczającą ilość witaminy D?
 
To pytanie, na które nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Na pewno długie przebywanie na słońcu nie przyniesie pożytku. Po pierwsze dlatego, że grozi poparzeniem. Po drugie dlatego, że skóra ma pewną ograniczoną pojemność co do produkcji witaminy D. W naszej skórze pod wpływem słońca produkowana jest prowitamina D. Potrzeba kilku godzin zanim z prowitaminy zostanie wyprodukowana witamina D. Dopóki nie spadnie poziom prowitaminy w komórkach skóry dalsza ekspozycja na słońce nic nie da. Tak więc najskuteczniejsze jest regularna krótkotrwała ekspozycja na słońce.
 
Biorąc pod uwagę wszystkie te czynniki prawda jest taka, że w naszej strefie klimatycznej nie jest możliwe zapewnienie sobie odpowiedniego poziomu witaminy D opierając się wyłącznie na jej produkcji w skórze.
 
I nie zmieniają tego wakacje w słonecznym kraju. Owszem, po okresie letnim mamy jej więcej dzięki słońcu. Możemy również pomóc sobie spożywając żywność bogatą w witaminę D (ryby i owoce morze - pod warunkiem, że są dziko-żyjące, żółtko jaj, grzyby). Ciągle jednak najprawdopodobniej to nie wystarczy.
 
Tak więc nie wierz jeśli ktoś mówi Ci, że latem, czy po wakacjach nie musisz zażywać suplementów z witaminą D3.
 
Zamiast tego zrób badanie poziomu 25(OH)D w krwi. 
 
 
 
Na fotografii plaża oczywiście :) A właściwie dwie plaże, w Machico na Maderze - szara, naturalna skalista i żółta z piaskiem przywiezionym z Sahary. Widziane ze wzgórza Pico do Facho. W oddali widać też pas startowy jednego z najniebezpieczniejszych lotnisk na świecie.
Do posłuchania piosenka z plażą w tle, plażą w Malibu :) Muszę powiedzieć, że ten utwór jest dla mnie dużym zaskoczeniem, szczególnie to wykonanie. Malibu to piosenka Miley Cyrus, która da mnie pozostanie już na zawsze Hannah Montanna, oglądaną przez moją córkę w dzieciństwie (zabije mnie, jak się dowie, że to zdradziłam :D) Wygląda na to, że po buntowniczym ostentacyjnym zrywaniu z wizerunkiem Hannah Montanna, Miley Cyrus dorasta :) - taka wersja jej Malibu, z gitarami akustycznymi, skrzypcami i takim tam jest całkiem stylowa :)


Literatura:

- Bogh i inni (2010) Vitamin D production after UVB exposure depends on baseline vitamin D and total cholesterol but not on skin pigmentation. Journal of Investigative Dermatology 130:546
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0022202X15347035

- Webb (2006) Who, what, where and when—influences on cutaneous vitamin D synthesis. Progress in Biophysics and Molecular Biology 92:17
https://www.sciencedirect.com/science/article/pii/S0079610706000204?via%3Dihub

- Webb i Engelsen (2008) Calculated ultraviolet exposure levels for a healthy vitamin D status. Photochemistry and Photobiology 82:1697
https://onlinelibrary.wiley.com/doi/pdf/10.1111/j.1751-1097.2006.tb09833.x

- Wortsman i inni (2003) Decreased bioavailability of vitamin D in obesity. The AmericanJournal of Clinical Nutrition 77:1342
https://academic.oup.com/ajcn/article/72/3/690/4729361

niedziela, 12 sierpnia 2018

O tym dlaczego historia Igennusa stała się moją historią :)

Kochani, dzisiaj będzie trochę sentymentalnie i trochę, że tak powiem "historycznie" ;)  Nie podrzucę Wam może garści wiedzy, ani nie zaskoczę Was obaleniem mitu, czy czymś takim. Myślę jednak, że mimo to mój wpis Was zainteresuje i zainspiruje :)
 
Już kilka razy obiecywałam napisać coś więcej o historii firmy Igennus, żeby wyjaśnić Wam skąd wzięło się moje zainteresowanie suplementami diety produkowanymi  przez nich. Zainteresowanie, które koniec końców stało się moją pracą (jedną z wielu :D), bo zajęłam się dystrybucją tych suplementów w Polsce jako firma Sanatum. Nie ukrywam, że to jak i dlaczego powstała firma Igennus, obok obserwowanej na własnych organizmie skuteczności ich produktów, było jedną z zasadniczych przyczyn dlaczego tak to się u mnie potoczyło.
 
