niedziela, 4 listopada 2018

Moja opinia - Suplementy diety to marketingowe kłamstwo?

Niniejszy post piszę obserwując różne komentarze i różne materiały pokazujące, że mamy swego rodzaju skłonność do popadania w skrajności. I nie chodzi mi o to, że we wszystkim najlepszy jest umiar - wcale nie, czasem konieczne są radykalne działania. Chodzi o wiedzę, znajomość tematu, dzięki temu mamy szansę być krytyczni wobec zalewu bezużytecznych, a nawet szkodliwych teorii.
 
Niniejszy post jest moją osobistą opinią.
 
Jednym z tematów, w ramach którego uprawiane są wspomniane powyżej skrajności jest stosowanie suplementów diety i środków niefarmakologicznych.
 
Jedni twierdzą, że suplementy diety i inne niefarmakologiczne środki są antidotum na wszystko.
Masz raka? Nie idź do lekarza, zabije cię. Zamiast tego zażyj to i to, sprzedamy ci to. Wstrzykniemy ci to i to. Albo podłączymy do magicznego aparatu. Albo jedno i drugie.
Chorujesz na zapalenie stawów? Po co ci leki, one nic nie dają. Lepiej zastosuje nasze suplementy.
Cierpisz na depresję? Lekarz nic ci nie pomoże, psycholog to strata czasu. Masz depresję, bo masz niedobór tego i tego. Sprzedamy ci to, a ty zażywaj.
Twoje dziecko ciągle choruje? Potrzebuje naszych witamin.
Ciągle czujesz się zmęczony? Potrzebujesz naszych suplementów.
Itd. Itp.
Celowo napisałam "sprzedamy ci" itp. - bo z reguły w sposób mniej lub bardziej bezpośredni za "poradą", by zamiast leków stosować suplement lub środek niefarmakologiczny idzie oferta sprzedaży. Ta praktyka zaczyna się w reklamach telewizyjnych/radiowych/w prasie, a kończy na internetowych portalach, grupach dyskusyjnych itp.
 
Druga skrajność to propagowanie teorii, że suplementy diety i środki niefarmakologiczne nic nie dają. Są stratą pieniędzy. Nie mają znaczenia dla organizmu, nie pomagają leczyć chorób, nie wzmacniają odporności. Są po prostu sprzedawane jedynie dla pieniędzy.
Odmianą tej teorii jest twierdzenie, że nie ma również znaczenia co jemy. Ewentualnie, że ma znaczenie tylko jedzenie tłuszczu - tłuszcz cię zabije. Chorujesz na raka - jedz na co masz ochotę. Masz cukrzycę - jedz chudo i stosuj leki. Masz chore stawy - dieta nie ma znaczenia. Masz wysoki cholesterol - bo jesz tłuszcz.
Przy tej okazji pojawiają się poboczne teorie. Typu jeśli witaminy/suplementy to tylko naturalne. Witaminy syntetyczne są niedobre. Suplementy zawierające dodatki są złe. Tylko oryginalne (cokolwiek to znaczy) suplementy są dobre.
 
Kochani, z przykrością i pełną odpowiedzialnością stwierdzam, że każde z powyższych to bzdura.
 
Dlaczego?
 
Bo wiele leków ratuje nam życie, ale też wiele generuje kolejne choroby.
Bo suplementy diety nie bez powodu są nazywane suplementami diety - mają uzupełniać naszą dietę, a nie ją zastępować.
Bo wiele substancji możemy uzupełnić odpowiednio się odżywiając, ale nie wszystkie.
Bo chodzi o współdziałanie - leków, diety suplementów, naszego umysłu.
Bo w niektórych przypadkach syntetyczna witamina jest bardziej skuteczna.
Bo nie dla każdego to samo jest dobre.
Bo znaczenie ma forma i dawka, a nie "oryginalność".
Bo teraz jest inaczej niż kiedyś.
Bo rozwijamy się, wiemy coraz więcej ale ciągle nie wiemy wszystkiego.
Bo często nie chodzi o to, że ktoś przed nami coś zataja, ale o to, że to wszystko nie jest takie proste.
Bo "obu stronach barykady" są nieuczciwi i altruiści.
Bo suplementy diety mogą być stratą pieniędzy, ale mogę być też niezbędne.
Bo suplementy diety i środki niefarmakologiczne mogą uratować życie ale mogą też zaszkodzić.
 
Można by długo jeszcze tak pisać kolejne "bo..." Najogólniej rzecz ujmując chcę powiedzieć, że wszelkie uogólnienia obarczone są bardzo dużym marginesem, do którego się nie stosują. Warto to wziąć pod uwagę zdając się na czyjąś opinię. Wiem, że laikowi trudno ocenić, co jest bliższe, a co dalsze od prawdy. Ale myślę, że bardzo jednostronne opinie, bardzo krytyczne, bardzo skrajne powinny budzić nasz niepokój, nawet jeśli nie mamy wiedzy, by je ocenić. Myślę też, że z powyższych powodów zawsze warto zasięgnąć drugiej i kolejnej opinii. Spotkałam na swojej drodze zarówno lekarzy przekonanych o swojej jedynej słuszności i negujących wszystko co nie mieści się w ogólnie przyjętych procedurach, jak i lekarzy z otwartym umysłem, ciągle się uczących i mających świadomość swojej niedoskonałości. Spotkałam też naturopatów i dietoterapetów z powodzeniem wspierających swoich pacjentów leczonych przez lekarzy i będących na bieżąco z najnowszą wiedzą, jak i takich, którzy głosili teorie rodem ze średniowiecza. Sobie i Wam mogę tylko życzyć spotykania tych właściwym, ale nie zawsze mamy takie szczęście.
 
Na pewno wielu z Was wie, że sama jestem związana z firmą sprzedającą suplementy diety. Jestem też dietetykiem i doktorem biologii. Zanim związałam się z firmą sprzedającą suplementy miałam wiedzę na temat tego, jak funkcjonuje nasz organizm i jak bardzo mogą one pomóc mnie samej i innym. Wiedzę to ciągle pogłębiam i jestem na bieżąco z najnowszymi badaniami naukowymi. Jestem też w stanie ocenić wiarygodność badań naukowych - sama je prowadzę i wiem jakimi prawami rządzi się publikowanie wyników badań.
Nie twierdze jednak, że suplementy diety, moje czy inne, powinny zastąpić leki. Za to mogą bardzo wspomóc leczenie i przeciwdziałać jego skutkom ubocznym.
Nie twierdze, że zamiast skierować się do lekarza powinniście umówić się na wizytę do mnie. Za to zachęcam do pochylenia się nad swoim odżywianiem oprócz stosowania leków.
To przejaw braku zdecydowania? Braku przekonania co do skuteczności tego, co radzę innym? W żadnym wypadku. To trzymanie się faktów!
 
Moim marzeniem jest, żeby ci którzy zajmują się sprawami zdrowia więcej z sobą współpracowali, żeby jedni korzystali z wiedzy drugich. Żeby wiedza, doświadczenie, diagnostyka, narzędzia i umiejętności, leki, suplementy i inne środki łączyły nas ku pożytkowi wszystkich, a nie dzieliły ku zyskowi jednostek, czy zaspokajaniu indywidualnej potrzeby zaistnienia czy bycia nieomylnym. 
 
To idealizm? Moje myślenie jest zbyt oderwane od rzeczywistości? Być może. Jestem jednak przekonana, że rzeczywistość tworzymy my sami...
 
Na fotografiach - moja jesień :) Do posłuchania moje ostatnie odkrycie - Eivør Pálsdóttir z Wysp Owczych. Ostatnio nie mogę się od niej oderwać - świetnie współgra z jesienią :) Zalecam słuchawki dla lepszego odbioru :)