Jak może pamiętacie, pisałam o tym zaczynając blogowanie, lata temu (będzie już z 30) dopadła mnie choroba autoimmunologiczna.
 
Zaatakowała najpierw skórę, potem jelita, potem stawy. Moja droga do prawidłowej diagnozy była długa, minęło jakieś 10 lat zanim to nastąpiło. Dopiero pojawienie się problemów ze stawami naprowadziło na właściwą diagnozę pt. autoimmunologiczny stan zapalny. Przy tej okazji, z tego powodu lub w efekcie tej choroby - trudno to określić, naukowcy nie mają jasności co dokładnie staje się w tym przypadku przyczyną czego - przyplątała się też insulinooporność. Ta z kolei nie za szałowo wpłynęła na moją tarczycę, stymulując ją do takiej przebudowy, że niektórzy lekarze (raczej ich unikam, ale czasem mnie np. uniwersytet na badania okresowe wyśle :), chętnie by mi ją wycięli, ucięli, wyrzucili już od lat.
 
Nadal, nieustannie poszukuje lekarzy, którzy mogliby mnie odciążyć od zgłębiania wszystkiego na własną rękę i odpowiadania sobie samej na pytania, bo doby mi nie starcza :) Kilka dobrych dusz z otwartym umysłem mi się trafiło. Ich pomoc polegała głównie na stwierdzeniach typu "no przecież sama wiesz najlepiej co z tym zrobić", albo "no tak, wiem, że tak to jest i tak się da ale ty sama najwięcej wiesz JAK to zrobić" :). Muszę jednak przyznać, że ludzie ci mieli swój udział w naprowadzeniu mnie na tą właściwą drogę. To były jednostki. Jednostki, które mają otwarte umysły i potrafią myśleć nieszablonowo. Jednostki, które miałam szczęście spotkać. Mam też szczęście posiadać wiedzę i wykształcenie, dzięki któremu mogłam sama dojść do tego co zrobić.
 
 
Igennus powstał z tych samych powodów, co Sanatum - z powodu czyjejś choroby oraz otwartego umysłu i determinacji jednostek.
 
Te jednostki to dr Jav Nazemi i profesor Basant Puri. Osobą, która zachorowała była córka Jav'a, Roxana.
 
Roxana zachorowała w wieku 12 lat na przewlekłą niewydolność serca, która została spowodowana gorączką reumatyczną. Chorobę zdiagnozowano przypadkowo - pediatrę zastanowiły ślepe plamy w polu widzenie u Roxan'y. Dokładniejsze badania wykazały szmery w sercu, aż w końcu Roxy trafiła do kardiologa w Harefield Hospital. Okazało się, że jedna z zastawek w jej sercu została uszkodzona, to spowodowało powstanie skrzepu, który trafił do oka i zablokował nerw wzrokowy. Problem, który dotknął Roxy początkowo nie daje żadnych odczuwalnych objawów jednak po pewnym czasie może powodować trudne do przewidzenia groźne dla życia skutki, w tym atak serca, zator czy obrzęk płuc. Tak więc w wieku 12 lat Roxana dowiedziała się, że jest skazana na poważne ograniczenia w swoim życiu oraz, że będzie musiała stale zażywać leki takie, jak penicylina (w celu zapobieżenia infekcji bakteryjnej gardła, która spowodowała gorączkę reumatyczną) i aspiryna (w celu zapobiegania powstawania skrzepów w jej krwi, które mogą zagrozić jej życiu).
 
Jav i jego żona zadali sobie wtedy niebagatelne pytanie - a co ze skutkami ubocznymi leków stosowanych długoterminowo, najprawdopodobniej przez całe życie? Zaczęli szukać sposobów na to, by wzmocnić serce Roxi i zapobiec potencjalnym komplikacjom. I mieli ogromne szczęście. Jeden z ich przyjaciół skierował ich do profesora (wtedy doktora, psychiatry) Basant'a Puri w Hammersmith Hospital. W tamtym czasie prof. Puri prowadził badania nad wpływem kwasów omega-3 na nasz organizm, jego zainteresowania dotyczyły szczególnie układu nerwowego. Wiedział już wtedy, że kwasy omega-3 poprawiają płynność krwi, sprawiają, że krwinki czerwone są bardziej elastyczne i mają mniejszą tendencję do tworzenia skrzepów.
 
Prof. Puri poradził Jav'ovi zastosować kwasy omega-3 u Roxy. A ponieważ Jav i jego żona od lat byli zwolennikami naturalnych metod wspomagania organizmu, Jav postanowił zgłębić temat kwasów omega-3 i dowiedzieć się dosłownie wszystkiego na ich temat. To doprowadziło go do przykrego wniosku, że na rynku zarówno brytyjskim, jaki światowym nie istnieje żaden preparat, suplement diety, który miałby skład odpowiedni, by mógł, zgodnie z tym co wiadomo, co zbadano, znacząco pomoc Roxy.
 
Równocześnie, niedługo po spotkaniu Jav'a, profesor Puri odkrył, że to nie o wszystkie kwasy omega-3 chodzi, że to jeden z kwasów omega-3 odgrywa tak znacząca rolę w naszym organizmie.
 
I jest nim kwas eikozapentaenowy (EPA), - jeden z kwasów omega-3 obecny w oleju z ryb. Kiedy okazało się, że to tylko czysty EPA w odpowiedniej koncentracji jest w stanie pomóc Roxy i wielu innym osobom na całym świecie, Jav postanowił, we współpracy z prof. Puri, stworzyć suplement który będzie spełniał te wymagania. W trakcie dalszych prac i badań okazało się ponadto, że korzystne byłoby dodanie do czystego EPA oleju z wiesiołka dwuletniego. Triterpeny obecne w organicznym tłoczonym na zimno oleju z wiesiołka mają szczególnie korzystny wpływ na nasz układ odpornościowy, co zdaniem Jav'a mogłoby wspomóc odporność Roxy i uniezależnić ją od penicyliny. To bardzo ważne, by olej był tłoczony zimno, w przeciwnym razie dochodzi do dezaktywacji triterpenów a zdecydowana większość suplementów z olejem wiesiołka nie jest prawidłowo produkowana.
 
I tak w 2003 roku narodził się preparat Vegepa, który po raz pierwszy został wprowadzony na rynek w Wielkiej Brytanii w 2004 roku.
 
Doktorat Jav'a nie dotyczył nauk biologicznych, czy medycznych. "Przed Vegepą" zajmował się czymś zupełnie innym. Jednak świadomość tego, jak Vegepa może pomóc wielu ludziom, nie tylko Roxy, Jav zdecydował się zrezygnować ze swojej dotychczasowej drogi kariery zawodowej i zająć się wyłącznie Vegepą.
 
Pionierska formuła zawierająca EPA, Vegepa, przyciągnęła zainteresowanie naukowców i instytucji naukowych oraz prasy, co zaskutkowało badaniami klinicznymi i owocną współpracą dotyczącą wielu dziedzin zdrowia - od zdrowia psychicznego, przez poprawę płodności do zastosowań w sporcie. O tym ile wiadomo obecnie na temat działania samej Vegepy i innych produktów Igennusa, jakie badania zostały przeprowadzone i jak są te suplementy stosowane przez specjalistów można by długo pisać. I pewnie kiedyś i o tym napiszę. Ale nie wszystko na raz, bo kto dotrwa do końca moich wywodów ;)
 
Obecnie Jav Nazemi jest CEO firmy Igennus Health Nutrition. Igennus to rodzinna firma, która intensywnie się rozwija. W ciągu tych 14 lat, które minęły od wprowadzenia Vegepy na rynek wiedza na temat kwasów omega-3 rozwinęła się, co zaskutkowało powstaniem nowych produktów takich, jak Pharmepa Restore i inne. Ponadto, specjaliści pracujący w firmie Igennus mają pełną świadomość tego, że najlepsze skutki dla zdrowia przynosi kombinacja wielu czynników, substancji odżywczych, witamin i działań. Dlatego obecnie Igennus w swojej ofercie posiada również szereg suplementów mających działanie uzupełniające do EPA i kwasów omega-3. Jednak od zawsze przyświeca im ta sama zasada - to, co robią opierają na najnowszej wiedzy naukowej a ich doświadczenie i wiedza sięga daleko poza produkcje i sprzedaż suplementów diety.
Roxana skończyła studia, jest w świetnej kondycji  prowadzi normalne życie. Już jakiś czas temu dołączyła do zespołu Igennusa.
Profesor Basant Puri jest autorem setek publikacji naukowych i książek oraz szefem Lipid Neuroscience Group w Imperial College (Londyn), a także konsultantem w MRI Unit of the Medical Research Council’s Clinical Sciences Centre w Hammersmith Hospital.


Mnie i firmę Igennus łączy również to, że robimy to, w co wierzymy. Bez absolutnego przekonania o słuszności naszych działań dotyczących zdrowia zarówno ja, jak i Jav, nie bylibyśmy w stanie promować tych produktów, przekonywać ludzi do kupienia ich. Tacy już jesteśmy :) Zarówno ja, jak i eksperci Igennusa (możecie skorzystać z ich porad w języku na angielskim online na MyOnlineCLINIC) zawsze powtarzamy również, że nie wystarczy, że bierzesz suplementy, musisz trochę jednak zmienić w swoim życiu, ważna jest Twoja rodzina, otoczenie, Twój wypoczynek, to co jesz itp. Suplementy Igennus mogą zrobić wiele dobrego dla Twojego zdrowia ale nie są magicznym antidotum na wszystko.
 
 
Na fotce - tak, nie może być w tej sytuacji inaczej - Londyn :) Zaskakująco udane połączenie starego z nowym - jeden z najstarszych rynków w Londynie, Leadenhall Market, z nowoczesnymi wieżowcami City. Z jakiegoś tajemniczego powodu nie tylko uwielbiam produkty brytyjskiej firmy, wybitną jednostkę, jaką jest Jav, któremu zawdzięczam stałą dzienną dawkę skoncentrowanego ultraczystego EPA, zbawiennego dla mojego organizmu, ale również generalnie uwielbiam kraj, z którego pochodzą :)
 
Do posłuchanie, ktoś z innego kraju :) Melissa Horn z Szwecji  - też dość bliskiej mojemu sercu, choć z innych powodów :) Towarzyszyła mi, gdy pisałam ten post dla Was :)
 
 
 
Powiązane posty:
 

środa, 30 maja 2018

Astaksantyna - królowa antyoksydantów, cz. 2: działanie

Drodzy czytelnicy, otrzymałam od Was mnóstwo pytań o to, co takiego specjalnego robi w naszym organizmie astaksantyna i dlaczego warto ją zażywać.
 
W telegraficznym skrócie odpowiedź na te pytania przygotowałam w formie obrazka :)
 
Stopniowo będę poruszać szerzej poszczególne obszary działania astaksantyny. Informacje poniższe pochodzą z artykuły przeglądowego dotyczącego astaksantyny pt. "Astaxanthin as a medical food" ("Astaksantyna jako żywność medyczna"). Artykuł ten został opublikowany w 2013 roku w czasopiśmie naukowym Functional Food in Helath and Disease.





środa, 16 maja 2018

Astaksantyna - królowa antyoksydantów, cz. 1: produkcja

Drodzy czytelnicy, dzisiaj będę polecać, zachwalać i rekomendować. I wyjaśnię dlaczego śmiem to robić :) Z radością donoszę, że preparat Astaksantyna AstaPure firmy Igennus jest już dostępny w Polsce. Dlaczego jestem tym tak podekscytowana?
 
Jak chyba wiecie :) jestem ambasadorem i konsultantem naukowym. Igennus w Polsce to moje "dziecko" :) Moja wspólna historia z Igennusem rozpoczęła się od moich własnych problemów zdrowotnych i odkrycia tej angielskiej firmy jako producenta unikatowego preparatu z czystym EPA, który doskonale sprawdził się najpierw dla mnie samej, a potem dla kolejnych osób, które "zarażałam tym preparatem". Obecnie Igennus produkuje nie tylko preparaty z czystym EPA i generalnie kwasami omega (mamy tu do wyboru różne produkty dobierane do indywidualnych potrzeb organizmu), ale również preparaty zawierające inne bardzo pożyteczne substancje takie, jak chociażby kurkumina, witamina D3 czy koenzym Q10.
 
Jest wiele powodów, dla których tak cenię produkty firmy Igennus i zespół ludzi, który nad nimi pracuje. Najwyższa jakość składników użytych w produktach i produktów końcowych. Rzetelna i przejrzysta informacja - Igennus nie zataja rzeczywistego składu swoich produktów, pochodzenia składników, czy sposobu produkcji. Uzasadniony skład i formy składników - Igennus projektuje swoje suplementy w oparciu o aktualną wiedzę, o wyniki najnowszych badań naukowych i medycznych badań klinicznych. A do tego zespół Igennus to fachowcy i równocześnie pasjonaci - zawsze służą gruntowną wiedzą i bardzo cenię sobie dyskusje z nimi. To, co robią, robią nie bez powodu - już chyba obiecywałam, że kiedyś napiszę Wam jaka jest historia tej firmy. Zrobię to! :) To wszystko sprawia, że produkty tej firmy są skuteczne i bezpieczne. I nie ukrywam, że z mojej szafki kuchennej z środkami "leczniczymi", preparaty Igennusa wręcz wypadają, jak widać stojąc na samym brzegu jako te używane codziennie (wybaczcie bałagan :)
 
Do tej pory musiałam odsyłać pytających o astaksantynę do poszukiwań preparatu firmy Cyanotech z Hawajów, producenta Bioastinu - wiarygodnej firmy od lat zajmującej się produkcją i godnej zaufania jeśli chodzi o jakość produktu.
A teraz już nie muszę :) Astaksantyna AstaPure nie tylko w niczym nie ustępuję produktowi tego lidera ale również cechuje się unikatowymi zaletami, którymi go przewyższa.
 
Oprócz oczywistych zalet samej astaksantyny, jak i ekstraktu AstaPure, o których będę jeszcze pisała w innych postach, żeby Was nie zamęczyć długością niniejszego ;) - na szczególną uwagę zasługuje system hodowli alg Haematococcus pluvialis (H. pluvialis), z których pozyskiwany jest ekstrakt AstaPure.
Jest dla mnie osobiście tym bardziej interesujący i wprawia mnie w zachwyt i w ekscytację, bo sama zajmuje się hodowlą roślin in vitro, w warunkach sterylnych.
 
 
A właśnie w takich warunkach hodowane są algi do produkcji AstaPure. W sterylnych, laboratoryjnych warunkach, a jednocześnie w naturalnym świetle, na słońcu. Dzięki zastosowaniu sterylnych warunków algi są całkowicie wolne od zanieczyszczeń pochodzących ze środowiska zarówno chemicznych, jak i biologicznych. W tym systemie algi są hodowane w specjalnych zamkniętych rurkach i dzięki temu są nie tylko bezpieczne i wolne od zanieczyszczeń, ale również warunki hodowli mogą być w pełni kontrolowane (górna fotografia). W otwartym systemie, w hodowlach w których zbiorniki są całkowicie otwarte (dolna fotografia) bardzo trudno kontrolować warunki, algi są narażone na zanieczyszczenia powietrza, czy choćby zanieczyszczenia i infekcje przenoszone przez ptaki i inne zwierzęta. Producenci stosujący systemy otwarte podają, że ich hodowle są zlokalizowane na idealnie czystych terenach, wolnych od zanieczyszczeń pochodzących z przemysłu, czy rolnictwa. To jednak ciągle nie zabezpiecza przed zanieczyszczeniami, których źródłem są zwierzęta, w szczególności ptaki. W przypadku systemów otwartych istnieje konieczność poddania produktu końcowego dodatkowej obróbce mającej na celu pozbycie się zanieczyszczeń, a to obniża wartość produktu i jego aktywność.
 
To, że w zamkniętym systemie warunki są w pełni kontrolowalne, w przeciwieństwie do otwartych, jest nie bez znaczenia również. Astaksantyna jest produkowana przez algi H. pluvialis w bardzo specjalnych warunkach. Astaksantyna oraz inne karotenoidy obecne w AstaPure z H. pluvialis (w tym znana Wam zapewne luteina) nadają algom charakterystyczne różowo-czerwone zabarwienie. Jednak H. pluvialis w normalnych, optymalnych warunkach jest zieloną algą. Produkcja astaksantyny i innych karotenoidów ma miejsce w warunkach niesprzyjających, stresowych takich, jak ostre słońce czy niedobór substancji odżywczych. Tylko w zamkniętym systemie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować warunki i sterować nimi tak, by algi produkowały najefektywniej najlepszej jakości karotenoidy. Produkcja H. pluvialis, z których uzyskiwany jest Asta Pure ma miejsce na pustyni Arava, na południu Izraela, gdzie panują idealne warunki świetlne dla tego gatunku. Algatech, producent ekstraktu AstaPure, wykorzystuje najnowocześniejsze rozwiązania, ich system produkcyjny to rezultat wieloletnich badań naukowych, dzięki którym wyselekcjonowano najlepsze linie komórkowe dające najlepszej jakości algi (nie ma to nic wspólnego z modyfikacjami genetycznymi - wyłącznie selekcja!) oraz opracowano system efektywny, przyjazny dla środowiska i relatywnie tani dzięki pełnej automatyzacji. Operacja Algatech na pustyni Arava to prawdziwie 21-szy wiek w produkcji roślin. Zapraszam do obejrzenia video z produkcji.
 
Ja już zażyłam dzisiaj swoją kapsułkę Astaksantyny AstaPure, a Wy? :) Po co zażywać? O tym już wkrótce! :)
 
 
 
 
 

niedziela, 14 stycznia 2018

Seria "Odpowiedzi" - Jaki tran wybrać?

Kochani, pytacie jaki tran wybierać. Wiecie, że długołańcuchowe kwasy omega-3 z ryb, EPA i DHA, są wam potrzebne ale wiecie również, że mamy zatrute morza i oceany, że ryby gromadzą te trucizny i że tran może te toksyczne substancje zawierać. Pytacie co robić?
 
Problem ryb z zanieczyszczonych mórz to nie jedyny problem towarzyszący suplementom na bazie tranu. Dzisiejszy post będzie o tym, ale nie tylko. Ale po kolei.
 
Zanieczyszczenia, w czym i jakie?
 
Problem zanieczyszczeń dotyczy nie tylko ryb, ale generalnie owoców morza, w tym skorupiaków (również kryla) i alg. Im większa ryba, im dłużej żyjący organizm, im wyżej stoi w łańcuchu pokarmowym, tym większa akumulacja toksyn.
 
Substancje toksyczne w rybach i innych owocach morza nie tylko pochodzą z działalności człowieka. Niektóre z nich, np. rtęć, naturalnie występują w środowisku.
 
Ryby hodowlane mogą zawierać mniej toksyn związanych z zanieczyszczeniem wód ale za to zawierają toksyny takie, jak antybiotyki i pestycydy, które stosuje się w celu zapobieganie infekcjom w zatłoczonych hodowlach i stratom z powodu ewentualnego ataku szkodników.
 
 
Suplementy muszą spełniać normy pod kątem czystości?
 
Dobra wiadomość - tak, muszą. Zła wiadomość - norma nie przewiduje kompletnego braku toksyn w suplemencie, a jedynie określa dopuszczalny poziom toksyn. Jeszcze gorsza wiadomość - mimo normy na półkach sklepów i aptek stoją produkty zawierają wyższe niż dopuszczalne poziomy toksyn, co ujawniają kontrole na całym świecie, niestety prowadzone sporadycznie.
 
 
Czy ma znaczenie z jakiej części ryby pochodzi olej?
 
Ma znaczenie. Olej z wątroby jest znacznie bardziej zanieczyszczony niż olej z ciała ryby. Wątroba to organ zajmujący się między innymi detoksykacją organizmu. Z tego powodu zawartość toksyn w wątrobie może być kilkaset razy wyższa niż w mięśniach.
 
 
Jaki suplement wybrać, żeby nie narazić się na toksyny?
 
Taki, który zawiera olej poddany oczyszczaniu metodą molekularne destylacji. Metoda ta pozwala usunąć rtęć i inne metale ciężkie, dioksyny, PCBs. Olej poddany oczyszczaniu nazywany jest olejem farmaceutycznym. Nie tylko nie zawiera toksyn ale również ma ściśle określony skład co do kwasów tłuszczowych. Produkty zawierające "około" ileś kwasów omega-3, "od do" itp. to najtańsza wersja, najprawdopodobniej nie poddano jej zaawansowanej obróbce, zapewniającej pełną czystość i bezpieczeństwo stosowania produktu.
 
Dobry produkt z tranu podlega stałej kontroli przez firmę zewnętrzną i producent takiego oleju dysponuje stosownymi certyfikatami takiej kontroli. W najlepszych suplementach olej jest dodatkowo testowany na obecność toksyn jeszcze przed obróbką.
 
 
Lepszy olej w butelce czy w kapsułkach?
 
Zdecydowanie w kapsułkach. I to zapakowanych w blistry, każda kapsułka osobno, a nie w butelce - wszystkie kapsułki razem. Dlaczego? Kwasy tłuszczowe w oleju rybim to w większości nienasycone kwasy tłuszczowe (wielonienasycone i jednonienasycone). Takie kwasy tłuszczowe są szczególnie wrażliwe na utlenianie, w efekcie którego powstają duże ilości wolnych rodników - olej jełczeje, czyli psuje się. Olej, który nie jest zapakowany w kapsułkę ma kontakt z powietrzem i w zawartym w nim tlenie - utlenianie takiego oleju zachodzi więc szybciej niż oleju w kapsułce. Olej w kapsułkach, których nie zapakowano w blistry ma mniejszy kontakt z powietrzem niż olej w butelce ale kapsułka żelatynowa nie jest w pełnie nieprzepuszczalna dla powietrza. Najlepszej jakości suplementy na bazie tranu są zapakowane w blistry, w których każda kapsułka jest pakowana osobno i w pełni zabezpieczona przed kontaktem z powietrzem. Takie suplementy są pakowane w atmosferze ochronnej, czyli również w trakcie pakowania nie mają kontaktu z powietrzem. Suplement z tranu musi zawierać witaminę E, która jest antyoksydantem i dodatkowo zabezpiecza olej przez utlenianiem.
 
 
Z witaminą A, czy bez?
 
Bez. W przypadku wielu schorzeń wskazane jest długoterminowe zażywanie preparatów z kwasami omega-3. Biorąc pod uwagę fakt, że w naszej diecie jest generalnie zbyt mało kwasów omega-3, takie suplementy dobrze jest zażywać regularnie nawet w przypadku osób całkowicie zdrowych. Witamina A jest witaminą rozpuszczalną w tłuszczach i jest witaminą, która w zbyt wysokiej dawce jest toksyczna - ponieważ rozpuszcza się w tłuszczach, a nie w wodzie, jej nadmiar jest magazynowany a organizmowi trudno się jej pozbyć. Z tego powodu stosowanie suplementów z omega-3 zawierających również witaminę A stwarza potencjalne ryzyko nadmiaru i toksyczności witaminy A.
 
 
Czy dawka ma znaczenie?
 
Oczywiście, że ma. Dawka, rodzaj kwasów omega (omega-3, omega-6), konkretne kwasy omega-3 (EPA, DHA), kolejność suplementacji itp. - to wszystko ma znaczenia i wpływa na to, czy suplementacja przyniesie korzyści. Już wcześniej o tym pisałam i zapewne będę jeszcze pisać. Dawka, zawartość kwasów omega-3 w 1 kapsułce ma jednak znaczenie również z innego powodu - najbardziej skuteczne w suplementacji są produkty z wysoką zawartością skoncentrowanych kwasów omega-3. Nie tylko dlatego, że dostarczamy wtedy organizmowi dużo kwasów omega-3 ale tez dlatego, że skoncentrowane kwasy omega-3 są lepiej wchłaniane i są bardziej biodostępne. Innymi słowy każde 10 mg omega-3 w kapsułce zawierającej 150 mg omega-3 ma dla organizmu mniejszą wartość niż każde 10 mg omega-3 w kapsułce zawierającej 500 mg omega-3.
 
 
Czy forma kwasów omega-3 ma znaczenie?
 
Ma. Na rynku mamy suplementy z olejem nie poddanym obróbce, produkty zawierające kwasy omega-3 w formie etylowanej i produkty zawierające omega-3 w formie re-estryfikowanych trójglicerydów.
 
Produkty z olejem nie poddanym obróbce - producent chwali się wtedy, że ma naturalny tran. Kwasy omega-3 w naturalne postaci cechują się wysoką biodostępnością. Jednak ryzyko zanieczyszczeń, witamina A, brak możliwości kontrolowania suplementacji ze względu na nieprecyzyjnie określoną zawartość kwasów omega-3 sprawia, że w ogóle nie biorę ich pod uwagę jako zdrowych i skutecznych suplementów.
 
Kwasy omega-3 w formie etylowanej (etyl-EPA i etyl-DHA) są mniej biodostępne niż naturalne omega-3, ale forma ta daje możliwość skoncentrowania ich zawartości, dzięki czemu mają zastosowanie w terapii.
 
Kwasy omega-3 w formie re-estryfikowanego trójglicerydu (rTG-EPA, rTG-DHA) - zawierają je najlepsze suplementy. Kwasy omega-3 w swojej naturalnej postaci, w przyrodzie, mają formę właśnie trójglicerydu. Ta forma również pozwala na koncentrację zawartości, podobnie jak etylowana ale jest bardziej stabilna. To właśnie w tej formie EPA jest stosowane w terapii schorzeń. Forma rTG jest bardziej biodostępna niż omega-3 w oleju naturalnym.
 
 
Czy olej z kryla jest lepszy?
 
Swego czasu olej z kryla został okrzyknięty tym "lepszym" niż rybi źródłem kwasów omega-3. Argumentowano to tym, że kryl żyje krótko więc jest stosunkowo mało zanieczyszczony oraz tym, że w krylu kwasy omega-3 mają formę fosfolipidów. Z tego powodu reklamowano go jako bardziej biodostępny. Dodatkowy atut kryla to astaksantyna - doskonały antyoksydant. Ale jak to często bywa i w tym przypadku hasła reklamowe były/są na wyrost, a do tego nie rzadko ocierają się o zatajanie faktów.
 
Owszem, omega-3 w postaci fosfolipidów cechują się wysoką biodostępnością ale ponieważ ich zawartość w oleju z kryla jest stosunkowo niska, suplementacja olejem z kryla nie przynosi pożądanych efektów i nie podnosi w znaczący sposób indeksu omega-3 w naszym organizmie.
 
Astaksantyna? Tak, jest świetna. Tyle tylko, że samym oleju z kryla jest jej zbyt mało by miała działanie terapeutyczne. Astaksantyna, podobnie jak inne substancje, musi być stosowana w odpowiedniej dawce i nie da się jej uzyskać spożywają olej z kryla.
 
Cena oleju z kryla jest wyższa niż większości suplementów z oleju z ryb. Jednak, żeby uzyskać te same ilości omega-3, podobny efekt jak w przypadku dobrych suplementów z oleju z ryb należałoby zażywać kilkakrotnie większą ilość kapsułek oleju z kryla niż podaje producent, co jeszcze zwiększyłoby koszty, daleko ponad koszty dobrych preparatów z oleju z ryb.
 
 
Reasumując, jakie cechy powinien posiadać produkt z oleju z ryb, by jego zakup to nie były wyrzucone w błoto pieniądze i by nam nie zaszkodził?
 
Powinien:
  • być wyprodukowany na bazie oleju z ciała małej ryby, nie z wątroby i nie z dużej ryby
  • być oczyszczany na drodze enzymatycznej destylacji i jego jakość powinna być kontrolowana przez niezależną instytucję
  • mieć precyzyjnie określony skład
  • być skoncentrowany
  • nie zawierać witaminy A
  • zawierać witaminę E
  • mieć formę re-estryfikowanego trójglicerydu
  • być pakowany w kapsułki, każda kapsułka osobno pakowana w blistrze.
Taki olej nie będzie tani. Ale na pewno wydane na niego pieniądze nie będą stracone. Przy czym najlepiej przed zakupem skorzystać z porady specjalisty mającego doświadczenie w suplementacji kwasami omega, by doradził nam jaką zastosować dawkę i których kwasów omega.
 
 
Na fotografii moje własne suplementy z omega-3 na mojej osobistej dłoni :) Jak widać mam je różne i nie bez powodu używam różnych :)
Do posłuchania Eivor z Islandii. Chyba Północ mnie wzywa ;) i wygląda na to, że Północ i ja niedługo zobaczymy się znowu :)